bezdzietni a dzieciaci

25.02.08, 17:39
Zastanawiam się nad sytuacją par bezdzietnych. Jak to z nimi jest,
jak im się układa? Czy naprawdę tracą tych znajomych, którzy
dorobili się dziatwy, a to z powodu drastycznego spadku ilości
wspólnych tematów i wiadomych ograniczeń natury "organizacyjnej"?
Czy osoby bezdzietne doświadczają w pracy niesprawiedliwego
traktowania? Czy zauważa się ich potrzeby w nawale potrzeb "tych z
dziećmi"? Czy szanuje się ich prawo do własnego życia i
samorealizacji? Czy są obiektem zazdrości..czy raczej politowania?
Na czym i wokół czego opierają swoje życie?

Odbyłam ostatnio interesującą acz niezbyt przyjemną rozmowę, której
finałem był przykry wniosek, że osoby bezdzietne muszą raczej
przyjmować postawę obronną w naszym społeczeństwie...

Czy to prawda?
    • raveness1 Re: bezdzietni a dzieciaci 26.02.08, 08:17
      > Czy naprawdę tracą tych znajomych, którzy
      > dorobili się dziatwy, a to z powodu drastycznego spadku ilości
      > wspólnych tematów

      O jakich tematach mowisz? Ile razy dzieciak piardnal zanim sie
      obudzil? Jak ladnie beknal, jak ziewnal, jak zapiszczal...itd?
      Tez mi interesujace tematy, lol. Juz wole posluchac swiergotu ptakow
      za oknem . I to 100 razy.
      • demonii Re: bezdzietni a dzieciaci 26.02.08, 08:28
        Jeśli ma sie takich znajomych, to faktycznie lepiej posłuchać rzeczonego śpiewu
        ptaków. lol
      • Gość: wiu Re: bezdzietni a dzieciaci IP: *.ghnet.pl 26.02.08, 08:28
        Raveness1,

        Chodziło mi o to, że po pojawieniu się dzieci rodzicom zmieniają się
        priorytety, co jest zjawiskiem normalnym. Jeśli rodzina żyje we
        względnym niedostatku, tudzież powściągliwym niedoborze, wiadomym
        jest, że rodzice nie wydadzą kasy na drogie hobby czy wymarzone
        wakacje, za to np. wymienią stare łóżeczko dziecka, albo kupią mu
        nowe ubranka. Nie wybiorą się w nagłą męczącą podróż na drugi koniec
        Europy, "bo co z dzieckiem". Wychowanie dziecka to odpowiedzialna i
        pochłaniająca działalność, więc nie można wymagać, żeby rodzice o
        nim zapomnieli...raczej przewija się ono przez wszystkie aspekty ich
        życia. "De facto" stają się innymi ludźmi "niż przedtem". Nie mają
        takiej swobody, nie stac ich na szaleństwa, zawsze muszą zatroszczyć
        się najpierw o pociechę. Nie krytykuję tego ani nie pochwalam, to
        naturalne. Po prostu stwierdzam fakt.

        Co do poruszonych przez ciebi eszczegółów fizjologicznych...
        chowanie małego dziecka jest podobne nieco do hodowli jakiegoś
        wymagającego, drogiego w sensie uczuciowym zwierzątka. A każdy
        hodowca przyzna, że obserwacja szczegółów samopoczucia
        tego "zwierzątka" miewa czasem kolosalne znaczenie. Jeśli ktoś jest
        takim zadaniem obciążony, wiadomo że jego umysł będzie "naturalnie"
        skręcał w tą stronę, bo to go po prosut dręczy, "siedzi mu na
        myśli". I nie ma co za to rodzicó winić. I dla nich TO SĄ
        interesujące tematy, tak samo jak dla ciebie nie, bo "w tym nie
        siedzisz". To tez jest normalne.
        Chodziło mi o to, jak zachować owa złota równowagę, czyli
        jednocześnie zrozumieć odmienne położenie bliźniego swego i nie
        utracić znajomych, wzajemnie dla obu stron.
        Chodziło mi o to, jak się "przegryźć przez taką nową sytuację"....
        • raveness1 Re: bezdzietni a dzieciaci 26.02.08, 08:42
          > Chodziło mi o to, jak zachować owa złota równowagę, czyli
          > jednocześnie zrozumieć odmienne położenie bliźniego swego i nie
          > utracić znajomych, wzajemnie dla obu stron.

          I tu widzisz jest duzy problem. Bo jesli idziemy na kompromisy (co
          sam przyznaje jest latwe i wygodne) to jestmy nieuczciwi wobec
          innych i samych siebie.
          Zloty srodek, zlota rownowaga - pieknie brzmi ale to tylko maska,
          udawanie, sztuczna gra na scenie codziennosci.
          Owszem, mozemy przez jakis czas udawac, szukac kompromisu w
          rozmowach (o dzieciach, rodzinie itd.), ale pytanie "Po co?".
          Dla mnie to oczywiste - po co sie dluzej ze soba meczyc? ; nie mamy
          juz wspolnych tematow, nie nadajemy na tej samej fali...

          Ciagle jednak jestesmy kumplami, znajomkami, przyjaciolmi. Jedno nie
          zaprzecza drugiemu.
          • Gość: wiu Re: bezdzietni a dzieciaci IP: 80.50.69.* 26.02.08, 15:14
            Raveness1,

            Pójście na kompromis nie jest zdradą, jest to sposób na przetrwanie
            wśród odmiennych ludzi, sposób na zrozumienie. Mam oczywiście na
            myśli "mądry kompromis". Jednak z umeijętnością kompromisu różnie
            bywa u ludzi, niektórzy tego nie potrafią, zatwardziale tkwiąc na
            własnym egoistycznym punkcie widzenia. Nie chodzi o udawanie, tylko
            o uczciwe poświęcenie chwili uwagi temu, co interesuje tą drugą
            osobę. Przy okazji mozna w tym temacie spróbowac znaleźć tez "coś
            dla siebie".

            Ale jeśli ludzie już się ze soba tylko męczą, to rzeczywiście lepiej
            się rozstać...
      • Gość: orlica temidy Re: do wiu IP: 213.25.20.* 26.02.08, 08:28
        poczytaj

        forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=49416
    • Gość: :) Re: bezdzietni a dzieciaci IP: 213.134.181.* 26.02.08, 11:54
      grunt to nie dać się głupim zaczepkom, nie wszyscy jeszcze przyjmują do wiadomości inny punkt widzenia niż wyłącznie swój, olać czepialskich i już, po co na siłę przypodobywać się otoczeniu
      • Gość: cc Re: bezdzietni a dzieciaci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.02.08, 12:53
        otoczenie bywa bezlitosne - szczególnie kobiety, uważam. Swym
        językiem są w stanie bardzo ranić. Wiele nawet wie o tym.
    • hypatia69 Re: bezdzietni a dzieciaci 26.02.08, 15:54
      Jako szczęśliwa posiadaczka potomstwa mogę stwierdzić, że logiczne,
      że rodzicom dzieci w wieku szkolnym daje sie urlop w czasie kiedy
      dzieci mają wakacje czy ferie i nie jest to kwestia dyskryminacji
      tylko logiki.
      Od pojawienia się potomstwa nagle się okazało, ze nasi drodzy
      bezdzietni przyjaciele wypięli się na nas definitywnie. I nie
      dlatego, ze gadaliśmy wyłącznie o zupkach i kupkach, bo nasz świat
      się nie zamknął wokół tylko dzieci. Po prostu nikt z bezdzietnych
      nawet nie sprawdził, o czym można z nami gadać. Ci, którzy mieli
      albo mają dzieci i to w dodatku w najrozmaitszym wieku nie zerwali
      kontaktów. I gadamy nie tylko, a nawet nie głównie o dzieciach. To
      raczej bezdzietni odrzucają dzieciatych w świętym, prezentowanym
      powyżej, poglądzie, ze jak ktoś ma dziecko, to liczy jego
      pierdniecia i ziewnięcia i dzieli się tą wiedzą z całym światem.
      Nonsens.

      Najbardziej zaś dzieciaci są kopani przez bezdzietnych posiadaczy
      piesków...
      • Gość: wiu Re: bezdzietni a dzieciaci IP: 80.50.69.* 26.02.08, 16:38
        Hypatia69,

        Logiczne...hm. No nie da się ukryć, że jest w tym sporo racji. Bo:
        dzieciaki w wakacje mają mnóstwo wolnego czasu i przydałoby się
        właśnie wtedy z nimi gdzies wyjechać. Ale...może spróbowac się jakoś
        dogadać, żeby i ten bezdzietny mógł w szczycie sezonu wyjechać?
        Wakacje to w końcu az 2 miesiące czasu. Jeśli zagęszczenie urlopów
        będzie na tyle duże, że nie da się ich tak po prostu poprzesuwac jak
        układanki...to może mimo wszystko raz na jakiś czas pozwolić i temu
        bezdzietnemu na urlop w najcieplejszym miesiącu? On też ma do tego
        prawo. Czasem też występuja inne (poza dziećmi) przesłanki dla
        wzięcia urlopu w sezonie... nie uważasz?

        Nikt z bezdzietnych nawet nie sprawdził, o czym można z wami
        gadać... Na początku pewnie szanowano ten Wasz Wyjątkowy Czas, kiedy
        w domu pojawia się maleńkie dziecko i umordowani rodzice niezbyt
        skwapliwie witają tłumy odwiedzających. A potem...czy jesteś pewna,
        że to wy nie dawaliście do zrozumienai między słowami, że to wasza
        ściezka życiowa jest tą właściwą? Może ukradkiem jednak
        deprecjonowaliście "model bezdzietny"...? Może to wy nie byliście
        zainteresowani ich życiem? Takie pytanie też trzeba sobie zadać.

        Co do podejrzenia o istenienie stereotypu pt. "jak ktos ma dziecko
        to liczy tylko jego pierdnięcia i ziewnięcia i dzieli się ta wiedza
        z całym światem" to myślę, że w przypadku niektórych możesz miec
        rację. Niestety, stereotyp też czasem może "miec rację". Cały
        problem w rozpoznaniu, who is who. A może i w słabości ludzi, i ich
        braku wyrozumiałośći, braku cierpliwości.

        Z twojego postu czuć oburzenie. Może miałaś jakieś nieprzyjemne
        osobiste doświadczenia z reakcjami bezdzietnych. Sek w tym jednak,
        że bezdzietni obawiają się że w takich przypadkach przemawia nie
        doznana trauma, ale tzw. "święte oburzenie" i, być może
        przedwcześnie, uruchamiają swój "system obronny", włącznie z
        atakowaniem na ślepo i generalizowaniem...

        W moich wypowiedziach chodzi mi o próbę dogadania się, porozmawiania
        jak człowiek z człowiekiem. Ponieważ tak się skłąda, że należę
        raczej do tych bezdzietnych, chodzi mi też o podniesienie na forum
        prawa do obrony własnych interesów także "ludzi nie obdarzonych
        misją rodzicielstwa". Niedobrze jest, kiedy któras ze stron ma
        powody, by czuć się gorsza. Uwierz mi, niejednokroć takie obawy u
        bezdzietnych nie biorą się z powietrza.

        Myslę, że dużo zależy od tego, czy lubimy daną osobę. Dla
        sympatycznej koleżanki z biura, z która wiele razy wspólnie
        przechodziłyśmy trudne chwile i rozmawite "afery" tudziez "akcje" w
        biurze - jestem skłonna do wyrozumiałości i poświęcenia, mimo że
        moje zycie osobiste, rodzina, małżeństwo, hobby itd tez zasługują na
        czas wolny i "fory". W firmach gdzie panuje duża anonimowość, ludzie
        siedzą w zamkniętych przegródkach i tak naprawdę się nie znają, w
        sytuacji kiedy jedna osoba odchodzi "na macierzyńskie", moga pojawić
        się niesnaski.
      • raveness1 Re: bezdzietni a dzieciaci 26.02.08, 17:36
        > ze jak ktoś ma dziecko, to liczy jego
        > pierdniecia i ziewnięcia i dzieli się tą wiedzą z całym światem.

        A czy tak nie jest? To nie jest teoria czy filozofia, to sa fakty z
        zycia wziete.

        > Od pojawienia się potomstwa nagle się okazało, ze nasi drodzy
        > bezdzietni przyjaciele wypięli się na nas definitywnie.

        Tu wszystko sie zgadza tylko ze, ....w druga stone. To oni wypinaja
        sie na innych, nie maja dla nikogo czasu, bo dzieci, rodzina,
        kariera, dom, i rozumiesz te sprawy....
        No, chyba, ze chcesz pogaworzyc o pampersach.
      • ibelin26 Re: bezdzietni a dzieciaci 01.03.08, 19:01
        >rodzicom dzieci w wieku szkolnym daje sie urlop w czasie kiedy
        >dzieci mają wakacje czy ferie i nie jest to kwestia dyskryminacji
        >tylko logiki.

        Więc skoro nie mam dzieci, to jestem skazana do emerytury na wakacje
        w maju i we wrześniu?

        Może mam dzietnych znajomych i chcę z nimi pojechać na urlop?

        Czy może mam pracodawcy przedstawić zaświadczenie do lekarza, że nie
        moge mieć dzieci, aby jednak pojechać na urlop w sezonie?
    • sigrid.storrada Re: bezdzietni a dzieciaci 26.02.08, 17:10
      Może to jest tak, że ma się przyjaciół, z którymi temat do rozmowy jest zawsze,
      co by się nie działo, a są znajomi, z którymi można pogadać jak coś nas chwilowo
      łączy, ale gdy zaczyna coś dzielić (jedno ma dzieci, drugie nie, przestaliśmy
      chodzić na jeden kurs, pracować w jednej firmie itp) to znajomość się rozmywa.
      Na razie mało z moich znajomych ma dzieci, kończę dopiero studia. Jedna
      koleżanka z roku była w ciąży. Pytałyśmy wszystkie jak się czuje, co widać na
      usg, czy kopie, a jakie chcą imię itd. mimo że nie planujemy na razie. Po prostu
      z ciekawości. Teraz dziecko ma już ponad pół roku, zawsze jak spotykam
      szczęśliwą mamę spytam jak tam synek, między tematami związanymi ze studiami, i
      o przysłowiowej pogodzie. Nie wiem dlaczego niektórych wręcz wkurza jej obecność
      "bo ona ciągle o tym dziecku". Co takiego dziwnego - jest młodą mamą. Gdyby była
      fizykiem jądrowym, pytałabym ją o badania, gdyby pracowała w księgarni - dużo
      mówiłaby o książkach. Trzeba podejść do tego na luzie.
      • Gość: wiu Re: bezdzietni a dzieciaci IP: 80.50.69.* 26.02.08, 17:23
        Sigrid,

        widzisz, ci co się wkurzają na obecność tej dziewczyny, która ma
        dziecko najwyraźniej uważają się za coś lepszego i patrza na nią z
        góry, skreślają ją z gruntu. To bardzo niesprawiedliwe. Mam
        nadzieję, że nigdy nie posunęli się do jawnej dyskryminacji.

        Ostatnio myślę sobie, że człowiek jest jak kopalnia...pod
        powierzchnią może się kryć tyle rzeczy...

        Ale nie przestaję wierzyć, że jednak możemy sie wszyscy porozumieć -
        dzieciaci, bezdzietni, właściciele zwierząt i rodzice dzieciom... a
        przynajmniej nie sprawiać sobie przykrości...
        • sigrid.storrada Re: bezdzietni a dzieciaci 01.03.08, 18:51
          zgadzam się z Tobą, wiu!

          Na szczęście ta niechęć do mojej koleżanki nie jest wyrażana tak wprost.


          > Ostatnio myślę sobie, że człowiek jest jak kopalnia...pod
          > powierzchnią może się kryć tyle rzeczy...

          pewnie że tak! ładnie powiedziane:)
Pełna wersja