the-skin
06.04.08, 21:05
www.bibula.com/new/display.php?textid=01612
-Gdy brakuje antysemityzmu, należy go samemu wykreować: Żydówka sama
namalowała sobie swastyki na drzwiach
Podsycane przez media i pielęgnowne przez środowiska
żydowskie "zagrożenie antysemityzmem" okazuje się być skuteczne nie
tylko w tworzeniu nieustannej atmosfery napięcia, niepokoju i
zagrożenia, ale i w inspirowaniu do kreowania "antysemickich aktów",
które mają pociągać za sobą żal i współczucie "prześladowanych".
Zaświadczyła o tym niedawno studentka uniwersytetu George
Washington, której tak bardzo brakowało współczucia i kolejnej fali
potępienia "antysemityzmu", że... sama wymalowała sobie swastyki na
drzwiach.
Sarah Marshak, studentka pierwszego roku zgłosiła 23 października
br. incydent pojawienia się na drzwiach jej akademickiego pokoju
swastyki. W ciągu czterech następnych dni, na jej drzwiach pojawiły
się co najmniej dwie następne swastyki. W kilka dni później Erica
Tanne, inna żydówka z akademika, zauważyla swastykę na swoich
drzwiach, a 28 października swastyka pojawiła się na drzwiach
studentki Marshak po raz czwarty i dzień później - po raz piąty.
Razem, w ciągu ośmiu dni pojawiło się siedem swastyk: pięć na
drzwiach Marshak, jedna na drzwiach Tanne i jedna na ogrodzeniu
uniwerstyteckiego szpitala.
Gdy 1 listopada pojawiła się kolejna swastyka na drzwiach Sary
Marshak, władze uczelni zwróciły się do FBI o zbadania sprawy. FBI,
badając taśmy z nagraniami pochodzącymi z kamer systemu
zabezpieczającego budynki, ustaliły, że swastyki malowała... Sarah
Marshak.
Marshak przyznała się do namalowania swastyk, jednak stwierdziła, że
jest autorką tylko trzech takich malunków. W jej obronie stanęli od
razu funkcjonariusze żydowskich organizacji działających na uczelni.
Robert Fishman, dyrektor organizacji Hillel stwierdził, że "Był to
na pewno akt rozpaczy z jej strony. Nie mogę sobie wyobrazić jak
ktokolwiek mógłby coś takiego uczynić. Współczuję jej, równocześnie
jednak jestem niezadowolony z tego, iż była zmuszona do powzięcia
decyzji o dokonaniu tego."
Incydenty tego typu nie są aż tak wielką rzadkością i raz po raz
słychać o pojawianiu się "antysemickich" malunków czy napisów, by
potem okazało się, że malowane były ręką samego "poszkodowanego".
Środowiska żydowskie pielęgnują stałe występowanie "aktów
antysemityzmu", gdyż - jak stwierdzają to najwybitniejsi badacze
etniczności żydowskiej, w tym prof. Kevin MacDonald z California
State University - antysemityzm, zarówno realny jak i urojony, jest
jednym z nielicznych elementów cementujących diasporę. Jest
potrzebny jak tlen do zwykłej egzystencji tych środowisk.