tomek854
08.02.09, 18:32
Tak oglądam te wiadomości o tej Włoszce odłączonej od aparatury, przypomina mi
to sytuację dot. tej Amerykanki sprzed paru lat i tak sobie myślę:
Gdzie tu jest to chrześcijańskie miłosierdzie:
- jest osoba, która nie ma kompletnie kontaktu ze światem, nie wiadomo nawet
czy ma świadomość. Być może ma, i żyje sobie w swoim świecie niczym Majmasz
Samosyn z opowiadania Lema, wymyśla sobie swój Gozmoz i wszystko, ale nikt
nigdy nie będzie potrafił powiedzieć, czy, a jeżeli tak, to czy istotnie
lepsze jest to niż śmierć. Pewne jest, że gdyby nie nasze aktywne działanie
(podłączenie maszyn) to taka osoba siłami natury by długo nie pożyła.
- zapada decyzja o zaprzestaniu sztucznego wstrzymywania życia - wszyscy
pobożni ludzie protestują że każde życie wymaga ochrony... Tylko że
1. Ile warte jest takie życie? Jeżeli ktoś jest rośliną, to czy jest to
świadoma osoba?
2. Przecież tego życia już dawno by nie było, gdyby je pozostawić woli boskiej...
- dzięki moralistom eutanazja jest niedozwolona. Czyli taka osoba (która
podobno jest w stanie odczuwać cierpienie jak chcą niektórzy) skazana jest na
powolną śmierć głodową.
Gdybyśmy zaproponowali powolną śmierć głodową skazanemu na śmierć
zwyrodniałemu przestępcy to wszyscy krzyczeliby że jest to nieludzkie. Takich
zwyrodnialców usypia się chemicznie albo sadza na krześle elektrycznym.
Natomiast niewinna chora, podobno jeszcze osoba, ma ginąć w męczarniach jako
"mniejsze zło" od eutanazji?
Coś mi tutaj się nie zgadza...