wolny-1
17.07.08, 17:57
Ewangelia Ireny Sendlerowej
Rozmowa z dominikaninem o. Tomaszem Dostatnim
Ona zaangażowała się bez reszty w pomoc żydowskim dzieciom, bo
patrzyła na koszmar wojny tak samo jak one, czuła ich
przerażenie .......
..........O. Tomasz Dostatni: Kilka lat temu widziałem film z
przyjazdu do Polski amerykańskich nastolatek, które napisały i
wystawiły sztukę o pani Sendlerowej. Uświadomiłem sobie, że w Polsce
mieszkała przez kilka dekad taka pani jak Irena Sendlerowa, a my o
niej nic nie wiedzieliśmy, co samo w sobie jest wstydliwe. Znam
polską historię i zajmuję się od dawna relacjami polsko-żydowskimi,
lecz kiedy obejrzałem ten film w Lublinie na festiwalu Rozstaje
Europy, Irena Sendlerowa była dla mnie wielkim odkryciem.
Miałem szczęście, że osobiście poznałem podobną osobę. Nazywała się
Janina Haubenstock, mieszkała we Frankfurcie nad Menem. W czasie
wojny była pielęgniarką w szpitalu zakaźnym. Ukrywała Żydów,
kamuflując ich jako ofiary tyfusu. Po wojnie wyszła za mąż za
jednego z ocalonych, a kiedy on zmarł, związała się z innym ocalałym
Żydem. To była bardzo delikatna, drobniutka pani. Kiedy zetknąłem
się z historią Ireny Sendlerowej, od razu pomyślałem o pani Janinie
Haubenstock.
Twarze pani Sendlerowej i pani Haubenstock to moim zdaniem twarze
prawdziwej Ewangelii. Chcemy czy nie, to również twarz postępowej
polskiej inteligencji, jak mówił o Sendlerowej prof. Michał
Głowiński. Ewangelia to nie tylko teoria, piękna i pouczająca
przypowieść, lecz życiowy konkret, konkretne czyny. To poświęcenie,
empatia, heroizm, ale też... nie wiem, jak to najprościej opisać. W
nocy po śmierci Sendlerowej słyszałem w radiu kilka reportaży jej
poświęconych. Mówiła jasnym głosem, spokojnie, że ratowanie
żydowskich dzieci było dla niej czymś normalnym.
Żałuję, że jej nie poznałem. Ale myślę, że w jakimś sensie musiała
być podobna do Janiny Haubenstock. Pani Janina była bardzo zamożna,
na ścianach jej frankfurckiego domu wisiały oryginalne obrazy
Picassa i Chagalla, lecz ona - Polka, która dwukrotnie wyszła za mąż
za Żyda - w tym zewnętrznym dostatku wiodła bardzo skromne, wręcz
pokorne życie, bez przerwy szukając porozumienia i dialogu
chrześcijańsko-żydowskiego, bo nakazywały jej to doświadczenie II
wojny światowej, dawna praca w szpitalu, pomoc ludziom zagrożonym
śmiercią.
Gdyby się zastanowić, czym są empatia i współczucie, wychodząc od
filozofii czy teologii moralnej, w pewnym momencie natrafia się na
słowo "dialog", na spotkanie z drugim człowiekiem. I nie chodzi tu
tylko o heroiczną pomoc bliźniemu, lecz o praktykę dnia codziennego.
Dialog to umiejętność spojrzenia na drugiego człowieka jego własnymi
oczyma. Irena Sendlerowa - jak ją rozumiem - zaangażowała się bez
reszty w pomoc żydowskim dzieciom, bo patrzyła na koszmar wojny tak
samo jak one, bo czuła ich strach, ich przerażenie. Wiedziała, że
dzieci są bezbronne, że nikt im nie pomoże.
Weźmy inny przykład - Janusz Korczak. Człowiek, o którym
wiedzieliśmy więcej niż o Janinie Haubenstock i Irenie Sendlerowej,
ale to też postać jakoś wypchnięta z naszej świadomości. Postępowy
polski inteligent, rozumiejący potrzebę dialogu - tym razem między
dorosłymi i dziećmi.
Postępowa polska inteligencja nie zawsze szła ramię w ramię z
Kościołem instytucjonalnym. Zresztą przywołani przez Ojca ludzie są
spoza polskiego katolicyzmu.
- Akurat pani Janina była wierzącą katoliczką. Co jednocześnie ma
znaczenie i nie ma znaczenia. Dla mnie Ewangelia nie dotyczy tylko
chrześcijaństwa. Wspomnijmy stan wojenny. Wówczas odwoływaliśmy się
do pastora Martina Luthera Kinga, chrześcijanina, ale także do
Mahatmy Gandhiego. Od nich wzięliśmy taktykę walki wyrzekającej się
przemocy, studiowaliśmy ich biografie.
Korczak i Sendlerowa byli stąd, wyrośli w kulturze
judeochrześcijańskiej, byli Europejczykami, a do tego nie trzeba być
koniecznie katolikiem. Korzenie Gandhiego są odległe od
chrześcijaństwa. Lecz w jego życiu jest cała masa odniesień do
ewangelicznego Kazania na Górze i ośmiu błogosławieństw. Żył tak, że
wielu chrześcijan może mu pozazdrościć. W tym znaczeniu Ewangelia
jest nie tylko wielką kartą religijną albo - dla niewierzących -
etyczną. To uniwersalny fundament, na którym można budować życie,
czyli miłość do drugiego człowieka, pragnienie jego szczęścia,
ofiarowywanie mu dobra.
Miłość Ireny Sendlerowej do żydowskich dzieci nie była - mam
wrażenie - jedynie emocjonalnym współczuciem. Na to - myślę - stać
było wielu ludzi. Sendlerowa ratowała dzieci po to, by przeżyły
koszmar Holocaustu. Tak wygląda realizm, etyka Ewangelii.
Michał Głowiński opowiadał, że kiedy do Polski przyjechały te
amerykańskie nastolatki, pani Sendlerowa, już wówczas bardzo leciwa
i schorowana, za pomocą telefonu i dzięki jednej życzliwej sąsiadce
zorganizowała im cały pobyt. Nazywa ją geniuszem organizacyjnym. Z
pewnością ma rację. Ale ilu geniuszów organizacji nie zrobiło tego?
Księża powinni znać Ewangelię.
- Znają ją, co akurat jest mniej ważne. Księża powinni żyć Ewangelią.
Dzisiaj w tej samej gazecie i tego samego dnia można przeczytać o
ewangelicznym życiu pani Sendlerowej, a obok o salach kościelnych
wykorzystywanych do nienawistnych odczytów, o duchownych
patronujących takim imprezom i błogosławiących je.
- Święty Tomasz nauczał, by w każdej sytuacji szukać dobra oraz
tego, co łączy, a nie dzieli. To króciutki wstęp do mojego
odczytania książki "Strach". Wolno nam dyskutować, polemizować,
stawać w szranki. Ale wcześniej trzeba zadać pytanie, czy w tym
tekście jest coś, co stanowi inspirację do czynienia dobra.
Kto nie zadaje sobie takiego pytania?
- Nie lubię tego, ale muszę użyć etykiety. Chodzi mi o formację
zwaną katoendecją. W polskim chrześcijaństwie, wśród polskich
katolików nie nastąpiło mocne rozgraniczenie religii (w podstawowym
tego słowa znaczeniu) i spraw narodowych. Wielu ludzi Kościoła jest
przekonanych, że dla religii, Ewangelii najważniejszy jest wymiar
patriotyczny i narodowy. To życie w pomieszaniu - nie może być tak,
że realizujemy Ewangelię przez polskość. W katolickiej Austrii
kardynał König powiedział w pewnym momencie partiom
chadeckim: "Panowie, działacie od dziś na własny rachunek". U nas
nic takiego się jeszcze nie stało. Przynajmniej na poważnie.
Dlaczego kościoły pękają w szwach od katoendeków?
- To proces historyczny. W czasie zaborów bardzo silne były ruchy
określające tożsamość narodową. Polacy szukali siebie nie tylko w
kulturze, ale i etniczności. Z tego wyrosły narodowe partie
dwudziestolecia, choć mieliśmy też ruchy postępowe, socjalistyczne,
dostrzegające, że społeczeństwo to nie tylko Polacy, ale także
Żydzi, Ukraińcy, Niemcy i inni. To była trudna Polska, bardzo
dramatyczna: getto ławkowe, pacyfikowanie ukraińskich wsi, a podczas
wojny szmalcownictwo.
Po wojnie zaś stało się coś równie niedobrego. Polska jest
monoetniczna i monoreligijna. Kościół też w to wszedł, przestał
dostrzegać, że świat jest wielobarwny.
Tu nie chodzi o tolerancję, tylko o coś znacznie więcej. Dla mnie
przykłady pani Sendlerowej, Janusza Korczaka, Janiny Haubenstock
pokazują tę właśnie wielobarwność. I cieszę się, że o Sendlerowej
tak wiele dziś się mówi, lecz przypomnę jej własne słowa ....
link dalej
wyborcza.pl/1,75248,5221180,Ewangelia_Ireny_Sendlerowej.html
Źródło: Gazeta Wyborcza
my możemy dziś żyć z podobną postawą jak Irena Sendlerowa bo dziś
codziennie giną z głodu ludzie, dorośli i dzieci
zobacz www.pomocglodnym.pl