wolny-1
15.10.08, 22:11
Połatane dzieciństwo
Brudni, obszarpani, agresywni, ze złowrogim błyskiem w oczach, z
ironią plujący pod nogi... Któż ich nie zna? Kto się z nimi nie
zetknął? „Chłopcy ulicy”, a dziś już raczej „dzieci ulicy”, bo i
dziewczynek w tym gronie nie brakuje. Znamy ich w Polsce z dworców,
z melin, spod mostów... Nie chcemy mieć z nimi nic wspólnego, bo są
niebezpieczni. Tych niczyich dzieci nie brakuje. Można je spotkać w
Warszawie i na prowincji, w moskiewskim metrze i blisko Termini w
Rzymie, na ulicach Limy w Peru i w samym centrum Nairobi – stolicy
Kenii. Ich domem, szkołą, placem zabaw – jest ulica...
Ojciec Święty Jan Paweł II w tegorocznym Orędziu na Wielki Post
przywołuje wszystkich wierzących do zatrzymania się nad dramatyczną
sytuacją dzieci. Już tradycyjnie w II niedzielę Wielkiego Postu
zbierane były ofiary na potrzeby misyjne, w tym roku – na rzecz
dzieci ulicy w Afryce. „Ludzkość nie może zamykać oczu na tak
zatrważający dramat” – pisze Papież. I jest wielu takich, którzy
swych oczu nie zamykają.
Łzy muszą szybko obeschnąć
Ks. Henryk Juszczyk, salezjanin, pracuje od kilku lat w Kenii,
prawie 32-milionowym kraju afrykańskim, gdzie znaczną grupę
społeczeństwa stanowią dzieci i młodzież. Często pozbawieni są
wszystkiego: rodziny, możliwości nauki, dachu nad głową, warunków do
godnego życia. Większość z nich zadomowiła się na ulicy, która ich w
pełni przygarnęła, jako jedyna ich nie odrzuciła. Gdy dzieci trafiły
na ulicę, czuły się zagubione. Szybko jednak musiały obeschnąć łzy
spływające po policzkach 4-letniego Nelsona, pokrytego strupami
brudu, 6-letniego wychudzonego Collinsa czy 7-letniej kędzierzawej
Charity. „Ulica-matka” ma bowiem swe twarde prawa, które trzeba
respektować. Dzieci trafiające na ulicę mogą się utrzymać tylko
dzięki ścisłej współpracy z grupami zorganizowanej przestępczości.
Muszą zapracować na siebie i swych, czasem niewiele
starszych, „szefów”. Szybko specjalizują się w kradzieży i w
prostytucji. Są szczęśliwe, gdy im się trafi dorywcza praca „na
czarno”, za którą czasem ktoś rzuci im niedojedzoną do końca kromkę
chleba.
W rynsztoku można tylko dziękować
Ks. Henryk Juszczyk mówi o tym z bólem. Dobrze zna prawa ulic
Nairobi. Pracuje w dwóch slumsach tego miasta. Buduje w nich mały
kościółek Miłosierdzia Bożego, przedszkole i szkółkę, choć te szopy,
pokryte szmatami czy zardzewiałymi kawałkami blachy, odstraszają
każdego. Tam jednak mieszkają ludzie, a nie jest to tylko śmietnik –
jak mówią o slumsach bogacze z willowych dzielnic stolicy. Misjonarz
zna też Kibera Slums, największy slums Afryki, „dom” 600 tys.
nędzarzy. Nikt rozsądny nie zapuszcza się tam. Ksiądz Henryk wie,
jak żyją tam ludzie, zwłaszcza dzieci. Ileż razy spotykał na ulicach
Nairobi groźne bandy dzieci ulicy. Każda z nich ma swój rejon
działania i swoją stałą pracę. Najmłodsze dzieci, poniżej 8 lat,
muszą żebrać. Potrafią przez wiele godzin, a czasem i dni, stać na
ulicy i prosić przechodniów o pieniądze.
Dzieci w wieku 8-12 lat spędzają czas w pobliżu małych restauracji
usytuowanych wzdłuż ulic i w pobliżu miejsc publicznych. Wykonują
tam wiele drobnych prac, za które otrzymują skromne jedzenie lub
mają możliwość zjedzenia tego, co zostało na talerzach po klientach.
Zarobione grosze przekazują nocnym stróżom wielkich sklepów lub
zakładów pracy, by w ten sposób zapewnić sobie nocleg i życzliwość.
Dzieci w wieku 12-14 lat najczęściej zarabiają na życie, czyszcząc
buty przypadkowym przechodniom. Niektórzy z klientów rzucą dziecku
drobną monetę, ale są i tacy, którzy wyczyszczonym butem zepchną je
do rynsztoku. Małe pucybuty i jednym, i drugim mówią „dziękuję”,
inaczej straciłyby pracę.
Dzieci w wieku 15-17 lat okupują zazwyczaj pobocza ulic, zajmując
się pilnowaniem samochodów w miejscach niestrzeżonych oraz ich
myciem.
Młodzi powyżej 17 lat są najczęściej „rozładowaczami”. Załadowują i
rozładowują samochody ciężarowe, dostarczające towar do dużych
miast. Często już na trwałe przygarbieni, z grymasem bólu na twarzy,
ale codziennie od świtu zjawiają się „w pracy”.
Dar z Nieba – Bosco Boys
Gdy tylko salezjanie pojawili się w Kenii, zaraz zaczęli pracować
wśród dzieci ulicy. Przebijali się przez brutalne prawa tego
niebezpiecznego środowiska i stopniowo zyskiwali sobie wiarygodność
i sympatię. Poszli do slumsów, zaczęli walczyć o każde dziecko. W
1988 r. powstało jedno z największych dzieł na rzecz dzieci ulicy o
nazwie Bosco Boys. Ośrodek ten otacza opieką ponad 500 chłopców, z
których 250 przebywa tam na stałe. Chłopcy z Bosco Boys na początku
oduczają się wąchać klej, próbują żyć bez narkotyków, potem uczą się
pisać, czytać, zdobywają podstawową wiedzę, bawią się w oratorium,
stopniowo przygotowują się do przyjęcia sakramentów świętych, uczą
się uczciwe żyć i pracować. Wreszcie mieszkają w domu, który nie ma
nic wspólnego z ulicą. Czysto ubrani, uporządkowani, uśmiechnięci,
odzyskali swoją godność. Czasem tylko, gdy coś im przez dłuższy czas
nie wychodzi, wymknie się z ust jednego czy drugiego jakieś wulgarne
słowo, za które natychmiast przepraszają. To jedna z pozostałości po
tym, co było. No i smutek, który – patrząc uważnie – można mimo
wszystko dostrzec niekiedy w głębokich i na zewnątrz uśmiechniętych
oczach wychowanka. Ran połatanego dzieciństwa nie da się bowiem do
końca uleczyć.
Radość i smutek
Ci, którzy pomyślnie zakończą swoje doświadczenie w Bosco Boys i
wytrwają do końca, przechodzą do innego ośrodka prowadzonego przez
salezjanów – do Don Bosco Town, gdzie mają możliwość kontynuowania
nauki w szkole zawodowej i zdobycia konkretnego zawodu, jak:
stolarz, ślusarz, mechanik... W ten sposób mogą uczciwie zapracować
na chleb, mają szansę założyć normalną rodzinę, być uczciwymi
obywatelami i dobrymi chrześcijanami.
Dzieło Bosco Boys na rzecz dzieci ulicy z Kenii i ze slumsów na
przedmieściach Nairobi może się rozwijać jedynie dzięki wielkiej
otwartości i życzliwości ludzi z kraju i z zagranicy. Część tych
kenijskich dzieci objęta jest misyjnym dziełem adopcji na odległość.
Potrzeb i wydatków w ośrodku jest niezliczona ilość.
Mój tegoroczny Wielki Post
Trwa okres Wielkiego Postu. Przeczytajmy raz jeszcze i przemedytujmy
Papieskie Orędzie Wielkopostne na 2004 r., którego tematem są słowa
samego Chrystusa z Ewangelii według św. Mateusza: „A kto by jedno
takie dziecko przyjął w imię moje, Mnie przyjmuje” (Mt 18,5). Ojciec
Święty w orędziu stawia jeszcze jedno dramatyczne pytanie w
odniesieniu do sytuacji wielu dzieci świata: Cóż złego uczyniły te
dzieci, że zasłużyły na takie cierpienia?...
Wszyscy możemy im pomóc, każdy w odpowiedni dla siebie sposób.
link dalej artykuł źródło :
www.niedziela.pl/artykul_w_niedzieli.php?doc=nd200412&nr=29
Dzięki adopcji serca wiele afrykańskich dzieci unika głodu i ma
szanse
na naukę w szkole. A nauka zawodu jest jedyną szansą wydostania się z
nędzy.
Adopcja serca miesięcznie kosztuje zaledwie 15 dolarów. Jeśli chcą
Państwo pomóc dzieciom z Afryki, informacje o tym, jak to zrobić
znajdą Państwo na stronach internetowych:
www.maitri.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=85&Itemid=59
aby pomóc np. darmowy posiłek przez bezpłatne kliknięcie w baner
prowadzone akcje więcej www.pomocglodnym.pl