feminasapiens
07.05.08, 10:29
Wiele już dyskusji przetoczyło się nt. "casusu Alicji 1000", na
forach, w telewizji.. Dyskutują internauci, prawnicy, politycy, sama
Alicja T., wiele ich wysłuchałam, wiele przeczytałam i jeden
szczegół mnie zastanawia...
Dlaczego nikt nie mówi ani słowa na temat "sprawcy" tego zamieszania.
Nawet nie wiemy jak ma na imię, nawet nie wiemy jak się na tę sprawę
zapatruje, nawet nie wiemy czy wychowuje to dziecko, czy jest nadal
jej mężem, czy...
Gościa nie ma - medialnie po prostu jest nieobecny.
Czy w tym medialnym szale oskarżeń (z obydwu stron) ktoś pomyślał
żeby osądzić tego faceta - głowę rodziny w końcu.
Bo wg mnie (nie wnikając w osąd postępowania samej Alicji) to on
jest w równym stopniu winny całej sytuacji (tego że ciąża się
zdarzyła) jak ta kobieta. Przecież do powstania nowego człowieka
potrzebny jest udział dwojga ludzi.
Mało tego, nie dość że "zrobił" jej problematyczną ciążę, to później
w ogóle jej nie wspierał.
Dlaczego osądzamy tylko Alicję, dlaczego nikt nie osądza Pana 1000?
To jest właśnie ta nasza moralność: kobiety same sobie robią ciąże a
potem je abortują, co nie?
PS. Żeby była jasność: w sprawie Alicji 1000 nie opowiadam się
definitywnie po żadnej ze stron konfliktu. Moje zdanie jest takie:
jeżeli polskie prawo dopuszcza aborcję w przypadku takim jak ten, to
powinno być to uwzględnione. Jednak uważam za skrajną
nieodpowiedzialność fakt że ta kobieta niefrasobliwie zaszła w
kolejną ciążę wiedząc że spowoduje to pogorszenie jej i tak ciężkiej
wady wzroku.