ofiara_przemian
30.03.09, 13:46
Nie wiem, jak Wy, ale ja powoli zapominam, jak to jest mieć
bezinteresownych znajomych. No, chyba że sięgnę pamięcią do czasów
przedszkola i podstawówki. A obecnie...po raz kolejny odbija mi się
czkawką znajomość, od której ja oczekiwałam miłych wspólnie
spędzonych chwil, a ta druga strona po prostu załatwiła prywatny
interes. Od lat już paru potykam się na takich "przyjaźniach".
Wspólnie z mężem próbujemy udawać, że jest ok. i mamy zgraną paczkę
przyjaciół, ale tak dłużej się już nie da, bo albo my byliśmy dotąd
ślepi i teraz przejrzeliśmy w błyskawicznym tempie na oczy, albo
ludzie, który dotąd uznawaliśmy za dobrych znajomych przestali
udawać, o co w tej znajomości z nami chodzi, lub szalejący kryzys
wywołał w nich instynkt przetrwania objawiający się jako hołdowanie
zasadzie: bierz dużo, nie dawaj z siebie nic, i to już jest dłużej
nie do zniesienia. W "filozoficznym" skrócie czujemy się dymani ze
wszech stron. I, o ile można znieść, że na codzień podobne działania
przejawia państwo, czy szef w pracy, to nijak nie idzie nam
przyzwyczajenie się do takich zachowań ze strony osób emocjonalnie
nam bliskich. Zauważyłam, że żadne spotkanie, żadna rozmowa, nie
mogą się odbyć bez prób załatwienia sobie, niejako przy okazji,
własnych interesów przez ww. strony. Dość, że na moją telefoniczną
propozycję: "spotkajmy się", słyszę co i raz: "a po co?" Kiedyś po
prostu wystarczyło zrobić spęd, żeby sobie pobyć razem, pogadać,
czasem ponarzekać, a dziś musi (?) być konkretny powód. Znajomy
liczył, że załatwię mu pracę, więc dosłownie bombardował mnie
telefonami, żebyśmy się spotkali, zadał sobie nawet trud i ustalił,
kiedy ma urodziny moje dziecko i przyjechał z prezentami, a kiedy
już cel osiągnął i siedzi na etacie, uznał, że nasza znajomość na
tym może się zakończyć. Szkoda, bo liczyliśmy, że wspólnie zrobimy
parę wypadów, nasze dzieci zaprzyjaźniły się z jego dziećmi, a teraz
jest pustka, bo parę miesięcy znajomości minęło. No, ale cóż. Nie
byłoby w tym może nic szczególnie przykrego gdyby nie fakt, że
kolejni i kolejni znajomi wykręcają nam taki numer. Jak jest
potrzeba, to znajdą nas choćby w piekle, a jak nie mają interesu, to
potrafią nawet telefonów nie odbierać i nie oddzwaniać. Ja zostałam
tak wychowana, że nigdy od nikogo nie pożyczam pieniędzy, ani nikogo
nie proszę o przysługę, bo jest to poniżej mojej godności, a jeśli
już jakoś tak wyjdzie, że ktoś mi sam z siebie pomoże (zdarzyło mi
się w życiu dwa razy), to z całych sił staram się odwdzięczyć, no i
nie zapominam po tygodniu, że ktoś taki trafił mi się w życiu. Do
tej pory było też tak, że ja zawsze pierwsza wychodziłam do ludzi,
pierwsza składałam życzenia z okazji świąt, pamiętałam o imieninach,
urodzinach, chrzcinach i innych imprezach i teraz zadaję sobie
pytanie? Czy nie byłam aby za dobrą ciocią? W tym roku po raz
pierwszy nie wychyliłam się z kartkami świątecznymi ani
powinszowaniami i dostałam raptem jednego sms-a z
wyświechatanym "Wesołych świąt" i nic poza tym. Myślę, że nie ma
sensu zadawać się z ludźmi, którym na mnie nie zależy, którzy ledwo
mnie zauważają i przypominają sobie o mnie tylko w sytuacjach
ekstremalnych. Jednakże zadziwia mnie bezczelność co poniektórych.
Jeśli po roku dzwoni do mnie dawno nie widziana znajoma i prosi o
pożyczkę albo opiekę nad dzieckiem, to ja się tylko zastanawiam, co
by było gdyby sytuacja była odwrotna? I mam najgorsze
podejrzenia...pomijam fakt, że paru znajomych poważnie mnie
rozczarowało, ale to jakoś przełknęłam, dla dobra znajomości.
Dyskutowałam na ten temat z osobami, z którym łączy mnie raczej
luźna znajomość (koledzy i koleżanki z pracy) i dowiedziałam się, że
to normalne, że takie czasy i szkoda czasu, energii, zaangażowania,
jeśli znajomość jest bezproduktywna, nieopłacalna, nie podszyta
żadnym interesem, korzyściami. I że tak teraz wyglądają wszelkie
znajomości, stosunki z ludźmi w ogóle. Jestem przerażona. A jak jest
u Was? Czy rzeczywiście całe życie należy opierać na zasadzie: dzień
bez korzyści jest dniem straconym? Coś za coś? To mnie zasmuca i
zniechęca do życia towarzyskiego, odpycha od ludzi, budzi niepokój i
brak zaufania do kolejnych poznanych osób...