korupcja sądownictwa

30.03.09, 15:26


KORUPCJA
W POLSKIM SĄDOWNICTWIE
SĘDZIA ZŁOCZYŃCA – ILONA SIMONOWICZ, FAŁSZERKA AKT SĄDOWYCH

Jak wielką SS Simonowa okryła sądownictwo plamą!
Jaką szansę ma oskarżony, jeśli sędzia – to osoba nie kierująca się
uczciwością, a na domiar złego – niepoczytalna? Zastanawiam się, po
wyroku skazującym wydanym przez SS Simonową, ilu jeszcze
nieszczęśników weszło i wejdzie z jej powodu w kolejne kręgi piekła?
Ilu niesłusznie skazanych ciężar smutków będzie dźwigać? Ile sądów
zostanie zbryzganych po fundamenty krwawicą mężczyzn-nieboraków
niesłusznie oskarżonych przez zezłośliwione żony i sądzonych przez
niepoczytalnych sędziów? Jakże z powodu niewinnie skazanych często
gęsto rzewnymi łzami zalewają się ich rodzice.
Ten proces uznałem za niezasłużony, i zadawałem sobie pytanie,
wtedy, na początku tej afery, w 1994 roku, jak długa będzie gehenna
procesowa? Zostałem przez Sąd oszukany i okradziony. Sąd wszedł w
posiadanie moich pieniędzy w sposób nieprawy i tymi pieniędzmi
obraca, jakby nie widział różnicy w posiadaniu prawym i nieprawym.
Sąd nie ma wiedzy o znaczeniu posiadania prawego w przeciwstawieniu
do nieprawego. Sąd zagarnia bezprawnie cudzą własność, kradnie.
fałszuje..
Złożyłem apelację, bo sędziowska interpretacja dowodów – to było
jedno wielkie kłamstwo, idiotyzmy, bełkot i łajdactwo, a znalazłem
też kilka konkretnych błędów, wołających o pomstę do nieba. Ot na
przykład SS Simonowa powołała się na „obciążające” mnie zeznania
mojej matki, gdy tymczasem moja matka w ogóle nie zeznawała w mojej
sprawie; na żadnym etapie w niej jako świadek nie uczestniczyła.
Powód, dla którego SS Simonowa dopuściła się tego oszustwa, był
jasny: chciała mnie pogrążyć w ten sposób, jako że nie zdarza się
często, by własna matka kierowała się przeciwko synowi. Celem
Simonowej było mnie upokorzyć i pognębić „dowodem” w postaci
zeznania własnej matki. Ale to zeznanie się jej uroiło! Tak sobie
wmówiła, że moja matka jest przeciwko mnie.
Zrozumiałą jest rzeczą, że wytknąłem w apelacji ten błąd i ten
idiotyzm. Apelację, 23 września 1997, przegrałem, bo rozpatrywali ją
sędziowie, wprawdzie mężczyźni, ale babscy służalcy, na pasku
Simonowej.
Nie zorientowałem się w porę, że Simonowa, gdy wytknąłem jej
powołanie się na fikcyjnego świadka, jęła się najprostszego, jej
zdaniem, sposobu, i najbardziej chamskiego i idiotycznego sposobu,
by zneutralizować mój argument i zniweczyć linię obrony: zmieniła
tekst wyroku, wyskrobała imię i nazwisko mojej matki z uzasadnienia
wyroku, zamalowała białą farbką, po czym wpisała imię i nazwisko
mojej siostry, całkiem inne. Zmieniła tekst, który ja zaskarżyłem.
Uczyniła to chyłkiem, podstępnie i po łajdacku.
Nieświadom więc niczego, wezwany zostałem na rozprawę w Sądzie
Najwyższym, w maju 2000 roku, i szermowałem na tej rozprawie moim
argumentem obronnym, że Simonowa powołała się na fikcyjnego świadka,
moją matkę. Powtarzam: nic nie wiedziałem, czy kto czego w aktach
nie sfałszował, nie podmienił. Nie przeglądałem akt, nie
sprawdzałem. Polegałem tylko na tekście przesłanego mi drogą
urzędową odpisu wyroku, zaopatrzonego przecież w pieczątkę
gwarantującą, że tekst jest zgodny z oryginałem. Nie przyszło mi do
głowy, że Simonowa, z tego powodu, że wytknąłem jej powołanie się na
fikcyjny dowód, może dopuścić się przestępstwa przerobienia
dokumentu. Nie byłem też świadom faktu, że sam Sąd Najwyższy
popełniał, w trakcie mojej rozprawy, przestępstwo posługiwania się
fałszywym, nieautentycznym, bo przerobionym, dokumentem w postaci
wyroku, którego egzemplarz w aktach był niezgodny z moim odpisem. A
niezgodny był dlatego, że Simonową ogarnął paniczny strach, że
straci te pieniądze, które zasądziła mi do zapłaty.
Ale skąd miałem wiedzieć, że zrobiła skrobankę w aktach? Jasnowidzem
nie jestem. Zorientowałem się dopiero w roku 2001, całkiem
przypadkiem, kiedy akta wróciły już z Warszawy do Białegostoku,
gdzie, w siedzibie prokuratury, zadałem sobie trud, powodowany
akrybią filologiczną, by je przejrzeć. Byłem przekonany, że odwrócę
bieg wydarzeń. Wszakże sprawa to niebagatelna, jeśli ujawnia się, że
sędzia – to fałszerz.
Ale, mijają lata, a Simonowa pozostaje bezkarna. Dlaczego innych
sprawców ekscesów karze się, a Simonowej nie? I to jest miarą
korupcji sądownictwa w naszym kraju. Oszustka trwa niepokonana,
awansowała nawet, w nagrodę za swe wybryki i ekscesy, do rangi
sędziego Sądu Okręgowego i na stanowiska wizytatora ds. karnych w
Białymstoku, ona, taka oszustka!
Tolerancją dla kreatur typu Simonowej władze tworzą grunt pod takie
afery jak porywanie dzieci i zabijanie celem wypreparowania narządów
do transplantacji, czy też takich jak porywanie ludzi dla okupu, jak
to się stało w sprawie Krzysztofa Olewnika, który przez dwa lata był
katowany przez zbirów będących w zmowie i w porozumieniu z bandytami
z policji i prokuratury, aż został, za ich przyzwoleniem, uduszony.
    • enrque Re: korupcja sądownictwa 07.05.09, 16:59
      Słyszałem już o tej sędzi. Pisano kiedyś w "Kurierze Podlaskim" o sędzi Ilonie Simonowicz. Dokładnie już całego tekstu nie pamiętam ale chodziło w nim o to, że przeinacza ona zeznania świadków i również było coś na temat fałszowania przez nią akt. Tytuł (jeśli się nie mylę) brzmiał "Brudna toga".
Pełna wersja