z.gdyni.anka
06.03.08, 19:23
Dlaczego mający tyle ludzi, co Śląsk i do niedawna biedny, pasterski
kraj w krótkim czasie zmienił się w prawdziwy raj?
W latach 60tych i szczególnie 70tych, do władzy doszli nieudolni
politycy, którzy zamiast zajmować się reformami gospodarczymi,
postawili na zachowanie swojej władzy i rozbudowę systemu
socjalnego. Te działania jednak szybko sprawiły, że rzeczywiste
problemy - galopująca inflacja i wysokie bezrobocie – doprowadziły
nowozelandzką gospodarkę do bardzo ciężkiego stanu. Kraj ten stał
się najbiedniejszym spośród wszystkich państw tzw. zachodu,
biedniejszy nawet od Irlandii w swym najgorszym okresie. Dopiero
wtedy obywatele powiedzieli 'dość' rządzącym populistom i postawili
na reformatorów. Zlikwidowali oni bezsensowne dopłaty dla rolników,
świadczenia socjalne i przymus ubezpieczen emerytalnych i
sprywatyzowano znaczną cześć państwowych zakładów i przedsiębiorstw.
Dziś Nowa Zelandia jest jednym z bogatszych krajów globu, PKB
nowozelandzkiej gospodarki jest obecnie 8 razy wyższy niż w latach
80tych, a bezrobocie oscyluje w granicach 3 procent.
Kraj ten także przoduje w rankingach jakości życia, a przy
praktycznie zerowej (odczuwalnej rzecz jasna) korupcji, jest
wymarzonym miejscem do prowadzenia interesów.
Nowa Zelandia jest prawdziwym fenomenem gospodarczym i zwycięstwem
racjonalnej polityki, mającej na względzie przede wszystkim dobro
ogółu. W krótkim czasie z niewielkiego, położonego na końcu świata
kraju nieposiadającego żadnych bogatych złóż, a jedynie owce i
owoce, udało się stworzyć jedno z najlepszych miejsc do życia.
Potrzebna była determinacja społeczeństwa i kilku rozsądnych,
prawdziwych polityków. A co u nas? Wybór pomiedzy PiS i PO czyli jak
między dżumą i cholerą.