sibeliuss
04.02.09, 14:04
Czas biegnie, ustrój nam się zmienił dawno temu i pokolenie dzieci nie
pamiętających PRLu już studiuje; niby dużo.
Nadal pokutuje w ludziach nijakość, brak umiejętności elokwentnego sprzedania
się, zdystansowanej autoreklamy i świadomości wpływu na swoje życie. PRL to
było wychowanie podwórkowe, stadne, razem jesteśmy siłą, wszyscy w drużynie
powinni trzymać się razem, nie wychylaj się, bo Cię utną i bez pozostałych
jesteś niczym. Socjolodzy nazywają to zespołem podwórkowej drużyny
piłkarskiej, czyli indywidualizm jest postrzegany jako negatyw. Taka drużyna
tłamsi wybitnych, ale też ukrywa miernoty. Pech w tym, że często wybitni czuli
się miernotami. W dorosłym życiu takich ludzi nie jest łatwo wyłowić, trzeba
ich choć trochę poznać. Ostrożni w wypowiedziach, mają dużą wiedzę ale tylko
na określone tematy, niska wiedza życiowa i zaniżona ocena własnych
możliwości. Pobudzeni do dyskusji mówią o wszystkim, ale nigdy o sobie, nigdy
o emocjach własnych, doznaniach, opinie są ostrożnie spolaryzowane (wtedy
łatwiej się z nich wycofać), przeliczają niewygodne pytania lub odpowiadają
zupełnie nie na temat pozorując niezrozumienie pytania lub licząc, że unikną
odpowiedzi zasadniczej.
Dopiero wtedy widać, że i kolorystyka i krój ubioru też są zdystansowane,
takie szarawe, bez awangardy, w takich łatwiej wtopić się w tłum.
Nie umieją walczyć o swoje, łatwo wycofują się, łatwo wybaczają...
Czy mamy w sobie choć pierwiastek takiej nijakości?