stokrota113
26.01.09, 17:06
Sytuacja wygląda w ten sposób: po 4 latach solidnego studiowania, będąc na 5
roku rozchorowałam się. Opuściłam mnóstwo zajęć i wiedziałam, że części nie
zaliczę. Próbuję chociaż część zaliczyć by w przyszłym roku mieć łatwiej.
Pogodziłam się z przedłużeniem studiów, nie wpadłam w żadną depresję,
doszukuję się samych plusów tej sytuacji.
Ale każdy kto mnie zna, naciska bym się spięła i jakoś "pchnęła" to. Oznacza
to, że musiałabym przez najbliższe 3 tyg nie spać tylko non stop
robić...stresować się, że wkładam tyle pracy w pchnięcie wszystkiego a i tak
może zostać mi coś na przyszły rok.
Poza tym musiałabym "włazić w du..ę" prowadzącym by mnie przyjęli mimo że cały
semestr nie pokazywałam się na ich przedmiocie.
Od każdego słyszę tylko dobre rady bym nie odpuszczała. Czemu nikt, nie
rozumie że ja nie chcę robić nic na siłę, że to nie w moim stylu.
Czy ja faktycznie jestem słaba i odpuszczam? Czy skoro wszyscy bronią się w
tym roku to ja też muszę?