seth.destructor
19.05.09, 19:43
Atawizmy, czyli zachowania, które były adekwatne w przeszłości, a obecnie dziwią, śmieszą lub irytują.
Na przykład płacz kobiecy. Gdy tylko pojawia się przed taką kobietą problem, zaraz ryczy i domaga się przytulenia. Niezaspokojenie tej potrzeby wpędza biedaczkę w depresję, która jest też wariantem tego atawizmu i polega na braku działania i oczekiwaniu, że ktoś za chorego wszystko zrobi, co przeradza się w pozaświadomą reakcję organizmu. Czyż ten atawizm nie jest spowodowany przez takie właśnie wychowywanie dziewczynek? Wielokrotnie byłem świadkiem sytuacji, gdy dziecko coś sobie zrobiło, skaleczyło, pojawił się jakiś problem i pierwsza reakcja to naturalny dla dziecka płacz i wołanie mamy. Z tymże chłopców częściej czekała bura i żądanie zaprzestania płaczu i rozwiązania problemu, a dziewczynki mamy brały na ręce, pocieszały i same likwidowały źródło stresu. W ten sposób tak wychowana kobieta powiela ten schemat i oczekuje pomocy rodzicielskiej. Tyle, że jest dorosła i mamy nie ma w pobliżu.
Coś innego. Instynkt zbieracza. Atawizm w mieście. Czasami zdarza się, że na skwerku pojawią się jesienią grzyby. Choćby były tylko dwa na krzyż, długo nie porosną, gdyż jakiś napalony grzybiarz zaraz wyruszy na wyprawę zbieracką. Co z dwu grzybów zrobić, nie mam pojęcia. To samo dotyczy różnych innych roślin jadalnych, które rosną przy drodze w mieście i oczywiście wchłaniają spaliny samochodowe, metale ciężkie i psie siki. Zbieraczowi włącza się zielone światełko w głowie i zrywa cokolwiek jadalnego... o smaku popiołu, ale jest szczęśliwy, gdyż zaspokoił swój instynkt z czasów wspólnot łowieckich, gdy każde jedzenie się zbierało po lasach i krzakach, gdyż pola jeszcze uprawiane nie były.
Jeszcze jeden atawizm mi się przypomniał - rolniczy. Też widoczny w mieście, które z natury nie jest miejscem produkcji żywności. Niektórym ludziom na widok niezaoranej i nieobsianej ziemi włącza się czerwone światełko w głowie i poczynają ryć trawniki przyblokowe i skwerki przydrożne, sadzić kwiaty czy drzewka czy warzywa. Na nieswojej ziemi. Później właściciel terenu robi tam parking i po krzaczkach. Instynkt rolniczy jest nieadekwatny do miejsca, gdyż jak ktoś lubi zieleń, to może wybrać okolicę podmiejską, gdzie jest dużo ogrodów i miejsca dla zwierząt do biegania.
I doszedłem do atawizmu zwierzęcego. Chyba każdy tak ma, że jak widzi zwierzę, to próbuje je karmić i głaskać. Nawet te, które są karmione, jak zwierzęta w zoo albo te, które normalnie się nie głaskają, jak żółwie czy rybki. Normalny odruch z czasów, gdy zamiast zastrzelić turzycę z łuku, dawało jej się garść trawy, aby poszła z nami i udomowiona dawała mleko i tak dalej. Z tym atawizmem jest związany instynkt hodowcy, też charakterystyczny dla ludzi, którzy żyli na wsi i zamieszkali w mieście i który polega na hodowaniu gołębi po balkonach albo nawet dużych psów na którymś z piętr betonowego bloku. I gołębie i pies się męczą zamknięte w betonowej klatce, ale hodowca jest szczęśliwy.
Czy znacie inne atawizmy?