net_friend
09.03.08, 22:24
Przykład 1: lot SAS na trasie Warszawa-Kopenhaga. Tuż po starcie daje się
słyszeć głośną rozmowę ludzi, w sumie pod krawatami, przeplataną wiązanką k..
h.., a po lądowaniu przy odprawie paszportowej w holu, gdzie panowala cisza
kolejny rodak doniośle beka. I z drugim idiotą z tego rży!
Przykład 2: Lot Wizzair Goteborg-Warszawa. Podpity neandertal doniosle wyraza
chec 'dmuchnięcia' stewardesy po czym oddaje sie godzinnym głośnym rozważaniom
na temat losu emigranta-kafelkarza. Prawie cały samolot poznaje takie życiowe
priorytety jak 'motór', wakacje w Egipcie i nowe adidasy. Potok mięsa, w
zasadzie wszelkie kombinacje k.. h.. i tego typu wyrazów. Wielokrotnie
uspokajany przez obsługę powraca do propozycji 'dmuchnięcia' i zrobienia loda.
Nie sposób tego zacytować, nawet pomijając wulgaryzmy.
Czy my jako społeczeństwo mamy jakąś wewnętrzną potrzebę szybkiego
zidentyfikowania się i wyróżnienia in minus wśród innych nacji? Czy jak ktoś
spojrzy, pokiwa głową lub skomentuje ze swoim sąsiadem, że właśnie z nami leci
motłoch z Polski to jest wtedy ok? Czy czujemy się wtedy wyróżnieni?
Rozumiecie to?