erba
31.08.08, 10:57
Jakoś tak "dziwnie" się składa, że osobnicy, którzy dręczą otoczenie swoją
obecnością, stosują do tego konkretny rodzaj muzyki, disco polo, disco,
prostacki hip hop, elektroniczne kiczowate przeróbki.
Kiedy sąsiedzi robią całonocną imprezę, to pół osiedla musi wiedzieć, że ich
ulubionym rytmem jest łup łup łup. Ich nie obchodzi, że ktoś ma małe dzieci,
choruje, idzie na rano do pracy, oni się BAWIĄ!
To samo dresiarska (o dziwo!) młodzież. Byłam w tym roku nad jeziorem na
Suwalszczyźnie, wszystko pięknie, woda czysta, spokojnie, do czasu aż grupka
młodych tubylców postanowi spędzić popołudnie na pobliskim polu namiotowym. Co
z tego, że oprócz nich są tam jeszcze inne osoby o różnych preferencjach
muzycznych i decybelowych. Oni MUSZĄ pokazać moc głośników w swojej furze,
serwując oczywiście mieszankę powyższych gatunków muzycznych. GRrr!
I w końcu puszczanie muzyki z komórek w autobusach i miejscach publicznych,
przeważnie jest to coś w rodzaju "umc umc umc".
Zawsze tego typu zachowaniom towarzyszą k.rwy, ch.je i pie.dolenie odmieniane
przez wszystkie przypadki, chamskie dowcipy, bekanie, prostacki śmiech i śmieci.
Nigdy za to nie zauważyłam, żeby ktoś w ten sposób katował innych rockiem,
jazzem czy bluesem.
I jak tu nie ulegać stereotypom?! Oczywiście wiem, że nie wszyscy słuchający
tego typu muzyki to chamy, ale daje się zauważyć wzrost prawdopodobieństwa ;-))
Do zachowujących się w ten sposób: nie jesteście zajeb.stymi ziomalami (czy
jak tam się u was komplementuje) tylko chamami i prostakami.
Uff ulżyło mi :D