maestro
06.05.09, 14:35
Wynajmuję z narzeczonym mieszkanie. Od kilku miesięcy mam problem z
sąsiadką z dołu - zaczęło się od pretensji, że jesteśmu zbyt głośni
(wg niej za głośno się kochaliśmy). Zrobiła nam karczemną awanturę.
Od tej pory staramy się siedzieć cicho jak myszy pod miotłą, nawet
rozmawiamy szeptem. Kobieta nasłuchuje, wali czymś w sufit, obrzuca
jajkami nasz balkon oraz samochód (oprócz tego obsmarowuje go mąką i
nie wiadomo czym). Jak tylko mnie widzi, wyzywa mnie od różnych, od
dziwek i jeszcze gorszych, jej mąż próbuje ją uciszyć, ale bez
skutku. Od czasu do czasu słychać awantury dochodzące z dołu,
wrzaski i krzyki, jakby ów mąż bił swoją żonę. Zaczęłam się obawiać
spotkań z ową panią (a dodam, że jest to młoda osoba,
dwudziestokilkuletnia). Co robić? Będziemy tam mieszkać jeszcze
kilka miesięcy, zanim przeprowadzimy się do własnego mieszkania. Na
policję nie chcę sprawy zgłaszać, bo boję się odwetu kobiety,
jakichś gorszych zachowań. Nie wiem, czy jest po prostu złośliwa,
czy może jej zachowanie to objaw jakichś problemów ze zdrowiem? Co
zrobilibyście na naszym miejscu? Pozdrawiam