pylaszczykiewicz
17.04.08, 11:07
Okres przed pierwszym maja 2004, a więc poprzedzający wstąpienie Polski do UE, cechował się wielkimi sporami eurosceptyków z euroentuzjastami. Przeciętny Kowalski był w owym okresie poddawany nieustannej manipulacji, przeprowadzanych przez pierwszy bądź drugi obóz. Jak dziś oceniamy korzyści które obiecywano nam, i zagrożenia, wzbudzające w niejednym lęk (niemal apokaliptyczny), patrząc przez pryzmat empirycznego czteroletniego kosztowania UE?
W okresie przed referendalnym, w obszarze politycznym zaobserwować można było najwięcej demagogi. Grożono nam utratą suwerenności, wolności, możliwości wpływania na własną przyszłość, tożsamości, itp. Cóż po tych mrzonkach zostało do dziś?
Jak wygląda sytuacja Polski na arenie między narodowej, po przystąpieniu do Unii Europejskiej?
Polska na arenie między narodowej zyskała na znaczeniu, już w 1999 roku, gdy stała się członkiem największej, najsilniejszej organizacji militarnej na świecie – NATO. Połączenie więzami, ekonomicznymi, społecznymi z Unią, mogło tylko ten stan utwierdzić i polepszyć. Polska zaczęła intensywnie uczestniczyć w życiu politycznym, wspierając rozwiązywania konfliktów zbrojnych drogę dialogu i kompromisu. Intensywnie działając też na rzecz umocnienia instytucjonalnego samej Unii. Efektem czego jest - niedawno mający być podpisany – Traktat lizboński. Pojawiają się jednak i czarne plamy w relacjach polsko-europejsko-światowych, Zmorowo jawią sie dwu letnie rządy pewnej niezrównoważonej, nieobliczalnej organizacji pałającą rządzą władzy za wszelką cenę, której bardziej zależało na zaściankowym patriotyzmie niż na europejskiej wizji jedności. Na szczęście przybył super-hero „Donaldu Tusku” by wybawić nas z opresji niekompetencji „jasnowłosej”. Życzę sobie i wszystkim by kurs konsensusu górował nad próżnością narodowców.
Czy przystąpienie do UE zmieniło w jakikolwiek sposób polskie społeczeństwo?
Najlepszą ilustracją dającą zadość pytaniu, jest rzesza Polaków pracujących w różnych częściach Unii, zwłaszcza w tzw. województwie londyńskim. Miliony młodych jak i starszych, z kwalifikacjami: średnimi, wysokimi, jak i bez nich postanowiły skończyć z karierę – na sile utrzymywaną przez polskie władze, latami – polskiego nieroba i wyjechały za granicę w poszukiwaniu chleba i godności. Tak liczna emigracja bardzo wspomogła naszych braci, utrzymując i powiększając wzrost gospodarczy starszych „Unistów”. Kraje, które postanowiły nie blokować swego rynku pracy dla zdolnej, ambitnej złotej emigracji polskiej zyskały bardzo wiele (inne, jak na przykład Niemcy obchodzą się smakiem). Część rodaków postanowiła na dłużej lub na stałe osiedlić sie na obczyźnie, inni wyjeżdżali na chwilę, by zarobić na studia, na rozkręcenie własnego biznesu, lub by utrzymać rodzinę w Polsce. Do ojczyzny wędrowały więc miliony, miliardy europejskich monet, pobudzających polską gospodarkę do tego stopnia, iż zaczęło brakować wysoko i nisko wykwalifikowanej siły roboczej. Państwo, które przez lata pogardzało obywatelami niemogącymi znaleźć w kraju Mieszka pracy, gdy ci za granicą zaczęli się dorabiać, wszczęło lament prosząc o ich powrót, ponieważ przez nieobecność emigrantów, Polska nie udźwignie czekających przed nią zadań, takich jak utrzymanie wysokiego tempa wzrostu gospodarczego, albo co ważniejsze, wystawi się na pośmiewisko nie podoławszy organizacji Euro 2012 (chyba że dzieci Mao przywiodą sukurs).
A więc możemy powiedzieć, iż unia przywróciła godność pomiatanej, lekcjoważonej części społeczeństwa, której losem mało kto, na dłuższą metę (bo w wyborach wszyscy pozorowali zainteresowani), się interesował.
Czy rolnicy „jedzą ziemię” pod mostem?
Pytanie brzmi kontrowersyjnie, lecz jak inaczej wyrazić skrótowo zagrożenia rozsiewane przed zjednoczeniem przez eurosceptyków? Rolników sytuacja – inaczej niż zapowiadana przez „toruńszczyznę” - jest wyśmienita. Dostają – z roku na rok – coraz większe dopłaty bezpośrednie do produkcji rolnej (już w 2013 sięgnął one 100% unijnej normy), mają też możliwość wnioskowania o środki na restrukturyzacje, unowocześnienie swych gospodarstw. Jak więc widzimy, nie ma powodu szukać rolnika „pod mostem” jedzącego odpadki, gdyż nadal zasiada on na swym gospodarstwie, gdzie jego rządy panują niepodzielnie kolejne lata z rzędu. Z tym, iż wiedzie mu się lepiej, bo przed wstąpieniem do UE nie dostawał dopłat od państwa do nieopłacalnej produkcji, a dziś hojność Unii napełnia mu kabzę.
Co nam Unia ukradła?
Otóż ... NIC! Za to dofinansowuje biznes, wspierając innowacyjne gałęzie przemysłu, pomagając firmom, małym i średnim w dostosowywaniu się do globalnej konkurencji, finansując szkolenia dla pracowników, partycypując w zakupie nowych maszyn. W coraz większej liczbie miejsc spotykamy się z oznakowaniem placów budów europejską flagą, co pokazuje w jak wielu przedsięwzięciach uczestniczy – NASZA – dobrodziejka, „Święta Krowa”.
Gdyby eurosceptycy mieli honor – mówię o tych pierwszorzędnych osobach – to nie wyciągały by łap po unijne dotacje, bo chyba nie zapomnieli, że unia to ucieleśnienie zła, a od belzebuba się nie bierze, bo to „nieczyste” dzienki.
Autor pracy: nie jest w pełni poczytalny, nieświadom swych działań i słów; jest, jak zawsze, daleki prawdy.