Utrata pracy=utrata znajomych???

31.03.09, 16:21
Zewsząd dobiegają mnie głosy (co nie znaczy, że słyszę głosy ;)), że
życie tak się ludziom układa, że jak mają wszystko - pracę, forsę,
dobre samopoczucie, to mają szerokie grono przyjaciół, a jak tego
jednego ogniwa (pracy=forsy) zabraknie, to i przyjaciele odpływają.
Mnie spotkało coś podobnego, już w momencie wypowiedzenia znajomi
zaczęli udawać, że mnie nie zauważają, skończyły się wspólne wypady,
imieniny, popijawy etc. Początkowo myślałem, że ludziom jest głupio
proponować mi wyjazd zagraniczny, kiedy zaraz skurczy mi się kasa,
ale wkrótce okazało się, że zostałem całkowicie wykluczony. Szczytem
wszystkiego były imieniny kolegi z działu, który wyprawił je po
kryjomu, choć w firmie byłem i ja. Czułem się jak żywy trup. Teraz
mam nową pracę i zastanawiam, czy warto się z ludźmi fraternizować,
zaprzyjaźniać i spotykać po pracy, skoro ten mechanizm może
zadziałać kolejnym razem, w końcu nic nie jest wieczne, a
szczególnie praca. Czy was też coś takiego spotkało? Wcześniej
zwolniono kolegę i teraz rozumiem, dlaczego inni pracownicy patrzyli
na mnie dziwnie, kiedy dalej z nim próbowałem żartować, a nawet
przyjąłem zaproszenie na komunię jego dziecka. Wnoszę iż koleś na
wypowiedzeniu to jak zaraza, trzeba omijać, przynajmniej ja się tak
czułem, kolegi nie pytałem, jakoś tak głupio...
    • migreniasta Re: Utrata pracy=utrata znajomych??? 31.03.09, 16:34
      Napisałeś tak:
      ....a jak tego
      jednego ogniwa (pracy=forsy) zabraknie, to i przyjaciele odpływają.

      To nie przyjaciele tylko hieny odpływają.W życiu bywa tak ,że
      znakomita większość ludzi dowartościowuje się kosztem innych. Z
      Twojego wątku wynika,iż nie należysz do tego gatunku. Bardzo bym
      chciała mieć takiego przyjaciela ,który jak Ty utrzymuje kontakty z
      popadającymi w niełaski. W Indiach jest to prostsze. Są hermetyczne
      kasty i ciężko z nich wypaść. U nas można z dnia na dzień zostać
      pariasem. A z rzeczy wiecznych najbardziej wieczne jest wieczne
      pióro. Koleś na wypowiedzeniu nie jest trędowaty.
    • polska_potega_swiatowa Bardzo ciekawy i... przemilczany temat poruszyles! 31.03.09, 16:42
      troll_bagienny napisał:

      > Utrata pracy=utrata znajomych???

      To prawda, czlowieka ktory stracil prace czesto traktuje sie jak
      chodzacy problem, ktorego lepiej sie nie tykac. Otwieranie sie na
      taka osobe byloby mniej wiecej jest tak lekkomyslne jak dobrowolne
      zaczynanie rozmowy z i tak nachalnym zebrakiem na rogu...

      Mysle ze w Polsce gdzie przyzwoita praca to nadal luksus, tym
      bardziej to zjawisko jest powszechne. W USA gdzie mieszkam moze w
      mniejszym stopniu, tutaj kapitalizm byl od zawsze, wiec ludzie sa
      przyzwyczajeni do "you are fired" (jestes wylany) :) Wrecz to jest
      nawet norma ze kazdy nawet ludzie ktorzy odniesli pozniej sukces,
      kiedys zostali wylani z pracy. Np; Sam Walton, zalozyciel Walmartu,
      najwiekszej na swiecie sieci sklepow sprzedarzy detalicznej, zostal
      zwolniony z jego pracy jak manager malego sklepu, co otwozylo mu
      mozliwosc rozpoczecia jego wlasnej dzialalnosci
      gospodarczej..Czasami utrata pracy to mozliwosc na cos nawet
      lepszego.

      Wracajac do tematu, przyjacol odwracajacych sie od osoby ktora
      utracila prace, to rowniez wartosciowe doswiadczenie, wtedy czlowiek
      wie co naprawde sa warci tzw koledzi i przyjaciele...NIC!

      Trzeba polegac na sobie.
    • Gość: bysior pocieszę cie IP: *.multimo.gtsenergis.pl 31.03.09, 18:02
      może miejsce pracy nie jest dobre na przyjaźnie?
      po co właściwie, tam?
      uprzejmość, uczciwosć i profesjonalizm wystarczy
    • amira43 Re: Utrata pracy=utrata znajomych??? 31.03.09, 18:19
      Niestety dystans jest wskazany i pozytywna selekcja wsrod znajomych.
      Ludzie unikaja problmow,zyja własnym egoistycznym zyciem,dopoki nie dotknie ich
      mało "komfortowa sytuacja",nie chca uwikływac sie w problemy innych.
      Tracac prace,stajesz sie "trollem",ktoremu powinno sie pomoc,wesprzec...w
      własciwie ,po co?
      Altruisci,wymieraja jak dinozaury...zyjemy dla siebie,nie dla innych:-)
      • Gość: Master Of Desire Twoja charakterystyka cechuje ludzi niedojrzałych IP: *.chello.pl 31.03.09, 23:26
        i uległych :), którzy uciekają od problemów "innych" nie umiejąc sobie poradzić
        ze swoimi :). bardzo niewielu dochodzi do etapu pt wchodzenie na drogę
        dominacji, a co dopiero oddawania się innym, co dopiero masochizmu a już co
        dopiero mówić sadyzmu :))). trzeba być dominatorem żeby interesować się innymi,
        takich ludzi nie ma wiele, bo ludzi dojrzałych odpornych psychicznie i silnych w
        ogóle w życiu nie dbających o swój "interes" jest też bardzo niewielu.
        diagnostyka jest dość prosta, ponieważ sami są w życiu na prawdę
        nieskoordynowani i ich życie nie jest takie jak by sobie życzyli, robią wszystko
        żeby je sobie osłodzić brnąc w mielizny "przyjemności" "opłacalności" i
        "lekkości" życia i schodząc na manowce :). tak na prawdę nie potrafili by
        zmierzyć się ze swoim problemem, więc też nie umieliby najzwyczajniej w świecie
        poradzić sobie ze słabością innego. to jest zakamuflowana ucieczka i oczywista
        słabość. czemu ci jego znajomi robią "imprezy"? ano po pierwsze oczywiście tylko
        po to żeby się "integrować" w pracy, najczęściej myśląc o wspólnej karierze -
        integrują się "społecznie" w swojej "społeczności" i ograniczają do swojej
        firmowej rzeczywistości, to mrówki a właściwie kasta mrówek :). oczywiście te
        "spędy" mają na celu podkreślanie własnej przynależności i służą jedynie
        podtrzymaniu stosunków w pracy albo PRZYJEMNOŚCI :). takiej głupiej,
        idiotycznej, hedonistycznej przyjemności :). on twierdzi że to są "przyjaciele"
        i pewnie nigdy już nie pozna smaku nawet takiej autentycznej bliskiej
        znajomości. teraz już do "stada" pt pracownicy firmy nie należy, więc poznał
        swoją "wartość" jaką dla nich miał zawsze :). ale kto mu kazał stawiać w życiu
        na karierę, szmal, i życie w jakichś tam firmach? no kto?

        • Gość: bysior Re: Twoja charakterystyka cechuje ludzi niedojrza IP: *.multimo.gtsenergis.pl 01.04.09, 00:07
          ludzi dobrzy są dobrzy bo bycie dobrym robi im dobrze
          wyrachowane skurczybyki, co to za wyczyn zrobić sobie dobrze, sporóbowaliby
          odwrotnie
    • wuzet21 Re: Utrata pracy=utrata znajomych??? 31.03.09, 18:48
      Z Twojej wypowiedzi wynika, że tak naprawdę nie miałeś przyjaciół w pracy.
      Jednocześnie jestem zdania, że należy szukać przyjaciół wszędzie, lecz trzeba
      się zawsze liczyć z tym, że nie każdy okaże się przyjacielem. Ty się nie
      zmieniaj, zbyt wielu takich ludzi już nie zostało...
      • Gość: Izabella1991 Re: Utrata pracy=utrata znajomych??? IP: *.range86-136.btcentralplus.com 31.03.09, 19:37
        Matko rodzona mojea,wychodzi z tego,ze ja jakims dinozaurem jestem:-
        )))
        W moim zyciu bywalo,ze zarabialam kwoty nieosiagalne dla wiekszosci
        ludzi w polsce,a bywalo,ze i bezrobotna bylam(bo chcialm byc)-zylam
        z oszczednosci....
        Moi przyjaciele sa nimi od 20-tu lat(a u nich z kasa
        niespecjalnie,niestety),sa i tacy ktorych znam od lat 5-ciu(takoz
        czasami bezrobotni) i w zyciu mi do glowy by nie strzelilo,ze maja
        przestac byc moimi przyjaciolmi,bo pracy/mieszkania/kasy brak....
        Zaiste,z innej planety jestem:-)))
        Pozdrawiam cieplutko-Iza
    • inguszetia_2006 Re: Utrata pracy=utrata znajomych??? 31.03.09, 21:12
      Witam,
      Jak ktoś "ma pracę, forsę, dobre samopoczucie" to nawet nie wie, jak
      bardzo jest samotny. Przyjaciele w pracy to raczej złudzenie. Po co
      utajnia się zarobki? Żeby mit przyjaźni trwał. Przyjaciel "musi"
      zarabiać tyle, co ty, bo inaczej staje się konkurentem do korony.
      Pzdr.
      Inguszetia
    • Gość: Master Of Desire bo to jest tak jak byś nie wiedział IP: *.chello.pl 31.03.09, 23:10
      że bardzo specyficzni ludzie robią "kariery" i "kasę" w firmach. i tam to tak
      mniej więcej wygląda. zasadniczo nie ma tam wielkich przypadków, wszyscy się
      dobrze "rozumieją" i te kategorie już takie są, tylko w pracy się jeszcze
      bardziej "docierają" :).

      przyjaciół poznaje się raczej prędzej w sytuacjach ekstremalnych, niż wtedy
      kiedy robi się "dobrobyt" i "karierę" :). pomyśl jak nisko muszą upaść ludzie,
      robiący kariery i ciągnący po kasę dla której zrobią niemal wszystko :). jak
      mówię wam to ludzie bez tożsamości i osobowości. do tego dochodzi coś takiego
      jak "firma naszym życiem" i robienie "znajomości" w firmie. widzisz, jak jesteś
      indywidualistą indywidualnie dobierasz sobie znajomych że nie wspomnę ważnych
      znajomych a Ty używasz słowa przyjaciel, i tworzysz z tą osobą specyficzne
      relacje polegające na POZNANIU tej osoby od INDYWIDUALNEJ strony. jaką ku...
      "przyjaźń" można zbudować po tym że zapie...sz do wspólnej roboty z jakimś tam
      ch...em czy pizdą, i akurat los rzucił was tak niedaleko siebie, że na jednym
      wózku jedziecie, i na ten sam biznes pracujecie? :)

      co to za 'przyjaźń'. przyjaźnie oparte są tam tylko i wyłącznie na wspólnym
      interesie i nie mają nic wspólnego z realną prywatnością. w takich pracach i
      takich warunkach nie masz szans poznać wartościowych osób bo takie osoby się tam
      nie pojawiają. proste.

      • zedrjan Re: bo to jest tak jak byś nie wiedział 31.03.09, 23:17
        Utrata pracy wcale nie równa się z utratą znajomych, ale często bywa, że
        najlepsi kumple znajdują sobie ciekawe tematy do żartów. Jednak w myśl
        przysłowia...."raz na wozie,raz pod wozem"...... Nie przejmować się.
      • Gość: bysior Re: bo to jest tak jak byś nie wiedział IP: *.multimo.gtsenergis.pl 01.04.09, 00:05
        doswiadczyłeś Masta takiej ekstremalnej sytuacji w swoim życiu?
        • Gość: bysior cynik Re: bo to jest tak jak byś nie wiedział IP: *.multimo.gtsenergis.pl 01.04.09, 00:39
          przyjaźń to układ, taka co sie sprawdza w sytuacjach ekstremalnych świadczy o
          tym że ktos jest uczciwym kontrahentem i najprawdopodobniej liczy na wzajemnośc
          w sytuacji odwrotnej

          a na przykład pomóć komus wiedząc że spotka nas niewdzięczność, to jest
          prawdziwa przyjaźń :)
          • czapajew_pl to jest charakterystyczne tylko dla 01.04.09, 03:13
            spoleczenstwa polskiego !!!,,,,niestety !
            • kan_z_oz Re: to jest charakterystyczne tylko dla 01.04.09, 05:11
              czapajew_pl napisała:

              > spoleczenstwa polskiego !!!,,,,niestety !

              ODP: Nie tylko polskie. Jesli juz, to spoleczenstwa.

              Bycie 'pod tzw. wozem' jest moim zdaniem indywidualnym wyzwaniem dla
              jednostki. Moze oznaczac utrate znajomych i wcale nie musi, bez
              wzgledu na szerokosc i dlugosc geograficzna.

              Pozwole sobie tez zwrocic uwage, ze tzw 'bol wewnetrzny' czyli
              mentalna tortura - ze, nas juz nie kochaja...jest tylko w glowie.
              Nie kochaja, bo nigdy nie kochali, a my sami bylismy zbyt oslepieni
              blaskiem wlasnym aby zauwazyc.
              Moment utraty pracy moze byc wiec momentem olsnienia...pozytywnym
              bardzo.

              Czy mielismy - yep, na szczescie poza nami, i na szczescie, ze sie
              przydazylo. Powodzenia wiec...zycze.

              Pozdrawiam
              Kan
          • 33qq Re: bo to jest tak jak byś nie wiedział 01.04.09, 07:53
            a na przykład pomóć komus wiedząc że spotka nas niewdzięczność, to jest
            > prawdziwa przyjaźń :)

            No tak, znowu robienie sobie dobrze
            • gringo68 owszem, w pracy można mieć znajomych 01.04.09, 09:22
              ale przyjaźnie, czy bliższe znajomości z reguły zawiązuje się grubo
              wcześniej i w innych środowiskach niż miejsce pracy, dlatego dziwię
              się takiemu postawieniu sprawy, bo oznacza to, że poza ludźmi z
              pracy nie masz nikogo bliskiego i wcześniej z nikim się nie
              przyjaźniłes...

              pravca ma to do siebie, że się ją zmienia, pracuje się z ciągle
              roznymi ludźmi, wreszcie rywalizuje się z nimi, to nie jest raczej
              miejsce na rozwijanie przyjaźni, takiej na dobre i na złe...

              owszem mozna wybrać się z kumplami z pracy na piwko czy oglądanie
              meczu, ale opieranie na tym środowisku swoich przyjaźni wg mnie nie
              ma sensu
              • Gość: Astalawista Trochę mało czasu na przyjaźnie poza pracą IP: *.chello.pl 01.04.09, 19:05
                W dzisiejszych czasach człowiek poświęca o wiele więcej czasu na
                pracę niż jakieś 20-30 lat temu, większość z nas zapieprza po
                prostu. Firmowe imprezki i integracje dają złudzenie zacieśniania
                się znajomości, ludzie widują się też poza pracą, wspólnie chodzą na
                koncerty, jeżdżą na urlopy, przeżywają śluby, rozwody, porody... I
                trudno jest zaakceptować sytuację, że wraz z utratą pracy w firmie,
                w której człowiek zostawił część siebie i zbudował swoją historię
                przez kilka-kilkanaście lat, stał się z dnia na dzień przezroczysty,
                jakby umarł dla otoczenia. Więzi rozluźniają się na różnych etapach
                żyia człowieka, sprzyja temu odległość, różne drogi edukacji, brak
                czasu, związki uczuciowo-erotyczne. Najpierw tracimy z oczu kolegów
                z przedszkola, potem podstawówki, kończymy liceum i nie lądujemy na
                tych samych studiach, na studiach ciężko już związać się z kimś
                emocjonalnie, a mimo to mamy paru dobrych kumpli, potem przychodzi p
                raca i małżeństwo, pozostają najwytrwalsi przyjaciele.
            • Gość: :) Re: bo to jest tak jak byś nie wiedział IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.04.09, 16:43
              ...i komuś.
              • Gość: :) Re: bo to jest tak jak byś nie wiedział IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.04.09, 16:45
                źle się podpięło.

                a na przykład pomóć komus wiedząc że spotka nas niewdzięczność, to jest
                > prawdziwa przyjaźń :)

                No tak, znowu robienie sobie dobrze

                ...i komuś.
Pełna wersja