5rano
12.12.07, 21:37
Nie uznaję rozłączności podziału na to, co prywatne i publiczne w kwestii
uwarstwienia ludzkiego życia. Uważam za słuszną argumentację o
instytucjonalnym (w najszerszym sensie – gdy za instytucje uważamy również
formy życia, wzory zachowań itp.) dookreśleniu ludzkiej egzystencji.
Na czym polega problem? Jako osoba homoseksualna dorastając trafiam w próżnię.
Kultura nie oferuje mi żadnej pozytywnej struktury "bycia gejem", w ramach
której, a następnie może w opozycji do której mógłbym się określić.
Piętnowanie, odsyłanie "problemu" do sypialni, zmonopolizowanie dyskusji przez
"zdrowych i normalnych" na poziomie indywidualnym skutkuje różnymi spięciami,
żeby nie napisać: "zaburzeniami". Najpierw pojawia się nienawiść do samego
siebie, brak poczucia własnej wartości. To wywołuje frustrację, smutek, a
później agresję skierowaną na zewnątrz. Doskonale rozumiem nienawiść, z jaką
homoseksualiści mówią o heteronormatywnym świecie, w którym nie ma dal nich
miejsca.
Co pozostaje? Zamknąć się w "środowisku" konsumpcyjnego hedonizmu, rotacji
partnerów w układach "każdy z każdym", imprez i braku skrupułów, lub
poszukanie wsparcia, ale nie na poziomie wartości, gdyż oferowana jest mi
aksjologiczna próżnia. Owa próżnia jest moim zdaniem podstawowym problemem i
jednocześnie wyzwaniem.
P.S. Inspiracją do podjęcia wątku jest oczywiście tłumiona przeze mnie agresja.