sibeliuss
03.04.08, 10:54
Nie chodzę do kościoła, rzadko się modlę przed snem, wspominam
Karola Wojtyłę jako wielkiego myśliciela i filozofa, ale również
jako chorego człowieka, którego machająca chorągiewkami gawiedź nie
chciała słuchać. Ludzie mieli w zadzie jego encykliki, rozważania,
darli na spotkaniach ryja mantrując ślepo - kochamy Cię, tylko na
pytanie za co Go kochają, bełkotali, że za pochodzenie i papiestwo.
Wczoraj o 21.37 czytałem książkę, pogryzałem chrupki i pomyslałem w
duchu, że śmierć wybawiła tego chłopaka z Wadowic od pielgrzymki
przez zidiociały tłum ludzi, którzy wiarę mierzą mantrowaniem
pustych haseł i wieszają na ścianach odpustowe fotografie Tego,
który tak dużo mówił, a którego nikt nie słuchał.
Nie jestem pokoleniem JP2, to mnie w jakiś sposób obraża.