ijaw
27.12.07, 11:22
artykuł z GW:
"Wanesa chce zostać kucharką, jej siostra Nastia - fryzjerką, a druga siostra Margarita - lekarzem. Sławek jeszcze nie wie, ale ma czas do namysłu, bo jest dopiero w zerówce. Jego starsze siostry są już uczennicami klas: pierwszej, czwartej i piątej SP nr 20 na Rakowie. Ich mama skończyła trzy klasy szkoły podstawowej. - Wiem, jak to ogranicza człowieka - przyznaje Bogumiła Bieńkowska. Jest Romką, mieszka z dziećmi na Rakowie. Dla jej starszych krewnych nauka nadal jest głupotą.
Na stałe w Częstochowie mieszka wielu Romów. Pochodzą z różnych klanów, krajów, władają często innymi narzeczami. Nie wszyscy mają zalegalizowany pobyt. Tak twierdzi Iwona Bieńkowska, romska koordynatorka "Programu na rzecz społeczności romskiej", realizowanego przez SP nr 20 na Rakowie. Projekt finansowany przez MSWiA zakłada integrację tej społeczności ze środowiskiem, w którym ona żyje. Jednym z zadań jest nauka młodzieży.
- Rodziny romskie nie chcą wysyłać dzieci do szkół. A nam trudno ten obowiązek wyegzekwować - uważa Piotr Zaczkowski, rzecznik Śląskiego Kuratorium Oświaty. Powody? Po pierwsze, Romowie nie mają tradycji uczenia się. Po drugie, trudno ustalić zameldowanie dzieci [pozwala to na wyznaczenie szkoły odpowiedzialnej za egzekwowanie obowiązku szkolnego - przyp. red.]. Po trzecie, Romowie mają odmienną kulturę (choćby zwyczaj porywania kilkunastoletnich dziewcząt na żony, co przerywa tok nauki).
Iwona Bieńkowska: - Chodzę, namawiam rodziców, by posłali dzieci do szkoły, ale do starszych to nie trafia. Tu na Rakowie wszystkie nasze dzieci chodzą jednak do szkoły - do SP nr 20, która nie tylko zainteresowała się społecznością romską z dzielnicy, ale chce, żeby aktywniej włączyła się ona w jej życie.
Pracę zapoczątkowała Jadwiga Grewenda, była wicedyrektorka "dwudziestki". W planach na 2008 rok jest stworzenie w szkole Centrum Kultury Romskiej - miejsca, gdzie Romowie będą się mogli spotykać i rozwijać. - Uświadomiliśmy sobie, że potrzebne jest także utrwalenie ich odrębności kulturowej, języka - dodaje dyrektorka szkoły Maria Kurek. - Postaramy się o elementarz romski, mamy już instrumenty, bo chcemy stworzyć zespół.
Do "dwudziestki" chodzi szóstka małych Romów. Część z nich uczy się na zajęciach indywidualnych.
Bogumiła Bieńkowska marzy, by jej dzieci zdobyły zawód. Szczyt marzeń: żeby choć jedno skończyło studia - lekarskie albo prawnicze. Słyszała w telewizji, że gdzieś w górach jest lekarz Rom i nawet dziennikarka romskiego pochodzenia. - Świat się zmienia. Już nie wędrujemy po lasach w taborze. Dzieci muszą się uczyć, by coś osiągnąć - mówi pani Bogumiła."
i jakże treściwa dyskusja na forum:((
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=55&w=73397108&a=73397108