Gotowość do małżeństwa a gotowość do rodzicielstwa

19.07.08, 17:21
Mam pewną myśl z książki: "Miłość i odpowiedzialność", Karol Wojtyła. Oto ona:
"Gotowość rodzicielska w stosunku małżeńskim chroni miłość, jest nieodzownym
warunkiem zjednoczenia prawdziwie osobowego". Oznacza to, iz gotowość
małżeńska równa się gotowości rodzicielskiej.Proszę o opinie na ten temat.
    • omat_koboska Re: Gotowość do małżeństwa a gotowość do rodzicie 19.07.08, 17:25
      Oczywiście że tak. Małżeństwo nieodzownie związane jest bliskością fizyczną, która poza małżeństwem jest grzeszna. Małżonkowie są otwarci na nowe życie, na tę łaskę, którą zsyła na małżonków bóg, tak więc wszelkie próby zamknięcia się na nowe życie są zaprzeczeniem instytucji boskiej małżeństwa. Nawet tzw. naturalne metody planowania rodziny, a w zasadzie naturalne metody określania płodności są ominięciem boskiego nakazu "idźcie i rozmnażajcie się"
    • krytykantka07 Re: Gotowość do małżeństwa a gotowość do rodzicie 19.07.08, 17:40
      Ależ sobie znalazłaś autorytet. Co kler wie o gotowości
      rodzicielskiej? Gdyby w małżeństwach była gotowośc rodzicielska to
      mielibyśmy rodziny odpowiedzialne, a nie patologiczne wśród
      wyznawców kleru.
    • ewajanson-on-line Re: Gotowość do małżeństwa a gotowość do rodzicie 19.07.08, 17:49
      :(( a nie można prościej? Rodzicielstwo jest tak naturalne, jak oddychanie
      powietrzem. Jeśli kochamy się nawzajem, to dzieci również kochać będziemy, to
      oczywiste...
      A jeśli ten ktoś nas porzuci, to nasza miłość do dzieci, samotne
      macierzyństwo/ojcostwo - poruszy świat, by dzieci były bezpieczne i szczęśliwe.
      pozdro!!!
      PS. wiersze Wojtyły , a raczej myśli na wiersze stylizowane, są piękne...
      • aga-1964 Re: Gotowość do małżeństwa a gotowość do rodzicie 19.07.08, 17:51
        Ja to chyba musialabym sie uczyc tego od poczatku bo już zapomnialam Teraz
        czekam żeby być Babcią a tu cisza :)!!!
        • kolter_hugh Re: Gotowość do małżeństwa a gotowość do rodzicie 19.07.08, 20:30
          aga-1964 napisała:

          > Ja to chyba musialabym sie uczyc tego od poczatku bo już zapomnialam Teraz
          > czekam żeby być Babcią a tu cisza :)!!!

          Heh mówiłem że Oma ::)))))
      • krytykantka07 Re: Gotowość do małżeństwa a gotowość do rodzicie 19.07.08, 17:53
        Żarty sobie stroisz? Co znaczy " gdy nas ktoś porzuci " przy
        odpowiedzialnym rodzicielstwie?
    • l.george.l Re: Gotowość do małżeństwa a gotowość do rodzicie 19.07.08, 17:50
      Kompletne bzdury akurat w tym względzie Wojtyła wygadywał. Mogę sobie wyobrazić
      kochających się, oddanych sobie 20-letnich małżonków mieszkających w akademiku
      na 8 metrach. Dziecko w ich sytuacji byłoby jednak szczytem
      nieodpodwiedzialności i głupoty.
      • aga-1964 Re: Gotowość do małżeństwa a gotowość do rodzicie 19.07.08, 17:52
        Nie krzycz tak Goorge!:)Juz zapomnialeś jak to bylo??Mlodosc ma swoje
        prawa!!:)Ja tam bym chciala mieć dziś 20 lat być w akademiku i urodzić brzdaca:)
        • l.george.l Re: Gotowość do małżeństwa a gotowość do rodzicie 20.07.08, 00:19
          i co dalej? Dzieciaka dałabyś do dziadków na przechowanie i wyciągnęła łapy do
          socjalu po zasiłek. Szczyt egoizmu. A jeśli by to była wpadka, to jeszcze dowód
          na nieuctwo w zakresie stosowania antykoncepcji czy naturalnej regulacji
          poczęcia - jak kto woli.
          • l.george.l Re: Gotowość do małżeństwa a gotowość do rodzicie 20.07.08, 00:22
            A i jeszcze jedno. Ciąża w tak młodym wieku może spowodować powikłania
            zdrowotne. Czyli mogłabyś stać się jeszcze klientem NFZ, nie płacąc - jako
            studentka - składek. Czyli byłabyś pasożytem. I dlaczego? Tylko dlatego, że
            zachciało się dzidziusia.
      • kolter_hugh Re: Gotowość do małżeństwa a gotowość do rodzicie 19.07.08, 20:30
        l.george.l napisał:

        > Kompletne bzdury akurat w tym względzie Wojtyła wygadywał. Mogę sobie wyobrazić
        > kochających się, oddanych sobie 20-letnich małżonków mieszkających w akademiku
        > na 8 metrach. Dziecko w ich sytuacji byłoby jednak szczytem
        > nieodpodwiedzialności i głupoty.

        Przecież w katolickiej wersji wiary w Boga , cierpienie to jedyne co możemy
        Bogu(sadyście??) ofiarować
    • zdanka1 Re: Gotowość do małżeństwa a gotowość do rodzicie 20.07.08, 12:06
      Wojtyły nie czytam, bo to wszystko nie trzyma się kupy - a
      zwłaszcza, jesli jestes kobietą i zyje w Polsce... Naprawdę , mozna
      czytać na ten temat lepsze ksiązki ...

      Wyobraz sobie sytuację , która on opisuje w teorii.

      Jestes kobietą, kochasz Jaska, wychodzisz za niego za maż ,
      stosujesz tzw. moralnosc katolicka, która odrzuca antykoncepcję i
      jedyne co ci daje to NPR, nieskuteczne w wypadku 80% kobiet w XXI
      wieku...

      Fakt, ze kochasz Jaska i jestes jego zoną nie oznacza, z e
      zaniknełaś jako osoba - nadal masz jakieś swoje marzenia, plany,
      pracę - coś co cię kształtuje i co stanowi twoje zycie poza Jskiem i
      małzeństwem z nim.

      Natomiast zyjąc wg zasad katolickich z Jaśkiem, zachodzisz w ciązę
      przeciętnie co 1,5- dwa lata i jeszcze ma to was umacniać. No to
      jednocześnie pomysl, z e chciałabyś też coś osiągnąć zawodowo,
      mentalnie, dla sibie, móc cokolwiek zaplanować na najbliższe poł
      roku z pełną swiadomością, a własnei jesteś w 5 ciązy w ciągu np. 7
      lat od slubu...
      Obawiam się, ze podstawą twojego zycia, o ile nie planowałaś
      przedszkola i zawodowej produkcji mleka jest jedna wielka
      frustracja , a twoja miłosc do Jaska powoli zaczyna się
      przekształcać w niechęć - kazdy seks kojarzy ci się z otwieraniem
      sie szyjki macicy kolejny raz na porodówce , a nie z otwieraniem na
      rodzicielstwo...

      No i mamy własnie praktyczną realizację zycia kobiety wg tego
      wzoru...
      Nie jesteś zadnym podmiotem sojwego zycia, bo nad nim nie panujesz.
      • ejkuraczek Re: Gotowość do małżeństwa a gotowość do rodzicie 21.07.08, 12:24
        zdanka1 napisała:

        > Wojtyły nie czytam, bo to wszystko nie trzyma się kupy - a
        > zwłaszcza, jesli jestes kobietą i zyje w Polsce... Naprawdę ,
        mozna
        > czytać na ten temat lepsze ksiązki ...
        >
        > Wyobraz sobie sytuację , która on opisuje w teorii.
        >
        > Jestes kobietą, kochasz Jaska, wychodzisz za niego za maż ,
        > stosujesz tzw. moralnosc katolicka, która odrzuca antykoncepcję i
        > jedyne co ci daje to NPR, nieskuteczne w wypadku 80% kobiet w XXI
        > wieku...
        Zyjesz mitami.NPR jest skuteczne jeśli się je faktycznie stosuje.
        Nie kazdego stac jednak na czasową wstrzmieźliwość i myślenie głową
        zmaist du..ą- tu się zgodzę.
        • zdanka1 Re: Gotowość do małżeństwa a gotowość do rodzicie 21.07.08, 14:12
          >Zyjesz mitami.NPR jest skuteczne jeśli się je faktycznie stosuje.

          Jasne, w teorii. W praktyce juz inaczej. A co do mitów - no cóz,
          moze najpierw proponuję wymienić penisa na pochwe ejkuraczku slynny
          neigdyś na forum fenimizm, a potem pisac o skutecznosci macania
          sluzu w pochwie.
    • edico2 Re: Hehehehe !!! 20.07.08, 13:09
      Wręcz doskonałe, jeżeli się weźmie pod uwagę ściganie 14-latki przez
      funkcjonariuszy kościoła i im podporządkowanych wiernych. Można z tego
      wnioskować, że w takiej praktycznej interpretacji gotowość rodzicielską już ta
      14-letnia dziewczynka osiągnęła, chociaż do gotowości małżeńskiej jeszcze nie
      dorosła :o))
      • Gość: toto Re: Hehehehe !!! IP: *.chello.pl 20.07.08, 14:39
        a czy nie zauwazyliście, ze przeciw antykoncepcji, aborcji ... to w
        iększości wystepują "starzy", którzy nie są w wieku produkcyjnym i
        młode dewotki, które i tak nie mają z kim uprawiać seksu. A
        księza /choć sami nie są bez grzechu/ zawsze aby mieć posłuch
        straszyli wiernych - kiedys to nawet zaćmieniem słońca.
        Ale jak już będziecie chrzcić swoje dzieci - to choc to "łaska boża"
        to ksiądz i tak wyciągnie od ciebie ostatni grosz lub nawet ostatnią
        krowę. Ślub też musi być bo to spory zarobek dla księży. Za pogrzeb
        choć rodzina zapłaci, to jeszcze kościelny z tacą przeleci. I jak to
        się ma do wiary? Z moich "grzechów" Bóg mnie rozliczy - nikt inny nie
        musi.
      • krytykantka07 Re: Hehehehe !!! 20.07.08, 23:45
        Ależ Edico, ona dorosła do gotowości małżeńskiej. Tylko prawo
        świeckie złośliwie nie pozwala jej wyjść za mąż w wieku 14 lat. O
        jakimś czynie niedozwolonym mówi. Toż to jakiś absurd jeśli wziąć
        pod uwagę słowa JPII. On nie mógł się mylić, bo jako papież jest
        nieomylny w sprawach wiary i moralności. Czyli 14 - latki powinny
        wychodzić za mąż, a tych, co wymyślili jakieś czyny niedozwolone-
        ekskomunikować!. W państwie, gdzie jest 99, 9 % ludzi wierzących w
        kler - ma być prawo kościelne.
        • edico2 Re: Hehehehe !!! 22.07.08, 00:21
          Wybacz Krytykantko07, ale mam swoje zdanie na temat mądrości JP2. Praktycznie
          niczego nie uczynił, co mogło by stawiać w wątłym świetle jego poprzedników, a w
          wielu wypadkach można wprost zarzucić jemu, że utrzymał archaicznie negatywną
          linię Watykanu w stosunku do człowieka trwającą od lat.

          W encyklice "Laborem excercens" JP2 pisze, że XIX wieczny kapitalizm przyniósł
          wyzysk i niesprawiedliwość "wołającą o pomstę do nieba": "Takiemu stanowi rzeczy
          sprzyjał liberalny ustrój społeczno-polityczny, który wedle swoich ekonomicznych
          założeń popierał i zabezpieczał inicjatywę gospodarczą posiadaczy i
          przedsiębiorców, ale nie troszczył się dostatecznie o zabezpieczenie praw
          człowieka pracy utrzymując, że praca ludzka jest tylko narzędziem produkcji,
          której podstawą, czynnikiem sprawczym oraz celem jest sam kapitał." Otóż w XX w.
          cywilizacja zachodnia stworzyła system zabezpieczeń człowieka pracy przed
          wyzyskiem (kodeks pracy, etc). i kto tu chce chce powrotu do barbarzyństwa?
          W liście z 10 grudnia 1980 r. JP2 pisze do biskupów brazylijskich: "Prawa
          człowieka są ważne tylko tam, gdzie respektuje się prawo Boże". Brzmi to dumnie
          pod warunkiem, że przyjmiemy praktyczny system praw człowieka w wdrażany od 2
          tys.lat, zapominając o wyprawach krzyżowych, fizycznym pochodzeniu bazyliki św.
          Marka w Wenecji, inkwizycji, klątwie papieskiej na Polskę i Polaków
          obowiązującej do dnia dzisiejszego rzuconej przez papieża Grzegorz XII za
          zwycięstwo pod Grunwaldem nad boskimi praecież Krzyżakami. Honorypapieskie
          udzielane dla Ante Pavelicia krwawo po katolicku katolizującego Chorwację w
          czasie II wojny światowej czy skrywanie księży za udział w ludobójstwie Tutsi
          bądź Chile zasiadających dzisiaj na ławach oskarżonych przed MTS. Jp2 nie
          zrobił tutaj nic innego, poza podtrzymaniem linii sprzeciwu Watykanu
          podniesionej przez Piusa XII w l'Osserwatore Romano z dnia 15 sierpnia 1948 r.,
          gdzie możemy przeczytać takie oto słowa:
          "A więc to nie Bóg, lecz czlowiek zwiastuj ludziom, że są oni wolni i równi,
          wyposażeni w świadomość i inteligencję i powinni traktować się jak bracia. Są to
          ci sami ludzie, którzystroją się w szatki przywilejów, których w każdej chwili -
          jeśli zajdzie tego potrzeba - mogą się pozbyć." Do takiego stanowiska można
          podnieść co najmniej dwa zarzuty...
          Papież Jan XXIII po opublikowanym Pacem in Terris podtrzymał to stanowisko
          stwierdzając, że podstawową przyczyną był "brak fundamentu ontologicznego" -
          czyli chodzi o to, żeprawa czlowieka oparte są zaledwie na słabym i niepewnym
          gruncie dobrej woli człowieka, a nie słusznej racji płynącej VIA VATICANUM :((
          10 grudnia 1980 r. do biskupów brazylijskich mówi, że "Prawa człowieka ważne są
          tylko tam, gdzie respektuje się prawo boże". Czy z prawa boskiego wynika
          koniecznośc ukrywania księży winnych pedofilii dziecięcej przed cywilnym
          wymiarem sprawiedliwości??? A przcież to on własnie przypomniał biskupom o
          istniejącym takim obowiązku pod groźbą ekskomuniki rękami dzisiejszego B16,
          który raczył aż... przeprosić pokrzywdzonych za takie obowiązujące prawo Boże w
          kościele. Nie chcę wskazywać palcem, kto tu z kogo dworuje.

          Szereg jego takich jego następnych odkryć budzi co najmniej nie mniejsze -
          powiedzmy - zdziwienie:
          - 25 stycznia 1979 roku, Jan Paweł II dotknął ziemi w Republice Dominikańskiej
          na wyspie Haiti, potem wstał i powiedział: „Panie prezydencie, umiłowani bracia
          w biskupiej posłudze, bracia i siostry! Dziękuję Bogu, że pozwala mi wstąpić na
          ten skrawek ziemi amerykańskiej...” ... „...przyjść tutaj drogą, którą obrali
          pierwsi krzewiciele wiary po odkryciu tego kontynentu...”. Znacznie bardziej
          zasługują na uwagę jego słowa: „Tutaj — stwierdza naoczny świadek tamtych
          czasów, hiszpański dominikanin Bartolome de Las Casas, późniejszy biskup Chiapas
          — rozpoczęło się mordowanie, duszenie tych nieszczęśników... „Chrześcijanie —
          pisze Las Casas — wdzierali się między ludzi, nie oszczędzali ani dzieci, ani
          starców, ani kobiet brzemiennych, ani tych w połogu, rozpruwali im ciała i
          rozrywali wszystkich na kawałki, nie inaczej, niż gdyby napadli na stado
          owiec... Zasygnalizowany tutaj skrót myślowy warto rozszerzyć na stronie
          www.rumburak.friko.pl/ARTYKULY/religia/obluda/haiti.php
          - ...

          Efekt jest taki, że nawet teolodzy protestują dzisiaj przeciwko świętości Jana
          Pawła II!!!
          wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,3052299.html
          Można to także wręcz znakomicie wytłumaczyć zręcznie i wybiórczo cytując słowa
          Biblii: "Owce moje głosu mojego słuchają i Ja znam je, a one idą za mną." (Jan
          10:27).
          Czy nie przeciwstawia to się jednak słowom Powórzonego Prawa (18:9-13) - "Gdy
          tedy wejdziesz do ziemi, którą Pan, Bóg twój, ci daje, nie naucz się czynić
          obrzydliwości tych ludów; niech nie znajdzie się u ciebie taki, który
          przeprowadza swego syna czy swoją córkę przez ogień, ani wróżbita, ani
          wieszczbiarz, ani guślarz, ani czarodziej, ani zaklinacz, ani wywoływacz duchów,
          ani znachor, ani wzywający zmarłych; gdyż obrzydliwością dla Pana jest każdy,
          kto to czyni, i z powodu tych obrzydliwości Pan, Bóg twój, wypędza ich przed
          tobą". Bądź bez skazy przed Panem, Bogiem twoim" ?

          Filozof francuski Paul Holbach (1723-89) uważa, że: "Kto we wszystkim powołuje
          się na boga, składa tylko dowody swego nieuctwa i braku jakichkolwiek dowodów na
          poparcie swoich twierdzeń." W późniejszych czasach chrześcijański "duch boży"
          został zastąpiony u Hitlera i Stalina "duchem narodu". Słuchając czasami RM mam
          czasami wrażenie, że dzisiaj mamy do czynienia z "duchem Torunia" :((

          Jedno jest pewne, że na pewno JP2 potrafił grać tłumami.
    • hypatia69 Re: Gotowość do małżeństwa a gotowość do rodzicie 20.07.08, 18:37
      ""Gotowość rodzicielska w stosunku małżeńskim chroni miłość, jest
      nieodzownym warunkiem zjednoczenia prawdziwie osobowego"."
      Mi raczej oznacza, że jak juz jesteś po ślubie i dojrzejesz do
      posiadania dzieci [oraz i Twój mąż], to wtedy jest gicio i
      przecudnie. I żebyś wyszła wyłącznie za faceta, co do którego jesteś
      przekonana, ze chcesz, zeby był ojcem Twoich dzieci, a nie
      pierwszego z brzegu frajera, który da Ci dowód wzajemnego uczucia w
      postaci hojnego podarku. Ergo: według JP2 należy najpierw chcieć
      mieć dziecko, potem z tłumu wydłubać odpowiedniego samca, wziąć ślub
      i sie porozmnażać. Ideał.
    • kochanica-francuza Ja poproszę tłumaczenie na polski laicki 20.07.08, 19:11
      Co to znaczy "chroni miłość"?

      Co to jest "zjednoczenie prawdziwie osobowe"?
    • ibelin26 Re: Gotowość do małżeństwa a gotowość do rodzicie 20.07.08, 19:18
      > "Gotowość rodzicielska w stosunku małżeńskim chroni miłość,

      nomen-omen to pobozne zyczenie osoby zyjącej w celibacie, która o
      miłości małżeńskiej nie ma pojęcia

      Idąc dalej - im więcej dzieci tym miłość bardziej chroniona. Miłość?
      Raczej uwiązanie kobiety czyli "trwałość małżeństwa", no bo weź tu
      sie rozwiedź jak masz szóstke dzieci, nie pracujesz i szans na prace
      nie masz i jesteś łasce-niełace męża
      • Gość: jaija Re: Gotowość do małżeństwa a gotowość do rodzicie IP: *.ssp.dialog.net.pl 20.07.08, 23:09
        No właśnie, z całym szacunkiem dla Jana Pawła II, co kler może wiedzieć o miłości, życiu małżeńskim oraz rodzinnym? Jak może ustawiać życie osobom niebędącym celibatariuszami?
        • krytykantka07 Re: Gotowość do małżeństwa a gotowość do rodzicie 20.07.08, 23:24
          JPII zrobił podstawowy błąd w założeniach. Założył, że katolicy to
          chrześcijanie czyli wyznawcy Jezusa. A sam wiedział, że skoro w KK
          jest pedofilia, to nawet kler wyznawcą Jezusa nie jest. Czego więc
          oczekiwał od zwykłych śmiertelników? Mają nie grzeszyć myślą, mową,
          i zaniedbaniem? A klechy mogą grzeszyć uczynkami? To niech Benek
          zlikwiduje sakrament pokuty. Spowiedź ma być tylko raz w życiu.
          Reszta to recydywa i zamiast rozgrzeszenia ma być - ekskomunika.
          Dosyć pobłażania katolikom. Jak po drugiej spowiedzi wszystkich
          ekskomunikują to katolików nie będzie i będzie spokój. Albo będą
          prawdziwi chrześcijanie albo ekskomunikowani. Dopiero wtedy Kościół
          będzie Kościołem Jezusowym, a chrześcijaństwo wróci do korzeni.
          • edico2 Re: Gotowość do małżeństwa a gotowość do rodzicie 22.07.08, 00:30
            krytykantka07 napisała:

            > JPII zrobił podstawowy błąd w założeniach. Założył, że katolicy to
            > chrześcijanie czyli wyznawcy Jezusa.

            Ten błąd JP2 tylko powtórzył za swymi poprzednikami chcącymi podporządkować
            swojej schizmie - wcale nie koniecznie mam na myśli tylko starszych braci w
            wierze np. mojżeszowej czy też prawosławnych, ale również wszelkiego rodzaju
            schizmy katolicyzmu wynikłe z jego negatywnej praktyki. A wynika to
            jednoznacznie z najświętszej księgi katolicyzmu używanej wybitnie narzędziowo w
            stosunku do parafialnych owieczek np.:
            "Nikogo też na ziemi nie nazywajcie ojcem swoim; albowiem jeden jest Ojciec
            wasz, Ten w niebie." (Mat. 23:9).
        • hypatia69 Re: Gotowość do małżeństwa a gotowość do rodzicie 21.07.08, 00:00
          Jakby na to nie spojrzeć, większość z nich, nierzadko będąc już
          dorosłymi, albo prawie dorosłymi ludźmi - miała jakichś rodziców,
          rodzeństwo. Widują sie z nimi, rozmawiają...
          Na moje oko raczej o życiu płciowym gadać formalnie nie powinni. Z
          racji celibatu właśnie.
        • ejkuraczek Re: Gotowość do małżeństwa a gotowość do rodzicie 21.07.08, 12:37
          Gość portalu: jaija napisał(a):

          > No właśnie, z całym szacunkiem dla Jana Pawła II, co kler może
          wiedzieć o miłoś
          > ci, życiu małżeńskim oraz rodzinnym? Jak może ustawiać życie
          osobom niebędącym
          > celibatariuszami?

          O tym przeczytasz w I rozdziale "Miłosci i odpowiedzialności".
          Uważasz,ze lekarz musi chorowac na raka, aby go leczyć u innych?
          A jesli nie chorował, to na pewno nie ma racji?
          • ja.28 Re: Gotowość do małżeństwa a gotowość do rodzicie 21.07.08, 12:47
            ejkuraczek napisała:


            >
            > O tym przeczytasz w I rozdziale "Miłosci i odpowiedzialności".
            > Uważasz,ze lekarz musi chorowac na raka, aby go leczyć u innych?
            > A jesli nie chorował, to na pewno nie ma racji?

            Chyba cos nie tak?/Lekarz zdobyla wiedze na studiach a potem i tak caly czas
            musi byc na bierzaco w coraz to nowych zdobyczach mmedycyny i tak naprawde musi
            sie uczyc cale zycie
            • ejkuraczek Re: Gotowość do małżeństwa a gotowość do rodzicie 21.07.08, 13:16
              ja.28 napisała:

              > ejkuraczek napisała:
              >
              >
              > >
              > > O tym przeczytasz w I rozdziale "Miłosci i odpowiedzialności".
              > > Uważasz,ze lekarz musi chorowac na raka, aby go leczyć u innych?
              > > A jesli nie chorował, to na pewno nie ma racji?
              >
              > Chyba cos nie tak?/Lekarz zdobyla wiedze na studiach a potem i tak
              caly czas
              > musi byc na bierzaco w coraz to nowych zdobyczach mmedycyny i tak
              naprawde mus
              > i
              > sie uczyc cale zycie

              To tak jak duszpasterz: zdobywa wiedze na studiach, a potem i tak
              musi się uczyć całe życie i teoretycznie i praktycznie. Małzonkowie
              zazwyczaj wiedzy teoretycznej nie posiadają ,jedynie praktyka tylko
              z własnego życia(a wiec bardzo subiektywna).
              Uważasz,ze każde małżenstwo jest ekspertem w sprawach małżenstwa i
              rodzicielstwa? To skąd tyle rozwodów i nieszczęsliwych dzieci?
              • ejkuraczek Re: Gotowość do małżeństwa a gotowość do rodzicie 21.07.08, 13:18
                ejkuraczek napisała:

                > ja.28 napisała:
                >
                > > ejkuraczek napisała:
                > >
                > >
                > > >
                > > > O tym przeczytasz w I rozdziale "Miłosci i odpowiedzialności".
                > > > Uważasz,ze lekarz musi chorowac na raka, aby go leczyć u
                innych?
                > > > A jesli nie chorował, to na pewno nie ma racji?
                > >
                > > Chyba cos nie tak?/Lekarz zdobyla wiedze na studiach a potem i
                tak
                > caly czas
                > > musi byc na bierzaco w coraz to nowych zdobyczach mmedycyny i
                tak
                > naprawde mus
                > > i
                > > sie uczyc cale zycie
                >
                > To tak jak duszpasterz: zdobywa wiedze na studiach, a potem i tak
                > musi się uczyć całe życie i teoretycznie i praktycznie.
                Małzonkowie
                > zazwyczaj wiedzy teoretycznej nie posiadają ,jedynie praktyka
                tylko
                > z własnego życia(a wiec bardzo subiektywna).
                > Uważasz,ze każde małżenstwo jest ekspertem w sprawach małżenstwa i
                > rodzicielstwa? To skąd tyle rozwodów i nieszczęsliwych dzieci?

                ps. co do praktyki duszpasterzy to chodzi mi o spowiedź,
                kierownictwo duchowe, poradnie małżenskie itd.
                Akurat ci,którzy mają praktyke w zdradach swego stanu nie sa
                ekspertami (chocby przez fakt zdrady )
              • zdanka1 Re: Gotowość do małżeństwa a gotowość do rodzicie 21.07.08, 14:31
                >To tak jak duszpasterz: zdobywa wiedze na studiach, a potem i tak
                >musi się uczyć całe życie i teoretycznie i praktycznie

                Fascynujące - ze względu na propagowanie NRP chciałabym sie
                dowiedziec ilu z księzy jest kobietami praktykującymi tę metodę
                antykoncepcji w zwiazku od kilku lat lub ilu skonczyło ginekologię?
                • Gość: jaija Re: Gotowość do małżeństwa a gotowość do rodzicie IP: *.ssp.dialog.net.pl 21.07.08, 22:56
                  zdanka1 napisała:
                  > Fascynujące - ze względu na propagowanie NRP chciałabym sie
                  > dowiedziec ilu z księzy jest kobietami praktykującymi tę metodę
                  > antykoncepcji w zwiazku od kilku lat lub ilu skonczyło ginekologię?

                  CUDNE :))))

    • facettt malzenstwo = rodzicielstwo. 20.07.08, 23:35
      A gdy chce miec tylko babe, do lozka i pogadania, to mowie jej,
      ze ja chce - i nic wiecej :)
      • Gość: autor Re: malzenstwo = rodzicielstwo. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.07.08, 11:00
        powiedz to bezdzietnym parom (nie z wyboru). A i z wyboru też. Może
        dadzą Ci w nos, bo zasługujesz.
        • zawirus rozmnażanie 21.07.08, 11:10
          Już zrozumiałem. Małżeństwo to rozmnażanie. Współczuję kobietom.
          Oj, księżulom też, bo seks to jeszcze da się ukryć, ale co z dziećmi
          narodzonymi.????
        • facettt malzenstwo = Zgoda na rodzicielstwo :) 21.07.08, 12:49
          teraz juz lepiej?
          i jasniej? - to moj uklon w strone bezdzietnych par :)

          widze, ze skroty myslowe na forum sa Ci rzecza obca :)
          forum od tego jest, ze tu "rzuca" sie problemem, a niekoniecznie
          dokladnie go analizuje, gdyz to nie jest forum naukowe.
          • Gość: P.S.J. Re: malzenstwo = Zgoda na rodzicielstwo :) IP: *.sferia.net 21.07.08, 13:54
            Czyli ja, wyrażając zgodę na małżeństwo, a nie wyrażając zgody na rodzicielstwo,
            w twoim ujęciu:

            a) nie mogę zawrzeć małżeństwa (ugryźcie mnie tam, gdzie majstra możecie
            pocałować w d..ę)
            b) moje małżeństwo jest nieważne (j.w. - oczywiście mówię o prawnych skutkach
            małżeństwa, nie o subiektywnych przeżyciach religijnych)
            c) chcę rodzicielstwa, tylko nie zdaję sobie z tego sprawy (mój ulubiony
            argument kierowany do bezdzietnych :))
            • facettt boshe pamiluj 21.07.08, 15:20
              zgoda nie oznacza przymusu :)

              nie rob podpuch :)))

              stwierdzam tylko, ze malzenstwo (slub) jest tylko umowa cywilno-
              prawna, a nie zadnym aktem - gdy sie nie chce, lub nie moze miec
              dzieci.
              • Gość: toto Re: jak nie może IP: *.chello.pl 21.07.08, 15:53
                jak nie może mieć dzieci to i nie ma, ale jak może i jako katolik
                nic nie może stosować, to czym wtedy jest małżeństwo? Tworem
                rozrodczym.
    • Gość: P.S.J. Mam głęboko w zadzie "mądrości" K.Wojtyły na temat IP: *.sferia.net 21.07.08, 11:29
      na temat małżeństwa i rodzicielstwa, oczywiście. :)

      Jakby Bóg chciał, żeby tylko małżeństwa miały dzieci, to ubezpładniałby ludzi do
      momentu wypowiedzenia słów przysiegi.

      Gdyby zaś chciał, by małżeństwa miały obligatoryjnie dzieci, powodowałby Swoją
      Boską Wolą, że gumki by pękały (mało, że pękają - one jeszcze spadywują! - jak
      mówił chłopczyk w popularnym dowcipie).
      • hypatia69 Re: Mam głęboko w zadzie "mądrości" K.Wojtyły na 21.07.08, 12:10
        Dobrze, ze dopisałeś "jak mówił chłopczyk w popularnym dowcipie", bo
        już miałam spytać, czy nie za duze kupujesz;) Nie każdy uzywa
        XXXL;)))
        • p.s.j Re: Mam głęboko w zadzie "mądrości" K.Wojtyły na 21.07.08, 12:40
          moje prezerwatywy przeciętnemu Azjacie spadałyby nawet z głowy. :)
          • ibelin26 Re: Mam głęboko w zadzie "mądrości" K.Wojtyły na 21.07.08, 12:46
            A co to jest "zjednoczenie prawdziwie osobowe"? Bliźnieta syjamskie?
          • hypatia69 Re: Mam głęboko w zadzie "mądrości" K.Wojtyły na 21.07.08, 13:23
            Ty no! Bo mi sie przyśnisz! Romantycznie a czule...
            ;)))
            • Gość: abigo Re: Mam głęboko w zadzie "mądrości" K.Wojtyły na IP: *.chello.pl 23.07.08, 00:57
              a księżulo do czego był gotowy? Ni do małżeństwa, ni do rodzicielstwa
              a dzieciątko spłodził. I wracamy do seksu, li tylko seksu.
              To po co to bajdurzenie?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja