wolny-1
07.05.08, 16:28
Czarny obraz Czarnego Lądu
Leszek Baj
W zeszłym roku wzrost gospodarczy w Afryce osiągnął 5,7 proc. To
zdecydowanie za mało, by szybko wyeliminować biedę i poprawić
warunki życia na tym kontynencie.
W 2000 roku zebrali się możni tego świata ze 189 krajów i
postanowili realizować wizję świata bez biedy. Wyznaczono Milenijne
Cele Rozwoju (Millennium Development Goals) mające na celu m.in.
zmniejszenie od 1990 do 2015 r. o połowę liczby ludzi żyjących za
dolara dziennie i głodujących, zwiększenie dostępu do podstawowej
edukacji czy walkę z AIDS. Jednak według ONZ w 1990 r. średnio 44,6
proc. Afrykańczyków żyło poniżej granicy ubóstwa, a po 12 latach
sytuacja niewiele się zmieniła - w 2002 ten odsetek spadł zaledwie
do 44 proc. Realizacja milenijnych celów w większości krajów
afrykańskich wydaje się więc mało prawdopodobna.
6 proc. wzrostu to za mało
Na pierwszy rzut oka kraje afrykańskie rozwijają się całkiem nieźle.
Kilka dni temu Komisja ONZ ds. Afryki opublikowała raport dotyczący
perspektyw ich rozwoju. W zeszłym roku PKB Afryki wzrósł o 5,7
proc., w tym roku ma rosnąć w tempie 5,8 proc. Ale ekonomiści są
sceptyczni, czy nawet tak szybki wzrost jest w stanie rozwiązać
problemy kontynentu. - Przy takim tempie wzrostu dla afrykańskich
krajów jest nierealne osiągnięcie Milenijnych Celów Rozwoju nawet za
sto lat - stwierdził sudański ekonomista Wani Tombe Lako podczas
niedawnej konferencji ministrów finansów państw afrykańskich w Addis
Abebie.
W ostatnich latach tylko kilka krajów było w stanie utrzymać wzrost
na szybkim ponad 7-proc. poziomie, który zdaniem ekspertów ONZ daje
możliwość redukcji biedy. W 2006 r. najszybciej rozwijała się Angola
(w tempie 17,6 proc.), w Mauretanii PKB w ostatnim roku wzrósł o
14,1 proc. Wśród dziesięciu najszybciej rozwijających się krajów
afrykańskich połowa to eksporterzy ropy naftowej (Angola, Libia,
Mauretania, Republika Konga i Sudan), dwa kraje (Demokratyczna
Republika Konga oraz Mozambik) są bogate w inne surowce, Liberia
właśnie otrząsa się po konflikcie zbrojnym, a Malawi odzyskuje siły
po suszy z 2005 r. (wtedy wzrost gospodarczy był ujemny i wyniósł -
3 proc.).
W zeszłym roku najgorzej sobie radziło Zimbabwe, które kolejny rok z
rzędu było w kryzysie gospodarczym (ujemny wzrost PKB wyniósł -4,4
proc., w 2005 r. też był ujemny i wyniósł -7,1 proc.). Kraj
pogrążony jest w chaosie. Inflacja jest tam najwyższa na świecie - w
lutym osiągnęła 1730 proc. w skali roku, państwowa firma
energetyczna podniosła ostatnio ceny energii elektrycznej o 350
proc.! W kraju brakuje jedzenia, bezrobocie sięga 80 proc.
Dramatyczna sytuacja w Zimbabwe negatywnie wpływa na szybko rosnącą
gospodarkę sąsiedniego Mozambiku. Zanika legalny handel pomiędzy
oboma krajami, kwitnie za to przemyt. Zimbabwe nie płaci na czas za
kupowaną z Mozambiku energię elektryczną.
Jak wyjść z biedy?
Zdaniem ekspertów ONZ jednym z najważniejszych problemów, z którymi
Afryka musi się uporać, jest zdywersyfikowanie produkcji. Obecnie
wiele tamtejszych gospodarek opiera swój rozwój na produkcji i
eksporcie zaledwie kilku surowców. Przykładowo w najszybciej
rozwijającej się Angoli ropa naftowa stanowi ponad 80 proc. wartości
eksportu, w Gwinei Bissau orzechy nerkowca to ponad 70 proc.
wartości jej eksportu, w Malawi około 50 proc. eksportu to tytoń.
Takie uzależnienie sprawia, że wzrost gospodarczy w tych krajach
jest niezwykle kruchy. Problem powstaje, gdy ceny na światowych
rynkach zaczynają spadać lub gdy kraj dotyka susza i produkcja
spada. Wtedy wzrost gospodarczy łatwo zamienia się w kryzys.
Amerykański ekonomista Jeffrey Sachs obecny na konferencji
afrykańskich ministrów finansów w Addis Abebie powiedział, że dla
rozwoju kluczowe są też masowe inwestycje w sektor zdrowia,
edukację, rolnictwo i infrastrukturę. Ale Afrykańczycy sami sobie
nie poradzą. Międzynarodowa pomoc dla krajów subsacharyjskich od
1999 do 2004 r. co prawda prawie się podwoiła do 26 mld dol., ale to
i tak za mało, by Afrykę postawić na nogi. Zwłaszcza że duża część
tych pieniędzy jest przeznaczana na umarzanie długów czy pomoc w
przypadku klęsk żywiołowych.
Na nadzieję Afryki wyrastają azjatyckie potęgi takie jak Chiny czy
Indie. Oba kraje coraz więcej inwestują na Czarnym Lądzie: Chińczycy
budują autostrady w Algierii i Nigerii, udzielają
niskooprocentowanych pożyczek na odbudowę infrastruktury w Angoli.
Nic dziwnego, to kraje bogate w ropę naftową i inne surowce, których
Chiny potrzebują, by w kolejnych latach utrzymać 10-proc. wzrost
gospodarczy.
Ekonomiści podkreślają, że Afryka miałaby większe szanse, gdyby sama
zaczęła produkować i eksportować towary bardziej przetworzone.
Jednak aby to osiągnąć, potrzebne są nie tylko inwestycje, ale także
postępy w rozmowach o liberalizacji handlu, które ciągną się już od
sześciu lat. Bogate kraje Unii Europejskiej czy Stany Zjednoczone
dopłacają swoim rolnikom do produkcji bawełny czy cukru, przez co
farmerzy z biednych krajów, mimo że produkują znacznie taniej, nie
są w stanie konkurować na światowych rynkach. A Afryka przez to
rozwija się wolniej, niżby mogła.
Źródło: Gazeta Wyborcza
link do artykułu
wyborcza.pl/1,76842,4055715.html
Polacy na misjach próbują edukować zobacz www.pomocglodnym.pl