Myśliwy, wędkarz, rzeźnik = wsio riba :(

13.05.08, 16:38
Z zimną krwią myśliwy zastrzelił łosia na warszawskiej ulicy:
wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,5207311.html
A właściwie, to dlaczego ludzie zabijają?
vege.pl/plik_zdj/393.jpg
    • lek.lek Re: Myśliwy, wędkarz, rzeźnik = wsio riba :( 13.05.08, 21:22
      Nikt normalny nie zostaje myśliwym :(
    • mjot1 Re: Myśliwy, wędkarz, rzeźnik = wsio riba :( 13.05.08, 22:58
      Stolica. Wizytówka nasza. Tam skumulowane wszystko co mamy „naj”.
      Ostatnio stołeczna stężona mądrość poraziła (dosłownie) łosia
      zwierza dzikiego

      Najniższe ukłony!
      wqrzony M.J.
    • lek.lek Re: Myśliwy, wędkarz, rzeźnik = wsio riba :( 14.05.08, 09:24
      Tu także jest coś na ten temat:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29&w=79540208
    • Gość: josipbros Re: Myśliwy, wędkarz, rzeźnik = wsio riba :( IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.05.08, 10:00
      tego debila powinno się też odstrzelić
      • e-autor Re: Myśliwy, wędkarz, rzeźnik = wsio riba :( 14.05.08, 10:14
        Takich debili jest znacznie więcej. Maja zezwolenia na broń, są vipopodobni i strzelają nawet do ludzi:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29&w=79054015&a=79054015
    • tomas_torquemada Re: Myśliwy, wędkarz, rzeźnik = wsio riba :( 14.05.08, 12:11
      Nie bede sie zaglebial w cala sprawe.. Jestem mysliwym i dla mnie jedyna rzecz
      jaka byla niedopuszczalna dla mysliwego jest strzelanie w odleglosci mniejszej
      niz 200 metrow od zabudowan. Natomiast totalnie nieodpowiedzialnie zachowala sie
      policja "bawiac" sie z losiem przez 3h .. zastanawiajacy moze byc tez brak
      weterynarza, ktorego obowiazkiem jest zalatwienie tego typu spraw.. Gdzie
      zoo-patrole? Los wydaje wam sie milutkim zwierzaczkiem tak samo jak jelen,
      sarenka etc.. ale to sa tylko zwierzeta potrafia sie wystraszyc czegos i
      stratowac ludzi.. gdyby zginelo dziecko stratowane przez losia? Co do mysliwych
      to pojecia nie macie jak to wyglada ile zwierzakow hoduja kola lowieckie a ile
      zwierzat kaze nam panstwo odstrzliwywac rocznie bo "gryza drzewka" lesnikom albo
      jedzom kukurydze rolnikom.. Plany odstrzalow sa wziete z sufitu.. gdybysmy nie
      oszukiwali nie mnozyli "odstrzelonych" sztuk na skupach to panstwo swoimi
      planami juz dawno wybilo by 3/4 zwierzat lesnych.. :(
      • mjot1 Hm... 14.05.08, 13:18
        Z tego, co przeczytałem wynika, że gdyby nie owi dzielni łowcy to...
        Joj! aż strach pomyśleć.
        Od bez mała 20tu lat mam przyjemność mieszkać w chałupince zaszytej
        w krzakach i „na co dzień”, bez makijażu podziwiać dokonania owych
        miłośników natury szczególnym uczuciem darzących zwierzątka właśnie.
        Doprawdy uważasz Waść, że w kołach łowieckich skupiona jest
        szlachetność sama jeno?

        Najniższe ukłony!
        Zadziwiony M.J.
        • tomas_torquemada Re: Hm... 14.05.08, 13:22
          Przyznam, ze nie.. to zalezy od kola.. u nas sie hoduje wiecej niz strzela..
          Znam kolo gdzie swiry do wiwiorek nawet strzelaja na zbiorowych.. Tak sie bawi
          czerwona ekipa.. Co nie zmienia faktu, ze panstwo rzada za duzo odstrzalow od
          mysliwych..
          • tomas_torquemada żąda ofc n/t 14.05.08, 13:25

          • mjot1 Re: Hm... 14.05.08, 13:38
            „Tak sie bawi czerwona ekipa”
            Ta... inne kolory niepokalane są.

            Ileż trzeba mieć samozaparcia, ileż dzielności by w ten dzień nie
            bacząc na przepaskudną często aurę wyruszyć w las? A tam...
            Tam obowiązkowe króciutkie nabożeństwo pod leśną kapliczką
            odprawione przez „duszpasterza myśliwego” (to taki współczesny św
            Franciszek), kilka miłych chwil z przyjaciółmi, łyczek lub
            dwa z piersiówki na rozgrzewkę i może dane będzie dostrzec w krzyżu
            lunety sylwetkę zwierza.
            Potem z serca płynące szczere życzenia szczęścia i pokoju składane
            kolegom i żyjątkom wszelakim.
            ”Polowanie wigilijne”. Tak każe tradycja. Tradycja stara jak świat.
            Jeśli posłuchać tych wspaniałych mężczyzn to starsza ona jest chyba
            od samej wigilii, sięga pewnikiem czasów jaskiń i maczugi.

            Kim trzeba być by po powieszeniu wybebeszonego truchła i umyciu
            dłoni z juchy zasiąść do wieczerzy i dzielić się opłatkiem?
            Ileż pokrętnej hipokryzji trzeba mieć w sobie by latorośli snuć
            opowieści o pokoju, miłości i zwierzątkach przemawiających ludzkim
            głosem?

            Taaa... Tradycja święta rzecz. Bez tradycji ludzkość traci
            tożsamość. Tradycja podtrzymuje najszlachetniejsze cechy rodzaju
            ludzkiego.
            Dzięki wam o szlachetni, że czynicie wszystko co możliwe by tradycja
            nie zaginęła.

            Najniższe ukłony!
            Resztkami rycerskości zachwycon wielce M.J.
            • tomas_torquemada Re: Hm... 14.05.08, 17:41
              Twoje opowiadanie opisuje czasy przed 45 rokiem pozniej bylo juz czerwono i
              owszem leje sie wodka.. tylko kapliczek i kaplanow brak..
    • listekklonu Re: Myśliwy, wędkarz, rzeźnik = wsio riba :( 14.05.08, 12:19
      Ja bym nie stawiała znaku równości. Rzeźnik zabija, żeby ktoś mógł zjeść mięso.
      Ja akurat nie jadam, ale na przykład kota muszę czymś karmić i koniec.
      Natomiast myśliwy to zboczeniec, który zabija dla przyjemności. :(
      • tomas_torquemada Re: Myśliwy, wędkarz, rzeźnik = wsio riba :( 14.05.08, 12:23
        Bazujesz oczywiscie na empirycznych doswiadczeniach? :P
        • tomas_torquemada dowodach nie doswiadczeniach mialo byc :L n/t 14.05.08, 12:29

          • Gość: jawołga Re: dowodach nie doswiadczeniach mialo byc :L n/t IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.05.08, 12:41
            A jaka jest różnica pomiędzy strzelającym do bezbronnego zwierzęcia a
            strzelającym do człowieka bo dla mnie żadna choć ja wolałbym strzelać do ludzi.
            • tomas_torquemada Re: dowodach nie doswiadczeniach mialo byc :L n/t 14.05.08, 13:16
              Chyba ci nie pomoge skoro masz problemy z podstawami..
              • Gość: jawołga Re: dowodach nie doswiadczeniach mialo byc :L n/t IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.08, 19:11
                Z postawą przy Steyr HS50 nie mam problemów.
                • tomas_torquemada Re: dowodach nie doswiadczeniach mialo byc :L n/t 15.05.08, 02:45
                  To ty do czolgow chcesz strzelac? Tesknota za afganistanem, irakiem?
    • no_login Re: Myśliwy, wędkarz, rzeźnik = wsio riba :( 14.05.08, 13:12
      Myśliwy, wędkarz, rzeźnik, wegetarianin = wsio riba
      • radosny_trubadur Do no_login Re: 14.05.08, 13:31
        no_login napisał:

        > Myśliwy, wędkarz, rzeźnik, wegetarianin = wsio riba

        Aleś pierdnął, synku :(

        • hermann_bumser Do no_login Re: 14.05.08, 14:39
          myśliwy, wędkarz, rzeźnik, wegetarianin, radosny_trubadur ,
          no_login = wsio riba czy ci się to podoba czy nie.
          To podstawowe prawo cywilizowanych spoleczeństw. Te inne głoszą, że
          Tutsi swoj chlop, a Hutu ch.j , lub na odwrót
        • no_login Do no_login Re: 14.05.08, 22:52
          Synku?
          Wolałbym być sierotą niż mieć takiego ojca.
    • beretelwi Re: Myśliwy, wędkarz, rzeźnik = wsio riba :( 14.05.08, 19:52
      No w tym wątku przesadziłeś. Teraz widzę wyraźnie, że jesteś członkiem jakiejś
      sekty, która wyżera Ci resztki mózgu człowiecze......
      • radosny_trubadur Re: Myśliwy, wędkarz, rzeźnik = wsio riba :( 15.05.08, 11:06
        beretelwi napisał:

        Kto to tak się wysmętnia, beretelewik, czy jego Marcia?
    • hypatia69 Re: Myśliwy, wędkarz, rzeźnik = wsio riba :( 14.05.08, 22:01
      Zlituj się... Są myśliwi i "myśliwi". U nas też debil białego
      jelenia lat temu ze 20 zlikwidował, za co go nawet koło
      łowieckie "pobłogosławiło".
      Tu też nie jestem przekonana, ze się maniak ze sztucerem nie
      objawił.
      Ale osobiście znam kilku normalnych myśliwych, którzy nie strzelają
      do wszystkiego, co nie biega w pomarańczowej kamizelce.
      W zalinkowanym potem artykule mamy doczynienia z pijanym gościem i
      to nie ważne, czy to wędkarz, czy chciałby się w ciszy poopalać -
      tak samo by zareagował.
      Rzeźnik to rzeźnik - taka praca i normalnym ludziom żarcie zapewnia.
      A krowa czy świnia to żarcie. Ryba zresztą i krewetka też.

      Każdy zaś fanatyk jest potencjalnym mordercą - fanatyczny
      wegetarianin też. I bardzo się cieszę, że nie możesz mnie utłuc
      zdalaczynnie, bo pewnie za miesożerstwo bym już nie żyła. A mieso
      spożywam i spożywać będę.
      A ludzie zabijają, bo są drapieżnikami. I tyle.
      • caryca_polski Re: Myśliwy, wędkarz, rzeźnik = wsio riba :( 17.05.08, 11:28
        hypatia69 napisała:

        > A ludzie zabijają, bo są drapieżnikami. I tyle.

        Zabijają, ponieważ są ciemnymi ignorantami.



    • radosny_trubadur Wywiad z rzeźnikiem (1) 15.05.08, 10:16
      Wywiad z rzeźnikiem (1)
      Wywiad ukazał się w czasopiśmie "Inny Świat", numer 10 (1/1999)

      Jakie są, ogólnie mówiąc, najznakomitsze myśli, które pamiętasz z czasów kiedy byłeś rzeźnikiem?
      Nie znałem siebie i świadomie, wiedziałem, nie działałem jak istota ludzka.

      Ile czasu spędziłeś pracując jako rzeźnik?
      11 lat, nie wliczając roku, który spędziłem robiąc to podczas służby wojskowej.

      Jak trafiłeś do zawodu?
      Nie wszedłem sam z siebie, zostałem wprowadzony. Mój ojciec mówił mi od wczesnych lat o idei otrzymania pracy i chociaż rankiem próbowałem być w szkole to popołudniu musiałem pracować w sklepie rzeźniczym. Kiedy miałem 14 lat ojciec zachorował i musiałem rzucić szkołę (mimo, że miałem stypendium) ponieważ praca trwała od 6 rano do 23 w nocy.

      Opowiedz nam o odejściu ze sklepu rzeźniczego i stawaniu się wegetarianinem...
      Wierzę, że każdy prędzej czy później osiągnie przebudzenie, myślę że wychodzi to z serca. To było konsekwencją wejrzenia do wnętrza mojej duszy i rozpoczęcia przemyśleń kim naprawdę jestem. Miałem wiele snów z dzieciństwa, pochodzących z okropnych przeżyć: załadunek jagniąt - ofiar, gdy miałem 9 lub 10 lat. Zajmowałem się owcami jako pastuch z Guadalajary, co polegało na spędzaniu całej nocy zarzynając około 600 jagniąt; jedno z nich było ze mną całą noc, troszczyłem się o nie i bawiłem się z nim aż do momentu gdy nastąpił wstrząs, oni zabrali je ode mnie, powiesili głową w dół i poderżnęli gardło. Sam fakt bycia tam i oglądania tej masowej rzezi jest dla młodego chłopca całkowitym szokiem, zwłaszcza gdy słyszy się głośny głos matek stojących na przeciwko śmierci swoich dzieci. Można również zauważyć reakcję owiec, niektóre są cicho gdy inne próbują uciec biegnąc, one nigdy nie okazują agresywnych zachowań, są bardzo pacyfistycznymi zwierzętami.

      Czy rzeź powtarzała się?
      Tak, zwłaszcza podczas Świąt Bożego Narodzenia. Tutaj w Madrycie jest dużo rzeźni i rzeźnicy mogą kupować mięso bezpośrednio od nich [w Hiszpanii rzeźnikami nazywa się też osoby zajmujące się wytwarzaniem produktówm mięsnych czyli naszych masarzy - dop. red.]. W każdym razie, w innych regionach Hiszpanii, głównie w małych wioskach, nie ma rzeźni i rzeźnicy muszą się zwracać do najbliższego bacy. Kupują owce bezpośrednio u niego i zabijają zwierzęta sami, nawet baca. Pamiętam raz jak pociąg przejechał przez stado owiec i je pozabijał. Wagony roznosiły wnętrzości zwierząt po całych torach aż wiadomość o tym dotarła do wsi i jacyś rzeźnicy z Madrytu przybyli pozbierać martwe ciała z szyn i sprzedali je 5 dni później po niższej cenie.
      Kiedy mówimy o rzeźniach to mamy na myśli np. The Legazpi (w Madrycie) z wysoką technologią, stosowanie wszelkich regulacji itp., lub Alca de Henares. Jednak większość mięsa konsumowanego w wiejskich obszarach pochodzi z innych rzeźni. Bez technologii lub nawet takich gdzie zwierzęta są zabijane nożem przez rzeźników sprzedających później ich mięso.

      To jest zupełnie zaskakujące co mówisz o pasterzach owiec, to burzy typowy obraz bacy...
      To prawda, to nie ma nic wspólnego z uroczym pastuszkiem z fletem, lub Piotrem z książki o Heidi. Tym niemniej oni są zwykłymi ludźmi z najbliższej wsi, zimnymi ignorantami bez uczuć, z urazami psychicznymi postępującymi w czasie. Tutaj występuje wysoki procent seksualnych nadużyć wobec zwierząt, wraz z wieloma innymi typowymi nadużyciami.

      Opowiedz o procesie przetwarzania mięsa, od śmierci zwierzęcia po otrzymanie mięsa przez konsumenta.
      Pamiętajmy, że właśnie zabite zwierzęta są sprowadzane bezpośrednio do rzeźni reprezentującej sieć magazynów lub rzeźnik idzie tam i selekcjonuje mięso, które chcą. Potem podążają ciężarówkami do magazynów, gdzie się rąbie mięso (kiedy mówimy o dużych magazynach), zaczynają szykować mięso do podziału i dystrybucji do innych sklepów. W sklepie rzeźnik sam przetwarza mięso i ma tylko jedną przesłankę: osiągnąć jak najwyższy zysk jak najmniejszym kosztem.

      Jak się postępuje aby otrzymać potrzebne zyski?
      To zależy, każdy ma własne sposoby. Zwykle "świeże" mięso zostaje poddane całkowitemu przetworzeniu oddzielnie od kiełbas, ponieważ mięso używane do kiełbas jest najgorsze i najniższej jakości. "Świeże" mięso, kiedy poleży przez jakiś czas w wielkich lodówkach zaczyna brzydko pachnieć i gnić, wtedy właśnie używa się chemicznych proszków. Mięso umieszcza się w pełnych wody kontenerach i dodaje się proszków, leży całą noc i następnego ranka, po usunięciu wody znów wygląda na świeże. Jeśli chodzi o wołowinę to proszki także są używane, bezpośrednio do mięsa, co jest nielegalne. Niektóre substancje są co prawda legalne, ale większość z nich nie jest dopuszczalna. Jedną, salfema (całkowicie zakazana) dolewa się do zgniłej cielęciny (dolewa się nawet do świeżego mięsa by przetrwało dłuższy czas), mięso absorbuje tą substancje i staje się miękkie, lepkie jak syrop. Powoduje biegunkę, zwłaszcza silną u dzieci, które zaczynają chorować.

      A co powiesz o wieprzowinie?
      Prosiak jest wszystkożernym zwierzęciem, więc hodowla jest prosta a koszty niskie. Znam farmę gdzie aktualnie można znaleźć góry odpadów, produktów piekarskich, które stanowią pokarm świń. Prosię może dożyć 20 lat, ale tradycyjnie zabija się je kiedy ma rok, to odnośnie do tradycyjnych rzeźni w małych wioskach. W dzisiejszych czasach prosię przeznaczone na rynek zabija się w wieku 7 miesięcy, jeśli ma odpowiednią wagę. Świnia je wszystko, nawet zainfekowane chemicznie produkty, wszystkie rodzaje lekarstw itp., wszystko jest OK tak długo jak prosię tuczy się. W tym czasie wszystko jest możliwe.

      Jakie są konsekwencje otrzymania mięsa w ten sposób?
      Działa tutaj bardzo prosta logika; najniższa jakość pokarmu zwierzęcia powoduje, że mięso wkrótce zaczyna gnić. Zwykle mięso dobre jest dwa dni nie dłużej, potem ma brzydki zapach i zaczyna się proces gnilny. To dlatego wymyślono kiełbasy i mięso marynowane.

      Jak te produkty się wytwarza?
      Na marynaty mięso jest już z odpadów. Prepearuje się w kontenerach z wodą, pietruszką, cytryną, dzikim majerankiem i chemicznymi dodatkami, których funkcją jest zabicie wszelkich bakterii. Potem, w zależności od rodzaju produktu który zamierza się robić, mięso może być w kontenerach od jednago dnia do całego tygodnia. Następnie wyjmują mięso i marynują z innymi chemikaliami (w teorii jest to papryka, ale faktycznie jest to nic więcej niż antyutleniacze, konserwanty i dodatki).
      Przejdźmy do kiełbas, och to długa historia. Całą książkę można by napisać na ten temat. Jednym z najgorszych produktów jest kiełbasa Bologna, ponieważ w jej wytwarzaniu używa się zgniłego mięsa zmieszanego z chemicznego produktami aż do osiągnięcia fermentacji. Wiele lat temu, w jakimś miejscu, również wrzucano do środka kota (żywego lub martwego) aby sprawdzić, czy mięso było dobrze sfermentowane: to jest czy kot został pochłonięty przez kwas. Kiedy mięso dobrze sfermentuje, dolewa się wszystkie antyutleniacze, konserwanty, przyprawy (ukrywają brzydki zapach), dodatki i proszki, które nadają charakterystyczny smak. Gdy jemy kiełbasę Bologna lub Chorio [inna typowa hiszpańska kiełbasa - dop. red] różne smaki tych produktów to bezpośrednia konsekwencja wszystkich chemicznych dodatków wlanych do środka.


    • radosny_trubadur Wywiad z rzeźnikiem (2) 15.05.08, 10:17
      Jak się produkuje inne kiełbasy?
      Chorizo na przykład, wytwarza inaczej inny rzeźnik lub fabryka mięsa, choć one wszystkie są podobne. Mięso użyte do Chorizo obecnie pochodzi z resztek uboju, które nazbierały się przez cały dzień. W niektórych sklepach rzeźniczych mamy sytuację taką, że zamiata się podłogę i posyła wszystko do produkcji, zawiera to popiół, pety, martwe owady... Kiedy znajdzie się cały stos do użytku (co zwykle zabiera tydzień lub nawet więcej, pamiętając ile trwa proces gnilny), umieszcza się go w maszynie siekającej, która mieli wszystko, rozkładające się mięso i każdą inną rzecz. Potem, wszystkie chemiczne środki wkłada się do kontenerów z wodą i winem, dodaje zmielone "mięso" i miesza. Gdy mieszanka jest gotowa do włożenia do maszyny kiełbasianej, przygotowuje się trzewia owiec. Te wnętrzości przenoszone są w pękach z solą, następnie wkładane do wody, każdy oddzielnie. Potem wprowadza się do maszyny robiącej kiełbasę za pomocą rury i uzupełnia "mięsem", na koniec wiąże się to nitką.

      Przypuszczam, że istnieje wiele sztuczek aby zachować świeże mięso przez dłuższy czas niż to jest dozwolone...?
      Małe świnki, gdy nadchodzi popyt, są bardzo trudne do dostania, to jest powód dlaczego większość z nich jest od razu przenoszona w postaci zamrożonej. Pewnego razu podczas Świąt Bożego Narodzenia dostarczono około 1000 małych wieprzków i położono pod ladą w sklepie warzywnym (podczas całych świąt), po kolei zaczęto je rozmrażać, ponieważ zamrożone zostały 10 lat wcześniej!!! Kiedy zamarzają ich skóra robi się czarna, to nie wygląda atrakcyjnie. W tej sytuacji stosuje się sztuczkę, która polega na tym, że kładzie się wiperzowinę i wybiela, potem czyści i na końcu gotuje z krwią jagnięcą, aby wyglądała jakby dopiero co zabita świnia. Pierwszej rzeczy jakiej musi się nauczyć rzeźnik jest sprzedać najstarsze kawałki mięsa tak szybko jak to jest możliwe, dlatego istnieje mnóstwo sztuczek. Na przykład wiele produktów jest zalewanych salfemą (pamiętajmy, że jest to nielegalne) aby wyglądały na świeże. Również zwykłą sprawą są szczury w sklepach rzeźniczych, które są zabijane tym samym kamieniem używanym do zdejmowania tłuszczu zwierząt lub nawet nożem, którym kroi się mięso. Ogólnie rzecz biorąc, mógłbym tu przytoczyć tysiące historii takich jak te.

      Co wiesz o "wściekłych krowach"?
      Zanim zacznę o tym to przyznam, że sprzedawałem angielską i szkocką cielęcinę, co było zwykłą czynnością. Po przemyśleniu tego, wszystkiemu winna jest sucha karma z ubitych zainfekowanych tą chorobą owiec, które podano krowom. W Hiszpanii mamy angielskie owce od 11 lat, nie więcej, z tego co wiem, ponieważ sprzedawałem to mięso od początku. Angielska owca jest dla rzeźnika produktem złej klasy, ponieważ kiedy się ją przygotowuje cuchnie. Wiele owiec posiada białe plamy pośród żeber, ropne bąble, a niektóre z nich są całkiem czerwone z powodu śmierci przez uduszenie podczas transportu. Zgodnie z powiedzeniem: "Wszystko jest OK, skoro to dla Hiszpanii". "Świeże" produkty pochodzą nie tylko z Anglii, gdyż większość białej cielęciny importuje się z Holandii. Oni podają to w skrzynkach wypełnionych torebkami bez powietrza zawierającymi mięso sprzed kilku miesięcy. Sznurek używany do marynatów przychodzi też w takich torebkach z Francji. Dodam, że większość produktów wewnątrz opakowań próżniowych jest zgniła, a nawet jeśli nie to po otworzeniu bardzo śmierdzi ponieważ tak długo były bez powietrza. Z drugiej strony angielska owca jest wciąż do nabycia, pamiętajmy o tym, że jest to choroba dziedziczna i może przechdzić na małe zwierzęta z tych zainfekowanych.

      Co byś powiedział ludziom, którzy wciąż jedzą mięso?
      Zauważyłem, że bycie wegetarianinem nie jest złe dla naszego zdrowia tak jak twierdzi to wielu lekarzy, chcących byśmy w to uwierzyli. Gdy przyjrzymy się wszystkim mięsnym produktom i ich zawartości, mogę was zapewnić, że to bardzo szkodzi waszemu zdrowiu i myślę, że jeśli jakiś kraj odmawia propagowania wegetarianizmu to tylko z jednej przyczyny: są to ekonomiczne korzyści płynące z tego, jak w Anglii musi się zabić wszystkie 11 milionów bydła, czego nie zrobienie mogłoby spowodować duży deficyt i ekonomiczną dziurę. Nie powinniśmy zapomnieć kto ciągnie zyski z tego biznesu: mnóstwo rolników, posiadaczy ziemskich, agencje transportu, rzeźnie, ubojnie, przetwórnie, sklepy, producenci pasz, posiadacze ziemi gdzie ta pasza wyrosła... Chciałbym powiedzieć tym co jedzą mięso: gdy usiądziecie za stołem musicie się zastanowić czy to jest dobre dla waszego zdrowia, samopoczucia i myślenia? Chciałbym także zapytać ich, ponieważ wiem, że bierze się owieczkę jako słodkie stworzenie ze znanych skeczy telewizyjnych, mając to w głowie wieszacie ją i dobrym ostrym ostrym nożem wbijacie ostrze w gardło, w czasie zarzynania słuchacie wrzasku wypełniającego całe wasze ciało zwierzęcym krzykiem, który zaczął rozlew krwi. Potem musicie przeciąć skórę, wyjąć wnętrzości, organy i zacząć rąbać na płaty. Czy jesteście zdolni zrobić to sami?
      • tomas_torquemada Re: Wywiad z rzeźnikiem (2) 15.05.08, 20:18
        Czy autor zostal laureatem Hugo & Nebuli za ten tekst? Swietny jest!
        • minniemouse Re: Wywiad z rzeźnikiem (2) 15.05.08, 23:45
          ""Jestem mysliwym i dla mnie jedyna rzecz
          jaka byla niedopuszczalna dla mysliwego jest strzelanie w odleglosci
          mniejszej
          niz 200 metrow od zabudowan.""

          dobre hahahahahahahahhahahahahaha

          twoje milosierdzie mnie porazilo.... jestes wielki!!!


          Minnie
          • tomas_torquemada Re: Wywiad z rzeźnikiem (2) 16.05.08, 10:41
            Ja nie jestem milosierny.. skad to wzielas?
            • minniemouse Re: Wywiad z rzeźnikiem (2) 16.05.08, 13:18
              na ironii tez widze nie...

              Minnie
              • tomas_torquemada Re: Wywiad z rzeźnikiem (2) 16.05.08, 21:27
                Czy jak ironia jest kiepska to warto ja zauwazac?
                • minniemouse Re: Wywiad z rzeźnikiem (2) 17.05.08, 23:14
                  e, nie ratuj sie na sile. zaakceptuj fakt z godnoscia.

                  Minnie
                  • tomas_torquemada Re: Wywiad z rzeźnikiem (2) 21.05.08, 01:06
                    Nie ratuje sie.. twoim zdaniem ta "ironia" byla zabawna moim zdaniem kiepska..
    • radosny_trubadur O mysliwych (1) 16.05.08, 12:55
      O myśliwych (1)
      Fragmenty książki Z.Kruczyńskiego - "Farba znaczy krew"

      Pytasz, dlaczego zacząłem polować…?
      Wiesz, ja urodziłem się w kilka lat po wojnie, w rodzinie… w ankietach pisałem: „robotniczej, matka nie pracuje”. Podziwiałem i kochałem ojca. Czasami się go bałem, czasami się go wstydziłem, na przykład wtedy, gdy się upił. Niekiedy strasznie go żałowałem – gdy przez kraty stoczniowej bramy nr 3 matka podawała mu zawiniątko z jedzeniem, bo musiał bez przerwy pracować i był bardzo brudny, zarośnięty i taki smutny. Tak bardzo chciałem mu wtedy pomóc. Żeby było mu dobrze i żeby nie był zmęczony, i żeby nie musiał chodzić do stoczni. Gdyby to mogło zmienić jego los – oddałbym swoje dziecięce życie. Bardzo chciałem, żeby mnie kochał. I podziwiał! I wiedziałem, że jeśli będę taki jak ojciec, to właśnie tak się stanie – też będę podziwiany i kochany. Przez ojca i przez wszystkich. Czyż chłopiec może chcieć czegoś innego? Zapewne może, bo moi bracia nie zaczęli polować. A może, po prostu, chcieli z mniejszą mocą i inny los był im przeznaczony? No cóż, można gdybać, tylko po co? Kiedy miałem kilkanaście lat, dowiedziałem się, że mój ojciec, tak jak i wujkowie, służył w Wehrmachcie, a potem był w niewoli we Francji. Widziałem jedno zdjęcie taty w mundurze niemieckim i jedno z niewoli. Na tym ostatnim wielu młodych mężczyzn opalonych i rozebranych do pasa, elegancko, w dwóch rzędach, pozowało przed obiektywem. Wyglądali jak na obozie dla starszych harcerzy. Ojciec mógł mieć wtedy 23 lata. Na fotografii ojca w żołnierskim mundurze wyszukiwałem jakichś dystynkcji. Nie znalazłem jednak żadnych i trochę byłem zawiedziony. Siostra zniszczyła te fotografie. Ale czy okazało się przez to, że ojciec walczył na wojnie po „słusznej” stronie? Pytałem go, czy kogoś zabił. Odpowiadał jakoś tak dziwnie, jakby trochę żartobliwie, niby wprost, że nie, że „służył przy koniach”. Teraz wiem, że moje pytanie, skierowane przecież do żołnierza drugiej wojny światowej, było bardzo naiwne. To o koniach musiało być prawdą – był przecież kowalem, takim prawdziwym, co to umiał wykuwać podkowy i inne przedmioty i podkuwał konie albo naprawiał obręcze do kół wozów konnych. Jego ojciec też był kowalem. Widziałem, jak dziadek pracował w swojej kuźni z czerwonych cegieł. Było wspaniale i strasznie – w czarnym wnętrzu kuźni był żar rozdmuchiwany miechem, wielkie kowadło, młoty i młotki, szczypce i walenie na przemian dwoma młotami, ojca i dziadka, w rozżarzony metal:
      Dźwięk!… Dźwięk!… Dźwięk!…
      Koń stał uwiązany przed kuźnią i łypał oczami na boki. Taką gorącą podkowę przytykało mu się do kopyta. Następował syk, dym i smród, ale koń stał dosyć spokojnie, chyba go nie bolało. Poza tym z przodu trzymał go właściciel, podczas gdy z tyłu pracowało przy podkuwaniu dwóch bardzo podobnych do siebie łysych mężczyzn: ojciec i syn. A wnuk patrzył i wryło mu się to w pamięć tak, że to wszystko teraz widzi, słyszy i nawet czuje zapach – jakby właśnie to się działo. Obaj mieli na imię Władysław, chociaż to nie ojciec był najstarszym synem z dziesięciorga dzieci dziadka i babci Marii. Tę malutką kobietę nazywano we wsi Kowalką. Bałem się jej. Gdy dziadek się upił, sama waliła młotem w kuźni. Ja też miałem mieć na imię jak dziadek i ojciec, ale moja matka sprzeciwiła się kategorycznie. W stoczni ojciec na początku też był kowalem i „robił na kuźni”. Budował pierwszy powojenny statek w Polsce, ten, który stoi przycumowany na kanale na Starym Mieście w Gdańsku i służy jako muzeum. Matka mówiła, że czasami przychodził do domu tak zmęczony, że nie mógł podnieść rąk, by zjeść zupę. Potem było lżej, bo został brygadzistą, a później mistrzem. Wszyscy w stoczni mieli na noszonych obowiązkowo kaskach ochronnych wypisane numery ewidencyjne. On miał numer 3401, a ja, gdy w wieku siedemnastu lat zacząłem pracować jako monter wyposażenia okrętowego na wydziale budowy kadłubów K-3, otrzymałem numer ewidencyjny 64624, wypisany na otoku mojego brązowego, robotniczego kasku. Kaski miały różne kolory, w zależności od rodzaju wykonywanej przez stoczniowca pracy. Ojciec jako mistrz miał zielony, a były też niebieskie, żółte, czerwone, zielone z otokami oraz białe dla wyższych kierowników i dyrektorów.
    • radosny_trubadur O myśliwych (2) 16.05.08, 12:57
      O myśliwych (2)
      Fragmenty książki Z.Kruczyńskiego - "Farba znaczy krew"

      Wstawaliśmy o 5.05 rano, matka przygotowywała nam chleb do pracy i jechaliśmy tramwajem do stoczni. Ja pracowałem siedem godzin, o godzinę krócej niż inni, i jechałem do domu na obiad, a potem na 15.00 szedłem do szkoły wieczorowej. Niby nie żyłem życiem ojca, miałem swoje sprawy, jakieś środowisko, przyjaciół, dziewczyny, żonę i rozwód. Zawsze ciągnęło mnie do lasu, nad wodę, na ryby, na grzyby. Łowiłem zapamiętale pstrągi w pomorskich rzekach i szczupaki w jeziorach. Z ojcem spotykaliśmy się w domku myśliwskim – przyjeżdżałem motorem na ryby sam lub z dziewczyną – ojciec przyjeżdżał z panem Romkiem na polowanie. Pomagałem im czasami, gdy było trzeba szukać rannych dzików, naganiać kaczki albo uprawiać kartofle. Zjadaliśmy złowione przeze mnie szczupaki i okonie, które smażyłem na żeliwnym piecyku – tak sobota i niedziela mijały nam w lesie. Oni wsiadali w „Syrenkę” pana Romka, ja grubo się ubierałem i wsiadałem na moją WSK-ę i wracaliśmy do miasta. Powrót do codziennego kieratu, do domu, do pracy. Już od wtorku myślałem o wyjeździe. Jakoś trzeba było przeżyć jeszcze środę i czwartek… i nadchodził piątek. Nareszcie! Możemy jechać znowu do lasu!
      W któryś z pierwszych upalnych dni czerwca przyjechałem do domku myśliwskiego po raz pierwszy ze swoją dubeltówką. Miałem dwadzieścia osiem lat. Do samego wieczora zajęty byłem łowieniem ryb.
      „Wolałbym nie odrywać się od ryb, ale skoro mam tę broń… ojciec na pewno już poszedł w las” – tak sobie myślałem.
      Słońce zaszło, a na niebie wisiał wielki księżyc. Wziąłem swoją dubeltówkę Bajkał kaliber 12, załadowałem dwiema brenekami i poszedłem nad bagna. Zaszyłem się w jałowcach. Nie czekałem długo. Przyszedł do mnie duży dzik, zbliżył się na kilkanaście metrów. Mierzyłem na komorę, ale lufy mi drżały ze zdenerwowania. Po strzale dzik uszedł w las; farby nie znalazłem. Spudłowałem. Następnego dnia złowiłem dziewięć pokaźnych szczupaków. Kilka tygodni później pan Jan Czecholiński ze wsi Ogonki przypędził nad jezioro swoje krowy i owce. Podszedł do nas siedzących przed domkiem i zapytał: „Kto strzelał do dzika tam na bagnach? On leży w moim lesie przy bagnie, dobrze trafiony na komorę”. Nie przyznałem się. Czułem się okropnie. Nie ma odpowiedzi na pytanie: „Dlaczego zacząłem polować?”. Nie warto pytać. Wiesz, gdybym ze swoim życiorysem nie zaczął polować, pytanie mogłoby brzmieć: „Jak to się stało, że nie zacząłeś polować tak jak twój ojciec?”
      Dzisiaj można by zapytać: „Dlaczego przestałeś polować?”.
      A właściwie, to dlaczego ludzie zabijają?
      • mjot1 Re: ? 16.05.08, 21:43
        „Następnego dnia złowiłem dziewięć pokaźnych szczupaków.”
        Ta... To jest właśnie wzór godny naśladowania

        Bez ukłonów! M.J.
      • tomas_torquemada Re: O myśliwych (2) 21.05.08, 01:08
        O czym ma nas przekonac ta "spowiedz klusownika"?
    • caryca_polski Myśliwi "pomagają" zwierzętom :((( 16.05.08, 13:25
      Nikt normalny nie jest myśliwym :(((
      Jak można polować na ciężarne zwierzęta i jak się mają do tego zapewnienia myśliwych o tym, że pomagają oni zwierzętom?
      tiny.pl/nnk5
      • minniemouse Re: Myśliwi "pomagają" zwierzętom :((( 17.05.08, 23:15
        Mordercy, i tyle.

        Minnie
        • 33qq Re: Myśliwi "pomagają" zwierzętom :((( 17.05.08, 23:20
          mimimyszko, a co powiesz o mordowaniu twoich sióstr, robię to masami i bez
          skrupułów?
    • bablli Nie zabijaj! 21.05.08, 10:37
      Nie zabijaj!
      www.niezabijaj.org/image/1192613056_Nie%20zabijaj1.jpg
      • hymenaios A to co? Jakieś nowe przykazanie????? 21.05.08, 12:09
        bablli napisała:

        > Nie zabijaj!
        > www.niezabijaj.org/image/1192613056_Nie%20zabijaj1.jpg
    • hymenaios Vege jest jak religia, tylko dla nawiedzonych. 21.05.08, 11:57
      my2008 napisał:

      > Z zimną krwią myśliwy zastrzelił łosia na warszawskiej ulicy

      Jakby nie zachował zimnej krwi to przecież być może zabiłby jakiegoś
      wege, a tak zażegnał niebezpieczeństwo i to jak napisano we
      wskazanym artykule zgodnie z obowiazującymi procedurami. Jeśli
      naruszono prawo w tym zakresie to od ferowania wyroku jest sąd a nie
      jakieś nawiedzone towarzystwo. Wgegetarianiazm dla nawiedzonych jest
      do przyjęcia, jako obowiązkowa norma to katastrofa ekologiczna i
      zdrowotna.

      > A właściwie, to dlaczego ludzie zabijają?

      Chodzi zapewne o zwierzęta. Zabijają, bo chcą je jeść. Tak
      zorganizowany jest ten świat.
Pełna wersja