wolny-1
13.09.08, 20:31
Walka o człowieczeństwo
Weronika Mliczewska
W oczach afrykańskich nastolatków tlą się dwa światy: dziecięcych ideałów oraz trudu dorosłego życia. Przepełnieni nadzieją i ufnością liczą, że kiedyś przezwyciężą biedę, z którą spotykają się każdego dnia. To, który z tych dwóch światów wygra w psychice nastolatka rzutuje na całe przyszłe życie.
Zaklejone podrostki
Najgorszym miejscem dla rozwoju nastolatka jest miasto. W przeciwieństwie do sytuacji w Europie, duże miasta w Kenii nie dają dzieciom perspektyw, potrafią wypaczyć psychikę i przyzwyczaić do wszelkich wykroczeń. Dotyczy to tych najbiedniejszych. Przyczyna jest jedna: ubóstwo. W mieście bardziej niż na wsi odczuwa się głód i brak dachu nad głową, mimo tego miasta stają się ostoją dla bezdomnych. W dzień potrafią być poukładani wzdłuż ulicy na chodniku, każdy ma swój rewir, swoje kilka metrów. Kawałek dalej leży ktoś inny. W nocy palą ogniska na ulicy, chowają się w zaułkach, kimają w drzwiach wejściowych do sklepów. I chociaż w nocy ulice są wyludnione, to każdy zdaje sobie sprawę, że krążą po nich cienie ludzi, bezdomnych właśnie.
Tak samo jak bezdomni na ulicach porozstawiana jest policja. Każdy ma swoje kilkanaście metrów do nadzorowania. Program rządu Mwai Kibakiego zwiększenia liczby policjantów na ulicach przyniósł wymierne rezultaty. Znacznie spadła przestępczość w porównaniu z wcześniejszymi latami - mówi jeden z policjantów na ulicy.
Położenie nacisku na edukację też wiele poprawiło. W małej miejscowości Kabernat wysoko w górach znajduje się aż siedem szkół. Dzieci chodzą w mundurkach, a klasy nie są po...one według wieku, lecz poziomu. Na cały rok dzieci oddawane są do internatu. W szkole kenijskiej widać duże wpływy postkolonialne. Ludzie zdają sobie sprawę, że nauka jest przepustką do życia na ludzkim poziomie. Prawie wszyscy mówią po angielsku jako języku rządowym i w swoim narzeczu jako wyniesionym z domu. Mało kto ogląda telewizję, ale Kenijczyk czytający gazetę jest bardzo częstym widokiem. Ludzie są ciekawi świata, chłoną wszelkie informacje ze starego lądu i dosyć sprawnie poruszają się w polityce zagranicznej różnych państw na świecie. Polska? Aaa! Kwaśniewski - skojarzył jeden sprzedawca w sklepie z pamiątkami. Byłam zdziwiona i zapytałam, czy zna Wałęsę. - Wałęsa? Nie, widocznie nie było o nim ostatnio w gazecie - odpowiedział rozbrajająco sprzedawca.
Zatem siła miast: edukacja i łatwiejszy dostęp do wiedzy zapewnione są tylko wybranym. Panuje duży rozdział na ludzi biednych i bogatych. Ci najubożsi mają w mieście ciężkie życie. A gdy ktoś wplącze się już w spiralę biedy, prawie niemożliwym jest się z niej wydostać.
"Dzieci ulicy" są powszechnym zjawiskiem w miastach. Jest to następstwo dużych różnic materialnych społeczeństwa i bezradności rządu. Za problemem "dzieci ulicy" ciągną się następne: analfabetyzm, prostytucja, pedofilia, a co za tym idzie AIDS. Ten problem wymyka się spod kontroli. Nie można mu w żaden sposób zaradzić. Na razie jedynym pomysłem jest rozwój edukacji. Pomoc dzieciom z ulicy jest na razie niemożliwa. Ale zdaję sobie sprawę, że bez przezwyciężenia szerzącej się prostytucji, pedofilii i AIDS Kenia nie ruszy do przodu. - mówi policjant żonglujący z nudów pałką. Z doniesień PAP-u tylko jeden procent chorych na AIDS w Afryce subsaharyjskiej przyjmuje leki. Najlepszym sposobem na poprawę tego stanu rzeczy jest zalegalizowanie tanich kopii leków wielkich firm farmaceutycznych. Ale to tylko wydaje się takie proste. W całej Afryce subsaharyjskiej na tańsze leki czeka aż 8 mln zarażonych wirusem HIV. Ze statystyk UNICEF-u wynika, że rośnie liczba kobiet będących nosicielkami wirusa HIV. Przyczyną tego zjawiska są gwałty oraz prostytucja.
Widok nastolatków w dużych miastach jest rzeczywiście smutny. Na przystankach krążą wychudzone dzieciaki proszące o pieniądze lub jakąkolwiek pracę. W rękawie lub pod bluzką trzymają butelkę. Butelka jest do połowy wypełniona klejem i staje się nieodłącznym atrybutem dziecka ulicy. W Kisumu, na brzegu Jeziora Wiktorii, siedzą dzieci i walczą między sobą o szkielety ryb ze śmietnika najbliższej restauracji. Z tych głodnych dzieci wyrosną dorośli ludzie. Ludzie stworzą tłum. Głodny, zły tłum. Taki tłum spotyka się na targach, taki tłum mieszka w slumsach. Dla białego człowieka jest to chwilowe niebezpieczeństwo. Ale dla czarnego lądu pozostaje nadal ciemną stroną życia codziennego.
Sielanka Wiejska?
Inaczej ma się sytuacja na wsiach i w małych miasteczkach. U nas nie ma głodu - mówi z przekonaniem wieśniak sprzedający na targu trzcinę cukrową - zobacz ile owoców, warzyw. Tego jest u nas strasznie dużo, a jedzenie jest tanie. Kenia jest dużym krajem i łączy w sobie kilka klimatów. Dzięki temu możemy uprawiać różne rośliny, które dają polny o innych porach roku. Dlatego właśnie Kenia nie jest aż tak bardzo narażona na głód jak pozostałe kraje Afryki. I to rzeczywiście znakomicie oddają wsie i małe miasteczka, gdzie duże plantacje żywią ludzi, a dzieci nie głodują dzięki obfitości natury.
Taka sytuacja bardzo sprzyja kreatywności młodych ludzi. Zaspokojenie socjalnego minimum daje już nadzieję na normalne życie w przyszłości i pozwala myśleć o czymś więcej niż o prostym napełnieniu żołądka. Nastolatkowie angażują się w turystykę. Uczą się języków obcych dzięki kontaktom z przyjezdnymi i oprowadzają ich po mieście. W Mombasie spotkałam chłopca, który znakomicie posługiwał się niemieckim. - To dzięki temu, że przyjeżdża tu dużo Niemców. Z czasem nauczyłem się i zauważyłem, że to może być moja szansa - przyznaje Joseph.
Tubylcy patrzą na białych turystów jako na pewną szansę. Z jednej strony szybkiego zarobienia pieniędzy, z drugiej strony mają nadzieję, że otrzymają od nich długotrwałą pomoc. Dlatego chętnie wymieniają się adresami, są bardzo otwarci. Po jakimś czasie zasypują nowych "znajomych" prośbami o wsparcie finansowe i nie mogą zrozumieć, że nie wszyscy biali opływają w dostatki. Biały kolor skóry jest w Kenii łatką statusu majątkowego. Każdy biały nazywany jest "Wujkiem Samem" albo lokalnie Muzungu. Muzungu może mieć różne znaczenia. Samo słowo oznacza "coś niezwykłego". Czasem znaczy tyle co frajer, natomiast w miejscach, gdzie biali ludzie prawie w ogóle nie zaglądają, Muzungu jest wybrykiem natury, który każdy wytyka palcami. Wtedy po całej wiosce roznosi się plotka, że przybyło Muzungu. Dzieci wchodzą na drzewa i wypatrują odmieńca, a wioska żyje tym wydarzeniem jeszcze przez parę tygodni.
Jednak w większości miejsc atrakcyjnych turystycznie miejscowi przywykli do białych turystów i zauważyli, że mogą dzięki nim dużo zarobić. Dlatego młodzi ludzie zatrudniają się na przykład w transporcie. Może być to rower z siedzeniem z tyłu, pełniący rolę taksówki. Tzw. boda-boda jest jedynym źródłem utrzymania dla wychudzonych, młodych ludzi, którzy godzinami pracują za kilka dolarów.
Inną formą kontaktu z białymi są słodkie formy żebractwa. Miejscowe dzieci nauczyły się, że Muzungu zawsze przywożą cukierki, ołówki, gumki lub temperówki. Niektórzy idąc za ciosem, chcą wymieniać się na buty: Ile lat masz swoje buty? Widzisz, bo ja całe życie noszę te same... Zrobione są z opon.
Dużo dobrego w Kenii robią misje chrześcijańskie. Młodzi ludzie chłoną nauki religijne, angażują się w akcje prowadzone przez misje, w zespoły muzyczne i programy, które zwiększają ich szanse w przyszłości. W misjach odnajdują to, co prowadzi do prostego, lecz spełnionego życia. A więc głównie nadzieję. Nastolatek, który uwierzy w siłę życia, który uwierzy w swoje perspektywy pomimo ubóstwa i trudów, może wygrać całą przyszłość.... dalej link
www.strefamlodych.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=148&Itemid=99999999
nasi misjonarze i młodzi niosą pomoc Im zobacz www.pomocglodnym.pl