steamboat_heaven
01.08.08, 13:33
Witam.
Żyję w dużym mieście na południu Polski. Od kilku lat obserwuję w najbliższej
okolicy mojego miejsca zamieszkania niepokojące zjawisko.
Coraz większy zakres pijaństwa, ze wszystkimi jego konsekwencjami, i coraz
mniej ludzi którzy na to zjawisko w jakikolwiek sposób reagują.
Wielu zapewne stwierdzi że pijaństwo istniało zawsze, i nie jest niczym nowym.
Zgadza się, tyle tylko że moim zdaniem akceptacja społeczna dla niego jest
coraz większa.
Osiedle na którym mieszkam nie wyróżnia się jakoś szczególnie. Są ludzie
którym się powodzi lepiej, lub gorzej. Są bogatsi i biedniejsi. Lepiej i
gorzej wykształceni. No i są też niestety pijacy.
Bardzo razi mnie gdy: W najbliższej okolicy mojego miejsca zamieszkania(
klatka schodowa,podwórko, skwer, teren pod MOIM balkonem, zbierają się pijacy
i piją, a potem... ( no cóż potem po prostu im się wydaje że cały świat jest
ich). Awanturują się, krzyczą,śmiecą, sprowadzają kolegów(najgorzej jest w
nocy, w lecie gdy muszę otworzyć okno, bo jest gorąco. A nie mam klimatyzacji
w mieszkaniu).
Dodatkowo trzech takich degeneratów mieszka w tym samym budynku co ja. Gdy
takim ludziom ja lub ktoś z mojej rodziny próbuje zwrócić uwagę, żeby
zachowywali się spokojnie, to reagują agresją(nawet fizyczną). Poza tym żeby
zrobić mi na złość zachowują się jeszcze głośniej. Oczywiście prosiłem też o
pomoc policję. Ale gdy przykładowo dzwonię pod 997 o godz. 23 i proszę o
interwencję z powodu pijackich ekscesów pod moim balkonem, to słyszę tekst:
patrol jest na interwencji, proszę czekać niedługo się zjawi. I zjawił się,
ale dwie godziny później. No i mam takie wrażenie że inni mieszkańcy osiedla
mają większe przyzwolenie i wyrozumiałość dla tych pijaczków, bo w zasadzie
tylko moja rodzina( no i może jeszcze jakieś osobne jednostki) temu
przeciwdziałają. Przez tą walkę narobiłem sobie wielu wrogów, ale co mogę
innego robić?
Macie podobne problemy?