powiernia
09.04.08, 19:16
Mieszkam od dawna za granica i po wielu latach odnalazlem znajomkow
sprzed lat, z Polski oczywiscie. Studia, liceum a nawet
podstawowka !
Dziwne, scenariusz jest zawsze taki sam. Zaskoczenie, radosc -
udawana lub nie-wymiana kilku/nastu e-maili z info "co u
mnie/ciebie", moja sugestia by sie spotkac w Polsce podczas mego
pobytu. I koniec.
Z mnie j wiecej 30 osob jedna twardo obstaje by sie koniecznie
spotkac na piwko lub obiad w miescie i to tyle. W sumie to przeciez
zaden wysilek, wystarczy sie umowic gdzies w Srodmiesciu na
godzinke, dwie ?
Zastanawiam sie czy to brak czasu, checi odgrzewania starych
czasow, obawa przed brakiem tematow do rozmowy? Zlosc na mnie, ze
wyjechalem a oni zostali i "walczyli" tam na miejscu?
Ale w koncu nie kontaktuje sie przeciez z wrogami :) ale z ludzmi z
ktorymi mialem kiedys niezly kontakt.
A moze to znak zeby nie ogladac sie za siebie zbyt daleko tylko
patrzec przed siebie? Szukac znajomych na tu i teraz ? Nie wiem.
Czy wszystko sie juz kompletnie wypalilo z tamtych czasow?