malyglazik
17.06.08, 19:20
moja siostra nie chce, żebym byla jej świadkiem na ślubie, bo nie
jestem praktykującą katoliczką; dla kontrastu - ona jest
praktykującą katoliczką, chodzi w każdą niedzielę do kościola,
przestrzega tych wszytskich zasad i wygląda na to, że KK daje jej
możliwości rozwoju duchowego (nie jest z tych, którzy chodzą do
kościola, bo muszą itd) i podziwiam ją w sumie za to
ja z kolei jestem katoliczką tylko w teorii (chrzest, bierzmowanie)i
do kościola nie chodzę, bo nie wierzę w szatana, grzechy, pieklo
itd; wierzę w Boga i jeżeli mialabym sie określić, to chyba blisko
mi do wyznawców New Age ;)
siostra dlugo nie chciala się przyznać, dlaczego mnie nie chce na
świadka - w końcu wyszlo - bo nie jestem praktykującą katoliczką i
nie chce, żeby taka osoba jak ja jej świadkowala. W sumie logiczne i
to jeszcze potrafię zrozumieć. W końcu jednak, z bliskich
przyjaciól, którzy jej zostali są ateiści. I to oni będą świadkami.
Woli przyjaciól-ateistów, niż siostrę-katoliczkę na papierze...To
już z trudem przyszlo mi zrozumieć. W jednej z rozmów wyszlo o co
chodzilo - "ale oni są przynajmniej wierni temu p* ateizmowi". (A
tak w ogóle - to skąd ona to może wiedzieć?)
Rzeczywiście - być może z boku wygląda, że wiara zupelnie nie ma dla
mnie znaczenia. Jako katoliczka powinnam chodzić do kościola,
uczestniczyć w komunii św itd - a tego nie robię, więc siostra
uważa, że mam Boga gdzieś i woli "ateistów wiernych ateizmowi" niż
mnie. Nic natomiast nie wie o mojej prywatnej relacji z Bogiem,
która nie jest narzucona przez żadną religię. Ja również staram się
być wierna swojej scierzce, co wymaga konsekwencji, więc nie zawsze
wychodzi jak i tego być może "nie widać". Tak więc, nie wiedząc nic
o tym, myśli, że wiara nie ma dla mnie znaczenia. Z drugiej strony,
być może wie (z obserwacji jakie ksiązki i magazyny czytam - bo
nigdy wprost o tym nie rozmawialyśmy) domyśla się, że
wierzę "inaczej" i uważa mnie za hipokrytkę, bo ciągle jestem w KK.
W sumie racja - jestem hipokrytką, bo będąc w tym kościele powinnam
być wierna jego zasadom, a nie "swoim" - tak jak ci ateiści.
Dopelnia obrazu fakt, że w to co wierzę, ma wymiar prywatny - nie
chodzę na żadne zgromadzenia itp, więc z boku może wyglądać na to,
że nic nie robię. Wyszedl brak komunikacji ;|
Wystąpienie z KK to dosyć odważny krok, zwlaszcza w malej
spoleczności. Na razie nie chcę się tym zajmować, ale boję się na
myśl co może być w przyszlości, kiedy zechcę wyjść zamąż. Ślub w KK
odpada - przecież na wstępie pytają czy wierzę w jego dokryny czy
cokolwiek, musialabym się spowiadać. A przecież klamać nie będę.. Na
razie, na szczęście, nie muszę o tym myśleć. A bycie w KK i wiara w
co innego mi nie przeszkadza - najwyżej mojej siostrze ;)