"odmowa czuwania przy umierającym"

24.02.09, 12:05
wiadomosci.onet.pl/2681,1922188,pielegniarka_odmowila_rodzinie_prawa_do_czuwania_przy_umierajacym,wydarzenie_lokalne.html


Mam wątpliwości czy to taki naprawdę skandal jak się to próbuje
przedstawić w artykule.

Skoro człowiek był w stanie agonalnym i lekarze nie byli w stanie go
wyleczyć, to nie powinien był się znajdować w szpitalu tylko w domu
albo w hospicjum.

Rozumiem szacunek i potrzebę towarzyszenia rodziny w godzinach
śmierci, ale zdarza się że człowiek umiera długo, tygodniami,
miesiącami nawet.. Nie zawsze, a właściwie rzadko kiedy da się
przewidzieć precyzyjnie termin śmierci.
Czy - jak sugeruje artykuł - powinno się w związku z tym pozwolić
rodzinie "koczować" przy łóżku chorego/umierającego tygodniami?
Przecież na sali (rzadko jest to sala jednoosobowa) znajdują się też
inni pacjenci, dla których obce osoby przebywające nieustannie w
pomieszczeniu są uciążliwością. Dlatego przepisy szpitalne określają
dokładnie godziny odwiedzin - przecież nie na złość rodzinie, tylko
dla dobra pacjentów (organizacja pracy oddziału, podawanie leków,
zabiegi, zachowanie spokoju i intymności chorych, zagrożenie
epidemiologiczne i inne przyczyny).
    • piwi77 Re: "odmowa czuwania przy umierającym" 24.02.09, 12:11
      Lekarze, czy pielęgniarki to też tylko ludzie, są omylni, bywają
      zmęczeni i zdenerwowani. Kolejny to przykład, jak mało jesteśmy
      wobec nich wyrozumiali. Pielęgniarka mogła przecież nie znać godziny
      śmierci pacjenta, gdyby znała, pewnie zgodziłaby się na pozostanie
      rodziny.
    • paskudek1 Re: "odmowa czuwania przy umierającym" 24.02.09, 13:09
      nie wiem w ilu szpiatalach sa sztywne godziny odwiedzin. W tych, które znam i w których leżałam (fakt, raptem dwa) oraz nasz szpital miejski chyba takowych godzin nie maja ustalonych. W każdym razie odwiedziny możliwe są niemal do 22:00. Co do obecności rodziny pacjenta w sytuacji kiedy na sali lezy więcej osób to bywa różnie. Czasami lekarze są nadgorliwi, a czasami nie robią nic. Kiedy leżał mój ojciec, cięzko chory, w ostatnim stadium nowotworu, praktycznie bez odpornosci to mimo, że powinien miec izolatkę lezał na sali z drugim panem. Ok, rozumiem braki lokalowe. Ale ten drugi pan był niemal cały czas nieprzytomny a przy jego łózku DZIEŃ W DZIEŃ stała, siedziała izmieniała sie procesja wszelkiej maści ciotek, sióstr, kuzynek, wnuków, pociotków, kuzynów i innego tałatajstwa. lekarz nie zrobił NIC żeby pacjentowi po chemioterapii, bez odpornosci zapewnić MINIMUM sterylności. Od nas do spzitala chodziła moja mama i siostra ojca, na zmianę. MY nie chodzilismy żeby go nie obciażac zarazkami, żeby nie złapał świństwa jakiegoś. Ale do tamtego faceta przychodziły tabuny i sieziały przy łózku, gadały, niemal nie zwracając uwagi na nieprzytomnego krewnego. Ale to był jakis tatuś czy teśc pani ze związków zawodowych - świętej krowy, której na szczeście nie znam bo plułabym na jej widok. Prawdopodobnie przez te babę i jej nietykalność ojcice żył krócej niżmógł. Bo po prostu organizm nie dał rady. Ale kiedy juz było wiadomo ze jest na rpawde ciężko to lekarze wcale nie odmówili prawa do czuwania w nocy. Mama wybierała się do ojca, tyle ze nie zdążyła. Więc różnie bywa.
    • rudolf.ss ty tak naprawdę uważasz czy to żart? 24.02.09, 13:18
      Ty tak naprawdę uważasz czy to żart? Bo aż mi się wierzyć nie chce, że można być
      takim człowiekiem, a kobiety takiej to już sobie w ogóle nie umiem wyobrazić.
      Królowa lodu czy loda?
Pełna wersja