mary_an
28.02.08, 19:39
Moja przyjaciolka z Kanady powiedziala mi wczoraj, ze jest przerazona, bo
ostatnio coraz wiecej jest spraw sadowych, gdzie mezczyzni dochodza swoich
rzekomych praw i chca zapobiec usunieciu ciazy przez partnerki. Kobiety
natomiast uwazaja, ze maja 100% prawo do decydowania o wlasnym ciele, jak nie
chca byc w ciazy to jest to tylko i wylacznie ich sprawa, bo to ich cialo.
Jedynym problemem jest tutaj dziecko, bo teoretycznie mezczyzna tez ma do
niego jakies prawo. Faktycznie jeszcze ani jeden mezczyzna nie wygral takiej
sprawy przed sadem. Ja osobiscie nie wyobrazam sobie, zeby mezczyzna mial
prawo decydowania o tym, czy moge usunac ciaze czy nie. Mysle, ze to byloby
straszne, gdyby facet mogl sadowo zabronic kobiecie usunac ciaze. To bylo w
sprawie naszej rozmowy o tym, czy kobieta powinna mowic mezczyznie, jesli
zdecyduje sie usunac ciaze - jej odpowiedz byla ze nie, poniewasz ryzykuje sie
wlasnie taka jego reakcja.
Co myslicie z pozycji mezczyzn i kobiet - czy jako kobiety uwazacie, ze
mezczyzna moze decydowac o nienarodzonym dziecku (to dziala w dwie strony -
zarowno o usunieciu jak i podtrzymaniu ciazy)? Czy mezczyzni uwazaja, ze maja
prawo decydowac o splodzonym dziekcu, nawet jesli nosi je jakas zupelnie
przypadkowa osoba w wyniku "one night stand"? Albo np. jest ono wynikiem gwaltu?