nie_poradna
20.08.08, 15:00
Boję się.
Boję się dorosłego życia. Mam ponad dwadzieścia lat, ale nie jestem
na nie gotowa. Zapewne już nigdy nie będę, bo ten strach i panika
skutecznie powstrzymuje mnie przed jakimkolwiek samodzielnym
działaniem. Czuję się jak zwykłe popychadło. Jestem grzeczną
siedmiolatką, która umie ładnie spakować plecak, iść do szkoły,
grzecznie słuchać pani nauczycielki i po powrocie do domu ładnie
nauczyć się tego czego od niej wymagają.
Żadnej inicjatywy. Nawet jeśli się taka pojawi to jest ona zbyt
słaba, aby przełamać ten lęk.
Nie nauczyłam się jak brać odpowiedzialność za swój los. Potrafię
tylko wypełniać te obowiązki, przed którymi nie jestem w stanie
uciec.
Teraz jest jeszcze znośnie, bo jestem na studiach. Ale one niedługo
się skończą i skończy się oszukiwanie samej siebie i trwanie w tym
letargu.
Z jednej strony fakty wskazują na to, że w gruncie rzeczy jestem
inteligentna i potrafię radzić sobie z niektórymi problemami lepiej
niż statystyczna osoba. Z drugiej strony czuję wewnątrz siebie, że
jestem kimś kompletnie beznadziejnym, nikomu się nie przydam i nikt
nie będzie chciał mnie zatrudnić, bo nic nie umiem. Przeraża mnie
to, że w moim wieku nie mam żadnego doświadczenia i nie jestem w
stanie wykazać się niczym poza ukończoną szkołą.
Boję się wyjść z domu, bo nic nie umiem.
Nic nie umiem, bo boję się wyjść z domu.
To okropne być takim życiowym nieudacznikiem i na dodatek być tego w
pełni świadomym. Nikt mnie nie szanuje, a ja nie mam żadnego prawa
się przed tym bronić, bo oni mają rację.
I tutaj nie działają żadne krzyki, abym wzięła odpowiedzialność za
swoje życie. Nie pomaga samoświadomość i wstyd z powodu tego kim
jestem. Jest tylko paraliżujący lęk i bezradność. Nie ma siły,
godności i woli walki. Są tylko myśli samobójcze.
Dla mnie to straszne.
Jestem tylko pasożytem, który codziennie zużywa wodę, energię i
pochłania pokarm, ale nigdy nie będzie w stanie dać innym czegoś z
siebie.