gerda78
18.12.07, 19:41
Dookoła już od dawna panuje świąteczny nastrój i wystrój, słychać świąteczne
piosenki, panuje zakupowe szaleństwo itd...
Mnie jednak ten klimat nie napawa radością i beztroską-wręcz przeciwnie-budzi
obawy i lęk przed kolejnymi Świętami, a więc jednym z trudniejszych momentów w
roku...Dlaczego? Mój Ojciec jest alkoholikiem(nie pijącym co prawda od wielu
lat), moja Mama nie potrafi mu wybaczyć i toczy z nim wieczną wojnę..Od wielu
lat dzień wigilii kojarzy mi się ze ściskającym gardło bólem,łzami, strachem i
pytaniem:"podzielą sie opłatkiem czy nie?".
W zeszłym roku to pytanie było nawet niepotrzebne bo...wigilii po prostu nie
było...mimo, że wszyscy byliśmy w domu, był gotowy karp i kluski z
makiem...Przesiedziałam ten wieczór przed telewizorem oglądając wigilie w
kolejnych serialach-bo po raz pierwszy stwierdziłam, ze nie zrobię nic żeby
"ratować sytuację"...więc Naszej Wigilii nie było...
Przepraszam, ze poruszam tak bolesny temat teraz i burze panującą wokoło
beztroskę i słodycz-nie robie tego dlatego, żeby sie wygadać i wyżalić(już to
zrobiłam wcześniej), ale po to, by wesprzeć osoby, które też w tym-jakże
wyjątkowym Dniu- nie przeżywają sielanki..
Mnie rok temu pomnogła myśl (nie wiem już czy zasłyszana, czy
"wydedukowana")że: "Pan Jezus urodził sie przecież w... stajni!"
Dlatego myślę, ze może to właśnie Ci, którzy zamiast siedzieć przy suto
zastawionych stołach i beztrosko uśmiechać- przełykają w kącie łzy - są w tym
Dniu najbliżej Niego...
Pozdrawiam
i życzę pokoju-mimo wszystko:)