Co "tylko matki" sobą reprezentują?

12.06.08, 16:23
Mam kilka znajomych dziewczyn, w wieku 23-25 lat. Są mężatkami i matkami.
Skończyły studia. Jedna z nich ma roczne dziecko i jest w 6. miesiącu ciąży.
Druga - dwuletnie dziecko, drugie urodzi się w lipcu. Obie nigdy nie
pracowały. Są na utrzymaniu mężów. Nie przelewa im się. Narzekają, że ubierają
dzieci w lumpeksach, że nie stać ich na wyjście do kina. Mają ambitne plany -
iść za rok (kiedy drugie dziecko będzie już podrośnięte) DO PRACY. Wybałuszam
oczy ze zdumienia, ale milczę. KTO cię kobieto zatrudni? Dwójka małych dzieci,
zero doświadczenia. Kończyły humanistyczne kierunki. Fakt, że mieszkają w
dużym mieście, ale czy będzie im się opłacać pracować np. za 600 zł w Tesco i
tyle samo płacić za przedszkole? Czy one w ogóle mają jakieś perspektywy? Ja
nie rozumiem kobiet, które zamują się wyłącznie domem i rodziną. Co będzie,
jeśli ich mężowie zdecydują się porzucić swoje żony?
Dziewczyny! Dlaczego tak naiwnie podchodzicie do życia? Dlaczego nie zależy
wam na własnym doświadczeniu zawodowym? Dajecie się udupić w domu z dziećmi?
Jeśli to wasz wybór - dlaczego narzekacie na brak kasy i pragniecie mieć pracę?
Ja rozumiem, że dziecko jest bardzo ważne. Ale czy dbanie o jego przyszłość
nie powinno jednak mieć też dodatkowych zasad?
    • raveness1 Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 12.06.08, 18:28
      Cieple kluchy. Nuda i zieewanie. Seriale, obiadki, ploteczki.

      Ale to tylko ten jeden rok!! Naprawde! W nastepnym wezma sie do
      roboty, jak dorosle, dojrzale kobitki...
      • mjot1 Ta... 12.06.08, 18:41
        „W nastepnym wezma sie do roboty, jak dorosle, dojrzale kobitki...”
        i zajdą... ponownie.
        Produkcja progenitury to wszak robota poważna, szacunku godna i
        ostatnio „trendy”.

        Najniższe ukłony!
        Obrazoburczy M.J.
      • Gość: lilimeye Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.06.08, 20:35
        raveness1 napisał:

        > Cieple kluchy. Nuda i zieewanie. Seriale, obiadki, ploteczki.

        A może nie seriale i ploteczki, tylko czas na hobby, na przeczytanie książek,
        których pracując i wychowując dzieci przeczytać nie ma szans, a wreszcie dzieci
        dopilnowane i wychowane, a nie tułające się po żłobkach i zdane na opiekę obcych.
        Wszystko jest kwestią indywidualną i podciąganie każdej kobiety niepracującej
        zawodowo pod stereotyp nudnej i zaniedbanej kury domowej jest zwyczajnie głupie.
        • sterlitz Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 17.06.08, 07:36
          Tja.... znam takie "wychowane" dzieci niepracujących matek. Matki są tak zajęte
          plotami i serialami, że nie mają czasu zauważyć (i usłyszeć), że np. ich córka
          wyrzuca petardy za okno ;)
          • lilimeye Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 19.06.08, 14:45
            Pewnie, że nieodpowiedzialnych idiotów/idiotek nie brakuje, niestety, ale nie
            zauważyłam, zeby praca zawodowa była lekarstwem na nieodpowiedzialność :), jako,
            że i w grupie pracujących idiotek nie brak. Tak więc najlepiej oceniać człowieka
            indywidualnie, a nie pakować z góry do szufladki z etykietką.
            • sterlitz Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 20.06.08, 09:36
              Chyba mnie nie zrozumiałaś.... matka siedząca w domu nie gwarantuje dobrego
              wychowania dzieci. A tak indywidualnie: mam trzy siedzące w domu sąsiadki -
              matki nastolatków. One nie pracują, bo nie mają kwalifikacji. Do wychowywania
              dzieci też.
    • juliadruzylla Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 12.06.08, 18:38
      calm_house napisała:
      Ja nie rozumiem kobiet, które zamują się wyłącznie domem i rodziną.

      A ja nie rozumiem kobiet które zajmują sie wyłącznie karierą
      rezygnując z macierzyństwa. Żeby nie było: ja dopiero teraz (okolice
      trzydziestki) zabieram się za rozmnażanie, od czwartego roku studiów
      mam świetną pracę. Ale kobiety które po dwudziestce (to przecież
      wcale nie tak wcześnie!) zdecydowały się na dziecko doskonale
      rozumiem. I denerwuje mnie takie generalizowanie, że jak matka
      dzieciom to tragedia nie życie. A kiedy Ty zamierzasz mieć dzieci?
      Kiedy nadejdzie ten właściwy z punktu widzenia kariery zawodowej
      moment?
      • kiddo5 Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 16.06.08, 22:14
        >Ale kobiety które po dwudziestce (to przecież
        wcale nie tak wcześnie!

        to kiedy jest w takim razie wczesnie? bo opcji nastoletniej nie uważam za coś
        normalnego.
        • juliadruzylla Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 17.06.08, 22:26
          Po dwudziestce (czyli 21-29 lat, przyjmijmy średnio 25) to całkiem
          normalny wiek do rodzenia dzieci. Ani wcześnie ani poźno.
    • Gość: tomekjot co ty pleciesz IP: *.gprs.plus.pl 12.06.08, 18:43
      Są dorosłe i swiadome co robią. życze im wszystkiego najlepszego
      • Gość: ggg Re: co ty pleciesz IP: *.chello.pl 12.06.08, 19:14
        to ty raczej wykazujesz sie niedojrzałością...
        nie masz pojęcia o macierzyństwie, ciążach, poradach, a sie wymądrzasz i je
        tu-bez ich wiedzy obrażasz
        pewnie jeszcze z zainteresowaniem słuchasz, co one mówią-pocieszasz sie
        zapewne,ze ty 'taka głupia nie jesteś..'


        a ja ci powiem: co komu pisane
        nic w życiu nie jest regułą

        mam 22 lata, urodzilam dziecko inie do pomylsenia jest dla mnie, rodzenie kiedy
        zaczynamlabym prace!
        nie ma mowy 'na pozne macierzystwo'
        wisze dlaczego?

        bo za cholere nie bedzie mi sie chcialo:
        organizować przedszkola
        opiekunek
        mieć problemu z pracą: bo nie chca mi dac zwolnienia

        teraz całkowicie mogę posiwecic sie 2 rzeczom: dziecku i nauce

        dzieki czemu mam niezobowiązujący kontak z ludzmi i dziecko
        2 w jednym

        a matki, które siedzą caly czas w domu-potępiam, dłużej niz miesiąc bym nie
        wytrzymala!




        • dritte_dame Dlaczego? 12.06.08, 19:59
          Gość portalu: ggg napisał(a):

          > a matki, które siedzą caly czas w domu-potępiam

          Za co potępiasz?
          Czy robią komuś coś złego?
        • hypatia69 Re: co ty pleciesz 12.06.08, 20:03
          "a matki, które siedzą caly czas w domu-potępiam, dłużej niz miesiąc
          bym nie wytrzymala!"
          Czuję sie dramatycznie potępiona. Za to, ze Ty byś nie wytrzymała.
          Ja siedzę ósmy rok i dobrze mi z tym. To znaczy było. Ale teraz,
          skoro mnie potępiasz... Przepraszam, zachowuje się jak smarkacz.
          • dritte_dame Re: co ty pleciesz 12.06.08, 20:08
            hypatia69 napisała:

            > Ja siedzę ósmy rok

            I mnóstwo najemnie "realizujących się zawodowo" bardzo Ci zazdrości.
            • hypatia69 Re: co ty pleciesz 12.06.08, 20:29
              Pewnie tak. Ale formalnie i głośno zostałam/jestem potępiona. I
              nikogo nie obchodzi, że nie ogladam seriali i nie mam pryszczy na
              dupie od siedzenia. Bo w końcu skoro "nie spełniam się zawodowo na
              etacie" to znaczy, że "tylko siedzę w domu". Ot co.
            • zofijkamyjka Re: co ty pleciesz 12.06.08, 22:14
              dritte_dame napisała:

              > I mnóstwo najemnie "realizujących się zawodowo" bardzo Ci
              zazdrości.

              Przyznaje że ja bardzo zazdroszczę, posiedziałoby sie z dzieciakiem
              w domu a i serial tez jakis by sie obejrzało, Ehhh
            • sterlitz Re: co ty pleciesz 17.06.08, 07:41
              Tylko ciekawe kto komu będzie zazdrościł za 30 lat jak przyjdzie do wypłaty
              emerytury.... I tu zaczyna się krótkowzroczność matek poświęcających się
              wyłącznie dzieciom.
              • minniemouse Re: co ty pleciesz 17.06.08, 08:11
                ""Tylko ciekawe kto komu będzie zazdrościł za 30 lat jak przyjdzie
                do wypłaty emerytury.... I tu zaczyna się krótkowzroczność matek
                poświęcających się wyłącznie dzieciom. ""

                a po co im emerytura? maz je nadal bedzie utrzymywal ze swojej.


                Minnie
                • sterlitz Re: co ty pleciesz 17.06.08, 08:33
                  O ile dożyje ;)
              • dritte_dame Re: co ty pleciesz 17.06.08, 18:18
                sterlitz napisał:

                > Tylko ciekawe kto komu będzie zazdrościł za 30 lat jak przyjdzie do wypłaty
                > emerytury....
                > I tu zaczyna się krótkowzroczność matek poświęcających się
                > wyłącznie dzieciom.

                Jakiej znowu emerytury??

                Krótkowzrocznością jest spodziewanie się za 30 lat wypłaty jakiejkolwiek
                państwowej emerytury.
                • hypatia69 Re: co ty pleciesz 20.06.08, 09:15
                  Co mnie zdumiewa, to maniacki upór, że każda kobieta, która nie lata
                  na 8.00 do pracy nie posiada kapitału, nie inwstuje, nie robi
                  czegokolwiek, zeby sobie zapewnic byt na okoliczność wpadniecia męża
                  pod tramwaj.
                  A ciekawe, z czego te emerytury bedą, jeśli teraz wszystkie mądre
                  panie pójdą do pracy i przyrost naturalny bedzie nijaki. Oboje
                  dzieci ma utrzymać całe społeczeństwo?
                  • minniemouse Re: co ty pleciesz 20.06.08, 09:22
                    ""jeśli teraz wszystkie mądre
                    panie pójdą do pracy i przyrost naturalny bedzie nijaki.""

                    przeciez maz tez moze pilnowac dzieci.
                    dlaczego u ciebie pojscie do pracy automatycznie wyklucza posiadanie
                    dzieci?

                    Minnie
                    • hypatia69 Re: co ty pleciesz 20.06.08, 09:44
                      A dlaczego u Ciebie niepójście do pracy automatycznie stawia kobietę
                      na nizszej pozycji?
                      Mąż moze *pilnować* dzieci. Ale zazwyczaj natura tak to
                      zorganizowała, że do dbania o niem, zwłaszcza w pierwszych latach
                      życia, lepiej nadaja się matki. I nie chodzi nawet o karmienie
                      piersią.
                      Pamietasz, kto Ci zazwyczaj pomagał w odrabianiu lekcji i latał na
                      wywiadówki?
                      • minniemouse Re: co ty pleciesz 21.06.08, 00:10
                        """Ale zazwyczaj natura tak to
                        zorganizowała, że do dbania o niem, zwłaszcza w pierwszych latach
                        życia, lepiej nadaja się matki.""

                        a to niby dlaczego? udowodnij mi ze kobieta lepiej sie nadaje do
                        opieki nad dzieciem od ojca.

                        poa tym, czasy sie zmienily.

                        Minnie
        • xtrin Re: co ty pleciesz 12.06.08, 20:11
          Gość portalu: ggg napisał(a):
          > a matki, które siedzą caly czas w domu-potępiam,
          > dłużej niz miesiąc bym nie wytrzymala!

          Maratończyków potępiam, tyle bym nie przebiegła!
          Piłkarzy (POOOLSKA GOLA!) potępiam, gola bym nie strzeliła!
          Malarzy potępiam, nie potrafię rysować!
    • xtrin Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 12.06.08, 19:15
      calm_house napisała:
      > Wybałuszam oczy ze zdumienia, ale milczę.

      A dlaczego milczysz? Dlaczego nie poradzisz nic koleżankom, a jedynie
      ograniczasz się do oceniania ich za ich plecami?
    • hypatia69 Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 12.06.08, 20:00
      Wybacz, mistrzu, ale nie wiesz, o czym gadasz. Fakt, ze te kobiety
      bedą miały problem z zatrudnieniem jest winą chorego systemu, nie
      ich. Miały czekać do 40 na pierwsze dziecko? Jaaaasne: najpierw
      praca, dom samochód, awans, 6 fakultetów, lepszy samochód, wiekszy
      dom, a jak już bedę miała wszystko, co trzeba, zeby urodzić, to bedę
      miała 100 lat i umrę.
      Przedszkole nie kosztuje 600,-, chyba, ze sie ktoś uprze na
      prywatne. A to może i zapłacić i 1500,-.
      Jeśli się panny "daja udupić" jakiemuś baranowi, który życzy sobie
      gosposi, to faktycznie nie powinny narzekać. Jeśli mnie stać na
      kupowanie w markowych sklepach... to i tak wolę sie zaopatrywać w
      lumpeksach. Przynajmniej nie wyglądam jak pospolite ruszenie.
      Zwracam Ci grzecznie uwagę, ze juz teraz zarabia sie troszkę powyżej
      600,-. Nie, zeby się komukolwiek opłacało za tyle w ogóle ruszac
      tyłek z wyra.
      Jeśli Twoje koleżanki [a właśnie! skąd takie masz?] siedzą i zajmują
      sie oglądaniem durnych seriali, to mają problem. Ale jeśli "zamują
      się wyłącznie domem i rodziną", a Ty sobie nimi w nagrodę gardzisz,
      to szczerze mam ochotę Cie kopnąć w tyłek. O "tylko siedzeniu w
      domu" pisałam. Wklep sobie w wyszukiwarkę, będziesz wiedział, co
      myślę.
      A co do "Wybałuszam oczy ze zdumienia, ale milczę." to zgadzam sie z
      Xtrin. Skoro łazisz do nich najwyraźniej na herbatkę i popogryzac
      ciasteczka, to im powiedz, jak się marnują... Inna rzecz, ze wtedy
      pewnie niepredko zaprosza Cie znowu.
      • Gość: Lena Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? IP: *.multimo.gtsenergis.pl 12.06.08, 20:22
        Niedawo spotkałam taką która w wieku 37 lat urodziła pierwsze
        dziecko. Ciąża przeleżana bo - jak mówi lekarz - pani nie ma już
        dawno 20 lat i jak tylko coś się zaczęło nie tak to lepiej leżeć!!!
        Już podczas ciąży wiadomo było,ze firma ją zwolni. Musieli kogoś na
        gwałt załatwiać na jej odpowiedzialne stanowisko i szybko podjąć
        decyzję czy szkolic następną czy czekać na poprzezdnią. Sentymentów
        nie ma!!! W stresie cała ciąża, po macieżyńskim wróciła do pracy (do
        dziecko opiekunka) a firma ją zwolniła !!!
        To system jest chory!!!
        łątwiej takiej która nie ma żadnego stanowiska i i tak zaczyna od
        zera.
        • hypatia69 Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 12.06.08, 20:35
          Nikomu nie jest łatwiej. Dziewczynę lat 25 pytają, czy nie wybiera
          sie za mąż, koło 30 czy nie planuje dziecka... Coraz cześciej rodzą
          kobiety bliżej 40. I potem sa wonty, ze "już siwieje, mogłaby być
          babcią". Tak źle i tak niedobrze. Chore poglądy i system
          spowodowały, że jednoczesnie powinny kobiety rodzić i nie powinny.
          Sklonować sie?
          • Gość: Marcin Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? IP: *.gdynia.mm.pl 13.06.08, 09:22
            Co ty z tym systemem. Chciałabyś zmusić pracodawcę by płacił za
            twoje dziecko?
            • kot_behemot8 Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 13.06.08, 12:47
              A ty co, byłes u wróżki i ona ci powiedziała co Hypatia by chciała a
              czego nie napisała? Wiesz, na forum jest taki dobry zwyczaj że
              dyskutuje się z tym co napisane a nie z własnymi wyobrażeniami...
              • Gość: Marcin Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? IP: *.gdynia.mm.pl 13.06.08, 13:02
                Zapytałem, nie zauważyłaś czy nadinterpretujesz, jak zwykle? Poza
                tym nie sądzę by akurat Hypatia potrzebowała 'adwokata'.

            • hypatia69 Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 13.06.08, 15:22
              Nie. Chciałabym, żeby było tak, że mój mąż zarobi na utrzymanie mnie
              i dzieci, a jeśli ja sie upre spełniać zawodowo, to żeby mnie po
              macieżyńskim pracodawca nie wylewał na zbity pysk ["bo jak pani ma
              dzieci, to będą chorować i wiecznie na zwolnieniu", bo guzik prawda,
              dziecie moje ma końskie zdrowie i zwolnienie by mi groziło wyłącznie
              z pracy, a nie lekarskie].
              A to juz jest kwestia systemu właśnie. Bo na macieżyńskim nikt mnie
              zwolnić nie może, a po może mnie zwolnić wymyslajac dowolna bzdurę.
              Bez wzgledu na to ile mam lat, dzieci i jakie doświadczenie.
              • Gość: Marcin Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? IP: *.gdynia.mm.pl 13.06.08, 16:42
                Mnie się wydaje, że prywatny pracodawca może zwolnić pracownika gdy
                ma takie widzi-mi-się, bez tłumaczenia powodów. Podobnie jak
                pracownik powinien mieć możliwość odejścia z firmy w dowolnym
                momencie.
                • hypatia69 Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 13.06.08, 17:43
                  Mnie sie wydaje, że "widzimisie" to moze mieć szesciolatek, nie
                  dorosły człowiek. Bo jakie to uzasadnienie, ze wylatuję z roboty, bo
                  nie zgadzam sie tyrać 12 godzin dziennie za 630,- i w dodatku bez
                  umowy, na umowę/zlecenie, albo na fikcyjne pół etatu? W ten sposób,
                  który Ty proponujesz, pracodawca nie musi nikogo formalnie
                  zatrudniać i zajezdnię autobusową z warsztatem czy serwisem może
                  sobie mieć niejako sam. A tyrać za grosze powinni u niego ludzie,
                  którzy po prostu nie chcą umrzeć z głodu. Najlepiej z wykształceniem
                  conajmniej średnim-technicznym, a jeszcze lepiej po polibudzie. I
                  tylko dlatego, że on miał kapitał na rozkręcenie interesu, bo miał
                  ojca-cinkciarza, a inni nie. Dalej Ci sie to wydaje w porządku?
                  Zgodnie z tym tokiem myślenia w trybie przyspieszonym panuje
                  anarchia i pogłębia się różnica juz teraz widoczna: ci, którzy mieli
                  forsę, mają jej jeszcze więcej, ci, którzy nie mieli - mają jeszcze
                  mniej.
                  W ten sam sposób kobiety mogą albo zdychać z głodu rodząc dzieci,
                  albo zdychać z głodu nie rodząc dzieci, tylko tyrając w pełni
                  dyspozycyjne dla pana szefa, bo jak sie postawią, albo zajdą w
                  ciażę, to lecą z roboty. Bez tłumaczenia powodów. A jesli szef jest
                  oblesnym, zaślinionym staruchem i żąda od podwładnej dupy, to ona
                  też sie ma zgodzić, bo straci pracę. A jeśli z owym szefem zajdzie w
                  ciążę, to straci pracę.
                  To nonsens.
                  Pracownik odchodzący z firmy wtedy, kiedy mu sie spodoba, to kolejny
                  nonsens. Wyobraź sobie, że masz swoją firmę, jakieś tam zlecenia,
                  popodpisywane umowy i nagle wszystkich Twoich 20 pracowników mówi
                  Ci "3m sie, szefie, bo tu nudno". I zostajesz powiedzmy, z
                  rozgrzebanymi fundamentami jakiejś budowy, albo z towarem za 70
                  000 , który za 3 dni miałeś dostarczyć jako właściciel firmy
                  kurierskiej w rozmaite miejsca kraju. Leżysz. Efekty zbliżone można
                  zobaczyć przy strajkach poczty czy celników.
                  Dlatego właśnie są jakieś umowy, jakiś okres wypowiedzenia, jakieś
                  zasady. Tylko trzeba je dopracować. Bo co innego wylać na pysk
                  księgową, która przyszła na bani i nakaszaniła w fakturach, czym
                  naraziła firmę na poważne straty [dyscyplinarka], a co innego
                  wykopać kobietę, bo zaszła w ciążę, chociaż może pracować niemal do
                  końca tej ciąży, a po pół roku macieżyńskiego czy dwóch latach
                  wychowawczego wrócić na to samo stanowisko i dalej sumiennie i
                  fachowo wykonywać obowiązki [czyli fanaberia].
                  • Gość: Marcin Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? IP: *.gdynia.mm.pl 13.06.08, 18:59
                    Ktoś ci każe brać robotę za 630 i 12h dziennie? Ktoś każe ci znosić
                    chamstwo szefa? Chyba nie... Idziesz do innej roboty albo
                    negocjujesz warunki.
                    Ja na ten przykład wielokrotnie już zmieniałem pracę i odchodziłem
                    gdy tylko znalazłem coś lepszego. A teraz mam firmę i uwierz mi,
                    umiem tak sobie poukładać stosunki z pracownikami, że nie odchodzą.
                    Co nie znaczy, że mogę stracić czujność i spowodować, że znajdą
                    lepszą (w szeroko rozumianym względzie) robotę. Oczywistą rzeczą
                    jest, że płacą tak mało jak tylko mogę (a muszę dużo bo branża
                    specyficzna i mało jest dobrych ludzi) bo interesuje mnie
                    najbardziej moja rodzina i jej dostatek. Mam natomiast wrażenie, że
                    ty chciałabyś 'rynku pracownika' i aby to on miał przywileje ponad
                    pracodawcą. Wyprowadź mnie z błędu jeśli się mylę.
                    • hypatia69 Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 15.06.08, 19:29
                      Mylisz się.
                      "Mam natomiast wrażenie, że ty chciałabyś 'rynku pracownika' i aby
                      to on miał przywileje ponad pracodawcą. Wyprowadź mnie z błędu jeśli
                      się mylę."
                      Przeczytaj jeszcze raz to:
                      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29&w=80779927&a=80835979 '
                      zaś ze szczególną uwagą to:
                      "Pracownik odchodzący z firmy wtedy, kiedy mu sie spodoba, to
                      kolejny
                      nonsens. Wyobraź sobie, że masz swoją firmę, jakieś tam zlecenia,
                      popodpisywane umowy i nagle wszystkich Twoich 20 pracowników mówi
                      Ci "3m sie, szefie, bo tu nudno". I zostajesz powiedzmy, z
                      rozgrzebanymi fundamentami jakiejś budowy, albo z towarem za 70
                      000 , który za 3 dni miałeś dostarczyć jako właściciel firmy
                      kurierskiej w rozmaite miejsca kraju. Leżysz."

                      Nikt mi nie każe brać roboty za 630,- i 12h dziennie. Ale jest masa
                      osób, które albo wezmą to, albo nie mają nic. I to jest wina
                      systemu. Nie Twoja.
                      To, ze Ty z pracownikami sie dogadujesz jakoś i zależy Ci na dobrym
                      pracowniku, to chwała Ci za to. Ale miałam doczynienia z
                      pracodawcami, którzy zmieniali pracowników co 3 miesiace, bo
                      bardziej im się kalkulowało zatrudnić na okres próbny i
                      umowę/zlecenie. Bo nie potrzebowali pracowników szczególnie
                      uzdolnionych czy wykwalifikowanych, jak sądzili. [Firmy już nie
                      istnieją, ale panowie byli właściciele pozakładali następne, badź
                      zaopatrzyli sobie konta tak, ze nie muszą nic robić do końca
                      świata].
                      Ale to chodzi w ogóle o to, zeby umożliwić jednak kobietom
                      posiadanie dzieci w wieku temu sprzyjającym. I zeby po macieżyńskim
                      czy wychowawczym mogły wrócić do pracy, o ile chcą pracować. Bo
                      inaczej to jest zwyczajnie dyskryminacja. I nie ma to nic wspólnego
                      z "rynkiem pracownika". Możesz mi wierzyć - jeśli trafiłabym na
                      pracodawcę, który nie będzie mnie usiłował zajechać za grosze i nie
                      trzymał w szachu tym, że moze mnie wylać, bo "widzi-mu-się" to od
                      razu bardziej bym się przykładała do pracy.
                      Ujmę to bardziej obrazowo: lubisz jak Twoja praca jest doceniana?
                      Każdy lubi. A pracodawcy nieczęsto mają tę zaletę. Efekty jakie są
                      każdy widzi. I dlatego ja na przykład wolę sobie siedziec w domu i
                      sie spełniać jako kura domowa, co zreszta bardzo lubię, oraz być
                      doceniana przez meża, niż sie umartwiać z jakąś jołopą, która drze
                      ryja od świtu, bo mu żona nie dała, trzy razy dziennie
                      mówi "zwalniam panią" i płaci mi minimum absolutne. Wyłącznie
                      dlatego, ze on miał kapitał, a ja nie.

                      [Zakładam, ze tak na prawdę wiesz, o co mi chodzi, tylko bawi Cię
                      debata.]
                  • Gość: antyhypia Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.06.08, 11:20
                    hahah
                    hypatio, takie bzdury o intercyzie mówią tylko ludzie biedni:|
                    zawsze ta biedniejsza strona mówi: jeśli chcesz intercyzy to znaczy
                    ze mnie nie kochasz
                    BZUDRA BZDURA BZDURA
      • Gość: marajka Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? IP: *.rzeszow.mm.pl 12.06.08, 21:38
        Brawo! To, że w Polsce nie chce się zatrudniać matek, to nie wina matek, tylko systemu i traktowania dzieci jako kłopotu, a nie inwestycji w przyszłość(i nie mówię tu o przysłowiowym zarabianiu na emerytury). Żeby się dobrze ustawić w Polsce, przeciętny człowiek musi pracować jakieś 10 lat. I kiedy czas na dzieci? Przed 40? A potem płacz, bo chore, bo matka szybko traci siły. Jeśli nie poroni wcześniej. I takie ględzenie, że nie rozumiem... Trochę tolerancji. Ludzie mają różne priorytety w życiu. Tolerancja to nie tylko popieranie tęczowych marszy.
    • Gość: Lena Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? IP: *.multimo.gtsenergis.pl 12.06.08, 20:32
      Dziwi mnie trochę jedna rzecz - pomijam twoje lekceważenie "tylko
      matek", jakbyś wychował się w domu dziecka - podejście do rodziny,
      dzieci i małzeństwa. Według takiego podejścia obydwie strony powinny
      się tak zabezpieczyć by nie zostać wyrolowane przez drugą stronę. I
      to już na starcie!!! Najlepiej mieć tylko jedno dzicko i to z
      podpisaną z góry umową z facetem, najlepiej pokryte jakimś czekiem
      lub nieruchomością. Dzieci powinno oddawać się do tygodniowych
      przechowalni - to już wymyślił radziecki komunizm !!!!
      • hypatia69 Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 12.06.08, 20:40
        "i to z podpisaną z góry umową z facetem, najlepiej pokryte jakimś
        czekiem lub nieruchomością."
        Intercyza i różne te takie? Jasne. Jak wychodzisz za mąż za dupka,
        który oferuje Ci nasienie i ileś forsy. Jakby facet mi zaproponował
        intercyzę, bo "kocham cię, ale martwię sie, ze chcesz tylko forsy",
        to na pewno bym za niego nie wyszła. Nie widzę sie w roli żony kasy
        pancernej. Albo się kochamy i sobie ufamy, albo pan sobie pospedala.
        W ogóle rodzina to nie jest głównie forsa. Społeczeństwo
        konsumpcyjne zaczyna przeginać...:|
        • Gość: Lena Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? IP: *.multimo.gtsenergis.pl 12.06.08, 21:46
          Piszę to autorowi wątku, bo on uważa,że kobieta zanim zdecyduje się
          na dzieci to powinna zastanowić się co zrobi jak ją facet porzuci.
          Co dzień - na to wygląda - każdy powinien mysleć o asekuracji w
          życiu. Bo a nuż nam nie wyjdzie, bo a nuż ktoś odejdzie. W takiej
          sytuacji najlepiej kupić sobie lalkę z wymiennymi ubrankami zamiast
          dziecka i ewentualnie chomika bo koty to już za długo żyją i jego
          też moze będziemy chceili ciąć na pół. PARANOJA!!!!
      • Gość: Ingrid Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? IP: *.limes.com.pl 13.06.08, 10:53
        Gość portalu: Lena napisał(a):
        Według takiego podejścia obydwie strony powinny
        > się tak zabezpieczyć by nie zostać wyrolowane przez drugą stronę. I
        > to już na starcie!!!

        Autorka wątku ma po części rację. Nie chodzi wcale o to, żeby zakładać iż
        współmałżonek nas wyroluje i porzuci. Załóżmy, że mąż którejś z tych pań nagle
        zachoruje i będzie musiał tymczasowo zrezygnować z pracy. Co się stanie z tą
        rodziną, jeżeli mąż był do tej pory jej jedynym żywicielem?

        W życiu zdarzają się najróżniejsze sytuacje.
        Mąż mojej koleżanki zabraniał jej pracować. Mówił, że on nie będzie odprowadzał
        dzieci do przedszkola, nie ma mowy. Ona się uparła i wbrew sprzeciwom męża
        zaczęła pracować. Jej mąż jakieś dwa lata później zachorował na raka. Dzięki
        temu, że pracowała, mąż mógł się spokojnie leczyć, a rodzina nie została bez
        żadnego źródła dochodu. On niestety wkrótce zmarł. Ona dzięki swojemu uporowi
        poradziła sobie finansowo i ma szanse na wypracowanie sobie własnej emerytury.

      • xtrin Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 13.06.08, 17:05
        Gość portalu: Lena napisał(a):
        > Według takiego podejścia obydwie strony powinny się tak
        > zabezpieczyć by nie zostać wyrolowane przez drugą stronę.
        > I to już na starcie!!!

        Ależ oczywiście, że obydwie strony powinny się zabezpieczyć. I to na starcie. Na
        wypadek wszelakich innych sytuacji życiowych, np.:
        - przedwczesna śmierć partnera,
        - choroba uniemożliwiająca lub utrudniająca mu pracę,
        - zawodowa wpadka, która zniszczy jego pozycję zawodową,
        - (nie)słuszne osadzenie w więzieniu,
        - wpadnięcie w alkoholizm, narkomanię (zdarzyć może się każdemu).
        I tak, także na wypadek "wyrolowania". Łatwo mówić "na zawsze", gdy jest się
        młodym. Nikt jednak nie wie co stanie się za te kilkadziesiąt lat. Ostry
        przypadek kryzysu wieku średniego i najwspanialszemu i najukochańszemu mężowi
        może odbić szajba i "pójdzie w tango". A ona pokornie znosi wszelakie
        upokorzenia, bo po prostu nie ma się bidula gdzie podziać.
        • Gość: Lena Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? IP: 83.136.224.* 13.06.08, 17:11
          Każda młoda kobieta powinna sobie wydrukować to co napisałas, czytać
          kilka razy na dzień i wcielać w życie :)) Każdą decyzję podejmowac z
          głębokim namysłem spowodowanym tymże wcielaniem :)))
    • kot_behemot8 Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 12.06.08, 20:44
      > Mam kilka znajomych dziewczyn, w wieku 23-25 lat. Są mężatkami i
      matkami.
      > Skończyły studia. Jedna z nich ma roczne dziecko i jest w 6.
      miesiącu ciąży.
      > Druga - dwuletnie dziecko, drugie urodzi się w lipcu.


      No to pogratulowc i czapki z głów przet tymi paniami. Osoba która w
      wieku 23 czy 25 lat ma ukończone studia, podchowane jedno dziecko i
      wkrótce rodzi drugie musi być świetnie zorganizowana, pracowita i
      piekielnie ambitna. Wiem, bo ze mną też tak było:) Czeka je świetna
      przyszość zawodowa, jestem tego pewna...



      Obie nigdy nie
      > pracowały.


      A niby kiedy miały pracować skoro dopiero co ukończyły studia???



      Są na utrzymaniu mężów. Nie przelewa im się. Narzekają, że ubierają
      > dzieci w lumpeksach, że nie stać ich na wyjście do kina. Mają
      ambitne plany -
      > iść za rok (kiedy drugie dziecko będzie już podrośnięte) DO PRACY.


      Oczywiście. Będa wtedy miały zaledwie 24-26 lat i całe zycie przed
      sobą. Skoro mają takie ambicje a w dodatku mężowie kokosów nie
      zarabiają, to chyba dobrze że chca iść do pracy?



      Wybałuszam
      > oczy ze zdumienia, ale milczę. KTO cię kobieto zatrudni? Dwójka
      małych dzieci,
      > zero doświadczenia.


      Zatrudni, zatrudni...pracodawcy to nie idioci. Pisałam ci już, ze to
      osoby świetnie zorganizowane więc każdy je zatrudni - zwłaszcza że
      czasy bezrobocia mamy już za sobą. A opieką nad dziećmi podzielą się
      z mężami - skoro ci marnie zarabiają to wielkiej różnicy im nie
      zrobi.



      > Kończyły humanistyczne kierunki.


      To akurat plusem nie jest, bo humanistów mamy za dużo. Ale jak sa
      dobre to się przebiją.




      Fakt, że mieszkają w
      > dużym mieście, ale czy będzie im się opłacać pracować np. za 600
      zł w Tesco i
      > tyle samo płacić za przedszkole?


      Dlaczego w tesco... czyżbyś sądziła po sobie...?



      > Czy one w ogóle mają jakieś perspektywy?


      Daję w zakład moją miesięczną pensję (wysokości pewno twojej
      rocznej) że tym dziewczynom się powiedzie. A wiem to stąd, że ich
      historia jest zupełnie taka jak moja - też miałam kiedyś 25 lat i
      dwójkę małych dzieci plus ukończone studia i zero doświadczenia
      zawodowego.


      Ja
      > nie rozumiem kobiet, które zamują się wyłącznie domem i rodziną.
      Co będzie,
      > jeśli ich mężowie zdecydują się porzucić swoje żony?


      Czego ty dziecko nie rozumiesz, przeciez te dziewczyny właśnie NIE
      ZAMIERZAJĄ zajmować się tylko domem i dziećmi...



      > Dziewczyny! Dlaczego tak naiwnie podchodzicie do życia? Dlaczego
      nie zależy
      > wam na własnym doświadczeniu zawodowym?


      No znowu to srutu tutu. Skup się dziewczyno na tym co piszesz - do
      kogo ten twój apel właściwie? Bo napewno nie do tych dziewczyn które
      opisałaś. One świetnie zaplanowały sobie życie, są pracowite,
      ambitne i konsekwentne. I podejrzewam że nie marnują czasu na jałowe
      rozważania nad tymi jakie to głupie zycie prowadzą inni (np ty) i
      jak to koniecznie trzeba tych innych uświadomoić i potępić.




      Dajecie się udupić w domu z dziećmi?
      > Jeśli to wasz wybór - dlaczego narzekacie na brak kasy i
      pragniecie mieć pracę?


      Ich wybór to było skończyć studia, odchować dzieci i iść do pracy.
      Proste, logiczne, racjonalne i mądre. Czyli całkowicie odmienne od
      twoich wynurzeń...



      >
      > Ja rozumiem, że dziecko jest bardzo ważne. Ale czy dbanie o jego
      przyszłość
      > nie powinno jednak mieć też dodatkowych zasad


      Poproś koleżanki humanistki, niech ci wyjasnią dlaczego to zdanie
      jest bez sensu;)
      • hypatia69 Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 12.06.08, 20:53
        "<Ja rozumiem, że dziecko jest bardzo ważne. Ale czy dbanie o jego
        przyszłość nie powinno jednak mieć też dodatkowych zasad>
        Poproś koleżanki humanistki, niech ci wyjasnią dlaczego to zdanie
        jest bez sensu;)"
        Łomatko... Tak się przejęłam, ze mi to umknęło:))) A jakie to ładne!
        :)))
      • calm_house Ja 13.06.08, 09:06
        Specjalnie nie pisałam o mojej sytuacji, bo wydawało mi się oczywistym, że skoro
        pytam, to znaczy, że moja sytuacja jest kompletnie odmienna.
        Ja mam 25 lat. Mam tytuł mgr, obroniony 3 miesiące po urodzeniu się mojego
        dziecka (aktualnie ma 2 lata i 3 miesiące). Jedna z nich broniła się rok po
        studiach, druga jeszcze nie (trochę na wyrost powiedziałam, że skończyły studia)
        - uważa, że jej to niepotrzebne.
        Gdy moje dziecko miało pół roku, poszłam do pracy. Aktualnie zarabiam na rękę
        3500 zł. Nie było łatwo znaleźć pracę, z uwagi właśnie na dziecko - pomógł fakt,
        że mąż pracuje w domu i to na niego spadłby ciężar siedzenia z dzieckiem podczas
        choroby. U nich tak nie ma. Mężowie - daleko.
        Że będzie im ciężko znaleźć pracę? Tak, bo wiem, jakie mają wymagania i jakie
        dostają propozycje:
        a) 3/4 etatu za 700 zł - adekwatne do wykształcenia
        b) praca w weekendy, 2 w miesiącu, adekwatne do wykształcenia - 300 zł
        c) 20 godzin tygodniowo, 500 zł
        ŻADNEJ z tych propozycji nie przyjęły. Nie wiem, na co w naiwności swojej liczą,
        ale po kierunkach, które kończyły, znając jeden język obcy i to niezbyt dobrze
        (angielski) chyba na nic lepszego liczyć nie mogą.

        No ale skoro uważacie, że mają prawo narzekać, że nikt nie chce dać im pracy, i
        że mają ciężko, bo muszą w ciąży wnosić wózki ze starszymi dziećmi na drugie czy
        trzecie piętro, to gratuluję..
        • Gość: marajka Re: Ja IP: *.rzeszow.mm.pl 13.06.08, 09:55
          Szanują się, i dobrze. Jeśli takie oferty nie będą odrzucane, to zarobki nigdy nie wzrosną. Nawet ktoś znający tylko angielski ma prawo godnie żyć.
        • Gość: Lena Re: Ja IP: 83.136.224.* 13.06.08, 10:57
          Problem w wieku 25 lat jest taki,że człowiekowi wydaje się,ze zawsze
          bedzie tak jak jest (przynajmniej jak u niego jest ok a u innych
          mniej). Do tego jeszcze 25-latce wydaje sie,że 27-latka to stara
          baba która już na nic nie ma szans :))) A to wszystko bzdura.
          Jak będziesz miała 50 lat i 25-letnie dziecko, które będzie miało
          swoje dziecko to wtedy zastanowisz się nad tym co oznacza w twoim
          życiu rok czy dwa więcej pracy a co w życiu dziecka !!!!!
        • kot_behemot8 Re: Ja 13.06.08, 12:43
          calm_house napisała:

          > Specjalnie nie pisałam o mojej sytuacji, bo wydawało mi się
          oczywistym, że skor
          > o
          > pytam, to znaczy, że moja sytuacja jest kompletnie odmienna.


          To dziwne, bo z opisu w tym wątku wynika że prawie taka sama...



          > Ja mam 25 lat. Mam tytuł mgr, obroniony 3 miesiące po urodzeniu
          się mojego
          > dziecka (aktualnie ma 2 lata i 3 miesiące).



          Czyli że broniąc magisterki miałaś ok. 22 i pół roku. Możesz mi
          zdradzic, na jakiej to uczelni taki cud jest możliwy?




          Jedna z nich broniła się rok po
          > studiach,


          Nie ma niczego złego w obronie rok po absolutorium, jeden taki
          został prezydentem nawet i bez tego;)



          > druga jeszcze nie (trochę na wyrost powiedziałam, że skończyły
          studia


          To pewno ta co ma 23 lata. No skandal faktycznie. Taka stara baba i
          jeszcze nie po obronie;)))


          > )
          > - uważa, że jej to niepotrzebne.
          > Gdy moje dziecko miało pół roku, poszłam do pracy. Aktualnie
          zarabiam na rękę
          > 3500 zł. Nie było łatwo znaleźć pracę



          2 lata to szmat czasu,, teraz o prace dużo łatwiej.



          , z uwagi właśnie na dziecko - pomógł fakt
          > ,
          > że mąż pracuje w domu i to na niego spadłby ciężar siedzenia z
          dzieckiem podcza
          > s
          > choroby. U nich tak nie ma. Mężowie - daleko.



          Są daleko (za granicą?) i słabo zarabiają??? jakos ci nie wierzę...



          > Że będzie im ciężko znaleźć pracę? Tak, bo wiem, jakie mają
          wymagania i jakie
          > dostają propozycje:
          > a) 3/4 etatu za 700 zł - adekwatne do wykształcenia


          A to ciekawe. Twoje "adekwatne" do wykształcenia to 3500 - a ich to
          tylko 700... Mozna wiedzieć w czym twoje studia są az o tyle lepsze
          od ich?



          > b) praca w weekendy, 2 w miesiącu, adekwatne do wykształcenia -
          300 zł
          > c) 20 godzin tygodniowo, 500 zł
          > ŻADNEJ z tych propozycji nie przyjęły. Nie wiem, na co w naiwności
          swojej liczą


          Liczą na przyzwoite zarobki, po prostu. Nie podałas przeciez żadnych
          faktów które sprawiłyby, ze uwierzyłabym iz ich kompetencje zawodowe
          są gorsze od twoich. Z opisu wynika, ze i ty i one to młode mamy bez
          wiekszego doświadczenia zawodowego i wielkiej różnicy między wami
          nie widzę.


          > ,
          > ale po kierunkach, które kończyły, znając jeden język obcy i to
          niezbyt dobrze
          > (angielski) chyba na nic lepszego liczyć nie mogą.



          Mogą, jeśli są bystre, zorganizowane, ambitne i pracowite. A jeśli
          takie nie są, to nawet zakiszenie dzieciaków wraz z mężem w beczce
          na kapustę żeby nie zawadzali w karierze, też im nie pomoze.



          >
          > No ale skoro uważacie, że mają prawo narzekać, że nikt nie chce
          dać im pracy, i
          > że mają ciężko,


          Kręcisz. Poprzednio pisałaś, że one planują podjąć pracę za jakiś
          czas i nawet miałaś im to za złe. Teraz okazuje się, że one szukają
          pracy tylko im nie wychodzi... Może byś się zdecydowała jak to z
          nimi jest, bo coś sie ta historyjka kupy nie trzyma.



          bo muszą w ciąży wnosić wózki ze starszymi dziećmi na drugie cz
          > y
          > trzecie piętro, to gratuluję..


          A nosiłas kiedys wózek z dwulatkiem na 2-3 pietro? Ja, Bogu
          dziękowac, nie musiałam. Jednak wyobraźnia mi nie szwankuje tak jak
          tobie, więc doskonale rozumiem ze jest im ciężko.
          • Gość: 3,14-Roman Re: Ja IP: *.197.158.213.umts.dynamic.eranet.pl 13.06.08, 15:37
            "Czyli że broniąc magisterki miałaś ok. 22 i pół roku. Możesz mi
            zdradzic, na jakiej to uczelni taki cud jest możliwy?"

            Nie przesadzajmy, calm_house mogła np. pójść wcześniej do pierwszej
            klasy szkoły podstawowej.

            A z resztą wypowiedzi kota_behemota się zgadzam.

            "Co przedstawiają sobą tylko matki?"- nie Tobie, calm_house, to
            oceniać. Ani nie mnie. Ich życie, ich sprawa.
            Jeżeli aż tak to Ci przeszkadza, porozmawiaj z koleżankami, nie
            obgaduj za plecami...
            • Gość: lalkaaa Re: Ja IP: *.wroclaw.mm.pl 15.06.08, 01:55
              jest możliwe dokładnie właśnie tak :) ja poszłam rok wcześniej do szkoły, i
              broniłam mgra mając 22 lata, 8 m-cy i 11 dni :)
              • Gość: brum Re: Ja IP: *.chello.pl 16.06.08, 09:31
                Gość portalu: lalkaaa napisał(a):

                > jest możliwe dokładnie właśnie tak :) ja poszłam rok wcześniej do szkoły, i
                > broniłam mgra mając 22 lata, 8 m-cy i 11 dni :)

                przebijam:)
                22 lata, 5 miesięcy, 2 dni.
                Pięcioletnie studia dzienne.
        • tymon99 Re: Ja 19.06.08, 08:52
          calm_house napisała:

          > Mam tytuł mgr
          > [..]
          > Aktualnie zarabiam na rękę

          po sposobie formułowania wypowiedzi raczej niepełnego średniego bym się
          spodziewał, a tu taka niespodzianka ;)
      • Gość: brum Imponujące IP: *.chello.pl 16.06.08, 09:23
        kot_behemot8 napisała:

        Daję w zakład moją miesięczną pensję (wysokości pewno twojej
        rocznej) że ...

        Świetne zarobki, gratuluję.
        12 x 3500 = 42 000 miesięcznie!
        Masz własną firmę?

        • kot_behemot8 Re: Imponujące 17.06.08, 09:02
          Bardziej imponujące niz matura zdana w wieku 17 i pół lat i pójście
          do szkoły w wieku lat 5 i pół...? Nie sądze, żebym cię przebiła;)
          • Gość: brum Re: Imponujące IP: *.chello.pl 17.06.08, 10:46
            kot_behemot8 napisała:

            > Bardziej imponujące niz matura zdana w wieku 17 i pół lat i pójście
            > do szkoły w wieku lat 5 i pół...? Nie sądze, żebym cię przebiła;)

            Miałem prawie sześć, gdy poszedłem do szkoły podstawowej...
            Imponują mi ludzie, którzy uzyskują sukces, tak zawodowy jak i materialny.
            Podziwiam ich. I mówię to szczerze. Bo oznacza to, że nie tylko są mądrzy i
            inteligentni, ale także zaradni życiowo. A to, jak sama przyznasz, nieczęsto
            idzie w parze. Zatem, panowie, czapki z głów przed kotem_behemotem!
            • Gość: Kara Re: Imponujące IP: *.aster.pl 19.06.08, 10:38
              Zarabiając taką kasę w miesiąc nie spędza sie tyle czasu na forum w
              godzinach pracy. Kocia mitomania.
              • hypatia69 Re: Imponujące 20.06.08, 09:25
                Serio? A ja mam kumpla, ktory potrafi spędzić pół dnia pitoląc na
                necie, a zarabia nawet i 11 tysięcy miesiecznie. I co?
                • Gość: Kara Re: Imponujące IP: *.aster.pl 20.06.08, 11:19
                  I wiadro. Jesli jest pracownikiem najemnym to niech się pilnuje dla
                  swojego dobra. Natomiast z odp. behemotki nie wynikało nic takiego.
                  Zresztą to i tak nie ma znaczenia w tym konkretnym przypadku.
                  • hypatia69 Re: Imponujące 20.06.08, 15:39
                    Jak kulturalnie!
                    Jest dyrektorem w prywatnej firmie i nic mu nie grozi. Swoją robotę
                    robi, a nawet wiecej. Ma szefa, który nie idiocieje na widok
                    wydajnego pracownika zażywajacego niewinnej rozrywki.
                    Ja juz widywałam pracodawców, którzy z pejczykiem najchetniej
                    staliby nad pracownikiem, coby chociaż pozorował działalność, nawet
                    jeśli nic do roboty nie ma.
                • minniemouse Re: Imponujące 21.06.08, 00:15

                  ""A ja mam kumpla, ktory potrafi spędzić pół dnia pitoląc na
                  > necie, a zarabia nawet i 11 tysięcy miesiecznie."""

                  i ile takich jest? pojedyncze przyklady nie maja znaczenia.

                  Minnie
    • Gość: mi Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? IP: *.adsl.highway.telekom.at 15.06.08, 02:19
      zdumiewa mnie totalny brak zrozumienia i tolerancji
      arogancka calm_house sadzi zapewne ze wszystkie rozumy pozjadal i wie jakim
      bezsensem jest cudze zycie.
      droga paniusiu
      studia, praca, dzieci wiec i paroletnia (!) przerwa, dzieci odchowane, szkola
      badz przedszkole, znow praca
      jest to mozliwe
      nie prorokuj ani nie pogardzaj a najlepiej przestan sie wtracac do cudzego zycia
      i swoje cen nie narzcajac innym swych jedynie wlasciwych pogladow
    • inguszetia_2006 Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 15.06.08, 11:24
      Witam,
      Ale żenujacy wątek. Jego autorka bądź autor to tzw. "zakuty łeb".
      I do tego jeszcze wszystko okraszone pozorną troską o los młodych,
      wykształconych matek. Hipokryzja do potęgi. Żal d... ściska, że są
      ludzie, którzy cechują się delikatnością troglodyty. Bo nie powiem;
      słonia, by słonia(zwierzę stadne i rodzinne)nie obrazić.
      Inguszetia
    • sir.vimes Jak rozumiem 25 lat to już końcówka, tak? 15.06.08, 14:25
      i normalny człowiek ma już w tym wieku 15 letni staż pracy?

      Bez przesady...
    • majenkir Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 15.06.08, 17:16
      Strasznie zakompleksiona osoba ten watek popelnila....

      Z powazaniem,
      "tylko matka" majenkir
    • kozica111 Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 15.06.08, 19:20
      Wszystko to kwestia odpowiedzialności i poczucia obowiązku zatrudnianych matek.
      Zatrudniłam u siebie matkę, sama jako młoda osoba, aby dać jej szanse powrotu do
      obiegu, wsparcia żeby nie dyskryminować ze względu na to ze ma dzieci -4 i 6
      lat....Pierwsze 3 msc - okres próbny...sielanka, dynamit nie kobieta, potem
      umowa na rok...dobrze, zaangażowana, dzieci co prawda czasem chorują..ale udaje
      jej sie załatwić opiekunkę, babcie, ciocie...szafa gra...Po tym okresie umowa na
      czas niekreslony...dzieci nadal chorują ale...nagle brak mozliwosci
      zastępstwa....jakoś tak niespodziewanie...Jedno zwolnienie, drugie...
      Robota nie czeka, ktos musi robic...Robią inne, robią za siebie i za
      nią...Atmosfera siada, sytuacja patowa..bo w sumie nie robi nic zlego, bo w
      końcu dziecko naprawdę chore...zwolnic, nie zwolnic...wez zwolnij kobiete ktora
      ma dwoje malych dzieci....
      Ciągle jej nie ma, jak nie choroba to deklamacja w przedszkolu, to dentysta dla
      dziecka o 14 ...
      Ech, pierwszy i ostatni raz zatrudniłam kobiete z dziećmi, z malymi dziecmi...
      Co gorsza wiem ze nie kazdy ma takie podejscie, ale ci co maja pracuja na opinie
      innych...
    • mmena Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 16.06.08, 08:55
      Co wy z tym rodzeniem dzieci po 40?!! Przeciez duzo wczesniej mozna wyrobic
      sobie pozycje zawodowa na tyle mocna by "ten wstretny pracodawca" nie zwolnil
      tylko czekal z utesknieniem az wroci sie z macierzynskiego (nie: maciezynskiego!!).
      Teksty: "jaki to ze mnie super wykwalifikowany pracownik" opowiada wiekszosc
      pracujacych, bez wzgledu na to ile umieja i jak pracuja. W wiekszosci przypadkow
      niewiele maja one wspolnego z prawda.
      Przedszkola za 600 zl istnieja, jak najbardziej. Skad zdziwienie, ze "tak
      drogich" nie ma? Moze w Psiej Wolce rzeczywiscie nie, ale taka cena w wiekszym
      miescie wzbudzi zdziwienie raczej dlatego, ze jest niska, niz dlatego, ze jest
      wysoka. Oczywiscie, ze jest to przedszkole prywatne. Probowalas zapisac dziecko
      do panstwowego? Porozmawiaj z tymi, ktorzy tez probowali i ktorym sie nie udalo.
      Masa ludzi nie ma wyjscia i musi zdecydowac sie na prywatne.
      Jedyna sensowna uwaga, ktora padla w powyzszych postach to ta, ze po 40 trudniej
      zajsc w ciaze i trudniej ja utrzymac. Oczywiscie generalizujac.
      A jak sie system nie podoba, to zamiast plakac, ze pracodawca jest zly i zwalnia
      trzeba samej zalozyc firme i zaczac pracowac na wlasny rachunek. Biedne,
      wiecznie narzekajace. "Zly szef, zwalnia po macieRZynskim. Ja na pewno bedac
      szefem czegos takiego bym nie zrobila." Zostan szefem i przestan sie ogladac na
      innych.
      • sir.vimes A państwowe to niby za darmo? 16.06.08, 10:06

        W państwowym przeszkolu płaciłam 450 zł miesięcznie. Czyli 150 zł mniej niż to
        niewiarygodnie drogie prywatne za 600zł. W prywatnym niedaleko domu musiałabym
        zapłacić około tysiąca.


        > Przedszkola za 600 zl istnieja, jak najbardziej. Skad zdziwienie, ze "tak
        > drogich" nie ma? Moze w Psiej Wolce rzeczywiscie nie, ale taka cena w wiekszym
        > miescie wzbudzi zdziwienie raczej dlatego, ze jest niska, niz dlatego, ze jest
        > wysoka. Oczywiscie, ze jest to przedszkole prywatne. Probowalas zapisac dziecko
        > do panstwowego? Porozmawiaj z tymi, ktorzy tez probowali i ktorym sie nie udalo
        > .
      • hypatia69 Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 16.06.08, 22:45
        Przepraszam za "mocieżyński". Jak sie człowiek naczyta
        o "nuszkach", "stupkach" i "przekutych uszkach" to mozna sie
        nabawić "wtórnej dysleksji";)

        "Przedszkola za 600 zl istnieja, jak najbardziej. Skad zdziwienie,
        ze "tak drogich" nie ma? Moze w Psiej Wolce rzeczywiscie nie"
        W miescie wojewódzkim, w tym roku, przedszkole państwowe
        integracyjne 170,- opłaty +6,- dziennie za posiłki. Średnio 22 dni w
        miesiacu. I 15,- za zajecia dodatkowe. 317,- i nie chce wyjść
        inaczej. Przedszkole sióstr Józefitek: 190,- + 15,- + 8,-/dzień =
        381,-.
        600,-? Moze prywatne w Pcimiu Dolnym. Prywatne w mieście wojewódzkim
        1000 - 1500 średnio.
        "Probowalas zapisac dziecko do panstwowego?"
        Nie tylko próbowałam. Nie miałam z tym problemów. Wiekszość moich
        krewnych i znajomych też.
        "A jak sie system nie podoba, to zamiast plakac"
        Ktoś tu płacze? Nie zauważyłam. Tyle, ze i powodów do radosci nie
        widzę. A Ty?
        "Zly szef, zwalnia po macieRZynskim. Ja na pewno bedac szefem czegos
        takiego bym nie zrobila."
        Kto konkretnie tak napisał?
        "Zostan szefem i przestan sie ogladac na innych."
        A Ty jesteś przebojową biznes-women, wykwalifikowanym pracownikiem,
        niewykwalifikowanym czy nieszcześliwą kurą domową z pryszczami na
        dupie od siedzenia przed serialami i bez perspektyw? Bo coś mi mówi,
        że biznes-women, która maciaRZyństwo odłożyła na kiedyś-moze... Acz
        mogę sie mylić, bo mozesz też mieć nianię i wychodzić z założenia,
        że nie jest ważne ile czasu sie spedza z dzieckiem, ale jak, więc
        poświecasz mu intensywną godzinke przed snem, a pierwsze kroki,
        ząbki i słowa to już niani przypadają.
        • minniemouse Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 17.06.08, 00:22
          Calm-house, ja ciebie doskonale rozumiem i uwazam ze masz 100% racji.
          Kobiety nie sa nauczone dbac o swoja finansowa przyszlosc, nie ma
          kulturowej tradycji zeby kobieta miala w rekach swoje finanse,swoja
          przyszlosc, robila kariere zawodowa, co mocno wiaze sie z
          pozostaniem na rynku pracy

          i najczesciej jest wlasnie tak ze mlode kobiety z dopiero co
          zdobytym zawodem wychodza za maz, rodza dzieci i mysla ze jak je
          wychowaja to wroca do pracy a mezczyzna pracuje i utrwala swoja
          dominacje na rynku pracy.

          Realia sa takie ze rynek pracy jest szalenie kompetytywny (chyba
          jest takie slowo po polsku bo juz nie wiem?)
          wymagajacy stalego podnoszenia kwalifikacji i bycia "na topie".

          Kobieta ktore skonczyla studia powiedzmy 5 lat temu nie ma szansy
          lub slabe z kims kto przez ten czas pracowal, nabieral doswiadczenia
          i podnosil kwalifikacje. Im dluzej sie zostaje w domu tym slabsze
          szanse na prace.
          Szczegolnie dotyczy to wysokokwalifikowanych zawodow.

          Oprocz kariery zawodowej sa jeszcze inne implikacje kiedy kobiety
          wycofuja sie z pracy zawodowej i pozostaja w domu - otoz
          przyczyniaja sie mocno do utrwalenia dominacji mezczyzn na rynku
          pracy. to z kolei nie sprzyja tworzeniu warunkow pracy dla kobiet
          a zwlaszcza kobiet z dziecmi. mezczyni nie sa tym zainteresowani
          ani nawet nie lezy to w ich interesie. bo poki co to oni maja power.

          Kobieta ktora decyduje sie zostac w domu traci duzo wlasnego
          zarobku, czego juz nigdy nie odzyska, co z kolei ma wplyw w
          przypadku rozwodu, choroby lub smierci malzonka. Kobiety ktorych
          mezowie dobrze zarabialy w zwiazku z czym one nie musialy pracowac
          znajda sie w tragicznej sytuacji kiedy w wieku powiedzmy 50 lat maz
          umrze albo sie z nimi rozwiedzie. jakie szanse na prace ma kobieta
          50letnia?
          i ani mloda rozwodka (szczegolnie z dziecmi) ani starsza wdowa nie
          bedzie juz zyla na takim poziomie jaki zapewnial jej maz.
          a mezczyna -tak bo on kontynuowal prace i zdobywal promocje.


          Tymczasem mezczyzna ktory caly czas pozostaje na rynku pracy ma caly
          czas pieniadze, power do decydowania co bedzie robil, z kim i gdzie.

          Niewatpliwie kiedys trzeba dzieci urodzic i jakos je wychowywac ale
          nie musi sie to odbywac kosztem rezygnacji z zawodu. Mezczyzna
          powinien udzielic sie w rodzinie na 50-50 tak aby kobieta takze
          mogla pracowac. I jesli wiecej kobiet bedzie zdobywac pozycje na
          rynku pracy to sie system zmieni.

          Minnie




          • dritte_dame Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 17.06.08, 03:42
            minniemouse napisała:

            > nie ma
            > kulturowej tradycji zeby kobieta miala w rekach swoje finanse

            Zależy gdzie.
            Bywają regiony gdzie tradycją jest że niepracująca poza domem
            kobieta ma w rękach wszystkie finanse męża przynoszącego zarobek do
            domu.


            > [nie ma kulturowej tradycji zeby kobieta] robila kariere zawodowa,
            > co mocno wiaze sie z
            > pozostaniem na rynku pracy

            Nie każdy i nie zawsze czerpie pzyjemność z bycia towarem
            (na rynku pracy).


            > Realia sa takie ze rynek pracy jest szalenie kompetytywny (chyba
            > jest takie slowo po polsku bo juz nie wiem?)

            Po polsku: "konkurencyjny".


            > wymagajacy stalego podnoszenia kwalifikacji i bycia "na topie".
            >
            > Kobieta ktore skonczyla studia powiedzmy 5 lat temu nie ma szansy
            > lub slabe z kims kto przez ten czas pracowal, nabieral
            doswiadczenia
            > i podnosil kwalifikacje. Im dluzej sie zostaje w domu tym slabsze
            > szanse na prace.

            A dlaczego takiej kobiecie każesz konkurować z doświadczonym
            pracownikiem?

            Kobieta ktore skonczyla studia 5 lat temu i nigdy dotąd nie
            pracowała ma podobne szanse na zatrudnienie jak ten, kto skończył
            studia wczoraj.
            Oboje mają *zerowe doświadczenie* w pracy, a tylko to się tak
            naprawdę liczy.

            Skoro całkiem nowi absolwenci znajdują pracę to i taka kobieta też
            znajdze - jeśli zechce.


            > Oprocz kariery zawodowej sa jeszcze inne implikacje kiedy kobiety
            > wycofuja sie z pracy zawodowej i pozostaja w domu - otoz
            > przyczyniaja sie mocno do utrwalenia dominacji mezczyzn na rynku
            > pracy.

            W szkolnictwie, handlu, służbie zdrowia, ...


            > Kobieta ktora decyduje sie zostac w domu traci duzo wlasnego
            > zarobku,

            Nie "traci" tylko - zamienia.
            Zamienia "własny zarobek" na własny czas dla siebie i dla swoich
            dzieci - na czas przeżyty na całkowity finansowy koszt jej męża.


            > czego juz nigdy nie odzyska,

            Bo i nie potrzebuje odzyskiwać.
            Potrzebuje tylko wiedzieć jak powinna swoje sprawy finansowe w
            takich okolicznościach zorganizować.

            To że ona nie ma "własnego zarobku" nie znaczy że nie ma własnych
            spraw finansowych i praw do majątku:


            > w przypadku rozwodu

            W przypadku rozwodu dostaje co najmniej połowę majątku wspólnego.


            > choroby lub smierci malzonka.

            Trzeba chłopa wysoko ubezpieczyć na życie i od długotrwałej
            niezdolności do pracy ("long term disability insurance").
            Chłop w takiej sytuacji to (między innymi ;)) wysokowartościowy
            zasób finansowy.


            > Kobiety ktorych
            > mezowie dobrze zarabialy w zwiazku z czym one nie musialy pracowac
            > znajda sie w tragicznej sytuacji kiedy w wieku powiedzmy 50 lat
            maz
            > umrze albo sie z nimi rozwiedzie.
            > jakie szanse na prace ma kobieta
            > 50letnia?

            A po co taka dama w ogóle ma pracować skoro "mężowie dobrze
            zarabiali"?
            Jeśli rozwód - to dostaje (co najmniej) połowę dużego majątku
            wypracowanego przez byłego męża.
            A gdy mąż z przepracowania umrze to żona dostanie bardzo wysoką
            wypłatę z jego ubezpieczenia na życie.


            > i ani mloda rozwodka (szczegolnie z dziecmi) ani starsza wdowa nie
            > bedzie juz zyla na takim poziomie jaki zapewnial jej maz.

            Pomijając już to że młoda może powtórnie wyjść bogato za mąż, to
            każda z nich może żyć nawet na wyższym poziomie niż dotychczas - gdy
            wypłata z ubezpieczenia na życie + pozostawione zasoby męża po
            zainwestowaniu będą przynosić dochód kapitałowy większy niż jego
            dotychczasowa pensja.


            > Tymczasem mezczyzna ktory caly czas pozostaje na rynku pracy ma
            caly
            > czas pieniadze, power do decydowania co bedzie robil, z kim i
            gdzie.

            "Power" to ma tylko ten, który jest "finansowo niezależny".
            Czyli: ma majątek tak duży że nie musi w ogóle pracować zawodowo
            (jeśli nie chce).
            Czyli: ten kto NIE "pozostaje na rynku pracy".

            Najemny towar na rynku pracy nie ma żadnego "power".


            > Niewatpliwie kiedys trzeba dzieci urodzic i jakos je wychowywac
            ale
            > nie musi sie to odbywac kosztem rezygnacji z zawodu.

            Jeśli "rezygnacja z zawodu" daje komuś większe osobiste korzyści niż
            wynoszą jego koszty i równocześnie ten ktoś nie żyje na finansowy
            koszt osób innych niż tych w swojej najbliższej rodzinie, to Co masz
            przeciwko temu?
            • minniemouse Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 17.06.08, 08:06
              """Jeśli "rezygnacja z zawodu" daje komuś większe osobiste korzyści
              niż
              wynoszą jego koszty i równocześnie ten ktoś nie żyje na finansowy
              koszt osób innych niż tych w swojej najbliższej rodzinie, to Co masz
              przeciwko temu?"""

              alez mnie to kompletnie nie obchodzi.
              zwracam tylko uwage na fakt ze kobieta ktora dobrowolnie wycofuje
              sie z rynku pracy traci znaczenie i mozliwosci na tymze rynku. im
              dluzej tym bardziej.
              kazdy owszem moze pojsc do pracy za grosze ale zeby miec dobra prace
              to trzeba byc obrotnym i ambitnym.

              moze realia w PL sa inne ale w USA i Canadzie jest bardzo wiele
              kobiet ktore nagle znalazly sie na bruku z chwila kiedy stracily
              utrzymanie w postaci meza.
              maz majatek ukryl, przepisal na cele dobroczynne, pozbyl sie go
              zlosliwie przed smiercia lub rozwodem,
              nie kazdy ma polise ubezpieczniowa a zreszta bywa tak ze ma sie
              dlugi na ktore cala polisa pojdzie. no ale oK widocznie w Polce jest
              raj o jakim nie mam pojecia.

              ""Zależy gdzie."'
              no i co z tego?

              ""Nie każdy i nie zawsze czerpie pzyjemność z bycia towarem
              > (na rynku pracy).""

              widze ze nie zdajesz sobie sprawy z tego ze to idzie w druga strone -
              ze to tobie powinno zalezec aby miec dobra prace. rynek pracy ma w
              nosie twoja opinie.

              ""A dlaczego takiej kobiecie każesz konkurować z doświadczonym
              > pracownikiem?""
              dlatego ze kobieta ktora postanowila po X latach wrocic do pracy
              staje wlasnie wobec rzeszy doswiadczonych pracownikow na to samo
              stanowisko. nawet jak chcesz byc kelnerka to pracodawca woli taka z
              doswiadczeniem.

              ""Kobieta ktore skonczyla studia 5 lat temu i nigdy dotąd nie
              > pracowała ma podobne szanse na zatrudnienie jak ten, kto skończył
              > studia wczoraj.""
              niekoniecznie, bo osoba ktora skonczyla studia "wczoraj" jest "na
              czasie", latwiej jest przejsc ze szkoly do pracy ze swiezymi
              kwalifikacjami niz przestarzalymi.
              szczegolnie w niektorych zawodach trzeba sie stale uaktualniac np
              komputery.

              ""W szkolnictwie, handlu, służbie zdrowia, ...""
              aha..... kto jest na topie w szkolnictwie, handlu, sluzbie zdrowia.
              ile kobiet?

              """Nie "traci" tylko - zamienia.
              > Zamienia "własny zarobek" na własny czas dla siebie i dla swoich
              > dzieci - na czas przeżyty na całkowity finansowy koszt jej męża."""

              2+2 = 4
              2+0 = 2

              to nie jest zadna zamiana, to jest utrata jednego dochodu
              pomnozonego przez x lat. dochodu ktory moze byc zainwestowany.

              ""Bo i nie potrzebuje odzyskiwać.
              > Potrzebuje tylko wiedzieć jak powinna swoje sprawy finansowe w
              > takich okolicznościach zorganizować.""

              obawiam sie ze wiekszosc kobiet (szczegolnie z dziecmi) na
              utrzymaniu meza nie stac na odkladanie dla siebie sumki jaka by
              miala gdyby sama pracowala.

              """> A po co taka dama w ogóle ma pracować skoro "mężowie dobrze
              > zarabiali"?
              > Jeśli rozwód - to dostaje (co najmniej) połowę dużego majątku
              > wypracowanego przez byłego męża.
              > A gdy mąż z przepracowania umrze to żona dostanie bardzo wysoką
              > wypłatę z jego ubezpieczenia na życie.""""

              hmm, ja bym na to tak pewnie nie liczyla bo jak ktos chce to
              znajdzie sposob zeby zablokowac majatek, to raz,
              dwa tak czy siak bez meza to juz nie ta kasa. trzeba zejsc poziom
              nizej.

              dalszych twoich wypowiedzi nie zamierzam komentowac bo takie sa
              naiwne.


              Minnie
              • lena575 Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 17.06.08, 10:20
                minniemouse napisała:

                > moze realia w PL sa inne ale w USA i Canadzie jest bardzo wiele
                > kobiet ktore nagle znalazly sie na bruku z chwila kiedy stracily
                > utrzymanie w postaci meza.
                > maz majatek ukryl, przepisal na cele dobroczynne, pozbyl sie go
                > zlosliwie przed smiercia lub rozwodem,
                > nie kazdy ma polise ubezpieczniowa a zreszta bywa tak ze ma sie
                > dlugi na ktore cala polisa pojdzie. no ale oK widocznie w Polce
                jest
                > raj o jakim nie mam pojecia.


                Coś wiem na temat ściągania alimentów w Kanadzie i to wygląda 1000
                razy lepeij niż w Polsce. Pomoc społeczna też o wiele lesza!!! Więc
                nie rozżalaj się tak .
                Do tego jeszcze w Kanadzie do 12 roku życia dziecka nie możesz
                zostawić samego - nie może samo wracać ze szkoły (choćby to był
                kilka minut spacerkiem), nie moze sam być w domu! Dużo kobiet
                pracuje na część etatu i po 12 raku życia swojego najmłodszego
                dzicka dopiero szuka stałej i poełnoetatowej pracy. I ogromnej
                większości się to udaje.
                • minniemouse Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 17.06.08, 22:05
                  ""Coś wiem na temat ściągania alimentów w Kanadzie i to wygląda 1000
                  razy lepeij niż w Polsce. Pomoc społeczna też o wiele lesza!!! Więc
                  nie rozżalaj się tak .""

                  ja mieszkam w Kanadzie i byl czas kiedy doswiadczylam tej "swietnej
                  opieki spolecznej" - jesli sobie wyobrazasz ze z tego da sie zyc to
                  sie grubo mylisz. juz od pewnego czasu jest taka ekonomia ze nawet
                  rodziny gdzie oboje rodzicow pracuje ledwo wiaza koniec z koncem a
                  co dopiero ktos kto korzysta z opieki spolecznej.
                  co do alimentow - nie wiem bo nie bralam i nie biore ale znam
                  rozwodki ktore od swoich bylych mezow z trudem sciagaja nalezne na
                  dzieci. a jak facet poszedl do pracy na lewo to w ogole nie sciagna
                  jak nie chce dac.

                  """Do tego jeszcze w Kanadzie do 12 roku życia dziecka nie możesz
                  > zostawić samego - nie może samo wracać ze szkoły (choćby to był
                  > kilka minut spacerkiem)""
                  no to co? dziecko musi byc pod opieka doroslego, nie musi to byc
                  matka. moze byc ktokolwiek. nawet 15 latka.

                  Minnie

                  • lena575 Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 27.06.08, 16:05
                    minniemouse napisała:

                    >
                    > ja mieszkam w Kanadzie i byl czas kiedy doswiadczylam
                    tej "swietnej
                    > opieki spolecznej" - jesli sobie wyobrazasz ze z tego da sie zyc
                    to
                    > sie grubo mylisz.

                    Ja wiem,że z tego da się żyć, bo znam w Kanadzie osoby w takiej
                    sytuacji.

                    juz od pewnego czasu jest taka ekonomia ze nawet
                    > rodziny gdzie oboje rodzicow pracuje ledwo wiaza koniec z końcem

                    To niesmaczy żart... wiązanie końca z końcem w Kanadzie przy dwóch
                    pracujących osobach ...
                    • minniemouse Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 29.06.08, 00:18
                      """Ja wiem,że z tego da się żyć, bo znam w Kanadzie osoby w takiej
                      sytuacji. """

                      Ty znasz osoby a ja OSOBISCIE bylam na takim zasilku. i wiem ja sie
                      z tego "da zyc".


                      ""To niesmaczy żart... wiązanie końca z końcem w Kanadzie przy dwóch
                      pracujących osobach ...""

                      A co ty o tym mozesz wiedziec???? o tym ze poverty line obnizylo sie
                      do pracujacych rodzin juz nie tylko bezrobotnych podawali w
                      dzienniku , wiesz? nie wyssalam tego z palca.

                      masz popatrz tu:
                      www.ccsd.ca/factsheets/fs_lico04_bt.htm
                      Example: A family of four living in a very large Canadian city with
                      a before-tax income of less than $37,791 in 2004 would have been
                      living below the poverty line.

                      i to jeszcze w dodatku stare dane. na lepiej sie nie zmienilo.

                      Minnie





    • facet123 Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 17.06.08, 08:51
      Myślę, że decyzja o pozostaniu w domu i wychowywaniu dzieci może mieć dla
      kobiety sens tylko przy spełnieniu pewnych, raczej rzadko spełnianych warunków,
      to znaczy:

      1. Mąż zarabia dość aby utrzymać rodzinę.
      2. Mąż jest na tyle "pewny", że można mu bezgranicznie zaufać (w ogólności nie
      możliwe do spełnienia)
      3. Kobieta podejmuje decyzję świadomie, a nie pod wpływem otoczenia.

      Dobrze by też było, aby kobieta posiadała jednaj jakiś zawód, oraz jakieś
      zainteresowania, które mogła by rozwijać nawet nie pracując. Bardzo bardzo
      rzadko spotykam kobiety które te warunki spełniły - może znam takie ze dwie.

      Natomiast w większości są to, tak jak piszesz - kobiety "zmamiałe". Lekko
      przymulone brakiem aktywności umysłowej, albo choćby ogólniej: zawodowej.
      Potrafiąca gadać tylko o dzieciach. Czytają szmatławce i oglądają polskie
      seriale (dolina totalna).

      Co smutne to fakt, że dzieci, które bardzo szybko się rozwijają, szybko też
      przegonią intelektualnie tego typu matki. Matka staje się wtedy dla dziecka tłem
      - środowiskiem które dostarcza jedzenia i opieki, a przestaje być osobą z którą
      dziecko może porozmawiać.
      • minniemouse Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 17.06.08, 08:58
        To nie ma najmnieszego znaczenia czy maz to czy tamto.
        kobieta moze w kazdej chwili znalezc sie bez srodkow do utrzymania
        i wtedy okazuje sie ze na rynek pracy nie tak latwo sie dostac z
        powrotem.
        a tu trzeba oplacic mieszkanie, dac dzieciom jesc...

        Minnie

        • facet123 Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 17.06.08, 09:01
          > To nie ma najmnieszego znaczenia czy maz to czy tamto.

          Akurat ma. Jeśli mąż jest właścicielem/udziałowcem dużej firmy, to nawet jego
          śmierć nie pozostawia żony bez środków do życia. Miałem na myśli właśnie tego
          typu sytuacje - rodziny dla których pieniądze nie są żadnym problemem. Pisałem,
          że to trudne do spełnienia.
          • lena575 Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 17.06.08, 10:35
            Ale brednie wypisujecie !!! Kobieta powinna zdecydować się na więcej
            niż jedno dziecko i wychowywać je sama przez 2-3 lata dopiero wtedy
            gdy mąż jej jest właścicielem dużej firmy albo udziałowcem !!! Chyba
            na głowie facet upadłeś :))))))
            Normale małżeństwa to nie firma z o.o. Ludzie kochają się, mają
            dzieci i ustalają jakieś własne reguły. Ogromny wpływ na takie
            dycyzje ma nie "okopywanie się " ale rynek pracy.
          • minniemouse Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 17.06.08, 22:11
            Z tym roznie bywa. zwykle tak, jesli w gre wchodza duze pieniadze to
            raczej kobieta nie zostaje bez srodkow do zycia. ale ile takich
            rodzin jest? znaczna wiekszosc z tych ktorym sie lepiej powodzi to
            rodziny w ktorych ojciec zarabia tylko wystarczajaco duzo aby
            utrzymac zone i zalozmy dwoje dzieci. zyja wygodnie ale nie stac ich
            na luksusy. wszytsko sie opiera na dochodach ojca.
            w takiej rodzinie jak ojciec straci prace albo odejdzie nie ma wcale
            zapewnionego dalszego bytu.
            znasz takie kobiety ktore swietnie wyszly na tym ze stracily meza bo
            ja raczej nie.


            Minnie
            • dritte_dame Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 17.06.08, 22:38
              minniemouse napisała:

              > .. ojciec zarabia tylko wystarczajaco duzo aby
              > utrzymac zone i zalozmy dwoje dzieci. ...
              > w takiej rodzinie jak ojciec straci prace albo odejdzie ...

              Zdecyduj się wreszcie o czym właściwie piszesz:
              Czy o "świetnie zarabiających wysoko wykwalifikowanych specjalistach 'na topie'"
              czy o tych co chwila tracących pracę, którzy pracują "na lewo"?

              W Kanadzie świetnie zarabiający wysokiej klasy specjalista po pierwsze nie
              "traci pracy" a po drugie nie ma żadnej możliwości ukrycia przed żoną swoich
              dochodów pracując "na lewo".
              • dritte_dame Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 17.06.08, 22:40
                dritte_dame napisała:

                > W Kanadzie świetnie zarabiający wysokiej klasy specjalista ... nie ma żadnej
                możliwości ukrycia przed żoną swoich dochodów pracując "na lewo".

                Przed byłą żoną oczywiście take nie.
                • venus22 Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 17.06.08, 22:54
                  jestes raczej naiwna Dritte Dame.

                  Minnie
                  • dritte_dame Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 18.06.08, 00:24
                    venus22 napisała:

                    > jestes raczej naiwna Dritte Dame.

                    To już pisałaś.

                    Ale to jest wyłącznie Twoja bezpodstawna opinia wysnuta w oparciu o znajomość
                    jedynie Twojego środowiska:

                    "... rodziny gdzie oboje rodzicow pracuje ledwo wiaza koniec z koncem ... znam
                    rozwodki ktore od swoich bylych mezow z trudem sciagaja nalezne na dzieci. a jak
                    facet poszedl do pracy na lewo to w ogole nie sciagna jak nie chce dac."


                    Ja nie mam znajomych pracujących "na lewo" i z osobistego doświadczenia wiem że
                    dochodów profesjonalisty tu się po prostu przed urzędem podatkowym i sądem ukryć
                    nie da.
                    • minniemouse Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 18.06.08, 03:00
                      ""Ja nie mam znajomych pracujących "na lewo" i z osobistego
                      doświadczenia wiem że dochodów profesjonalisty tu się po prostu
                      przed urzędem podatkowym i sądem ukryć nie da.""

                      gwarantuje ci ze sie da.
                      poza tym, rzad moze jedynie nakazac prawnie sciaganie alimentow
                      z pensji. nie moze nakazac placic pieniedzy ktore tylko teoretycznie
                      istnieja.
                      jak maz wykazuje sie mala pensja to i alimenty beda male.
                      nie przypuszczasz chyba ze maz bedzie oddawal bylej zonie polowe
                      swoich dochodow? a jak nie widac zadnej pensji bo maz ukrywa dochody
                      to sad moze sobie nagwizdac. moze jak go ewentualnie zlapia to
                      wtedy, ale to jeszcze dluga droga do obliczenia i przyznania
                      alimentow, teraz sprawa w jakim stopniu jest to egzekwowywalne bo
                      maz moze sobie ogloscic bankructwo. czas leci, a ty w tym czasie z
                      malym dzieckiem nie mozesz znalezc pracy....


                      A jak to cie nie przekonuje to moze wyjasnij mi taka sprawe - w/g
                      ciebie rozwiedzionej zonie nalezy sie polowa majatku i alimenty na
                      dzieci.
                      Paul McCartney ma fortune wartosci oficjalnie 500milionow funtow
                      a ile naprawde nie wiadomo, Mills twierdzi ze 800 milinow i to jest
                      wysoce prawdopodbne)
                      Heather Mills pod dlugiej walce w sadzie dostala raptem
                      25 milionow funtow, z czego 35 tysiecy funtow rocznie to alimenty na
                      dziecko a 600,000 funtow rocznie dla niej az sie suma 25 milionow
                      wyczerpie.
                      jak to jest takie proste i pewne prawo ze zonie nalezy sie polowa
                      majatku, to dlaczego nie dostala 250 milionow funtow? i gwarantuje
                      cie to idzie matematycznie - im mniejsza suma....

                      ale zasadnicza sprawa - rowniez w/g twojego twierdzenia zona moze
                      miec "nawet wiecej pieniedzy niz przedtem" zwracam uwage ze Mills
                      dopoki zyla z Mccartneyem zyla na poziomie jego 500 mil funtow.
                      teraz, chociaz dla nas jest i tak bardzo bogata, to co ma jest dla
                      niej wielkim spadkiem finansowym. juz narzeka ze alimenty nie sa
                      wystarczajaco wysokie aby pokryc oplate ze prywatna szkole, obstawe
                      (ochrone) i bilety pierwszej klasy na samolot dla ich dziecka.

                      Byc moze jesli ma zmysl do interesow to kiedys dojdzie do takiej
                      fortuny jak jej byly maz. na razie od momentu od ktorego maz na nia
                      przestal placic jej "dochody" drastycznie zmalaly.


                      takich przykladow mozna mnozyc i chyba kazdy kto zna zycie wie ze
                      wlasnie tam gdzie sa najwieksze pieniadze sa najwieksze przekrety
                      aby tylko nie dac sie bylej zonie (lub mezowi) wydoic finansowo.
                      wrecz przeciwnie - dac jak najmniej.

                      Inna para kaloszy to to czy faktycznie zonie nalezy sie polowa
                      majatku w sytuacji kiedy on harowal po 12 godzin dziennie a zona w
                      domu zostawiala dzieci z niania i spedzala czas w spa.

                      Minnie

                      Minnie
                      • dritte_dame Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 18.06.08, 14:10
                        minniemouse napisała:

                        > wyjasnij mi taka sprawe - w/g
                        > ciebie rozwiedzionej zonie nalezy sie polowa majatku
                        > [...]

                        No i widzisz..
                        Tyle się napracowałaś nad pisaniem tego długaśnego przykładu
                        i wszystko na próżno :(


                        dritte_dame napisała:

                        >
                        > W przypadku rozwodu dostaje co najmniej połowę majątku wspólnego.


                        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29&w=80779927&wv.x=2&a=80971924
                        • minniemouse Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 18.06.08, 22:29
                          Dritte Dame no i co?
                          nie umiesz mi wyjasnic tak prostego pytania?

                          teoria swoje a praktyka swoje, moja droga.

                          """Tyle się napracowałaś nad pisaniem tego długaśnego przykładu
                          > i wszystko na próżno :("""


                          tak widze ze nie warto wysilac sie dla kogos kto ma ciasny umysl.

                          Minnie
                          • dritte_dame Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 19.06.08, 01:19
                            minniemouse napisała:

                            > nie umiesz mi wyjasnic tak prostego pytania?

                            Przecież wyjaśniłam.

                            Napisałam: majątku WSPÓLNEGO.

                            Jeśli nie znasz różnicy między majątkiem a majątkiem wspólnym i co
                            jest uznawane za majątek wspólny w małżeństwie to nie zamierzam się
                            bardziej wysilać tłumacząc gdyż

                            > nie warto wysilac sie dla kogos kto ma ciasny umysl.
                            • minniemouse Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 19.06.08, 01:51
                              hahahahaha, madra TERAZ jestes, bo sie z czasem zorientowalas ze to
                              nie tak haphap:

                              tu jeszcze ci sie nie snilo ze "majatek" a "wspolny majatek" to
                              dwie rozne rzeczy i nie tak latwo wzbogacic sie na rozwodzie:

                              """"A po co taka dama w ogóle ma pracować skoro "mężowie dobrze
                              zarabiali"?
                              Jeśli rozwód - to dostaje (co najmniej) połowę dużego majątku
                              wypracowanego przez byłego męża.""""

                              byahahaa, zmadrzalas dopiero jak ci wylozylam na czym rzecz stoi.


                              Minnie
                              • dritte_dame Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 19.06.08, 02:48

                                Masz problem z oczami czy z pamięcią?

                                Oba moje teksty, i ten:
                                "W przypadku rozwodu dostaje co najmniej połowę majątku wspólnego."

                                i ten:
                                "Jeśli rozwód - to dostaje (co najmniej) połowę dużego majątku
                                wypracowanego przez byłego męża."

                                Pochodzą przecież z tego samego mojego postu:

                                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29&w=80779927&wv.x=2&a=80971924


                                i ten pierwszy tekst jest właśnie tam PIERWSZY.

                                Jeśli tego nie widzisz - to chyba coś ze wzrokiem.
                                A jeśli uważasz że ten drugi fragment znaczy coś innego niż ten
                                pierwszy - to szwankuje Ci pamięć skoro zapominasz co przeczytałaś
                                niecałe dwadzieścia wierszy wyżej.

                                Majątek wypracowany przez męża w czasie trwania małżeństwa jest z
                                definicji majątkiem wspólnym małżonków - chyba że specjalna umowa
                                prawna ustanowi inaczej.


                                > zmadrzalas dopiero jak ci wylozylam

                                Chętnie staram się uczyć od innych.
                                Po to też, jak myślę, na to Forum czasami zaglądam.
                                Jednak na podstawie znajomości tego co dotychczas przeczytałam
                                Twojego autorstwa - na razie raczej nie zaliczę Ciebie do grona
                                osób, od których miałabym szansę czegoś wartościowego się nauczyć.
              • minniemouse Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 18.06.08, 03:04


                """Zdecyduj się wreszcie o czym właściwie piszesz:
                Czy o "świetnie zarabiających wysoko wykwalifikowanych
                specjalistach 'na topie'"
                czy o tych co chwila tracących pracę, którzy pracują "na lewo"?""

                pisalam i o takich i o takich.

                Minnie
                • dritte_dame Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 19.06.08, 02:26
                  minniemouse napisała:

                  >
                  > """Zdecyduj się wreszcie o czym właściwie piszesz:
                  > Czy o "świetnie zarabiających wysoko wykwalifikowanych
                  > specjalistach 'na topie'"
                  > czy o tych co chwila tracących pracę, którzy pracują "na lewo"?""
                  >
                  > pisalam i o takich i o takich.

                  I dlatego właśnie pisałaś bez sensu gdyż obserwując sytuację
                  drobnych cwaniaczków pracujących w Kanadzie na lewo wnioskowałaś o
                  sytuacji wysoko wykwalifikowanych kanadyjskich specjalistów 'na
                  topie'.

                  A w Kanadzie sytuacja porzuconej lub owdowiałej żony takiego
                  cwaniaczka jest zupełnie inna niż sytuacja żony wysoko
                  wykwalifikowanego specjalisty, którą spotkało podobne zrządzenie
                  losu.

                  NIE MA NAJMNIEJSZEJ MOŻLIWOŚCI żeby w Kanadzie nie pracująca poza
                  domem była żona świetnie zarabiającego wysoko wykwalifikowanego
                  specjalisty 'na topie' znalazła się w "rozpaczliwej" sytuacji
                  finansowej w przypadku śmierci męża lub rozwodu - o ile sama się o
                  to specjalnie nie postara.
                  (A doprawdy sama nie wiem jak miałaby to zrobić - namawiać usilnie
                  męża żeby nie ubezpieczał się na życie, czy jak ..?).

                  Dzieje się tak dlatego że świetnie zarabiający wysoko
                  wykwalifikowani specjaliści 'na topie' są zatrudniani tylko przez
                  podobnie wysokiej klasy poważne instytucje i firmy: szpitale,
                  instytucje naukowe, firmy inżynieryjne, linie lotnicze, itp.

                  Tacy pracodawcy nigdy i nikomu (nie mówiąc nawet o wysoko
                  wykwalifikowanych specjalistach) nie płacą gotówką "do ręki" ani "na
                  lewo". Nie płacą nawet czekiem. Cały roczny dochód wysoko
                  wykwalifikowanych specjalistów idzie zawsze tylko elektronicznie
                  bezpośrednio na ich konta bankowe i *równocześnie* informacja o
                  każdej wypłacie idzie natychmiast i też elektronicznie do
                  federalnego urzędu podatkowego.

                  Świetnie zarabiający wysoko wykwalifikowany specjalista nie może
                  ukryć dochodu przez "wykazywanie niskiego dochodu" podczas gdy
                  dochód faktycznie ma wysoki. Urząd podatkowy z reguły wie dokładniej
                  niż sam zarabiający specjalista, ile, gdzie i kiedy tenże zarobił.
                  Dlatego właśnie jest tu możliwe i jest tak powszechne składanie
                  rocznych osobistych zeznań podatkowych przez Internet bez
                  konieczności wysyłania pocztą żadnych potwierdzających kwitów do
                  urzędu podatkowego.
                  Urząd i tak swoje wie, i jak na zeznaniu z jakiegokolwiek powodu
                  zobaczy mniej niż wie, a nawet, gdy zobaczy mniej niż się
                  *spodziewa* :) zoabaczyć - to natychmiast sprawdzi - a tłumaczenie
                  się przed tym urzędem to jedna z mniejszych znanych mi przyjemności.

                  Żeby świetnie zarabiający wysokiej klasy kanadyjski specjalista 'na
                  topie' (lekarz, badacz naukowy, inżynier, menedżer, pilot) mógł
                  ukryć jakiś dochód to musiałby uciec za granicę - do Rosji, Chin,
                  czy jakiejś innej Afryki - przez co naturalnie przestałby być
                  świetnie zarabiającym wysokiej klasy specjalistą w Kanadzie.

                  Tyle o "groźbie" biedy w przypadku rozwodu - gdy były mąż nadal
                  pozostaje świetnie zarabiającym wysokiej klasy kanadyjskim
                  specjalistą 'na topie'.

                  A w przypadku śmierci męża?
                  Typowe ubezpieczenie na życie świetnie zarabiających wysokiej klasy
                  kanadyjskich specjalistów 'na topie' w przypadku gdy żona nie
                  pracuje poza domem jest rzędu miliona dolarów (czyli: od czterech do
                  ośmiu rocznych dochodów brutto) i jest ono tanie ponieważ jest
                  dotowane przez firmę zatrudniającą.
                  Wystarczy że żona upewni się zawczasu że to ubezpieczenie takie
                  właśnie jest i że ona jest w nim nominowanym beneficjentem.
                  • minniemouse Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 19.06.08, 03:32
                    """I dlatego właśnie pisałaś bez sensu gdyż obserwując sytuację
                    drobnych cwaniaczków pracujących w Kanadzie na lewo wnioskowałaś o
                    sytuacji wysoko wykwalifikowanych kanadyjskich specjalistów 'na
                    topie'."""

                    nic podobnego nie wnioskowalam.
                    to tobie sie tak wydaje ze ja tak wnioskowalam. twoje pytanie
                    brzmialo "o kim wlasciwie pisze" to napisalam ze o tych i o tych
                    czyli "i biednych i bogatych" ale to jeszcze nie znaczy ze stawialam
                    ich na tym samym poziomie.

                    jezeli twoj "wysokokwalifikowany specjalista" jest na pensji to
                    owszem tego sie ukryc ani zmienic nie da ale jesli sam siebie
                    zatrudnia to ma business expenses i to wyglada nieco inaczej, w
                    ostatecznym rozrachunku ile kto zarobil liczy sie to co jest w
                    zeznaniu podatkowym wypelnianym raz na rok.

                    tak czy siak to wszystko nie ma znaczenia - ja pisalam ogolnie ze
                    kobieta niepracujaca bedaca tylko na utrzymaniu meza przewaznie
                    bedzie w gorszej sytuacji kiedy maz odejdzie albo umrze.
                    pisalam to o kobietach z tej najbardziej popularnej warstwy
                    sredniej.

                    to ty zaczelas wlasciwie niepotrzebnie ze "zalezy kto, zalezy
                    gdzie, sa kobiety co dostana miliony, wyjda ponownie bogato za
                    maz " itp itd itd. to oczywiste ze tak tez sie tez zdarza.
                    no i co z tego? wiadomo ze kobiety bogatych mezow sa w zupelnie
                    innej sytuacji ale w tym watku mowa jest o kobietach przecietnych
                    ktore kiedys beda chcialy lub musialy wrocic do pracy bo sam maz na
                    wszystko nie zarobi.

                    oczywscie ze w jak zlej sytuacji zostanie osamotniona kobieta zalezy
                    od tego kim byl jej maz i co dla niej zostawil.


                    ""Majątek wypracowany przez męża w czasie trwania małżeństwa jest z
                    definicji majątkiem wspólnym małżonków - chyba że specjalna umowa
                    prawna ustanowi inaczej.""

                    i o to wlasnie mi chodzilo ze ani 'wspolny majatek' ani po
                    prostu 'majatek' nie oznacza ze faktycznie zona na 100% dostanie
                    polowe tego co oboje wniesli w malzenstwie.


                    Minnie



                    • minniemouse Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 19.06.08, 03:44
                      ps,
                      a tak w ogole to:

                      """To że ona nie ma "własnego zarobku" nie znaczy że nie ma własnych
                      spraw finansowych i praw do majątku:"""
                      """w przypadku rozwodu
                      W przypadku rozwodu dostaje co najmniej połowę majątku wspólnego."""

                      nie jest to samo co to:

                      ""A po co taka dama w ogóle ma pracować skoro "mężowie dobrze
                      zarabiali"?
                      Jeśli rozwód - to dostaje (co najmniej) połowę dużego majątku
                      wypracowanego przez byłego męża.""

                      bo tu ani nie jest sprecyzowane czy chodzi o majatek ktory maz
                      wypracowal tylko w czasie trwania malzenstwa, czy ktory juz mial
                      przed jego zawarciem ani nie ma podstaw zeby sadzic ze to w
                      jakikolwiek sposob nawiazuje do tych "dwadziescia wierszy wyzej".

                      Minnie

                      • minniemouse Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 19.06.08, 03:55
                        Ale OK, tego akurat moglam sie domyslic. (ze nadal chodzi o wspolny
                        majatek)

                        M.
                        • dritte_dame Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 19.06.08, 14:13
                          minniemouse napisała:

                          > Ale OK, tego akurat moglam sie domyslic. (ze nadal chodzi o
                          wspolny
                          > majatek)

                          Do mądrego rabina przyszło dwóch studentów z prośbą o rozsądzenie
                          pewnego sporu.
                          Gdy pierwszy wyłożył swoje racje, rabin stwierdził: "Masz rację".
                          Następnie swój dowód przedstawił drugi student i rabin znów
                          przyznał: "Też masz rację".
                          Obecny przy tym sekretarz rabina zaprotestował: "Ależ Rebe, przecież
                          oni twierdzą zupełnie coś przeciwnego a więc nie mogą równocześnie
                          mieć racji!"
                          Na co rabin, po krótkiej zadumie: "I ty też masz rację".
                          :)

                          Tak więc, każdy w tej tak złożonej sprawie ma trochę racji- i Ty, i
                          ja i inni - jeśli chodzi o sprawy czysto finansowe - ponieważ w
                          każdym konkretnym przypadku wszystko zależy od mnóstwa szczegółów,
                          których ani nie znamy ani nie mamy potrzeby znać ("not our
                          business").
                          Ale właśnie na pieniądzach sprawa się ani nie zaczyna ani nie kończy
                          i szeroko pojęta jakość życia nie tylko od nich zależy.

                          Opróć tego, to jakie kto prowadzi życie - czy ciekawe i spełnione
                          czy nudne i zmarnowane to przede wszystkim sprawa jego osobowości a
                          nie środowiska (domowego czy firmowego).
                          Są i szczęśliwi wszechstronnie rozwinięci ludzie nie pracujący
                          zawodowo jak też zgorzkniali i beznadziejnie ograniczeni świetnie
                          zarabiający specjaliści.

                          "Ty masz`rację, I ty masz rację. I ty też masz rację."
                          Nie ma tylko racji ten kto krytykuje czyjś wybór życiowy jeśli ten
                          wybór w żaden sposób nie wpływa na życie tego krytykującego.

                          Pozdrawiam :)
                          • minniemouse Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 20.06.08, 04:31
                            """"Ty masz`rację, I ty masz rację. I ty też masz rację.""""

                            masz racje :)

                            ""Nie ma tylko racji ten kto krytykuje czyjś wybór życiowy jeśli ten
                            wybór w żaden sposób nie wpływa na życie tego krytykującego.""

                            I dlatego ponownie wyjasniam ze nie zamierzalam i nie zamierzam
                            nikogo ani niczyjego wyboru krytykowac, jeno zwrocic uwage na fakty,
                            na oczywiste konsekwencje rezygnacji z pracy ktore wybiegaja dalej
                            niz tylko utrata wlasnego dochodu i ewentualnie mozliwosci pracy.
                            dobrej pracy, jaka sie wypracowuje latami.


                            rowniez milo pozdrawiam Dame :)

                            Minnie
                  • melindap Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 19.06.08, 11:45
                    > NIE MA NAJMNIEJSZEJ MOŻLIWOŚCI żeby w Kanadzie nie pracująca poza
                    > domem była żona świetnie zarabiającego wysoko wykwalifikowanego
                    > specjalisty 'na topie' znalazła się w "rozpaczliwej" sytuacji
                    > finansowej w przypadku śmierci męża lub rozwodu - o ile sama się o
                    > to specjalnie nie postara.
                    > (A doprawdy sama nie wiem jak miałaby to zrobić - namawiać usilnie
                    > męża żeby nie ubezpieczał się na życie, czy jak ..?).
                    Wiesz, tylko problem polega na tym, że szanse, że świetnie
                    wykształcony specjalista weżmie za żonę kurę domową są niewielkie.
                    • minniemouse Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 20.06.08, 04:19
                      ""Wiesz, tylko problem polega na tym, że szanse, że świetnie
                      wykształcony specjalista weżmie za żonę kurę domową są niewielkie.""

                      tu chodzi o, a przynajmniej mnie, o rezygnacje z pracy przez
                      kobiete gdy urodzi sie dziecko.
                      dlaczego ona a nie on?


                      Minnie
          • minniemouse Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 18.06.08, 03:09
            ""Jeśli mąż jest właścicielem/udziałowcem dużej firmy, to nawet jego
            śmierć nie pozostawia żony bez środków do życia.""

            jezeli zostaly spisane stosowne umowy to owszem nie zostanie bez
            srodkow do zycia, ale bardzo watpie aby to byla taka sama suma jaka
            mieli oboje za jego zycia.

            Minnie

      • dritte_dame Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 17.06.08, 18:37
        facet123 napisał:

        > 1. Mąż zarabia dość aby utrzymać rodzinę.

        Owszem.
        To nie zaszkodzi ;)


        > 2. Mąż jest na tyle "pewny", że można mu bezgranicznie zaufać (w ogólności nie
        > możliwe do spełnienia)

        Ale w szczeglności to istnieją mechanizmy prawne, którymi można podeprzeć
        ograniczone zaufanie ;)
        Kobiety powinny wiedzieć że nmogą, i jak mogą, zabezpieczyć swoje interesy w
        takiej sytuacji życiowej.


        > 3. Kobieta podejmuje decyzję świadomie, a nie pod wpływem otoczenia.

        Owszem.


        > Dobrze by też było, aby kobieta posiadała jednaj jakiś zawód, oraz jakieś
        > zainteresowania, które mogła by rozwijać nawet nie pracując. Bardzo bardzo
        > rzadko spotykam kobiety które te warunki spełniły - może znam takie ze dwie.
        >
        > Natomiast w większości są to, tak jak piszesz - kobiety "zmamiałe". Lekko
        > przymulone brakiem aktywności umysłowej, albo choćby ogólniej: zawodowej.

        Za to "aktywność zawodowa" jest niby z reguły wielce i wszechstronnie
        rozwijająca intelektualnie?? :))))

        Częściej niż nie, kończy się "końskimi okularami" i "tunelowym" postrzeganiem
        świata.
        Prawie pełną wiedzą o prawie niczym.


        > Potrafiąca gadać tylko o dzieciach. Czytają szmatławce i oglądają polskie
        > seriale

        A ich intelektualnie rozwinięci partnerzy?:

        Przy śniadaniu myśl o czekających w pracy sprawach, pośpiech żeby zdążyć, w
        pracy zadania służbowe, w przerwie obiadowej rozmowa z kolegami z pracy o tychże
        sprawach, po południu praca do późna, potem robota do domu, późnym wieczorem:
        "nie dziś kochanie,.. jestem kompletnie padnięty..", rano przy śniadaniu myśl o ...


        > Matka staje się wtedy dla dziecka tłe
        > m - środowiskiem które dostarcza jedzenia i opieki, a przestaje być osobą z którą
        > dziecko może porozmawiać.

        A z matką pracującą to niby o czym nastolatek ma rozmawiać? Jak jej idzie w firmie?
        (I kiedy ma z nią rozmawiać gdy jej stale nie ma w domu?)
        • facet123 Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 19.06.08, 10:21
          > A z matką pracującą to niby o czym nastolatek ma rozmawiać? Jak jej
          > idzie w fir mie?

          A czemu nie? Tematy się znajdą - dzieci rozwijają się szybko i wszechstronnie.
          Kobieta która jest typową matką polką ograniczoną do kuchni, i domu siłą rzeczy
          ma mniej tematów to rozmowy niż kobieta aktywna zawodowo. Kobieta aktywna
          zawodowo ma styczność z większą liczbą ludzi, nie jest izolowana od świata, nie
          frustruje się gdy inni mówią o swojej pracy, łatwiej nawiązuje kontakt, ma po
          prostu więcej tematów do rozmów.

          > (I kiedy ma z nią rozmawiać gdy jej stale nie ma w domu?)

          Dlaczego stale? No jasne, że stale po 12h siedzieć w pracy nie można gdy się ma
          rodzine - to już jest kwestia priorytetów. Ale spokojnie daje się pogodzić jedno
          z drugim o czym świadczy wiele przykładów.
    • imbirgirl Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 17.06.08, 13:42
      A ja nie rozumiem co Cię to w ogóle obchodzi. Każdy żyje po swojemu
      a zycie samo pokaże kto dokonał trafniejszego wyboru. Wg mnie każdy
      ma swój czas w życiu. Czas na rodzinę, dzieci i pracę. Ja urodziłam
      dziecko mając 21 lat. Rzuciłam studia i dorabiałam się od
      przysłowiowej łyżki. Od tamtej pory minęło już 10 lat. Oto bilans:
      skończone studia za własne pieniądze, 2 dzieci, fajny mąż, kupiony
      dom, zasadzone drzewo, wysokie stanowisko i dobra pensja. Nie
      rozumiem jak można decydować się na dzieci mając 37 i więcej lat.
      Przecież to dziadkowie prawie a nie rodzice. Ale w przciwieństwie do
      Ciebie nie oburzam się. Dlaczego?? BO TO NIE MOJA SPRAWA. I Już.
      • minniemouse Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 17.06.08, 22:19
        ale kto ci kaze rodzic dzieci w wieku 37 lat? ja pisalam ze kobieta
        nie musi a nawet nie powinna rezygnowac z pracy i kariery bo ma meza
        ktory moze i pownien podzielic sie 50-50 w zajmowaniu sie domem i
        dzieckiem/mi. w kazdym momencie zycia, 21 lat tez.

        chwali ci sie ze ulozylas sobie zycie ale ile jest takich jak ty?

        poza tym - jezeli to nie jest taki problem aby zostac w domu z
        dzieckiem i po latach wrocic do pracy - to dlaczego tak malo
        mezczyzn poswieca swoja kariere? co stoi na przeszkodzie?
        teraz sa dobre lodowki i maszyny do sciagania pokarmu, naturalnego
        mleka mozna nasciagac na trzy dni zapasow. maz juz tez moze karmic
        mleczkiem z piersi.

        Minnie

        • imbirgirl Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 18.06.08, 08:51
          Droga Minnie. Nikt mi nie każe rodzić ani wieku 37 ani 21 lat. To,
          kiedy będę posiadać dzieci i czy w ogóle je będę posiadać to TYLKO
          moja sprawa. Zmierzam do tego, że nikt nie ma prawa mnie oceniać ani
          żadnej innej kobiety. Jeżeli czuje się spełniona jako matka i żona
          to niech to robi najlepiej jak potrafi. Jeżeli chce dodatkowo
          spełnić się jako mama w pracy to niech to robi. Nie rozumiem po co
          komu oceniać życie koleżanek. Chyba lepiej zająć się swoim... no
          chyba że się go nie ma, ale to już zupełnie inny temat. A tak przy
          okazji. Myślisz że kobiety, którym się ułożyło ( czytaj: walczyły o
          życie zanim do czegoś doszły)dały radę same??. O naiwności.
          • minniemouse Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 18.06.08, 09:09
            Przeciez ja nikogo nie oceniam ani nie mowie jak ma zyc.
            Stwierdzam tylko ze kobiety ktore zostaja w domu przy dzieciach
            ponosza tego konsekwencje. jakie nie chce mi sie juz po raz setny
            tlumaczyc.

            ""Myślisz że kobiety, którym się ułożyło ( czytaj: walczyły o
            > życie zanim do czegoś doszły)dały radę same??. O naiwności.""

            z cala pewnoscia kobieta ktora sie wyksztalcila, poszla do pracy,
            w pracy sie rozwijala i zarabiala, i byla w stanie utrzymac siebie
            i dziecko bedzie mogla byc zawsze samodzielna. na pewno jesli chodzi
            o prace jest w lepszej sytuacji niz ta ktora nagle zostala sama i
            dopiero musi szukac, lub taka ktora wraca do pracy po wielu latach.

            jesli chodzi o "doszla do czegos" to jest odrebna sprawa, to jest
            sprawa wysokosci zarobkow i jednego czy dwoch dochodow.
            tak samo jest z mezczyznami.

            Minnie
          • minniemouse Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 18.06.08, 09:10
            """Jeżeli czuje się spełniona jako matka i żona
            to niech to robi najlepiej jak potrafi."""

            alez tu nie chodzi o zadne "spelnianie sie". tu chodzi o realia
            zyciowe.

            Minnie
    • imbirgirl Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 17.06.08, 13:45
      A jeszcze jedno. Stwierdzenie "tylko matki" nawet w cudzysłowie jest
      żenujące i świadczy o jakże niskim poziomie. A właściwie o jego
      braku.
      • rachela25 Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 17.06.08, 14:44
        Do autorki postu- G...cie to obchodzi, zajmij się swoim
        życiem.Dlaczego w Polsce tak już jest że każdy się wtrąca w czyjeś
        życie. Co się to obchodzi dziewczyno,patrz na siebie aby dobrze ci
        bylo. Przecież ich nie utrzymujesz
    • Gość: zły Pie..się szmato w dupę ... IP: *.chello.pl 17.06.08, 18:25
    • Gość: zły gó.. cię su.. obchodzi jak ktoś sobie żyje IP: *.chello.pl 17.06.08, 18:28
      Jak chcesz to sobie rób karierę, sciągaj majtki kiedy to potrzebne(dla kariery), a od normalnych kobiet się suk. odp....
      • Gość: megrajan Re: gó.. cię su.. obchodzi jak ktoś sobie żyje IP: 80.54.61.* 17.06.08, 22:31
        Bravoooo dla przedmówcy. Troche ostro ale dosadnie. Niech sie sucz
        zajmie sobą a nie kimś
        • minniemouse Re: gó.. cię su.. obchodzi jak ktoś sobie żyje 18.06.08, 03:02
          kiedy ta sucz ma niestety racje.
          w kazdej chwili kobieta utrzymywana przez meza moze znalezc sie bez
          srodkow do zycia. i to tylko czubek gory lodowej jesli chodzi o
          kwestie pracy zawodowej kobiet i jej wplywie na pozycje w
          spoleczenestwie.

          Minnie
          • hypatia69 Re: gó.. cię su.. obchodzi jak ktoś sobie żyje 18.06.08, 11:38
            I to jest wina cholernego systemu. "Państwo" domaga się, żeby
            kobiety rodziły dzieci i je wychowywały, o miejsca w przedszkolach
            trudno, ale: "pracuj, pracuj, zapiedalaj" zawodowo i w domu, a w
            nagrodę 560,- emerytury i Paul Newman aż do Gwiazdki.
            I do tego chora propaganda kobitek, które chcą sie spełniać zawodowo
            i nie dopuszczają, że inne mają odmienne podejście do życia.
            Bo "pozycja w społeczeństwie" i pogarda dla kur domowych, kuwa.
            Idiotyzm.
            • minniemouse Re: gó.. cię su.. obchodzi jak ktoś sobie żyje 18.06.08, 22:16
              Nieprawda. to jest wina samych kobiet ktore nie robia nic aby byc
              znaczaca sila w owym systemie, moc go zmienic - stworzyc lepsze
              warunki pracy dla rodzicow z dziecmi.
              Bo jak sie jest nieobecnym to sie nie ma znaczenia.
              kobieta ktora pozostaje w domu aby "sie spelniac" jest nieobecna -
              nie ma wplywu na "system".

              Pantswo wcale sie nie domaga, kobiety tak wybieraja.

              I jesli chodzi o mnie wcale nie gardze kurami domowyni - zwracam
              tylko uwage ze pozostanie w domu nie jest wcale dobrze przemyslanym
              wyborem. co widac z wypowiedzi.


              Minnie
              • hypatia69 Re: gó.. cię su.. obchodzi jak ktoś sobie żyje 19.06.08, 13:39
                A ja "tylko siedzę w domu" i dobrze mi z tym. Rozmaite zas osoby
                zwracaja mi uwagę, ze to źle. No, widział to kto! XXI wiek, a baba
                *chce* zajmować sie domem i dziecmi? Głupota, zacofanie i
                ciemnogród. Obowiazkiem mym jest się ucywilizować, podygać
                najmarniej 8 gdzin "na stanowisku", polecieć do domu, podygać kilka
                godzin w domu, coby sprzątnąć, ugotować, dopilnować potomstwa i co
                tam jeszcze zalicza sie do "tylko siedzenia". A jeszce wartałoby,
                żebym była bardziej wykwalifikowanym pracownikiem i w tzw.
                międzyczasie zrobiła kilka fakultetów z rozmaitych dziedzin.
                Albo w ogóle zacząć od fakultetów, kariery, zbicia kapitału na
                wypadek, gdyby mi męża szlag trafił i jak juz bedę miała grunt
                przygotowany, żeby posiadać dzieci, to bedę miała sto lat i umrę.

                Państwo sie nie domaga? To co? Osoby prywatne marudzą na niz
                demograficzny i wprowadzaja [idiotyczną zreszta] politykę
                prorodzinna?
                " pozostanie w domu nie jest wcale dobrze przemyslanym wyborem. co
                widac z wypowiedzi."
                Czemu nieprzemyślanym i z czyich wypowiedzi?
                • melindap Re: gó.. cię su.. obchodzi jak ktoś sobie żyje 19.06.08, 13:52
                  Nie wkładasz nic do społeczeństwa tak więc nie dziś się że jesteś
                  krytykowana wspołeczeństwie kapitalistycznym. Poza tym nie wstyd Ci
                  byc na utrzymaniu męża?
                  • hypatia69 Re: gó.. cię su.. obchodzi jak ktoś sobie żyje 19.06.08, 14:00
                    Moment:
                    "Nie wkładasz nic do społeczeństwa"
                    Rozwiń te myśl, bo nie rozumiem.
                    "dziś się że jesteś krytykowana wspołeczeństwie kapitalistycznym."
                    Też nie rozumiem. I dziwie sie, ze jestem krytykowana, bo z jakiej
                    paki?
                    "Poza tym nie wstyd Ci byc na utrzymaniu męża?"
                    Fakt, ze nie pracuje zawodowo wcale nie oznacza, ze jestem na
                    czyimkolwiek utrzymaniu. To raz.
                    Nawet gdybym była i oboje z mężem bylibyśmy z tego zadowoleni, to
                    ch.j komu do tego, co sobie postanowiliśmy. Nasza brocha. I nie
                    widzę powodów do wstydu w takim przypadku. Nie zauważyłam, żebyśmy z
                    tej racji, że nie pracuję zawodowo byli głodni albo gorsi. To o co
                    chodzi?
                    • melindap Re: gó.. cię su.. obchodzi jak ktoś sobie żyje 19.06.08, 15:07
                      W sumie nic mnie nie obchodzi życie kur domowych, to tylko ich
                      problem, że nie potrafią pogodzić życia rodzinnego z zawodowym-
                      aczkolwiek o czyms to świadczy- zapewne o niezaradności. Nic do nich
                      nie mam, dopóki nie krzyczą o emeryturę lub pensję, która im się nie
                      należy- bo niby za co? Emerytura jest za pracę. Osoby pracujące
                      zawodowo są bardziej cenione w społeczeństwie, i dobrze, bo wykonują
                      więcej pracy niż osoby niepracujące i przynajmniej zarabiają na
                      siebie. No sorki, ale jeśli pełnosprawna, dorosła osoba nie potrafi
                      siebie utrzymać, to także o czym świadczy. Rozumiem przebywanie w
                      domu wiążące się z opieką nad małymi dziećmi- do 1, 2, 3 roku życia
                      a później? To tylko lenistwo...Ciekawe, jak czują się Twoje dzieci,
                      gdu rozmawiają o tym czym zajmują się ich rodzice: moja mama jest
                      lekarką, prawniczką, przedszkolanką, itd itp. a twoje mówi: moja
                      mama jest nikim...Samicą Rozpłodową:)
                      • hypatia69 Re: gó.. cię su.. obchodzi jak ktoś sobie żyje 19.06.08, 15:53
                        Obrazasz mnie i w dodatku bez przyczyny.
                        "W sumie nic mnie nie obchodzi życie kur domowych"
                        To na plaster sie wypowiadasz? Zajmij sie czymś produktywnym.
                        "to tylko ich problem, że nie potrafią pogodzić życia rodzinnego z
                        zawodowym"
                        A moze nie "nie potrafia" tylko "nie chcą". Ja nie chcę. I co?
                        "Osoby pracujące zawodowo są bardziej cenione w społeczeństwie"
                        I to jest trendy i cool. A mi zwisa swobodnym kalafiorem. Ja Ci nie
                        bronię pracować, Ty mi nie każ.
                        "jeśli pełnosprawna, dorosła osoba nie potrafi siebie utrzymać"
                        Jakieś problemy z czytaniem? Nikt mnie nie musi utrzymywać. Fakt, ze
                        nie robię jakiejś zasranej kariery nie oznacza, ze ktoś mnie
                        utrzymuje.
                        "Rozumiem przebywanie w domu wiążące się z opieką nad małymi dziećmi-
                        do 1, 2, 3 roku życia a później? To tylko lenistwo..."
                        Jaaaasne. Potem to się juz "tylko siedzi". Z czystego lenistwa.
                        Żałosne.
                        "Ciekawe, jak czują się Twoje dzieci, gdu rozmawiają o tym czym
                        zajmują się ich rodzice: moja mama jest lekarką, prawniczką,
                        przedszkolanką, itd itp. a twoje mówi: moja mama jest nikim...Samicą
                        Rozpłodową:)"
                        Szczęściem wielkim moje dzieci nie są Twoim problemem. A
                        stwierdzenie, ze kobieta, która nie "spełnia się zawodow" jest nikim
                        jest zarówno obraźliwe jak i głupie. Można być kimś nie pracując
                        zawodowo, a można być nikim i durną cipą "robiąc karierę" i
                        dowartościowujac sie obrażajac ludzi o innym poglądzie na życie. Nie
                        sądzisz?
                        • melindap Re: gó.. cię su.. obchodzi jak ktoś sobie żyje 19.06.08, 16:00
                          Ciekawe, czy byłabys tak samo tolerancyjna gdyby twoj mezczyzna
                          prZyszedł i powiedział np. od dziś ja będę kurem domowym, od dziś ty
                          idziesz do pracy i nas utrzymujesz??? Ja swoje zdanie mam i go nie
                          zmienię, a twój przykład potwierdza regułę. Powodzenia w sprzątaniu,
                          rozmnażaniu i dbaniu o Samca.
                          • hypatia69 Re: gó.. cię su.. obchodzi jak ktoś sobie żyje 20.06.08, 00:51
                            "Ciekawe, czy byłabys tak samo tolerancyjna gdyby twoj mezczyzna
                            prZyszedł i powiedział np. od dziś ja będę kurem domowym, od dziś ty
                            idziesz do pracy i nas utrzymujesz???"
                            Otwieraj szerzej oczka. Ja nie przyszłam i nie powiedziałam. To była
                            nasza wspólna decyzja. W dodatku wbij sobie do tego, co masz miedzy
                            uszami, że to nie "on nas utrzymuje". Skad Ci sie, u diabła, bierze
                            przekonanie, że nie pracujac zawodowo nie mam żadnej forsy czy
                            wkładu finansowego?
                            "Ja swoje zdanie mam i go nie zmienię"
                            Odporna na wiedzę i trudna do zaebania? To sie fanatyzm nazywa;]
                            "a twój przykład potwierdza regułę."
                            Jaki przykład jaką regółę? Bo na razie to pieprzysz.
                            "Powodzenia w sprzątaniu, rozmnażaniu i dbaniu o Samca."
                            Powodzenia w obudzeniu sie z reką w nocniku po 40, w samotności, bez
                            perspektyw, na jakiegoś samca, o którego mogłabyś zadbać i z którym
                            mogłabyś sie rozmnożyć. Bo zazwyczaj taki pęd do kariery spacza
                            charakter i zaden normalny facet z nie wytrzyma z babusem na
                            stanowisku i bez instynktów rodzinnych popartych doświadczeniem.
                            • hypatia69 Errata 20.06.08, 00:52
                              regułę*
                      • ml130676 Przykład mojej macochy 19.06.08, 19:13
                        Kobieta ta poświęciła się wychowaniu córki i syna. I co usłyszała po
                        20 latach od córki? "Ty mamo jesteś nikim, ty nie masz prawa do
                        emerytury, co ty na starość zrobisz, puszki będziesz zbierać?"
                        Córeczka robi teraz drugi fakultet, niby inteligencja itp. A matce
                        tak powiedziała, ale niestety, wadą i zaletą młodych ludzi jest
                        mówienie prawdy, i to niestety jest prawda. Inny przykład: matka
                        piątki dzieci, po studiach, nie pracowała przez x-lat. Coś ją
                        ruszyło po urodzeniu najmłodszej córki i dobrze! Od 10 lat zarabia
                        na siebie, a rok temu szanowny małżonek wypiął dupę i znalazł sobie
                        kochankę o połowę młodszą od żony, wyprowadził się, a alimenty jak
                        zwykle, zapłaci śmieszne. I chwała Bogu, że kobiecina się obudziła.
                        Inny przykład: nie pracowałam przez miesiąc. Poszłam z mężem do
                        sklepu. Mówię:"kupmy to, tamto, bo potrzebne". Mąż na to:pieniądze
                        nie rosną na drzewach, idź se zarób. To był kubeł zimnej wody. To
                        poszłam do pracy. I zarabiam. I oby jak najdłużej, do usranej
                        śmierci. Mam na rachunki, mam na inne rzeczy, a i tak użeram się z
                        mężem o pieniądze na utrzymanie domu, bo on myśli, że za dużo
                        wydaję. To co by było,gdybym na tyłku siedziała i na łaskę jego
                        czekała? Niezależność finansowa - słowo:poezja. Bycie żoną
                        niepracującą na łasce męża: ślizganie się na gó..e. Nic mnie nie
                        obchodzi cudze życie, ale jak patrzę na te wszystkie opuszczone
                        kobiety pozbawione środków do życia: bo małżonek (do wyboru):
                        poszedł w siną dal, wypadł przez okno po pijaku albo na trzeźwo i
                        zaliczył zgon, uległ ciężkiemu wypadkowi i jest niezdolny do pracy,
                        poszedł do więzienia, zwariował itp. to pytam: dlaczego nikt tego
                        nie przewidział, dlaczego ta kobieta płacze i dlaczego nikt jej
                        wcześniej nie zachęcił do samodzielności i czy ona ma szansę na
                        normalne życie? Nie każdy odkłada fortunę i zabezpiecza rodzinę, nie
                        każdemu na tym zależy. Nie każdy ma życie usłane różami. Współczuć
                        czy się wściekać?
                        • dritte_dame O żeszsz... 19.06.08, 21:19
                          ml130676 napisała:

                          > Poszłam z mężem do
                          > sklepu. Mówię:"kupmy to, tamto, bo potrzebne". Mąż na to:pieniądze
                          > nie rosną na drzewach, idź se zarób.

                          > poszłam do pracy. I zarabiam. ... Mam na rachunki, mam na inne rzeczy, a i tak
                          użeram się z
                          > mężem o pieniądze na utrzymanie domu

                          Za kogo Ty się wydałaś!?
                          • hypatia69 Re: O żeszsz... 20.06.08, 00:55
                            Też mnie dziwią takie reakcje... Jakby mi mąż z takim hasłem
                            wyskoczył, to bym mu na pysku zrobiła płaskorzeźbę z patelni...
                            • Gość: ml130676 Re: O żeszsz... IP: *.chello.pl 20.06.08, 11:16
                              Tu przynajmniej sprawa jest jasna, bo w wielu przypadkach jest tak,
                              że mąż się latami nie odzywa, grzecznie płaci, aż w końcu pęka i
                              cały jad wylewa na żonę za te wszystkie lata... Lepiej, że wiem od
                              początku, co i jak. I jakoś nie spotkałam do tej pory na swojej
                              drodze faceta, który by z szacunkiem traktował niepracującą żonę. To
                              się tak tylko wydaje, że oni są zadowoleni z takiego układu, często
                              to tylko maska dla znajomych, a w rzeczywistości wojna o pieniądze i
                              wpływy. Jak to powiedział mój ojciec: ten rządzi, kto ma kasę. Jeśli
                              spotkam faceta, który poświęcił się dla rodziny nie z próżności i
                              chęci rządzenia (bo tylko on zarabia) lub z powodu lenistwa,
                              niezaradności lub nieświadomości jego żony, która do pracy nie
                              chodzi, jeśli znajdę taki ideał, to osobiście pocałuję w tyłek, na
                              szczęście.
                              • hypatia69 Re: O żeszsz... 20.06.08, 15:47
                                No to mojego możesz pocałować. Nie rządzi, mamy układ partnerski,
                                zakupy ze mna konsultuje i mi też nie odmawia niczego "bo on
                                zarabia". Szanuje mnie w dodatku i w życiu [a jesteśmy już ładnych
                                troche lat ze sobą] nie wspomniał o tym, ze on pracuje, a ja "tylko
                                siedzę".
                                Oczywiscie oboje zdajemy sobie sprawę z naszych możliwości
                                finansowych i logiczne jest, że ja nie domagam sie kolii
                                brylantowej, a on się nie upiera przy nowym chryslerze.
                                Twój ojciec ma teorię z poprzedniego pokolenia. Teraz wygląda to już
                                troche inaczej. Dogadać sie mozna zawsze. Jeśli obie strony
                                podchodzą do zagadnienia trzeźwo.
                                • Gość: ml130676 Re: O żeszsz... IP: *.chello.pl 20.06.08, 16:06
                                  Gratuluję zatem i trzymaj go jak relikwię. Ja zarówno w pierwszym,
                                  jak i drugim związku nosiłam i noszę spodnie, bo zawsze trafia mi
                                  się ktoś, kogo muszę niańczyć, a najgorsze, że to wychodzi dopiero
                                  po jakimś czasie, roku-dwóch małżeństwa, tak więc nabrałam
                                  przekonania, że każdy facet jest taki sam, to tylko kwestia czasu,
                                  kiedy wylezie z niego obibok i szowinistyczna świnia. To przykre, bo
                                  moje córki nabiorą przekonania, że w domu silna musi być matka czyli
                                  ogólniej rzecz ujmując - kobieta i może im ciężko wpaść na to, że są
                                  faceci, przy których kobieta może czuć się bezpiecznie. Ja tego
                                  bezpieczeństwa nigdy nie czułam i jedno co odczuwam to chyba takie
                                  nieprzyjemne wrażenie, że jestem głową rodziny, która musi harować
                                  jak wół do "usranej śmierci", a chciałabym czasem móc zapłakać i
                                  przytulić się do silnego samca, który mnie zapewni, że jestem pod
                                  dobrą opieką albo że razem możemy przenosić góry. Ale to chyba tylko
                                  w bajkach albo u Ciebie w domu. Nie odmówię sobie zatem pozytywnej
                                  zazdrości...fajnie mieć na kim oprzeć swoje sprawy. I mieć wspólne
                                  sprawy. Ech!
                        • sir.vimes Dla mnie tez byłby to kubeł zimnej wody 23.07.08, 00:23
                          > Inny przykład: nie pracowałam przez miesiąc. Poszłam z mężem do
                          > sklepu. Mówię:"kupmy to, tamto, bo potrzebne". Mąż na to:pieniądze
                          > nie rosną na drzewach, idź se zarób. To był kubeł zimnej wody. To
                          > poszłam do pracy. I zarabiam.

                          i szybko postarałabym się zakończyć relacje z tym panem.
                          • sylwiamich Re: Dla mnie tez byłby to kubeł zimnej wody 23.07.08, 08:40
                            Wszytkiego nie czytałam, więc moge się powtarzać.
                            Te dzieciate zostaną porzucone przez męża, będą brać zasiłek, potem
                            pojdą do tesco i skończą jako stare brzydkie, zanidbane baby.Te
                            stawiające na wykształcenie będą mic problemy z zajściem w ciążę,
                            mąż je pożuci i pójdzie do młodszej-płodnej, zaczną pić i skończą
                            jako menelówy.
                            Lub.....tysiące wariantów.
                            Zaraz po studiach zaszłam w ciążę.Potem zaraz w drugą, korzystając z
                            pecha dziecioróbek.Męża ja porzuciłam.Poszłam do pracy wykorzystując
                            polską zasadę: Ma dwójkę dzieci, 30 lat, więc nie podniesie
                            głowy.Zarabiam całkiem nieżle, na ciepłej, niskogodzinowej posadce
                            która pozwala mi w pełni zajmować się dziećmi.Aler nadal nei jestem
                            pewna czy dobrze wybrałam.Jedno mnie tylko cieszy...nigdy nie
                            musiałam wybierać.Angielski-dziecko, praca-opieka nad chorym
                            dzieckiem.Dobrze mi było:))I chyba jest nadal.
      • Gość: Lejla Re: gó.. cię su.. obchodzi jak ktoś sobie żyje IP: *.chello.pl 19.06.08, 18:41
        Przepraszam, to ja mam tak to rozumieć, że jak pracuję, to jestem
        dziwką? A moja sytuacja niewiele różni się od sytuacji tych pań
        niepracujących, co generalnie gó.. mnie obchodzi, czy taka chce iść
        do pracy, czy nie, ale zazdroszczę im wolnego czasu, jaki mają dla
        dzieci. One siedzą w domu i marudzą, narzekają, są niezadowolone. U
        mnie to samo plus praca od rana do wieczora, żeby przeżyć. To co, od
        razu powinno się mnie od najgorszych wyzwać?
    • Gość: bachor Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? IP: *.adsl.inetia.pl 18.06.08, 11:12
      Moja matka mało pracowała zawodowo w swoim życiu. Z każdym rokiem ma coraz
      więcej pretensji do świata. Toksyny. Wampir energetyczny przy którym odechciewa
      się oddychać.
      Załamka jak pomyślę, ile dostanie emerytury. Czeka mnie dotowanie.
      W dodatku może pozować na cierpiętnicę, bo kiedyś była samotną matką a jak było
      faktycznie wiem niestety tylko ja.
      • dritte_dame Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 18.06.08, 16:57
        Gość portalu: bachor napisał(a):

        > Moja matka mało pracowała zawodowo w swoim życiu. Z każdym rokiem ma coraz
        > więcej pretensji do świata.

        To jest wina charakteru Twojej matki a nie tego że mało pracowała zawodowo.
    • calm_house Post wyjaśniający 18.06.08, 11:40
      Bo większość z was nie zrozumiało, co dokładnie mam na myśli "obgadując"
      bezczelnie koleżanki.
      Skupmy się na mnie i dwóch moich koleżankach. Razem chodziłyśmy do LO, mamy po
      25 lat. Gdy przyszło wybierać studia, ja wybrałam kier techniczny, one też
      początkowo chciały, ale stwierdziły, że nie chce się im matmy uczyć. Poszły na
      swoje humanistyczne. Pięć lat później - czas obrony. Każda z nas ma dziecko, ja
      się bronię w czerwcu, one narzekają, że ich dzieci takie ruchliwe, że nie mogą
      pracy napisać.
      Ja idę do pracy, one wolą siedzieć w domu z dziećmi (no bo jak to, nie widzieć
      pierwszych paru lat rozwoju dziecka?), potem zachodzą w drugą ciążę szybko.
      Ciągle słyszę, że "na dom ich nie stać" (i mieszkają w mieszkaniach 40m, już
      niedługo w 4 osoby), a mnie stać, no bo zarabiam (i wyrzut do mnie, że pracuję).
      Mają też "pretensje" o to, że mój mąż jest na miejscu i że sporo zarabia. Ich
      mężowie często jeżdżą w delegacje, one zostają z dzieckiem same (i tu wiązanka
      pod moim adresem, że mnie to się tak udało, że praca na miejscu, że ma się kto
      dzieckiem zająć, że mamy 55m mieszkanie, a one się muszą gnieździć).
      Następnie snują plany "Ach, za rok pójdę do pracy" - ja się pytam, do jakiej, a
      one na mnie z wyrzutem, że na pewno coś znajdą. Tylko że chwilę wcześniej ktoś
      im proponował pracę - w zawodzie, za te 600 zł, odmówiły, bo stawka niska ("a
      tobie to dobrze, bo masz taką dobrą pracę, może nas wkręcisz do firmy?" -
      ciekawe, na jakie stanowisko???).
      Kiedy moje dziecko uczyło się chodzić, ja biegałam na hiszpański (mój trzeci
      język) - one się śmiały, że po co mi tyle języków, że lepiej bym z dzieckiem
      posiedziała. Tak, i znała ledwie angielski w stpniu średniozaawansowanym.
      My planujemy za rok zmienić lokum na większe (dom?), i dopiero wtedy chcę zajść
      w drugą ciążę. One teraz mówią, że też będą budować domy i że za 250.000 to się
      dom w okolicy miasta wojewódzkiego wybuduje. I urządzi. I że ja to jakaś dziwna
      jestem, że chcę kredyt 600.000 wziąć. Bo po co się uwiązywać z kredytem na całe
      życie.

      Chodzi mi tylko o to, że wszystkie trzy zaczynałyśmy od zera (no prawie, ja
      mieszkanie kupiłam po ślubie, one dostały), mamy dzieci, jesteśmy matkami, a
      jakoś ja potrafiłam tak urządzić życie sobie i dziecku, żeby nie narzekać na
      każdym kroku.

      I tylko o refleksję mi chodziło: co się z nimi stanie, gdyby nagle zostały same?
      Co będzie z nimi za 20 lat, jak dzieci wyfruną z domu?
      • Gość: bachor Re: Post wyjaśniający IP: *.adsl.inetia.pl 18.06.08, 11:59
        Już odpowiadam. Nie wszystkie wymienione koleżanki, ale jest prawdopodobne, że
        któraś z nich.
        Będzie siedzieć na karku swoich dorosłych dzieci zalewając ich swoimi
        toksyno-frustracjami i zarażając apatią.
        Będzie zazdrościć swoim rówieśniczkom wnuków, domów, urlopów, emerytury itd.
        Jeżeli wcześnie zdarzy się, że zostanie porzucona przez męża, to uzależniona
        finansowo od faceta, będzie szukała zamiennika w postaci kolejnych "wujków" dla
        swoich dzieci.
        Wyjaśniam, że bliżej mi do opcji, w której dziecko jest wychowywane przez
        rodzica a nie przez nianię. Nie zmienia to jednak mojej krytycznej opinii na
        temat leniwych, próżnych i toksycznych rodziców, dla których dziecko jest przy
        okazji alibi dla pielęgnowania wymienionych cech.
      • hypatia69 Ergo: 18.06.08, 12:08
        Chciałaś sie pochwalić, jaka jesteś zaradna, wyedukowana, ustawiona
        i rozsądna, a te małpy Ci zazdroszczą i wyzywają Cie od rozmaitych,
        bo Twój mąż siedzi na dupsku, a ich meżowie jeżdżą w delegację.
        No i gicio. Jak jesteś taka cacana, to po licho zadajesz się z
        wyzywającymi Cię krowami? Pozegnaj się z nimi ładnie, to nie
        będziesz miała powodów do narzekań na paskudne, durne i leniwe
        kwoki.
        Jak mi teść zaczął smarkać, ze "kobieta powinna pracować zawodowo"
        to go wystawiłam za drzwi z zakazem powrotu. Mam spokój i nie muszę
        pisać na forum "mój teść mi każe iść do pracy, też tak macie?"

        A co do refleksji... Boli Cie to, co się z nimi stanie? Każdy
        kowalem własnego losu. Cieibe raczej o pomoc nie poproszą.
        • Gość: mika Re: Ergo: IP: 80.54.61.* 18.06.08, 12:17
          Mamy ci pogratulować czy jak?jestes zaradna masz prace ok- miałaś
          warunki do tego.Ja np. nie mam z kim dziecka zostawić żeby na
          hiszpański latać.Więc chciał czy nie chciał musze 3 lata conajmiej
          posiedzieć na tyłku póki małego do przedszkola nie oddam.Zostało mi
          siedzenie na placu zabaw przed blokiem-niestety, pewnie dla ciebie
          jestem zerem bo nie mam ambicji,ale nie każdy ma tak dobrze jak
          ty.Więc ciesz się swoim życiowym sukcesem a koleżankami sie nie
          martw
          • Gość: A Re: Ergo: IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.06.08, 21:39
            A kto Ci broni dokształcac sie samodzielnie? Kursy korespondencyjne?
            Cokolwiek? Najlepiej sie dzieckiem załonic i nic nie robic :)
        • minniemouse Re: Ergo: 18.06.08, 22:24
          Hypatio, ty taka inteligenta, pojetna, blyskotliwa- doprawdy nie
          poznaje cie. nie patrz na to z pryzmatu swojego pozostania w domu,
          popatrz na to realnie,

          to co napisala Calm House to sa dzisiejsze realia - jedna pensja juz
          zwykle nie wystarcza jak czlowiek chce sobie zapewnic jaki taki
          dostatek i zabezpieczyc finansowo na starosc,
          na przykladzie CH widac ze mozna pogodzic prace z dzieckiem
          (ja dodam od siebie ze powinno wymagac sie od partnera 50-50
          zaangazowania w domu)

          a przyklad kolezanek wykazuje jakie sa realia pozostania w domu.
          tu nie chodzi o indywdualne historie, tu chodzi o to ze kobiety
          powinny zaczac myslec o sobie i wlasnej przyszlosci.


          Minnie
          • Gość: mika Re: Ergo: IP: 80.54.61.* 18.06.08, 23:25
            Hahaha dobre to było-kursy korespondencyjne . Jakbym poszła do
            konkretnej firmy z papierem kursu korespondencyjnego to by mnie
            ładnie wyśmiali. Nie uznaje półśrodków kolego a ty mi tu z jakimś
            badziewiem wyjeżdzasz
            • Gość: A Re: Ergo: IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.06.08, 23:40
              jezu, ales Ty głupia - kto Ci kaze isc z tym papierem? Uczysz sie
              jezyka, idzies zdajesz panstwowke i tyle. Ale oczywiscie na cos
              takiego w zyciu nie wpadniesz, bo lepiej siedziec i durniec przy
              dziecku. Wspołczuje i dziecku i partnerowi^^
              • Gość: mika Re: Ergo: IP: 80.54.61.* 19.06.08, 12:41
                Skad wiesz ze mam partnera?Kurs korespondencyjny możesz sobie sam
                zdawać,jeśli masz ochote.A nie wmawiaj mi co jest dla mnie dobre,
                mam głeboko w .... twoje zdanie .
                • Gość: A Re: Ergo: IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.06.08, 18:33
                  I w dodatku czytanie ze zrozumieniem u Ciebie nieopanowane... Oby
                  dzieciak trafił na dobrych nauczycieli w szkole, bo analfabetka
                  wtorna za matkę to kiepska sprawa...
          • hypatia69 Re: Ergo: 19.06.08, 13:56
            Jeśli chciałaś mi wjechać na ambicje, to Ci się nie udało.
            a) Nie znasz mojej sytuacji finansowej ani zabezpieczeń na
            przyszłość. A moze jestem obrzydliwie bogata, może za czasów
            studenckich udało mi sie odłożyć kwotę, którą rozsądnie
            zainwestowałam i mogę sobie teraz "tylko siedzieć" w domu?
            b) Nie znasz mnie. Moze ja sie zwyczajnie nie nadaję na pracownika,
            bo jak mi szef wydaje polecenie, które uwazam za durne, to chocbym i
            chciała - nie jestem w stanie mu tego nie powiedzieć? Aspołeczność
            bije ze mnie wielkim blaskiem i wylatuję z hukiem z roboty na zbity
            pysk na przykład?
            c) Moze mi po prostu dobrze z tym, co robię? Moze ja sie spełniam
            myjąc podłogi, gotujac kapuśniak i dbając o rodzinę?
            d) Czy ja gdzieś zauwazyłam, ze mój pan i władca wraca z pracy i
            wywala sie kołami do góry, a ja zapiedalam ze ściereczka jak głupek
            z motorkiem w odwłoku? Nie otóż. Co nie zmienia faktu, ze nie widzę
            powodów, dla których miałabym codziennie lecieć o swicie i znosić
            fanaberie jakiegoś typa tylko dlatego, ze on jest szefem.

            A przykład koleżanek i sposób, w jaki zostały opisane świadczy o
            tym, ze albo panny sa faktycznie durne, bo wyzywają kogoś, kto jest
            superekstraordynaryjny, wiec po co z nimi gadać; albo o tym, że
            autorka próbuje leczyć kompleksy przedstwaiając publicznie swój
            rozsądek i zaradność, a jednocześnie wieszając psy no kobietach,
            które obrały inną drogę.
            • inguszetia_2006 Re: Ergo: 20.06.08, 08:32
              Witam,
              Hypatio, po co Ty się tak tłumaczysz?;-)Jasnę sprawą jest, że mama
              siedząca w domu, to nie kura domowa. Ten stereotyp upadł już wieki
              temu. Zazdraszczam Ci;-)Ja byłam na urlopie z dzieckiem, tylko rok i
              bardzo tego żałuję. Cóż to był za wyśmienity rok;-)
              Pzdr.
              Inguszetia
              • hypatia69 Re: Ergo: 20.06.08, 09:40
                "Ten stereotyp upadł już wieki temu."
                Otóż już chocby w tym wątku widać, ze wcale nie. A temat co jakiś
                czas wraca jak bumerang. I zawsze znajdzie sie grono radykalnych w
                pogladach, którzy będą sie upierać, ze kobieta powinna pracować
                zawodowo. Najlepiej na etacie. Bo potrzebuje przebywacć między
                ludźmi. Bo powinna mieć "swoje" pieniadze [chore w założeniu: u nas
                w rodzinie nie ma podziału na twoje/moje, tylko nasze]. Bo
                społeczeństwo ją będzie lepiej postrzegać [a co mnie, kuwa,
                obchodzi, "co ludzie powiedzą"?]. Bo tak. Bo to jest trendy i cool.
                Bo tak należy, wypada i uchodzi. Bo jak mozna "tylko siedzieć w
                domu"? I tysiace innych bzdur.
                Dlatego ja nie tłumaczę *sie* tylko staram sie wytlumaczyć im, ze
                można mieć inne zdanie i nie być gorszą. To sie spotykam z
                głupotami "ty, taka inteligentna, a nie chcesz pracować". Jakby sie
                jedno z drugim kłóciło...
                Pozdrawiam takoż.
                • minniemouse Re: Ergo: 21.06.08, 00:07
                  """To sie spotykam z
                  głupotami "ty, taka inteligentna, a nie chcesz pracować". Jakby sie
                  jedno z drugim kłóciło..."""

                  OOOO, jesli to bylo do mnie to ja w zadnym wypadku w taki sposob
                  nie twierdzilam.
                  o cos zupelnie innego mi chodzilo... coraz bardziej mnie
                  zaskakujesz.


                  a lekcje przewaznie robil ze mna tata.

                  Minnie
    • Gość: bobo Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? IP: 80.54.61.* 19.06.08, 12:43
      Ty jej nie utrzymujesz więc co ci do tego . Gul ci skacze bo musisz
      zapier...jak dziki osioł a ona nie ?
      • melindap Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 19.06.08, 13:03
        Raczej pogarda dla jej zależności i niezaradności- o braku godności
        nie wspominając.
      • lena575 Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 19.06.08, 14:31
        Przypominam,ze cały zcas rozmawiamy o 23-25-lenich kobietach któe
        przed sobą mają conajmniej 35 lat pracy (sorry, kariery
        zawodowej !!!)!!! - jeśli nie przesuną wieku emerytlnego
    • deodyma Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 19.06.08, 18:40
      calm_house napisała:

      > Mam kilka znajomych dziewczyn, w wieku 23-25 lat. Są mężatkami i matkami.
      > Skończyły studia. Jedna z nich ma roczne dziecko i jest w 6. miesiącu ciąży.
      > Druga - dwuletnie dziecko, drugie urodzi się w lipcu. Obie nigdy nie
      > pracowały. Są na utrzymaniu mężów. Nie przelewa im się. Narzekają, że ubierają
      > dzieci w lumpeksach, że nie stać ich na wyjście do kina. Mają ambitne plany -
      > iść za rok (kiedy drugie dziecko będzie już podrośnięte) DO PRACY. Wybałuszam
      > oczy ze zdumienia, ale milczę. KTO cię kobieto zatrudni? Dwójka małych dzieci,
      > zero doświadczenia. Kończyły humanistyczne kierunki. Fakt, że mieszkają w
      > dużym mieście, ale czy będzie im się opłacać pracować np. za 600 zł w Tesco i
      > tyle samo płacić za przedszkole? Czy one w ogóle mają jakieś perspektywy? Ja
      > nie rozumiem kobiet, które zamują się wyłącznie domem i rodziną. Co będzie,
      > jeśli ich mężowie zdecydują się porzucić swoje żony?
      > Dziewczyny! Dlaczego tak naiwnie podchodzicie do życia? Dlaczego nie zależy
      > wam na własnym doświadczeniu zawodowym? Dajecie się udupić w domu z dziećmi?
      > Jeśli to wasz wybór - dlaczego narzekacie na brak kasy i pragniecie mieć pracę?
      >
      > Ja rozumiem, że dziecko jest bardzo ważne. Ale czy dbanie o jego przyszłość
      > nie powinno jednak mieć też dodatkowych zasad? a skad
      wiesz, ze tych kobiet nikt nie zatrudni??? sama znam przypadki, gdzie kobiety
      bez zadnego doswiadczenia szly do pracy, gdy ich 4-6 letnie dzieci poszly do
      przedszkola. ja natomiast nie rozumiem takich ludzi, jak Ty.
      • Gość: matka-polka Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.06.08, 23:24
        Hmmm... wątek trochę jakby przycichł, czytam go już trzeci dzień i
        pozwolę sobie zabrać głos...
        Jestem właśnie kobietą niepracującą (od 20-tu lat)w dodatku 50-
        ciolatką - więc jakby o mnie również była mowa powyżej.
        Po pierwsze - decyzję o porzuceniu przeze mnie pracy podjęlśmy
        wspolnie z mężem po dokładnym zanalizowaniu zysków i strat. Wyszło
        na to, że on ma większe szanse na awans, karierę zawodową (czy jakby
        się to inaczej zwało), a ja pozostając w domu i zajmując się dziećmi
        (wtedy w trudnym wieku) mogę mu pomóc.
        Po drugie - pozostając w domu jako "kura domowa" nadal czuję się
        spełniona, doceniona, szanowana.
        Po trzecie - partnerstwo w związku nie polega wyłącznie na
        odmierzaniu, z zegarkiem w ręku, kto ile czasu poświęcił na
        zmywanie, zmianę pieluszek, obieranie ziemniaków. To także
        umiejętność rezygnacji z pewnych rzeczy i umiejętność wspomagania
        partnera. A przede wszystkim umiejętność podejmowania pewnych
        decyzji wspólnie (ukłony dla Hypatii, bo chyba dobrze wie co to
        znaczy - tak trzymaj dziewczyno). Partner w związku nie jest
        przeciwnikiem, nie mamy sie z nim boksować, udowadniać kto lepszy -
        wspólne życie jest sztuką kompromisów.
        Po czwarte - nie zabezpieczyłam się finansowo przed ewentualnymi
        szaleństwami mojego męża tak jak i On nie zabezpieczył się przed
        tym, że mi nagle odbije i wyczyszczę wszystkie konta (w tym firmowe)
        i odpłynę w świat z jakiś zabójczym facetem. Istnieje coś takiego
        jak zaufanie - jesli brak tego drobiazgu, po prostu nie warto się
        wiązać.
        Po piąte - jasne, że zawsze może się przytrafić coś tragicznego,
        nieprzewidywalnego, ale cóż.... wtedy trzeba się zebrać w sobie,
        zakasać rękawy i do roboty.
        Po szóste - skąd pomysł, że kobiecie, która nie pracuje nagle
        obumiera mózg???? Dlaczego moi synowi (teraz już dorośli) mieliby
        odczuwać brak tematów do rozmów ze mną? Na litość boską - dlaczego
        rozmowy o filozofii, literaturze, muzyce maja być mniej cenne niż te
        o najnowszych trendach w (na przykład) projektowaniu wnętrz i
        spadkach na giełdzie.
        Po siódme - brakuje mi wyobrażni, coby wyimaginować sobie scenkę, w
        której jeden z moich synów mówi mi, że nic nie znaczę i nic nie
        jestem warta. Nie tego ich uczyłam i nie takie wartości znają (mimo,
        że są Waszymi, miłe Panie, rówieśnikami) - nauczeni są odnoszenia
        się z szacunkiem do każdego, choćby to był zapijaczony cieć na
        podrzędnej budowie.
        Po ósme - skąd pomysł, że 50-cioletnie kobiety to "starsze panie"???
        Jak wielokrotnie powyżej stwierdzono - czasy się zmieniają. Pragnę
        uświadomić Szanowne Panie, że wsółczesna pięćdziesięciolatka nie
        czuje się staro i często pomysłów na życie ma więcej niż Wy ze
        swoimi niespełna trzydziestu latami. Jesteśmy sprawne, chodzimy na
        fitness, mamy własne firmy, kochamy, uprawiamy seks (ku zdziwieniu
        niektórych w dodatku baaaardzo to lubimy), jesteśmy normalnymi,
        swiadomymi siebie kobietami.
        Po dziewiate + rzecz sprowadza sie do jednego zyjcie i dajcie zyc
        innym.... Ucalowania....
        • minniemouse Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 29.06.08, 00:23
          ""Po pierwsze - decyzję o porzuceniu przeze mnie pracy podjęlśmy
          wspolnie z mężem po dokładnym zanalizowaniu zysków i strat. Wyszło
          na to, że on ma większe szanse na awans, karierę zawodową (czy jakby
          się to inaczej zwało),

          Zrozum wreszcie - tak jest WLASNIE dlatego ze ZAWSZE mezczyzni
          KONTYNUOWALI prace zawodowa.

          i dopoki kobiety tego nie zrozumieja to beda cierpiec finansowo.

          """""Pragnę
          > uświadomić Szanowne Panie, że wsółczesna pięćdziesięciolatka nie
          > czuje się staro i często pomysłów na życie ma więcej niż Wy ze
          > swoimi niespełna trzydziestu latami. Jesteśmy sprawne, chodzimy na
          > fitness, mamy własne firmy, kochamy, uprawiamy seks (ku zdziwieniu
          > niektórych w dodatku baaaardzo to lubimy), jesteśmy normalnymi,
          > swiadomymi siebie kobietami."""""

          Taaaaaaaaaak. to wszystko ci bardzo pomoze znalezc prace w tym wieku.
          obawiam sie ze nawet na ulicy nie masz juz szans w dwudziestolatka.



          Minnie
          • Gość: grek siorba Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.06.08, 08:59
            minniemouse napisała:

            >
            > Zrozum wreszcie - tak jest WLASNIE dlatego ze ZAWSZE mezczyzni
            > KONTYNUOWALI prace zawodowa.
            >
            > i dopoki kobiety tego nie zrozumieja to beda cierpiec finansowo.


            Czy Ty gdzieś zauważyłaś w poście matki-polki, że jak Ty to mówisz, cierpi
            finansowo??? Ma niczym nie ograniczony dostęp do wszystkich kont męża. Równie
            dobrze, to ona może mu jaki numer wywinąć :)


            >
            > Taaaaaaaaaak. to wszystko ci bardzo pomoze znalezc prace w tym wieku.


            A czy Ona za nią biega?

            > obawiam sie ze nawet na ulicy nie masz juz szans w dwudziestolatka.


            A czy zamierza z nimi konkurować?

            Zrozum, nie każdy musi cierpieć na syndrom oblężonej twierdzy, nie wszystkie
            kobiety, z góry zakładają, że każdy napotkany na ich drodze facet jest ich
            potencjalnym rywalem, więc zawczasu trzeba się okopać i być w pełnej gotowości,
            bo a nuż... Zrozum wreszcie, że na swiecie są też takie kobiety, które doskonale
            spełniają sie w roli matki Polki i gucio Ci do tego. To, że Tobie ta rola by nie
            odpowiadała, to nie znaczy, ze masz prawo ją w jakikolwiek sposób deprecjonować
            w myśl zasady: ,,Kto nie lubi wątróbki to debil bo to takie pyszne!'' Heh!
            • minniemouse Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 30.06.08, 04:56
              zrozum ze pojednyczne przypadki sie nie licza.

              Minnie
              • Gość: matka-polka Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.06.08, 08:36
                Tylko, że wszystko składa się z "pojedynczych przypadków". Ludzie
                już tak mają - najczęściej żyją po swojemu i są niezwykle odporni na
                dziełania wszelkiego rodzaju "naprawiaczy świata" (do których, jak
                mi się zdaje, należysz). Na szczęście!!!!
                Pozdrawiam
                • minniemouse Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 30.06.08, 23:56
                  Tylko, ze to wlasnie dzieki "naprawiaczom swiata" kobiety wreszcie
                  wyszly z kuchni i od usmarkanych dzieciakow na "salony" gdzie
                  przedtem tylkom panowie z dostojenstwem mogli fajczyc i rzadzic.

                  dzieki "naprawiaczom" kobiety wywalczyly prawo do glosowania...
                  do pracy zawodowej w zawodach ktore kiedys byly 'wylacznie dla
                  mezczyzn'... i prawo do zakladnia swoich wlasnych firm :)

                  ja sie za naprawiaczke bynajmniej nie uwazam. po prostu pisze co
                  widzie i co dla dla mnie jest jasnym faktem.
                  a faktem jest ze kobiety ktore zostaja w domu podtrzymuja
                  tradycje "wiekszych zarobkow i mozliwosci awansu" - dla MEZCZYZN.


                  Minnie
                  • Gość: matka-polka Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.07.08, 00:21
                    A czemu jesteś przeciwna awansowi mężczyzn? Bo mnie się wydaje, ze
                    każdy kto na to zasługuje wart jest awansu - bez względu na płeć.
                    Generalnie chodzi mi o to, żeby nie nadzorować ludzkiego życia -
                    jakoś pary organizują sobie wzajemne relacje. Czasem w domu zostają
                    kobiety, czasem faceci (znam i takie układy) - tylko co nam, do
                    diabła, do tego???? Najbardziej na świecie, zawsze, peragnęłam tego,
                    żeby "inni" - waleczni, zaangażowani, naprawiający i mówiący w moim
                    imieniu dali mi święty, anielski spokój. To proste - nie
                    przeszkadzajcie mi żyć tak jak chcę, bo ja Wam nie przeszkadzam.
                    Jasne? Pozornie jasne, ale zawsze znajdzie się ktoś, kto zechce mi
                    udowodnić, że właśnie przeputałam swoje 50 lat ponieważ akurat nie
                    zostałam dyrektorem kreatywnym wielkiej korporacji.... A o swoje
                    prawa potrafię walczyć tak, że chyba nie potrafisz sobie tego nawet
                    wyobrazić.... Tyle, że pragnę pozostawić SOBIE decyzję o tym kiedy
                    te walkę podjąć... Pozdrowienia
                    • Gość: matka-polak Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.07.08, 00:57
                      Ps. A salony wszekie to ja serdecznie mam gdzieś - fajcząc i nie
                      fajcząc....
                      • minniemouse Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 01.07.08, 07:23
                        wiesz co - niewiele zrozumialas, ale nie ty jedna a mnie juz sie
                        nie chce o tym samym ciagle pisac...

                        zyj sobie jak chcesz.

                        Minnie
          • Gość: matka-polka Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.06.08, 09:05
            Po pierwsze - nie cierpię finansowo.
            Po drugie - nigdy nikt mnie nie przyjmował do pracy.... Nawet przed
            laty, w epoce realnego socjalizmu, pracowałam u siebie.
            Gdyby okoliczności mnie zmusiły założyłabym po prostu kolejny
            biznesik i to raczej ja przyjmowałabym do pracy - młode matki
            również, bo są lojalnymi pracownicami, cenią sobie stabilność i
            naogół nie rzucają pracy (to doświadczenia z 20-tu lat)
            funkcjonowania firmy mojego ślubnego małżonka) z dnia na dzień.
            Pozdrawiam
            • anetka12-0 Re: Co "tylko matki" sobą reprezentują? 22.07.08, 20:23
              Cala prawda o matkach polskich
              kiepszczak.blog.onet.pl/2,ID331185133,DA2008-07-20,index.html
              kiepszczak.blog.onet.pl/2,ID330675294,DA2008-07-19,index.html
              kiepszczak.blog.onet.pl/2,ID331186252,DA2008-07-20,index.html
Pełna wersja