upierdliwa sąsiadka

02.12.08, 17:15
Witam.
Moja mieszkająca nade mną sąsiadka uwielbia mi/ nam z mężem się narzucać.
Potrafi wysłać 2 smsy dziennie "czy mogę do Was wpaść z Kubusiem", a jak na
nie nie odpiszę - zahaczy mnie na gg.
Początkowo nic do nich nie miałam, wręcz odwrotnie - fajni ludzie,
spotykaliśmy się od czasu do czasu. Pilnowalismy im dziecka jak było trzeba itd.
Teraz przez te smsy ja dosłownie podskakuję jak mi brzęczy telefon.
Sprawa rozwijała się tak: najpierw, na pierwsze 50 smsów odpisywałam, że teraz
nie jest dobry moment, że coś robię, że mam ochotę mieć spokój i poczytać
(jestem w ciąży i siedzę w domu) itd. Nastepnych 50 smsów olałam, już sobie
myśląc o sąsiadce nienajlepiej. Przestała pisać na jakieś 2 tygodnie. Na
kolejnego odpisałam ( o ja durna), że no jestem w domu ale siedzę w necie
szukając rzeczy dla dziecka bla bla bla. Ona na to, że tyle czasu nie
odpisywałam i już myslała, że się obraziłam itd., ja na to że po prostu mam
się ochotę teraz wyciszyć, ona że ok.
Od tamtej pory - znowu 2 smsy dziennie, dzień bez smsa jest dniem straconym. W
końcu jej odpisałam, że hmmmm "Magda, sorry, ale nie nudzę się w domu choć
pewnie tak Ci się wydaje - i już Ci kiedyś powiedziałam, że jak będę miała
czas, to się odezwę".
Dostałam zwrotnego "Bardzo przepraszam za zajmowanie ci czasu, już nigdy tego
nie zrobię".
No kuźwa, przez pierwsze 5 minut miałam autentyczne wyrzuty sumienia...
Która z nas jest nienormalna?
    • Gość: dlo Re: upierdliwa sąsiadka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.12.08, 17:56
      Zdecydowanie TY, bo sobie na takie zachowanie pozwalasz.Niestety
      istnieje cała rzesza ludzi którzy potrafią swoją osobą wejść w cudze
      życie mogąc je całkowicie zdominować.Czemu nie umiesz po prostu
      powiedzieć ODWAL SIE.A czy wiesz już co będzie kiedy przyjdzie na
      świat Twoje dziecko?Powiedzieć Ci? Po prostu nie pozbędziesz sie jej
      z życia i mieszkania.Pod pozorem dawania dobrych rad przez "dobrą
      ciocię" będzie stałym gościem w twoim domu i telefonie.No ale jeśli
      nie potrafisz twardo egzekwować swojego prawa do prywatności to nie
      dziw się ,że moim zdaniem to z Tobą jest coś nie tak.
      • tadaam Re: upierdliwa sąsiadka 02.12.08, 18:18
        Hmmmm

        no wydaje mi się, że jednak całkowicie się z Tobą zgadzam. Długo byłam
        cierpliwa, żeby nie było że ja to ta konfliktowa, co nie chce być jej najlepszą
        przyjaciółką, ale to się właśnie skończyło :)
        Korciło mnie co prawda, żeby na któregoś smsa odpisać "Magda, narzucasz mi się",
        ale odpisałam koniec końców w innej tonacji.
        Mi się nie da wbrew pozorom wejść na głowę :) tylko kurczę, ludzie są durni.
        Teraz będzie obrazona dwa lata i będzie usiłowała grać na moim poczuciu winy. A
        jak dziecko się urodzi, cóż. Już dostawałam rady, o które nie prosiłam, co mnie
        bardzo śmieszyło :) Na korytarzu, choc ewidentnie czekała aż ją zaproszę.
        Nigdzie nie jest napisane, że należy się przyjaźnić z sąsiadami, prawda?
        • kochanica-francuza Re: upierdliwa sąsiadka 02.12.08, 18:41

          >
          > Teraz będzie obrazona dwa lata i będzie usiłowała grać na moim poczuciu winy.

          O Jezu! Jak ja nie cierpię manipulantów! Odstaw sąsiadkę od piersi jak najszybciej.
          • tadaam Re: upierdliwa sąsiadka 02.12.08, 19:33
            No wydaje mi się, że mi się własnie udało :)
            Chociaż...
    • brum.pl1 Re: upierdliwa sąsiadka 02.12.08, 22:15
      Nie jest tak źle. Do mojego domu przychodziła sąsiadka kilka razy dziennie. Żeby
      sama przychodziła, to jeszcze bym ścierpiał. Ale zawsze miała pod pachą swego
      pieska, ratlerka. Nie lubię tego psa jak zarazy. Mój wilczur jeszcze bardziej.
      Gdzie nie usiadł, a zwykł był siadać na kanapie, lub fotelu to zawsze się
      zesikał. A najgorsze było jego dziamgolenie. Jeszcze trochę, a Ringo (mój pies
      - wilczur) wpadłby w jakąś chorobę nerwową. No, ale należy to już do
      przeszłości. Twoja sąsiadka i tak jest delikatna, uprzedza o ewentualnej
      wizycie, uzgadnia termin, itd. Moja ładowała się do mnie bez pardonu.
      • kochanica-francuza Re: upierdliwa sąsiadka 02.12.08, 23:30

        > Gdzie nie usiadł, a zwykł był siadać na kanapie, lub fotelu to zawsze się
        > zesikał.

        Moczu nie trzymał, czy co?


        A najgorsze było jego dziamgolenie.

        No, ratlerki to dziamgolące psy są. Jak to zwykle psy małe.
      • Gość: marysia_b Re: upierdliwa sąsiadka IP: *.37-244-81.adsl-dyn.isp.belgacom.be 02.12.08, 23:42
        Brum! A nie wiesz, ze "nie da ci ojciec, nie da ci matka, tego, co dac ci moze
        sasiadka" ;)
    • tadaam Re: upierdliwa sąsiadka 03.12.08, 09:39
      Jeszcze mam wrażenie, że jak dziecko się już urodzi, to będę nagabywana w celu
      wspólnych wypraw do piaskownicy. Podsuńcie jakieś pomysły, bo:
      - ja nie z tych, co sobie dadzą w kaszę dmuchać, i nie ma dla mnie problemu,
      żeby komuś takiemu powiedzieć "stara, kuuur.... przestań wreszcie mnie
      nachodzić, nie dotarło że jak nie odpisuję to nie mam ochoty cię oglądać???"
      - chciałabym umieć takie rzeczy załatwiać dyplomatycznie, a dyplomata ze mnie
      żaden. W końcu kurna trochę tu pomieszkam, i nie zależy mi na zrobieniu sobie
      wrogów.
      - jak będzie opcja zrobienia sobie wrogów lub codziennych odwiedzin, będę miała
      wrogów, trudno. Ale może da się tego jakoś uniknąć?
      • kochanica-francuza No aż tak to nie! 03.12.08, 18:00
        Bez wulgaryzmów i "nie mam ochoty cię oglądać".

        Przydałby ci się trening z "wyrażania tego samego na 15 sposobów" (ja
        przechodziłam jako nastolatka - takie są pożytki z matki filolożki ;-)

        Ale nastaw się, że będzie źle, tak czy owak - baba manipuluje. Żyj dobrze z
        innymi sąsiadami, żeby opinię o tobie mogło wyrazić więcej osób niż ona jedna.
    • wiu Re: upierdliwa sąsiadka 03.12.08, 11:07
      Skoro naprawdę próbowałaś zrobić to delikatniej, ale bez reakcji, to
      widocznie nie dotarło to do twojej sąsiadki. W tej sytuacji nei miej
      skrupułów przy sięgnięciu do "grubszje artylerii". Ale nadal Z
      KLASĄ, bo zakłądam, że ją masz w przeciwieństwie do owej osoby.

      Uznaj, że dałaś jej już wystarczająco do zrozumienia, że nie życzysz
      sobie kontaktów. I tego się trzymaj. Jak ją spotkasz na klatce
      schodowej, uśmiechnij się i powiedz "dzień dobry", ale potem
      spokojnei ją wymiń i idź do siebie. Gdyby "coś próbowała" to ze
      stoickim spokojem: a) najpierw udaj, że nie słyszałaś, b) potem
      powiedz że przepraszasz ale jesteś bardzo zajęta c) ODMAWIAJ bez
      skrupUŁÓW, bo przeciez nie chcesz mieć znią do czynienia. Bądź
      grzeczna, ale stanowcza, i nastaw się na technikę zdartej płyty.
      A "u siebie w główie" przyzwyczaj się do olewania jej. Powtarzaj
      sobie: MAM PRAWO NIE CHCIEĆ SIĘ Z NIĄ ZNAĆ, MAM PRAWO NIE CHCIEĆ JEJ
      W SWOIM ŻYCIU
      • tadaam Re: upierdliwa sąsiadka 03.12.08, 15:37
        Próbowałam, próbowałam. Nie mam nic przeciwko zamienieniu dwóch zdań na klatce
        czy na parkingu. Chodzi tylko o to ciągłe "może wpadniecie dzisiaj wieczorem?",
        "mogę do Ciebie przyjść na babskie pogaduchy?"... itd.
        Ciarki mnie przechodzą na to sformułowanie.
        • Gość: saba Re: upierdliwa sąsiadka IP: *.chello.pl 03.12.08, 15:57
          a ty do niej nie chodzisz? Jak spyta się, czy może przyjść na pogaduszki,
          odpowiedz "dobrze, tylko to ja do Ciebie przyjdę". Posiedż u niej, aż jej się
          znudzi Twoja obecność. Raz, drugi i ..... aż w końcu będzie miała cię dość.
          Może pojmie w czym jest rzecz.
          • tadaam Re: upierdliwa sąsiadka 03.12.08, 16:46
            Nie, ja do niej nie chodzę. Raz czy dwa poszłam na te jej "babskie pogaduchy" -
            i to było chyba rok temu - ale po tych dwóch razach uznałam, że wolę w domu
            siedzieć i prasować niż gadać z nią o niczym.
            Zaznaczam, że moje wizyty tam były reakcją na zaproszenie, nie zdarzyło mi się
            samej się wprosić.
            Ona jakoś mało pojętna właśnie jest, kurde. Ja po góra trzech smsach bez
            odpowiedzi bym czwartego nie napisała. Ona chyba przekroczyła 150 :)
            Szczerze, to jest to typ po którym się spodziewam pytań pod tytułem "mówiłaś, że
            nie masz czasu, a widziałam, że koleżanki do ciebie przychodzą".
            Serio.
            Kiedyś zadzwonili że czemu nie otwieramy, skoro palą się światła w oknach...
            było jakoś przed północą i chcieli, żeby mąż pojechał do apteki. Bo Magda musi
            siedzieć z Kubą (dzieckiem), bo chory, a Bartek.... pracuje (przy kompie, w domu).
            Nie ściemniam. Sama jak to teraz czytam, to nie wierzę :)
            O, przypomniało mi się. Jak dobrze się móc wygadać :)
            U nich remont o 24.00 to standard - ale trzeba przyznać, że po zwróceniu uwagi
            zaległa cisza.
            U nas wiercenie - to prawda, porządne wiercenie - we wtorek o 17.00 zaowocowało
            wizytą sąsiadów z prośbą, żeby nie teraz bo dziecko śpi...
            • kochanica-francuza Zaraz, zaraz 03.12.08, 17:58
              Twój mąż ma jechać do apteki bo jej mąż pracuje przy kompie?

              Yyyyyyy?
              • tadaam Re: Zaraz, zaraz 04.12.08, 19:59
                Tak, zgadza się.
                Sytuacja podobna: ja mam posiedzieć z dzieckiem, bo ona na zakupy a on pracuje.
                Serio.
      • tadaam Re: upierdliwa sąsiadka 03.12.08, 16:47
        Wiesz co, ale to nie chodzi o to, że ja jej nie chcę znać (chociaż pomału sobie
        na to pracuje). Po prostu przydałby się jakiś umiar do jasnej cholery.
        • Gość: gościna Re: upierdliwa sąsiadka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.12.08, 01:56
          Powiedziałabym jej przy jakiejś okazji, a takich pewnie będzie wiele, że jestem często typem samotniczki, potrzebuję ciszy i spokoju. Jeśli nie poskutkuje, to opowiedziałabym za pomocą licznych niedomówień, że zażyłych kontaktów z sąsiadkami nie lubisz, unikasz, bo masz złe doświadczenia z poprzedniego miejsca zamieszkania: że niby wtedy popsuły się Twoje relacje z jedną sąsiadką -koleżanką, bo była zbyt namolna. Zresztą, sama dokoloryzuj historyjkę. Zapewniam, że działa :) Wypróbowałam na sąsiadce, która mieszka drzwi w drzwi ze mną. To uratowało moje kontakty z nią :))
          • tadaam Re: upierdliwa sąsiadka 04.12.08, 20:03
            O prosze, to jest myśl. Tylko niesłychanie mnie wnerwia, że muszę WYMYŚLAĆ
            historyjki na potrzeby jakiegoś babiszona :(
            • Gość: gościna przyda się ;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.12.08, 01:02
              W związku z tym, że już to przerabiałam i też się wkurzałam, że to ja muszę
              wymyślać historyjki dla jakiejś natrętnej baby, pomyślałam o tym w innej
              kategorii :) Otóż, potraktowałam to jako wkład w rozwój mojej asertywności. Bo
              nigdy nie wiesz, czy nie przyda się taki wzór jeszcze kiedyś (oby nie).

              Jestem dyplomatką, rzadko mówię w twarz wszystko osobom, które nie są mi
              bliskie. Szukam złotego środka. Przy kolejnej konfliktowej sytuacji i
              przerobionym problemie, jest mi łatwiej odpowiednio reagować, żeby kogoś nie
              obrazić, ale zostać przy swoim zdaniu. Ot, asertywność ;)
              • tadaam Re: przyda się ;) 05.12.08, 19:02
                Dobra, będę próbować.
                Kurna
                dam radę...
    • wuzet21 Re: upierdliwa sąsiadka 06.12.08, 12:32
      Obydwie w swoim rozumieniu jesteście normalne, tylko inaczej
      rozumiecie pojęcie przyjaźni i bliskości z tym związanej. Są dwie
      możliwości rozwiązania tej drażliwej sytuacji, albo wychowasz sobie
      sąsiadkę do swojego poziomu, albo nauczysz się z tym żyć, bo
      totalnej kłótni nie biorę tutaj pod uwagę.
      • Gość: tymczasowa Re: upierdliwa sąsiadka IP: *.lutn.cable.ntl.com 06.12.08, 21:53
        Współczuję, bo wiem co to znaczy nie móc się uwolnić od manipulowania. Ja co prawda nie mam tego problemu z sąsiadką, za to znacznie gorzej, bo z rodziną, a konkretnie moją babcią i jej córką, a jednocześnie moją chrzestną. Od pewnego momentu mojego życia, kiedy już wydoroślałam i chciałabym zając się swoim życiem i swoimi sprawami bez wiecznego poczucia winy i tego, że komuś robię "przykrość" stale mnie nagabują.
        Teraz jestem na jakiś czas w Anglii i traktuję to jako tymczasowe wybawienie od tego kłopotu, ale stale muszę wymyślać historyjki, bo przecież w końcu musiałam ( musiałam? ) zadzwonić do babci dać znak życia i kłamać, że miałam problemy z komputerem i dlatego nie dzwoniłam, blabla i takie tam. To są tak zwane wampiry energetyczne, po rozmowie z nich człowiek czuje się kompletnie rozmontowany, podły i przede wszystkim okrutnie zdenerwowany, po niejednym telefonie mojej kochanej babuni, żebym zadzwoniła do chrzestnej, bo ona tęskni i przecież tak mnie kocha, zdarzyło mi się cisnąć czymkolwiek co było pod ręką o podłogę. Albo gryźć co popadnie. Okropnie się wtedy człowiek czuje.
        Próbowałam się temu przeciwstawiać, dochodziło do ciężkich rozmów, były płacze, złość i cisza na maksymalnie miesiąc czasu, po to, aby później wszystko wróciło do "normy". Co gorsza dałam się wrobić w bycie chrzestną córki mojej chrzestnej. Uroczo prawda?

        Także do autorki tego tematu kieruję te słowa: kobieto masz o wiele większe szanse pozbyć się problemu sąsiadki, nawet z piętra wyżej, niż ja podobnego problemu z rodziną, życzę dużo szczęścia i świętego spokoju.

        PS. W jakiejś książce z dziedziny psychologii czytałam o podobnym przypadku manipulantów rodzinnych i tam dziewczyna myślała, że chyba po śmierci jej prześladowców dopiero będzie miała spokój, wiedziała, że to straszne myśli, ale tak czuła. I ja przyznaję, że też tak czasem mam. Ludzie ludziom zgotowali ten los.
        • yoma Re: upierdliwa sąsiadka 06.12.08, 21:57
          Dlaczego straszne? Też miewam.
          • Gość: tymczasowa Re: upierdliwa sąsiadka IP: *.lutn.cable.ntl.com 07.12.08, 07:28
            Dlatego straszne, bo to wyglada jakby sie komus smierci zyczylo dla wlasnego
            swietego spokoju, a chyba malo kto z nas jest tak zly do szpiku kosci zeby
            chociaz troche nie miec wyrzutow sumienia z tego powodu.
            • yoma Re: upierdliwa sąsiadka 07.12.08, 13:18
              Się nie życzy, tylko czeka. Każdy kiedyś umrze, nie?
              • Gość: tymczasowa Re: upierdliwa sąsiadka IP: *.lutn.cable.ntl.com 07.12.08, 21:06
                yoma napisała:

                > Się nie życzy, tylko czeka. Każdy kiedyś umrze, nie?

                Czekać można latami, nie każdy chce latami znosić udrękę. Nie da sie wszystkiego
                tak uprościć.
    • burza1111 Re: upierdliwa sąsiadka 07.12.08, 13:03
      WY dwie jesteście nienormalne. A nawet Ty bardziej niż ona , bo
      pozwalasz na coś co Ci nie odpowiada, z czym czujes się źle i tyle.
      Gnębi Cię, dręczy, może nie zdajac sobie z tego sprawy. Ona taka
      jest, nietaktowna, mamnip[ulantka bo na to pozwalasz. A kim ona
      jest, z eby Cie dreczyc, zebys byla od nieuj zalezna, nie dreczy
      nawet ro0dzina chociaz czasami moe a s ąsiadka to obca osoba. Dziwi
      mnie twoja postawqa ...
      • Gość: tymczasowa Re: upierdliwa sąsiadka IP: *.lutn.cable.ntl.com 07.12.08, 21:09
        burza1111 napisała:

        > WY dwie jesteście nienormalne. A nawet Ty bardziej niż ona , bo
        > pozwalasz na coś co Ci nie odpowiada, z czym czujes się źle i tyle.
        > Gnębi Cię, dręczy, może nie zdajac sobie z tego sprawy. Ona taka
        > jest, nietaktowna, mamnip[ulantka bo na to pozwalasz. A kim ona
        > jest, z eby Cie dreczyc, zebys byla od nieuj zalezna, nie dreczy
        > nawet ro0dzina chociaz czasami moe a s ąsiadka to obca osoba. Dziwi
        > mnie twoja postawqa ...

        Po pierwsze to chyba niezbyt uprzejme zwracać się do obcych osób 'per'
        "nienormalne", to, że przeczytałaś to co mamy do powiedzenia, to nie znaczy, że
        już nas znasz.
        Po drugie, nie każdy ma tyle cywilnej odwagi i tupetu, żeby od razu wypalić co
        myśli o drugiej osobie itp. Niektórzy muszą się zebrać, poczuć, że ktoś/coś ich
        mobilizuje, odczuć wsparcie, żeby pokonać swoje słabości.
    • obrotowy co za dziecinada :) 07.12.08, 13:57
      Nie ma obowiazku pisania SMS-ow, ani odbierania telefonow.

      Mam automatyczna sekreterke, slucham, kto sie odzywa

      gdy mam ochote - to podnosze sluchawke, gdy nie mam , to nie.

      i KONIEC.
Pełna wersja