Gość: mag
IP: *.pozn.gazeta.pl
06.11.03, 10:05
Ale inny chyba niż zwykle:) Mam problem ślubno-rodzinny i potrzeba mi
obiektywnego spojrzenia z boku!
Otóż przygotowuję ślub z dużym wyprzedzeniem, bo chcę żeby wszystko było
dokładnie tak jak sobie wymysliłam. Ślub ma być sierpniu. Mój ukochany był na
początku bardzo przeciwny samemu weselu, ale po kilku miesiącach "urabiania"
dał się przekonać. Istotny jest tu też termin wakacyjny - ponieważ w ciągu
roku mój narzeczony miałby małe szanse na jakiś sensowny urlop na slub (taką
ma robotę, niestety).
No i zdarzyło sie, ze moja jedyna i ukochana siostra niespodziewanie zaszła w
ciążę. Dzieciątko ma się urodzić w terminie czerwcowym, czyli na mój ślub
miałoby dwa miesiące, co może uniemozliwić jego rodzicom podróz i
uczestnictwo w uroczystościach. No i teraz rodzina naciska na mnie na
przyspieszenie terminu o kilka miesięcy, co wiąże się ze zmianą miejsca
wesela (tego na sierpień długo szukałam i jest idealne...), problemami z
pracą narzeczonego, pewnie jego niezgodą na ten wcześniejszy termin (trudno
go było przekonać do wersji sierpniowej, do kwietniowej to prawie
niemozliwe), no, generalnym postawieniem na głowie wszystkiego, co juz
wymysliłam i przygotowałam. CO ROBIC??? Z jednej strony bardzo chcę, żeby
siostra była na tej uroczystości, bo jest mi bardzo bliska (planowałam też że
będzie świadkiem), a z drugiej serce mi się kraje, kiedy pomyślę że wszystkie
nasze plany co do tego wyjątkowego dnia mają lec w gruzach...