0rmo
22.03.09, 11:55
Demokracja to jest 0,5% historii ludzkości. To jest rzadki wyprysk
na zdrowym ciele społeczeństwa. Tylko dzisiaj jest przypadkiem dużo
republik. To jest tak, jak na statku. Albo lepszy przykład: samolot.
200 osób leci samolotem. Nagle ktoś proponuje wprowadzenie
demokracji, że pilot będzie skręcał w lewo, w prawo, orczyk do
siebie, w zależności od tego, jak ludzie podniosą rękę.
Zgodzilibyście się na demokrację na pokładzie samolotu? Niemal każdy
po dwóch tygodniach szkolenia, mógłby od biedy prowadzić samolot,
natomiast prowadzenie państwa, jest rzeczą o wiele bardziej
skomplikowaną. Dlaczego ludzie godzą się na demokrację w państwie, a
nie godzą się na demokrację w samolocie?
Ludzie o wiele częściej waliliby się młotkiem w palec, gdyby ból
występował dopiero po roku. Po wprowadzeniu demkracji w samolocie
katastrofa nastąpi po kwadransie – a w państwie dopiero po 200
latach. I tylko dlatego godzimy się na wprowadzenie demokracji w
państwie.