melissa79
06.01.09, 14:45
trochę długie ale chcę naświetlić sytuację
niedawno odnowiłam znajomosć z przyjaci,olką z dzieciństwa,
spotkałyśmy się parę razy, ona mi się bardzo żaliła jak to jej się w
życiu nie poukładało i moze faktycznie ma nieciekawą sytuację:
skończyła studia artystyczne, ale stałej pracy nie ma, sprzedaż
obrazów nie idzie (wszytsko co namaluje wisi w domu), największym
sukcesem była sprzedaż obrazu na jakiejś aukcji za 500 zł, chłop ją
rzucił, mieszka z matką która jest schorowana na rencie a i ona sama
podobno ma kłopoty z kręgosłupem wiec po pierwsze musi się leczyć, a
po drugie nie moze za bardzo znaleźc pracy np. przy konserwacji
obrazów, bo to własnie obiąża kręgosłup etc etc... no nie klepią
biedy, ale dobrze nie jest...
w sumie zrobiło mi się jej trochę żal, bo po pierwsze była to długo
moja najlepsza przyjaciółka a po drugie mi się akurat w życiu w
miarę ułozyło, więc razem z meżem podtanoiwlismy ze "damy jej trochę
zarobić" i zamówimy u niej obraz: reprodukcję jednego z obrazów
Klimta.
Ona się strasznie ucieszyła i szybko wzięła do roboty, dzwoniła
opowidając jak się posuwają prace i w końcu ze już skonczyła... i
powiedziała nam w końcu cenę: 1.600 zł
Lekko nas wgięło. spodziewaliśmy się ceny o połowę niższej... Moja
wina ze z nią wczesniej nie uzgodniłam, ale kurcze po pierwsze żadna
z niej artystka, najdroższy jej obraz kosztował 500 zł, to w końcu
reprodukcja więc chyba coś tańszego od "normalnego obrazu". wiadomo
ze poniosła koszty materiałów, ale chyba trochę przegięła z ceną...
czuję się trochę nabita w butelkę, trochę wykorzystana, nie wiem jak
z nia rozmaiwiać, jak negocjować cenę, iść do rzeczoznwcy żeby
ocenił czy to naprawdę tle warte?? Jednak 1.600 zł to obiektywnie
dużo kasy, w końcu to pół mojej pensji za coś czego tak naprawdę nie
potzrebuję... chciałam jej trochę pomóc a sama mam kłopot :((
co robić?