Niewolnictwo na górskich szlakach

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.10.03, 19:23
Rozporządzenie RM w sprawie bezpieczeństwa osób przebywających w górach
wyraźnie precyzuje, że powyżej 1000 m n.p.m., w parkach narodowych i
rezerwatach przyrody, wycieczki piesze i narciarskie mogą być prowadzone
tylko przez górskiego przewodnika turystycznego. To przecież praktycznie
niemal cały obszar, jaki w Polsce zajmują tereny gór niskich i średnich z
niewielkim skrawkiem gór wysokich jakimi są Tatry. Ze stanowiska europejskich
standardów praw człowieka, które jawią się nam jako konieczne instrumentarium
pozwalające na pełnię realizacji człowieka wynika, że przepis ten łamie prawa
międzynarodowe, w szczególności prawo do swobodnego poruszania się po
terytorium kraju. Faktu łamania elementarnych praw człowieka zagwarantowanych
w Konstytucji RP, w żadnym razie nie usprawiedliwiają mocno naciągane względy
bezpieczeństwa.

Za skandal można uważać ustanowienie przez władze rozporządzenia, które
zabrania udać się bez eskorty licencjonowanego przewodnika nawet na znakowane
szlaki, także o znaczeniu międzynarodowym, nie tylko grupie wycieczkowej
złożonej z obywateli RP, ale także każdej wycieczce cudzoziemców
przybywających do Polski. W tej sytuacji grupa obywateli, zrzeszona w jakimś
stowarzyszeniu z osobowością prawną, która ma zagwarantowaną konstytucyjnie
wolność decydowania o wyborze swojego lidera oraz - co jest oczywiste -
również prawo powierzenia prowadzenia wycieczki osobie z własnego grona,
traktowana jest jak niewolnicy i w myśl naszego chorego prawa ci ludzie muszą
być eskortowani.

Czy nasi ustawodawcy tego nie widzą? Czy nie widzą, że względy bezpieczeństwa
są naciągane w tym przepisie w sposób wprost rażący, bo skoro tym samym
znakowanym szlakiem mogą chodzić osoby indywidualnie, to oznacza, że aż
takiego niebezpieczeństwa tam nie ma. Inaczej szlak by musiał po prostu być
zamknięty. Czy nie widzą, że takimi przepisami odstarszają potencjalnych
turystów z zagranicy, którzy by mogli mieszkańcom naszych gór dać zarabiać na
turystyce? Bo przecież grupa by korzystała ze schronisk i hoteli, z
gastronomi, dokonywała zakupów w polskich sklepach... Grupa by wynajmowała
także przewodnika ze znajomością języka - ale tylko tam, gdzie by był
potrzebny, a nie pod przymusem. Kto więc na tym traci?
    • Gość: Sec Re: Niewolnictwo na górskich szlakach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.10.03, 19:27
      No jeśli stawki podane na stronie:
      www.kptzakopane.republika.pl/cen.htm
      są prawdziwe, do doskonale rozumiem źródło owego przymusu wynajmowania płatnej
      siły roboczej do eskortowania wycieczek w polskich górach.
      • a-r Re: Niewolnictwo na górskich szlakach 10.10.03, 09:40
        Gość portalu: Sec napisał(a):

        > No jeśli stawki podane na stronie:
        > www.kptzakopane.republika.pl/cen.htm
        > są prawdziwe, do doskonale rozumiem źródło owego przymusu wynajmowania
        płatnej
        > siły roboczej do eskortowania wycieczek w polskich górach.

        Czy ktoś mógły mi wyjaśnić, dlaczego w górach wycieczki piesze muszą być
        eskortowane przez przewodnika, a inne wycieczki oraz poza górami już nie?
        Dlaczego prowadzący np. wycieczkę rowerzystów po ruchliwej krętej szosie, gdzie
        niebezpieczeństwo jest bez porównania większe niż na asfalcie do Moskiego Oka
        albo w Dolinie Kościeliskiej czy na Równi pod Śnieżką, nie musi mieć w ogóle
        prawa jazdy ani uprawnień przewodnickich? Może ktoś wie dlaczego prowadzący
        wycieczkę kajakową nie musi mieć karty pływackiej? Dlaczego nikt nie weryfikuje
        czy w ogóle potafi pływać? Dlaczego zgodnie ze stadardami międzynarodowymi
        zniesiono kretyńskie karty pływackie? Dlaczego takie wycieczki nie muszą mieć
        eskorty przewodnika i i nikt się aż tak wnikliwie nie zastanawia nad
        weryfikowaniem umiejętności osób je prowadzących, by musiały uzyskiwać aż
        licencje od wojewody, mimo że wypadków utonięć w jednym tylko roku jest dużo
        więcej niż wypadków w górach przez kilka lat z rzędu?

        Dlaczego skoro nikt nie wymaga przewodnika do obsługi wycieczek związanych z
        dużym ryzykiem i o dużym stoponiu trudności w całej niemal Polsce, to tylko w
        górach wycieczki piesze, i to nawet latem, muszą wynajmować płatną siłę
        roboczą zatwierdzoną przez wojewodę do ich eskortowania? Czyżby chodzenie
        pieszo po szlaku było bez porównania trudniejsze od jazdy rowerem po krętych
        serpentynach czy od wiosłowania kajakiem w rwącym nurcie rzecznym? Może ktoś
        powiedzieć po co w takim razie są znakowane szlaki turystyczne, skoro na nich
        musi prowadzić przewodnik? Czy po to by przewodnik nie zabłądził?
        • Gość: Gucio Re: Niewolnictwo na górskich szlakach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.10.03, 21:19
          a-r napisał:

          > Dlaczego skoro nikt nie wymaga przewodnika do obsługi wycieczek związanych z
          > dużym ryzykiem i o dużym stoponiu trudności w całej niemal Polsce, to tylko w
          > górach wycieczki piesze, i to nawet latem, muszą wynajmować płatną siłę
          > roboczą zatwierdzoną przez wojewodę do ich eskortowania? Czyżby chodzenie
          > pieszo po szlaku było bez porównania trudniejsze od jazdy rowerem po krętych
          > serpentynach czy od wiosłowania kajakiem w rwącym nurcie rzecznym? Może ktoś
          > powiedzieć po co w takim razie są znakowane szlaki turystyczne, skoro na nich
          > musi prowadzić przewodnik? Czy po to by przewodnik nie zabłądził?

          Przewodnicy są w różnych górach, ale nawet w Alpach nie ma przymusu ich
          wynajmowania. Jak grupa uzna, że dadzą sobie radę, to korzystają ze szlaku. U
          nas każda wycieczka musi obligatoryjnie wynająć przewodnika i to jest właśnie
          niewolnictwo. U nas jest w górach przewodnicka hucpa, która uważa siebie za
          jedynych, którzy sobie poradzą w każdej sytuacji, wręcz za jasnowidzów i
          cudotwórców. A że tak nie jest dowodzi fakt, że były też wypadki z
          przewodnikami.

          Jeżeli już takie ograniczenia w górach wprowadzono, to wycieczki górskie
          powinni mieć też możliwość prowadzić ratownicy GOPR, przodownicy PTTK (nie
          wyszli w końcu krowie spod ogona), instruktorzy narciarscy, bo Ci też znają
          realia i niebezpieczeństwa góskie. W końcu nie każdy przewodnik górski umie
          jezdzić na nartach, a wycieczki narciarskie na "biegówkach" czy "skiturach"
          prowadzi się coraz częściej. Może instruktor narciarski nie będzie umiał
          powiedzieć, dlaczego dane chronisko jest im. takiego pana a nie innego, ale na
          pewno da wskazówki uczestnikom jak np. podchodzić pod górę, żeby nie uszkodzić
          stawu kolanowego, czy skokowego...

          Trzeba zdefiniować dokładnie jakie grupy mają mieć opiekuna i rozszerzyć ilosć
          uprawnionych (czasami przodownik GOT o wiele lepiej poprowadzi grupę turystów
          od wieloletniego przewodnika, bo ten strzela jak z karabinu: Sokole Góry, Góry
          Ołowiane, Starościńskie Skały, Wołek, Dzicza Góra, Przełęcz Rudawska,
          Skalnik... a tak na prawdę taka dokładność nikogo nie interesuje.

          Jeżeli ktoś twierdzi, że przodownictwo turystyki górskiej to hobby, to
          przewodnictwo też i brak w nim jest tak samo profesjonalizmu jak u przodowników
          tg. Wg mnie przynajmniej połowa przewodników prowadzi dwie, trzy wycieczki
          rocznie. To czasami dużo mniej, niż liczba dniówek imprez przeprowadzonych
          społecznie przez przodowników.

          Sprawa mnie szczególnie irytuje, bo mam kilkuletnie doświadczenie i obycie z
          górami w każdych warunkach na górskiej granicy w Sudetach (służba wojskowa) i
          różne uprawnienia na góry, niestety bez przewodnickich. Byłem na kursie
          sudeckim, ale wycieczki stażowe i szczegółowe egzaminy, które trzeba było zdać
          przed "wysoką komisją", były dla mnie poprostu koniecznością wyssaną z palca,
          bo co z tego, że kandydat wiedział powiedzmy, że kościół w Wypierdziejewie był
          pod wezwaniem Pimparelli Iksińskiej, skoro w praktyce nie był w stanie nazwać
          widocznego zza szyb autokaru szczytu... A egzamin praktyczny odbywał się w
          autokarze i na ulicach miast oddalonych od gór (sic!).

          Bez problemów prowadziłem kiedyś obozy wędrowne z młodzieżą jako kierownik
          obozu. Wychowałem wielu pasjonatów gór nie biorąc za przewodnictwo turystyczne
          żadnych wynagrodzeń. Wszelkie czynności jak objaśnianie panoram, opowiadanie o
          geologii, pokazywanie przykładów piętrowości w roślinności czy historii
          zagospodarowania turystycznego gór oraz prowadzenie grupy po trasie,
          wykonywałem całkowicie bezinteresownie, a teraz po prostu wielkie g***o...

          Padła tania turystyka młodzieżowa, bo wielu mi podobnych, w tym także moi
          wychowankowie, mimo nabytego doświadczenia nie mogą już prowadzić takich grup.
          I jeżdzą z takimi gupami do Czech, gdzie w ich prawie takiej głupoty - jak
          wymaganie przewodnika dla wycieczek górskich - nie umieszczono. Wycieczka
          zyskuje, bo nie musi opłacać przewodnika, jedzenie i spanie tam tańsze... Za to
          tracą na tym nasi przedsiębiorcy turystyczni. Traci nasza gastronomia,
          schroniska, handel... Bo wycieczka korzysta z czeskich ubytowni, z czeskiej
          kuchni, u nich kupuje pamiątki a nie u nas...

          To co piszę, to zwrócenie uwagi, że w demokratycznym społeczeństwie istnieje
          poszanowanie prawa człowieka do jego realizacji w grupach stowarzyszeniowych i
          zagwarantowana konstytucyjnie wolność działalności takich grup: wolność wyboru
          lidera i wolność wyboru i decydowania o tym, kto będzie ich prowadził na
          górskim szlaku. Tak właśnie realizowane są prawa wolności człowieka w innych -
          poza Polską - demokratycznych społeczeństwach.

          Wystarczy spojrzeć na naszych południowych sąsiadów. Tam nie zamyka się całych
          obszarów gór niskich i średnich dla zorganizowanych wycieczek i wpuszcza grupy
          wycieczkowe wyłącznie z eskortą przewodnika górskiego.
    • Gość: Gucio Re: Niewolnictwo na górskich szlakach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.10.03, 18:04
      Gość portalu: Tramp napisał(a):


      >
      > Za skandal można uważać ustanowienie przez władze rozporządzenia, które
      > zabrania udać się bez eskorty licencjonowanego przewodnika nawet na znakowane
      > szlaki, także o znaczeniu międzynarodowym, nie tylko grupie wycieczkowej
      > złożonej z obywateli RP, ale także każdej wycieczce cudzoziemców
      > przybywających do Polski. W tej sytuacji grupa obywateli, zrzeszona w jakimś
      > stowarzyszeniu z osobowością prawną, która ma zagwarantowaną konstytucyjnie
      > wolność decydowania o wyborze swojego lidera oraz - co jest oczywiste -
      > również prawo powierzenia prowadzenia wycieczki osobie z własnego grona,
      > traktowana jest jak niewolnicy i w myśl naszego chorego prawa ci ludzie muszą
      > być eskortowani.

      Wymaganie uprawnień powinno mieć miejsce jedynie wtedy, gdy działanie w danej
      dziedzinie może zagrozić innym osobom. Prawo jazdy jest niezbędne nie dla mnie,
      ani nawet dla mojego pasażera (jeżeli tylko jest pełnoletni), gdyż nawet on
      powinien być świadom jaki jest ze mnie kierowca. Natomiast dziesiątki innych
      kierowców spodziewają się, że moje zachowanie będzie zgodne z pewnymi regułami
      i na tym opierają swoje przewidywania, działania, a tym samym swoje
      bezpieczeństwo. Muszą być pewni, że na skrzyżowaniu będziemy się kierowali
      wspólnymi zasadami, co pozwoli nam jakoś przebrnąć tę trudność, że jadąc prawą
      stroną szosy nie wyskoczy im z nagła pojazd, który ma odmienną regułę jazdy.
      Natomiast wszędzie tam, gdzie podejmuję ryzyko związane jedynie z własnym
      życiem lub życiem innych osób, które są tego świadome i godzą się na to
      (partner na linie, albo uczestnik wycieczki górskiej powierzający mi
      przewodnictwo na szlaku) nikt nie ma prawa mi tego zabronić, ani ograniczać.
      Świat prawdziwych demokracji już dawno to odkrył, natomiast u nas
      stary "opiekuńczy" sposób myślenia będzie pokutował jeszcze bardzo długo.
    • Gość: X Dla smaczku IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.03, 13:20
      Gość portalu: Tramp napisał(a):

      > Czy nasi ustawodawcy tego nie widzą? Czy nie widzą, że względy bezpieczeństwa
      > są naciągane w tym przepisie w sposób wprost rażący, bo skoro tym samym
      > znakowanym szlakiem mogą chodzić osoby indywidualnie, to oznacza, że aż
      > takiego niebezpieczeństwa tam nie ma. Inaczej szlak by musiał po prostu być
      > zamknięty.

      Dla smaczku: Znam dzieci, również ze szkoły podstawowej, które mieszkają
      powyżej ustawowej wysokości i codziennie chodza w doliny bez przewodnika i tak
      też wracają do domu. Kiedy jednak idą w to samo miejsce z wycieczką klasową,
      muszą mieć przewodnika:)


Pełna wersja