calm_house
12.06.08, 16:23
Mam kilka znajomych dziewczyn, w wieku 23-25 lat. Są mężatkami i matkami.
Skończyły studia. Jedna z nich ma roczne dziecko i jest w 6. miesiącu ciąży.
Druga - dwuletnie dziecko, drugie urodzi się w lipcu. Obie nigdy nie
pracowały. Są na utrzymaniu mężów. Nie przelewa im się. Narzekają, że ubierają
dzieci w lumpeksach, że nie stać ich na wyjście do kina. Mają ambitne plany -
iść za rok (kiedy drugie dziecko będzie już podrośnięte) DO PRACY. Wybałuszam
oczy ze zdumienia, ale milczę. KTO cię kobieto zatrudni? Dwójka małych dzieci,
zero doświadczenia. Kończyły humanistyczne kierunki. Fakt, że mieszkają w
dużym mieście, ale czy będzie im się opłacać pracować np. za 600 zł w Tesco i
tyle samo płacić za przedszkole? Czy one w ogóle mają jakieś perspektywy? Ja
nie rozumiem kobiet, które zamują się wyłącznie domem i rodziną. Co będzie,
jeśli ich mężowie zdecydują się porzucić swoje żony?
Dziewczyny! Dlaczego tak naiwnie podchodzicie do życia? Dlaczego nie zależy
wam na własnym doświadczeniu zawodowym? Dajecie się udupić w domu z dziećmi?
Jeśli to wasz wybór - dlaczego narzekacie na brak kasy i pragniecie mieć pracę?
Ja rozumiem, że dziecko jest bardzo ważne. Ale czy dbanie o jego przyszłość
nie powinno jednak mieć też dodatkowych zasad?