Gra w durnia

15.04.09, 17:01

Co jakiś czas wszystkie media w Polsce podrzucają Polakom temat
L. Wałęsy, tak jakby nie było w naszym kraju spraw prawdziwie
ważnych. Te antypolskie media od Gazety Wyborczej poczynając, a na
Radiu Maryja kończąc oraz ich zagraniczni decydenci wiedzą jednak
dobrze, co robią. Powracający systematycznie temat Wałęsy ma
oddziaływać na Polaków w kilku aspektach jednocześnie.

L. Wałęsa ikoną „Solidarności”
Niezależnie od tego, co wiemy i co myślimy na temat L. Wałęsy, to
ikoną „Solidarności” on był i pozostanie tak w Polsce, jak i poza
nią. W świadomości ludzi media zakodowały słowną
zbitkę: „Solidarność – Wałęsa” i nic na to nie poradzimy.
W ślady ojca, L. Wałęsy poszedł syn Jarosław i jako poseł z PO
terminuje już w (kne)sejmie. Nabiera doświadczenia, jak bronić
interesu narodu, ma się rozumieć narodu dobranego.
Warto jednak zwrócić uwagę na ciekawy fakt. Medialne i polityczne
środowiska (teraz jest to PO i PiS, wcześniej nazywały się inaczej)
wymieniają się w atakach i obronie wspomnianej ikony. Używają Wałęsę
jak kartę w grze w „Durnia”, jak treflowego waleta, który w
zależności od rozdania raz trafia do jednych, raz do drugich graczy
i którego bije się kartą silniejszą. Powiedzmy sobie szczerze, że na
wyższe punktowe noty, na uznanie wyższą kartą L. Wałęsa nie
zasługuje. W „Durniu” biją waleta Wałęsę nawet zwykłe blotki, jeśli
są akurat kolorem atu. „Dureń” to jedna z niewielu gier, w której
wyłania się nie zwycięzcę, lecz przegranego, ale wyjątkowo w tej
grze to nie przegrani zostają durniami. Dla grających jest to tylko
towarzyska, rodzinna, wręcz narodowa (nie chodzi o naród polski)
praca i zabawa. Durniami mają być tu obserwatorzy – my, Polacy.
Solidarnościowy zryw zainicjowany przez żydowskie lewactwo w celu
likwidacji socjalizmu, który wymknął się na 24 lata Żydostwu spod
kontroli, został przejęty na kilkanaście miesięcy przez naród
polski. Przywódca tego zrywu, podrzucony przez żydowskie lewactwo,
L. Wałęsa nosił w klapie marynarki (zdaje się, że nadal nosi)
wizerunek Matki Boskiej. Opluwający, zatem waleta Wałęsa załatwiają
za jednym podejściem dwie sprawy. Poniewierają wartość polskiego
narodowo – solidarnościowego zrywu, co ma zniechęcić Polaków do
podobnych akcji w przyszłości oraz deprecjonują religię katolicką.
Ile warta jest, bowiem ta religia i jej zasady, skoro przywódca
narodowego zrywu z Matką Boską w klapie sprzeniewierzył
ideały „Solidarności”? Ile wart jest cały modlący się związek
polskich katolików „Solidarność”, który popierał tych, co teraz (w
obecnej chwili) bronią waleta Wałęsę? To my, Polacy wyszliśmy na
durniów, jesteśmy i zawsze będziemy przegrani – taką myśl chcą
zakodować w naszej świadomości wszyscy grający w „Durnia” – wszyscy
karciarze, zawodowi szulerzy, wszyscy geszefciarze.

Historia „Solidarności” – historią L. Wałęsy?

Powstające prace historyczne opisujące postać L. Wałęsy posiadają
niewątpliwy walor poznawczy, tak dla historyków, jak i dla
potomnych. Lecz my współcześni nie musimy czytać tych prac, nie
musimy analizować ich źródłowej wiarygodności, żeby wyrobić sobie
zadanie o ich bohaterze. Polityczna postawa L. Wałęsy w latach 1990-
tych, jego wypowiedzi, jego polityczne sympatie są tak czytelne, tak
wyraziste, że ocena jego postaci musi być jednoznaczna. Z jedynie
słusznego, narodowego punktu widzenia L. Wałęsa jest postacią
negatywną, a za swoją zdradę narodowej „Solidarności” zasługuje
jedynie na karę.
L. Wałęsa, człowiek o znikomej wiedzy i inteligencji, o kulturze –
tu zostawię puste miejsce, dziś polityczny trup, a więc bez wpływu
na bieżącą politykę kraju, człowiek, o którym nie warto już
rozmawiać, choć pamięć jego zdrady zachować trzeba, staje się, co
jakiś czas centralną postacią mediów – dlaczego?
Polityczni adwersarze z PO i PiS, walczący o swój model demontażu
państwa polskiego, wykorzystują w swoich sporach postać L. Wałęsy
jak cuchnąca wrzutkę na pole przeciwnika. Obrzuceni śmierdzielem
szybko wyrzucają go w górę i wołają, że to nie smród, tylko zapach
udanych przemian, zapach nowego.
Powstaje jednak oczywiste pytanie, dlaczego nie pojawiają się
historyczne opracowania dotyczące innych osób z
kierownictwa „Solidarności”, a wiele z nich jest aktywnych w
polityce i w mediach do dzisiaj? Dlaczego historycy nie opisują
podstępnej, zdradzieckiej, antypolskiej działalności żydowskiego
lewactwa, wszystkich Michników, Kuroniów, Geremków, Mazowieckich
itd., itp.? Dlaczego w użyciu jest ciągle ta jedna śmierdząca
wrzutka? To jest wynik pragmatyzmu politycznych graczy. L. Wałęsa,
jako persona politycznie skończona, nikomu nie mogąca już
personalnie zaszkodzić jest łatwa w użyciu i nie obciąża
konkurujących ze sobą środowisk żydowskich w rywalizacji o władzę
nad RP. A i sam L. Wałęsa chyba na to przystał nie mając zresztą
wyboru? Za swoje poświęcenie, za „obalenie komunizmu”, za
wymanewrowanie polskiego społeczeństwa, za zdobycie władzy dla
żydowskich kamratów i wespół z nimi, wynagrodzenie już otrzymał,
więc może się tylko puszyć i nadymać jak indor, co to myślał o
niedzieli, ale tylko do piątku.

Książka o L. Wałęsie P. Zyzaka, jako praca magisterska - wygląda, że
uczciwie napisana – napisana została na polityczne zamówienie
antyniemieckiego, proamerykańskiego, prounijnego PiS. Jej promotorem
był historyk z UJ, prof. A. Nowak, zwolennik PiS, felietonista
Naszego Dziennika. Otóż prof. A. Nowak uprawia w mediach o. T.
Rydzyka wyjątkowo szkodliwą dla Polski, nachalnie antyrosyjską
propagandę. Ta propaganda, choć pomyślana w interesie
syjonistycznych USA, znakomicie służy również Niemcom, których
interesy obsługuje PO. To oni mają z Rosją lepsze niż Polska
stosunki polityczne. Polska bez wsparcia silnego sąsiada – Rosji nie
będzie stawiała najmniejszego oporu, gdy Niemcy będą ostatecznie
realizowały swój plan powrotu do granic z 1937 r. Kto wie, może sama
Rosja wobec, której wrogą politykę prowadzą opanowane przez
antypolską mniejszość instytucje Państwa Polskiego, udzieli Niemcom
politycznego poparcia osłabiając tym samym agendy sił antyrosyjskich
w Polsce.

Tak w ogólnych zarysach wygląda prawdziwa walka o władzę nad RP
wśród środowisk żydowskich zorganizowanych w partie PO i PiS. Po
zużyciu się nazw tych partii medialne sanhedryny wypromują pewnie
nowe.
Czas już jednak zakończyć tę grę w „Durnia”. Musimy zabrać karty
geszefciarzom - szulerom i zapędzić ich do jakiejś roboty. Pracy
jest dużo, zimą przy odśnieżaniu, latem mogą kopać rowy
melioracyjne. A żeby im robota lepiej szła możemy ich nauczyć
prostej piosenki:

Oprócz złodziejstwa i oszustwa nie umiemy nic,
Ale polski naród złoty nauczył nas roboty.


To parafraza piosenki śpiewanej przez pewną wpływową mniejszość w
czasie okupacji niemieckiej, gdy przedstawiciele tej mniejszości
maszerowali do pracy przy odgruzowywaniu ulic Warszawy po
wrześniowych w 1939 r. bombardowaniach.


Dariusz Kosiur
    • Gość: lucylucyfer Re: Gra w durnia IP: *.pools.arcor-ip.net 16.04.09, 13:23
      Eeeeee nudne i czasochlonne, lepiej zsylac na Sybirie. Takie
      przymiarki dla mlodych niesfornych juz w uni/germany pewien polityk
      chcial stosowac.

      "Im bardziej, czerwony tym wieksza miloscia pala do kolhozowej
      unii". Ktos wymyslil, niezle, ja sie z tym zgadzam.
Pełna wersja