ijaw
05.02.08, 22:19
Polska stanowi dla handlarzy żywym towarem ważne europejskie ogniwo.
Przestępcy wiedzą, że policja jest w konfrontacji z nimi bezradna. Każdego
roku przez nasz kraj przerzucają aż 15 tys. osób. Najnowszy rządowy raport o
handlu ludźmi, do którego dotarła "Polska", alarmuje: zjawisko jest nie do
opanowania.
A policja nie ściga handlarzy, bo nie czuje presji. - Dla rządzących ten
proceder stanowi mało istotny margines - mówi szefowa Fundacji "La Strada"
Stana Buchowska. - Utwierdzają ich w tym przekonaniu oficjalne statystyki.
Według danych MSWiA, w ostatnich dziesięciu latach stwierdzono ledwie ponad
1,8 tys. przypadków handlu ludźmi. Ale te dane dalece odbiegają od prawdy.
Według Organizacji Narodów Zjednoczonych szacunkowa liczba ofiar handlu wynosi
w naszym kraju ponad 15 tys. rocznie!
Skąd ta rozbieżność? Ofiary nie wiedzą, gdzie szukać pomocy, a nawet jeśli już
trafią na policję czy do prokuratury, to i tak nie mają co liczyć na wsparcie.
Sprawy toczą się bardzo powoli, aż w końcu są umarzane. Co więcej, prawa ofiar
bagatelizuje się niemal na każdym kroku. Pokrzywdzone kobiety nie są
przesłuchiwane w obecności psychologa, nie powołuje się biegłych. - Tymczasem
handlarze są świetnie zorganizowani, mają broń, pieniądze i prawników -
tłumaczy Buchowska. - A ofiary zostają same, bez ochrony. Nic dziwnego, że
wycofują się z zeznań.
Od 2002 do 2006 r. przydzielono ochronę tylko 16 ofiarom handlu żywym towarem;
w ciągu ostatnich dwóch lat taki przypadek nie zdarzył się ani razu. Efekt
jest taki, że od 1995 r. udało się skazać ledwie 200 handlarzy.
Helsińska Fundacja Praw Człowieka apeluje do polskiego rządu o ratyfikację
Konwencji Rady Europy w sprawie działań przeciw handlowi ludźmi. W tym
dokumencie znajdują się szczegółowe przepisy, jak walczyć z gangami. Według
niego każda ofiara, nawet jeśli o to nie wystąpi, musi dostać ochronę. Bo to
jedyny sposób, by uchronić ją przed zemstą gangsterów.
Źródło informacji: INTERIA.PL/PAP