wszystkoch
25.11.08, 09:05
Proszę o przedstawienie męskiego punku widzenia, bo mi się pomysły
kończą.
Rozstaliśmy się po prawie 8 latach związku na
zasadzie "porozumienia", choć bardziej z jego inicjatywy. Ja
postanowiłam nie zmuszać go do niczego histeriami, nie prosić, nawet
wyprowadziłam się z dnia na dzień. Utrzymywaliśmy poprawne kontakty
jeżeli chodziło o kwestie finansowo- organizacyjne- tyle. Bardzo
cierpiałam, ale czas pokazał, że to była dobra decyzja. U niego
dokładnie odwrotnie. Nie robił nic żeby mnie odzyskać, randkował,
balował, a po czterech miesiącach kompletnie mu odbija. Nęka mnie
telefonami, zasypuje mailami, przesyła wspólne zdjęcia, wmawia mi,
że na pewno go kocham, ale zranione serce nie pozwala mi wrócić.
Pokłóciłam się z nim ostatnio kiedy przyjechałam po część swoich
rzeczy, wpadł w szał, zaczął demolować mieszkanie. Nigdy w życiu go
takim nie widziałam. Wydzwania do mojej matki, straszy mnie.
Jestem stanowcza i zerwałam z nim wszelki kontakt. Nie odpisuję, nie
odbieram telefonów. Wiem, że zrobiłam źle, chcąc zachować przyjaźń,
która tyle lat była między nami, byłam za dobra i on to źle
zinterpretował.
Boję się o siebie, swoich bliskich (dzwonił ostatnio do mojej
matki), zaczynam coś nowego i wartościowego z kimś innym, nie chcę
żeby wracał jak zmora.
Jest jakiś sposób na takich inny niż upływ czasu?