Matki po 50-tce...

28.03.08, 23:27
Jaka jest wasza opinia na temat macierzynstwa po juz przebytej
menopauzie, w wieku 56 lat i w wyniku in vitro zaplodnienia?

kobieta ktora nie miala nigdy dzieci, ma meza mlodszego o 10 lat.
czy w tym wieku pragnienie zostania matka jest wystarczajaca
motywacja aby to uczynic?

Minnie
    • swiatowidz Re: Matki po 50-tce...@@## 28.03.08, 23:31
      @@##
      przecieraj szlak
      motywacja wystarczająca
      tylko czy sił witalnych starczy?
      będzie bardzo trudno...
      nie tyle urodzić co wychować
    • udyaane Re: Matki po 50-tce... 29.03.08, 00:28
      Pierwsze i najważniejsze pytanie jakie mi się nasuwa, to czy kobieta w tym wieku
      i po menopauzie jest w stanie urodzić zdrowe dziecko. Jeżeli tak, jeśli szanse
      są takie jak u kobiety przed menopauzą i duża determinacja, to właściwie czemu
      nie? Bywa przecież często całkiem, że dzieci wychowują babcie i to wychowują
      mądrze, bo mają doświadczenie.
      • minniemouse Re: Matki po 50-tce... 29.03.08, 07:22
        To prawda ze czasem babcie wychowuja i owszem nieraz maja wiecej
        doswiadczenia ale nie zawsze sa rzeczywiscie madrzejsze. zdarza sie
        ze babcie maja swoje uparte konserwatywne poglady i nie maja
        wystarczajaco tolerancji dla nowego pokolenia.

        ale mniejsza z tym. kobieta 56 letnia bedzie miala 66 lat kiedy
        dziecko bedzie mialo dopiero 10, 76 kiedy dziecko dopiero 20.
        im czlowiek starszy tym szybciej sie starzeje, tym wiecej moze go
        spotkac roznych zawalow, wylewow, polamanych bioder, i roznych
        innych przypadlosci ktore moga skonczyc sie inwalidztwem.
        pytanie czy to jest fair narazac dziecko na cos takiego - na
        ewentualnie byc zmuszonym zajmowac sie wlasna matka w czasie kiedy
        to dziecku powinno poswiecac sie czas i sily...?

        Minnie
        • Gość: Wilia Re: Matki po 50-tce... IP: *.adsl.inetia.pl 29.03.08, 09:36
          Straszliwie trudne to pytanie. Bo z jednej strony mamy doczynienia
          z jednym z najsilniejszych ludzkich pagnień, a z drugiej strony nie
          sposób zupełnie zignorować fakt ograniczeń stwarzanych przez naturę.
          Skoro organizm kobiecy ma ograniczony czas płodności i wyłącza koło
          pięćdziesiątki (przynajmniej w naszych reliach)możliwości
          reprodukcji - to nie dzieje się tak bez powodu. A co do ryzyka? No
          cóż, rodzicielstwo to zawsze ryzykowna przygoda dla oby stron. Można
          mieć młodych rodziców i zostać wczesnie sierotą, a czasem ze
          starszymi przeżywa się kawał zycia. Dużo zalezy od ogólnego stanu
          zdrowia, sytuacji materialnej, obecności kogoś kto przejąłby opiekę
          gdyby rodzice nie byli w tanie jej sprawować... Ale jeśli juz
          zapadnie decyzja na tak, nie nalezy dalej rozważać czy należało to
          robić, ale zdecydowanie pielęgnować przekonanie,że postapiło się jak
          najsłuszniej. Pozdrawiam
    • Gość: :) Re: Matki po 50-tce... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.03.08, 11:07
      nie wiem co zainspirowało Cię do zadania takiego pytania ale
      odpowiem: a komu by się chciało piepszyć z tym? Kobieta lat 56 już
      wie że poziadanie dzieci to nie taka bajka jak mówią. Poza tym,
      obsługa małego dziecka wymaga elastyczności ciała, dobrej kondycji,
      kregosłupa - a w tym wieku już nie podniesie ciężary tak łatwo jak
      kiedyś, bo może się uszkodzić do końca życia. A cała reszta? Czemu
      nie? Gdy mój ojciec przychodził odebrać mnie ze szkoły wołali mnie
      krzycząc że dziadek już przyszedł:) Dlaczego by nie babcia?
      • minniemouse Re: Matki po 50-tce... 29.03.08, 22:53
        no wlasnie, to mnie bardzo ciekawi - jak sie czulas kiedy wolali do
        ciebie "dziadek" przyszedl? tylko szczerze prosze. to wazne.

        IMO wyglad rodzicow to jest jeden z aspektow, wcale nie tak
        niewaznych, do rozwazenia podczas decydowania sie na rodzicielstwo w
        tak poznym wieku. I o ile starszy mezczyzna jako ojciec, czy maz
        jest czesciej spotykanym zjawiskiem - a nawet kiedys malzenstwa o
        wiele starszego dziada z mloda kobieta byly na porzadku dziennym- o
        tyle znacznie starsza kobieta jako zona lub matka juz nie, i nie
        jest az tak akceptowana.

        wprawdzie dla dziecka matka jest zawsze piekna itd niemniej jedank
        sadze ze uwagi robione przez innych a zwlaszcza rowiesnikow maja
        jakis impakt (na dziecko).


        dlaczego o tym napisalam?
        bo ostatnio podawali u nas w news ze kobiety w wieku 56 lat urodzily
        dzieci, dzieci ze stucznego zaplodnienia. a ty pytasz "komu by sie
        chcialo w to bawic w tym wieku". no wlasnie okazuje sie ze sa takie
        kobiety ja tylko chcialam wiedziec czy to jest fair dla dzieci??

        Minnie
        • feminasapiens Re: Matki po 50-tce... 30.03.08, 10:46
          Jeśli chodzi o "dziadek po ciebie przyszedł!" to sądzę że jest to
          kwestia przyzwyczajenia społeczeństwa do starszych wiekiem
          rodziców. Kiedyś zdarzało się to rzadziej, dziś coraz częściej, a
          za jedno-dwa pokolenia to będzie już normalka.
          Tym się nie ma co przejmować - ludzie się przyzwyczają do
          wszystkiego - kwestia czasu.

          Jeśli chodzi o "sztuczne" rodzicielstwo matek po menopauzie -
          jestem generalnie przeciw, bo kobieta miała mnóstwo czasu żeby
          urodzić dziecko. A jak jej się przypomniało na starość to już jej
          problem.

          Ale z drugiej strony skoro medycyna daje takie możliwości..
        • niedo-wiarek Re: Matki po 50-tce... 30.03.08, 10:53
          minniemouse napisała:

          > ja tylko chcialam wiedziec czy to jest fair dla dzieci??

          Nie, to nie jest fair. Ale czy płodzenie kogoś (w dowolnym wieku) jest do końca fair? Dzieci nikt o zgodę nie pyta, a jak już dorosną, muszą radzić sobie same i nierzadko opiekować się rodzicami. Tyle na temat rodzicielstwa :(
        • Gość: :) Re: Matki po 50-tce... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.03.08, 12:18
          myślałam że głupi jacyś bo to przecież mój tatuś:)

          Niedogodnością tego było to że wcześnie odszedł. Poza tym super.
        • Gość: Milka Re: Matki po 50-tce... IP: *.aster.pl 31.03.08, 09:03
          Mój ojciec bardzo wczesnie osiwiał i się garbi. Urodziłam się mu,
          gdy miał 34 lata, więc wcale nie był żadnym dziadkiem, a dzieci w
          przedszkoleu, jak to dzieci, i tak wołały do mnie "Dziadek po ciebie
          przyszedł!". Na koloniach też raz mi doniesiono, ze dziadek do mnie
          przyjechał w odwiedziny. Zdziwiłam się, bo mieszkał na drugim końcu
          Polski... ;) A to był oczywiście tato!
          Dzieci, jak dzieci, różne tam rzeczy wołają, bo sa jeszcze
          głupiutkie i wolno im wołac, co im tam chodzi po główkach. Jednak
          jesli dorośli mają swoje wybory życiowe uzależniać od tego, co
          wołają małe dzieci w piaskownicach, to tylko wspólczuć dorosłym...
          Jakoś nic nie wynikło z tego, że dzieciom się wydawało, że mój tata
          to mój dziadek. Trochę śmiechu i "No co ty, to mój tata!". Jak
          dziecko jest pogodne i nie ma kłopotów w domu czy wmówionych
          kompleksów, to nie doszukuje sie problemów tam, gdzie ich nie ma.
          • minniemouse Re: Matki po 50-tce... 01.04.08, 02:45
            co innego jest miec dzieci w wieku 34 i przedwczesnie sie zestarzec,
            lat co innego w prawie 60...

            poza tym czy i jaki wplyw moze miec wyglad rodzicow jest tylko
            jednym, i z mniejszych, aspektow w tej sprawie.
            znacznie wazniejsze jest ile i jak taka matka (bo tu chodzi
            glownie o matke) w ogole dozyje...


            Minnie
    • matylda1001 Re: Matki po 50-tce... 30.03.08, 13:51
      Gdy moja znajoma rodziła pierwszą córkę jej siostrzyczka miała
      roczek. Wszyscy mieszkali w jednym, dużym domu, dzieci wychowywały
      się razem. Problem zaistnial gdy dzieci poszły do szkoły. Obie matki
      chodziły na zebrania klasowe każda do swojej córki az pewnego dnia
      siostrzyczka znajomej wpadła w histerię, rzuciła się na podłogę w
      przedpokoju oświadczając, że nie chce żeby matka chodziła do szkoły
      bo dzieci się z niej śmieją, że ona ma tylko babcię. Na wywiadówkę
      poszla siostra. Teraz obie dziewczyny są już dorosłe, maja swoje
      rodziny. Mama-babcia jest juz starszą, chora osobą. Jej młodsza
      córka cały czas jest pokrzywdzona. Córka siostry ma wsparcie swojej
      matki w wychowywaniu dzieci, ona musi myslec sama o sobie. Siostre
      traktowała zawsze jak matkę i to jej zwierzala się z problemów
      dorastania, pierwszych miłości i w sprawach, gdzie nie mogla liczyć
      na nowoczesne myślenie matki. Jaki z tego wniosek? otóż taki, że w
      życiu człowieka wszystko ma swój czs. Jest czas na dzieciństwo,
      macierzyństwo i babciowanie. Trzeba sie liczyć z potrzebami dziecka
      a nie zaspakajać własne kaprysy.
      • migreniasta Re: Matki po 50-tce... 30.03.08, 15:35
        Nie mogę podzielić Twojego poglądu.Mój kolega miał rodziców w wieku dziadków i
        starsze rodzeństwo w wieku rodziców.Miał dużo lepiej niż inni.Większy luz w
        nawiązywaniu znajomości.Czuł się wszędzie pewnie.Jego rodzice -nobliwi
        staruszkowie byli bardzo pogodnymi ludźmi.Nigdy ich się nie wstydził.Mimo ,że
        był oczkiem w głowie tak u rodziców jak i rodzeństwa to nigdy nie zadzierał nosa
        do góry.Może to odosobniony przypadek ale też rzutuje na sprawę-napisałam to
        jako przeciwwagę na Twoje spostrzeżenia.Nie twierdzę ,że którakolwiek z nas ma
        rację.
        Znam też przypadek koleżanki,która urodziła w wieku 16-u lat.Obowiązek
        wychowania spadł na jej matkę bo przecież szkoła.....
        Tego przypadku też nie potępiam-choć jest z drugiej strony osi czasu.
        • Gość: :) Re: Matki po 50-tce... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.03.08, 18:32
          ja myślę że natura nie od parady obdarowała nas największą
          płodnością w okresie ca. 18-25 lat. Wszystko poza tą ramą napotyka
          na trudności ... społeczne. Jak widać z tych postów, problem mają
          ludzie z zewnątrz, a nie sami delikwenci;(
    • Gość: misia Re: Matki po 50-tce... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.03.08, 19:20
      mam starszego ojca, też obcy ludzie mówili "dziadek" - ale wszystkie
      koleżanki zawsze mi zazdrościły, że mam takiego fajnego tatę. I tak
      jest nadal, ciągle jest fajny, kochany choć mam już prawie 40 lat, a
      tata przeszło dwa razy tyle.
      • minniemouse Re: Matki po 50-tce... 30.03.08, 23:52
        ""Nie, to nie jest fair. Ale czy płodzenie kogoś (w dowolnym wieku)
        jest do końca fair? Dzieci nikt o zgodę nie pyta, a jak już dorosną,
        muszą radzić sobie same i nierzadko opiekować się rodzicami. Tyle na
        temat rodzicielstwa :(""


        Owszem sytuacje sa rozne ale nie zbaczajmy z tematu.
        Podstawowy problem jest taki ze kobiety w wieku 56 lat staraja sie o
        dziecko metoda stucznego zaplodnienia.

        Zalozmy ze rzeczywiscie w zyciu tych kobiet zaistnialy takie
        okolicznosci ze wczesniej dziecka miec nie mogly - moze
        systematycznie ronily, a moze nie mogly tak dlugo znalezc partnera
        (zdarza sie).

        Ale czy to jest usprawiedliwienie aby miec dziecko w tak poznym
        wieku czy powinno sie prawnie zabronic sztucznego zapladniania po
        powiedzmy 40 stce?

        Minnie
      • Gość: Wilia Re: Matki po 50-tce... IP: *.adsl.inetia.pl 01.04.08, 10:52
        Ale jak taki zakaz umotywować. Dziec źle znoszą postrzeganie ich
        mam jako babć? Z powyzszych postów wynika, ze niekoniecznie. Stanem
        zdrowia? Myślę, ze i bez zakazów nikt chorej kobiecie nie
        zainplantuje dziecka i na pewno takiemu przedsięwzięciu towarzyszy
        mnóstwo badań. Wczesna śmierć i upadek zdrowia rodziców? Tego nie da
        się przewidzieć. No chyba tylko jakimś strachem przed skutkami
        pokonywania ograniczeń natury. Ale bez pokonywania strachów tego
        rodzaju, nie zeszlibyśmy chyba jeszcze z drzewa... pozdrawiam
        • minniemouse Re: Matki po 50-tce... 01.04.08, 11:31
          eeeee, postrzeganie przez dzieci to w skali wiekszej marginalny
          problem.
          chodzi wlasnie o to ze czlowiek inaczej sie starzeje pomiedzy 30 a
          40tym, a 40-50tym a 50-60 tym rokiem zycia.
          ,
          im czlowiek starszy tym szybciej sie starzeje, choruje, umiera. tym
          wieksze prawdopodobienstwo ze dziecko zostanie bez matki lub bedzie
          musialo sie nia wczesnie zajmowac.


          Minnie
    • Gość: MAJECZKA SUper to kłizy IP: *.67.230.9.hk82.com 24.07.08, 15:28
      szukasz pracy?
Pełna wersja