wolny-1
22.01.08, 17:43
Pamiętnik Natalii Kukulskiej
Jako Ambasadorka Dobrej Woli UNICEF pojechała do Afryki pomóc
angolskim dzieciom. Co drugie z nich nie chodzi do szkoły, każde
marzy o tym, by się uczyć, mieć swój zeszyt, kolorowy pisak.
Potrzebne są pieniądze, by wybudować im szkoły i znaleźć
nauczycieli. Natalia wspiera tę akcję. Tylko w "Gali" pamiętnik z
najbardziej egzotycznej i dramatycznej podróży w jej życiu.
Jako mama Jasia i Ani. W tym roku Jasio idzie do szkoły, bardzo to
przeżywamy. Zastanawiamy się, w jakich szkołach on i Anula powinny
się uczyć, by mogły robić w życiu to, co da im szczęście. Jak
rozbudzić w nich pasję i naprowadzić na właściwy trop. Mają szansę
zrealizować swoje marzenia... Gdy UNICEF zaproponował mi, bym
została Ambasadorem Dobrej Woli i wsparła budowę szkół w Angoli,
myślałam: dlaczego właśnie tam? Dowiedziałam się, że połowa
mieszkańców tego kraju, czyli około 8 milionów obywateli, to dzieci
do piętnastego roku życia. Połowa dzieci, które powinny się uczyć,
nie chodzi do szkoły! Zaledwie od pięciu lat w Angoli panuje pokój
po blisko 30-letniej wojnie domowej. Wychowało się pokolenie, które
nie ma pojęcia, co oznacza życie w pokoju. Zginęło około 1,5 miliona
ludzi, załamał się system szkolnictwa i ochrony zdrowia. Angolczycy
nie są w stanie sami odbudować kraju. Bardzo spodobało mi się hasło
programu "Szkoły dla Afryki": "Nie rozwiążemy wszystkich problemów
na Ziemi. Ale możemy nauczyć Afrykę, jak ma swoje rozwiązać sama".
Sięgnęłam do książek Ryszarda Kapuścińskiego. Utkwił mi w głowie
fragment z "Hebanu" o małych Angolczykach: "Głód wśród tych dzieci
jest czymś stałym, jest formą życia, drugą naturą. A jednak to, o co
proszą, nie jest prośbą o chleb czy owoc, nie jest nawet prośbą o
pieniądze. Proszą o ołówek kulkowy, cena 10 centów. Tak, ale skąd
wziąć 10 centów? A oni wszyscy chcieliby chodzić do szkoły,
chcieliby się uczyć". Przypominają mi się słowa psychiatry z "Dnia
świra": "Dziecku nie wolno rzucać kół ratunkowych, lepiej nauczyć je
pływać".
W Angoli jest tyle min, ile dzieci. Każdy, kto nigdy nie widział
wojny i po raz pierwszy jedzie w takie miejsce, może się bać. Nie
tylko min, także bandytyzmu, chorób. Półtora miesiąca przed wyjazdem
trzeba rozpocząć szczepienia przeciw żółtej febrze, żółtaczce typu A
i B, błonicy, tężcowi, polio, durowi brzusznemu i meningokokom. W
dniu wyjazdu trzeba zacząć brać lek przeciw malarii. Na lotnisku w
Luandzie, przed sprawdzeniem paszportów, lekarz kontroluje, czy
zaszczepiliśmy się przeciw żółtej febrze. Jeśli nie, nie wpuściłby
nas do Angoli. Przed nami dziewięć dni pobytu w tym kraju. Będą
spotkania z dziećmi i ich rodzinami w małych opuszczonych wioskach,
ale również z ludźmi odpowiedzialnymi za edukację. Te kilka dni
pozwoli mi poznać warunki, w jakich żyją ludzie, do których ma
trafić polska pomoc. Cieszę się, że będzie mógł ze mną jechać
Michał, mój mąż. Zawsze w trudnych chwilach - a czuję, że ich nie
zabraknie - jest dla mnie nieocenionym oparciem... kliknij link
artykuł cd.
gala.onet.pl/0,1437381,1,1,pamietnik_natalii_kukulskiej,tematy.html
zobacz o działaniach jak można pomóc Im www.pomocglodnym.pl