bill_d-fens
09.03.08, 13:38
Co sądzicie o koncepcji polityki afirmacyjnej wobec kobiet, Żydów,
murzynów czy kogokolwiek kiedykolwiek niesłusznie bądź słusznie
społecznie upośledzonego?
Dziś u Rymanowskiego czerwona Senyszynowa opowiadała się wyraźnie
za 'polityką afirmacyjną wobec kobiet' - czyli z lewackiego na
ludzkie - dyskryminacją prawną mężczyzn.
Moim zdaniem to jakaś kwintesencja lewackiego absurdu. Kobiety były
dyskryminowane nie z powodu czyjejś złośliwości tylko dlatego, że
taki był naturalny bieg dziejów, którego prymarne przyczyny leżały w
przewadze biologicznej. I działo sie to w KAŻDEJ kulturze, która
przetrwała do naszych czasów. A jeśli są dyskryminowane dzisiaj to
również nie z powodu organicznego mizoginizmu pracodawców tylko
dlatego, że takie są prawa i realia wymuszane przez rynek.
Więc jeśli teraz przyjmujemy, że kobietom powinno się zrównywać
prawa społeczne z mężczycznami (co też nie jest dla mnie oczywiste,
ale to temat na osobną dyskusję) to czy poprzez koncepcję
sztucznego, niesprawiedliwego, nieekonomicznego i z każdego punktu
widzenia kuriozalnego uprzywilejowywania prawnego kobiet wobec
mężczyzn nie doprowadzi się do sytuacji, że skutek będzie dokładnie
odwrotny?
Tzn wyhoduje się tylko silne i szerokie środowiska, które oburzone
niesprawiedliwością będą dążyć do przywrócenia silnego modelu
patriarchalnego? I idę o zakład, że w tych środowiskach będzie
mnóstwo kobiet.