mg2005
28.09.08, 17:07
wiadomosci.onet.pl/1509820,1292,kioskart.html
"Na pytanie, dlaczego raporty udostępnione zostały opinii publicznej
RFN i zagranicy dopiero 35 lat po wojnie, tygodnik SPD "Vorwaerts"
odpowiedział, że wydanie blokowały siły, którym zależało na
ukryciu brutalnej prawdy
o stosunku społeczeństwa do niemieckiego faszyzmu, o jego bierności,
błyskawicznym niemal adaptowaniu się do nowej sytuacji. Chodziło
także o ukrycie prawdy, że pobłażano ewidentnemu złu i dawano
świadectwo zwykłego tchórzostwa"
"Poniższe raporty potwierdzają znany już stan faktyczny, a
mianowicie niewyobrażalne wprost przeświadczenie o okrucieństwie w
postępowaniu Niemców wobec Polaków oraz to, że w przeciwieństwie do
wojny z Anglią i Francją akcja przeciwko Polsce była w szerokich
kręgach narodu niemieckiego popularna".
"Ostre wypowiedzi antypolskie
można było usłyszeć nawet od osób dalekich od sympatii
pronazistowskich, które ponadto na świat nawykły patrzeć rozsądnie".
Autor tej relacji pisze przy okazji, że widział na własne oczy, jak
ludzie z SS oraz inni Niemcy rabowali mieszkania po aresztowanych
Polakach. "Sam znam ludzi, którzy tą drogą wzbogacili się o srebra".
Mąż zaufania socjaldemokratów z Niemiec południowych
raportował: "Już wcześniej informowałem, że wojna przeciwko Polsce
jest, w sumie biorąc, bardzo popularna w narodzie niemieckim."
"Odosobniony raczej sygnał pewnego współczucia ze strony ludności
niemieckiej zawierał raport z prowincji Brandenburgia: "W zakładach
wapienniczych w pobliżu miejscowości X przebywają od połowy września
polscy jeńcy wojenni. Okoliczni mieszkańcy bardzo interesowali się
jeńcami i dzielili się z nimi żywnością. "
"Społeczeństwo III Rzeszy orientowało się wcale nieźle, co w trawie
piszczy. Różnymi kanałami, również za pośrednictwem zagranicznych
rozgłośni, dochodziły do Niemiec pierwsze echa popełnianych na
Polakach okrucieństw. Słuchanie zagranicznego radia zostało
wprawdzie natychmiast po wybuchu wojny zakazane, a wyłamujących się
karano surowo.
Denuncjanci, a było ich w Niemczech wielu, w nagrodę za celny donos
otrzymywali 15 marek.
Informator z Niemiec południowych pisze: "Tylko w nielicznych
przypadkach respektuje się surowy zakaz słuchania zagranicznego
radia". Sam Goebbels żali się w poufnych prywatnych dziennikach, np.
25.03.1943 r., że w Rzeszy "znów na coraz większą skalę słucha się
zagranicznych stacji radiowych". Informator z Nadrenii Północnej-
Westfalii donosił podobnie: "Rozgłośnie w Strasburgu i w Londynie
bardzo przyczyniają się do tego, że robotnicy mogą widzieć sprawy w
bardziej właściwym świetle. Chociaż jest to niebezpieczne, wielu
słucha obcych rozgłośni. Można się o tym przekonać na podstawie
prowadzonych rozmów". Społeczeństwo III Rzeszy było więc na ogół
dobrze poinformowane. Dlatego nie bardzo można tłumaczyć niewiedzą
zarówno krzepiącą niemal do ostatka wiarę w Führera, jak i brak
szerszego sprzeciwu wobec zbrodniczego oblicza tego reżimu. Powyższe
informacje pozwalają wątpić w nagłaśniane często po wojnie, a nawet
jeszcze dziś zapewnienia, że o masowych rozstrzeliwaniach,
holokauście, obozach koncentracyjnych przeciętny Niemiec nie miał
wówczas zielonego pojęcia, że była to wiedza tylko wąskiej warstwy
wtajemniczonych. Jak wynika z raportów, z aprobatą społeczeństwo
przyjęło agresję na nasz kraj i wymazanie Polski z mapy Europy. Do
agresji przykładano nie kategorie moralne, lecz kryterium kosztów. "