Sedno problemu alkoholowego w malzenstwie.

15.10.08, 15:36


Spotkalem sie w ostatni weekend z kolezanka, ktora pol roku temu
rozwiodla sie z mezem. Powod jak podala: problem alkoholowy.
Przezornie zaproponowalem rozmowe w miesjcu, gdie alkoholu w ogole
nie pdaja, na co koleznaka zareagowala smiechem :-)
Spotkalismuy sie wiec w barze, delikatnie sugeruje jednak cos "bez"
na co ona odpowiada ze dzis to musi sie napic."

Gadamy wiec. Pil? Pil. Bil? Nie bil. Wyzywal? Nie wyzywal. Rzucal
meblami ? Nie rzucal. Darl morde? Nie darl.
OK.

Pijemy wiec my
Po dwoch i pol godzinie musze ja wyprowadzic , bo sie slania, ja
nie wypilem prawie nic. Odwoez kolezanke do domu i klade lulu.

W drodze powrotnej olsnienie: Problem polegal na tym ze maz owszem
i sam albo z kolegami. Gdyby wracal do domu z butelka i pil z zona,
to pewnie dzis by bylu najszczesliwsi pod sloncem.
Pełna wersja