marajka
21.01.08, 14:36
Często można spotkać wypowiedzi, w których Polacy narzekają, jakim
to są beznadziejnym narodem: narzekającym, biednym, głupim,
zacofanym, pijackim, złodziejskim, gorszym...Potem jakaś część ma
dość tego wdeptywania się w błoto i dochodzi do wniosku, że Polacy
gorsi nie są, o nie! Są lepsi. Bo nie zgadzają się na aborcję, bo
nie "uczą seksu w szkołach", bo mają "wyższą" moralność itp. I
powstaje wyborca PiS. Moje pytanie brzmi: skąd te kompleksy?
Dlaczego Macedończycy i Grecy kłócą się o Aleksandra Wielkiego, a
Polak o Chopinie powie "To przeciez Francuz był...." zamiast
przypominać jak on sam do polskości się przyznawał? Dlaczego Polacy
widzą tylko swoje wady, a nie zalety? Dlaczego nie widzą tego, jak
sami się zmieniają? Dawniej rzeczywiście sąsiad sąsiadowi z
zazdrości gotów był zniszczyć auto, bo sam na jego kupno nie miał
szans. Dziś jak pozazdrości nowego auta powie do żony "Widziałaś
tego opla Kowalskich? Może bym pojechał do Irlandii na wakacje, to
też kupimy nowe?". Dlaczego za grupę pijanych wyrostków w Londynie
wstydzi się cały kraj, a za grupę pijanych Anglików w Krakowie ich
rodacy się nie wstydzą? Dlaczego Polacy nie widzą jak łatwo
odnajdują się w nowej rzeczywistości? Jak duzo i dobrze potrafią
pracowac? Jak potrafią się bawić? Jak stać ich na gesty
spontaniczności? Jasne, że mamy narodowe wady. Ale żeby zawsze kłaść
je na wierzchu? Inne narody też mają wady, ale wolą je ukryć i
chwalić się zaletami. Zatem skąd w Polsce ta moda na poniżanie
samych siebie? Ja jako Polka nie czuję się ani gorsza ani lepsza od
Francuzki czy Czeszki. Nie jestem zawistna, nietolerancyjna,
niekulturalna i piję okazjonalnie. Moi przyjaciele podobnie. Więc
gdzie żyją ci, ktorzy uważają Polaków za skończoną hołotę...? I kim
sami są...?