Dodaj do ulubionych

Pies (i kot) wróg nr 1 matki z dzieckiem.

20.05.09, 11:11
Na forach rodzicielskich zauważyłem od dłuższego czasu najazd na psy
(w mniejszym stopniu na koty) i ogólną niechęć.
Pies i jego właściciel wrogiem nr 1 matek: bo może
ugryźć,zagryźć,zarazić ciężką chorobą,może przewrócić dzieciątko
i setki innych zagrożeń.
Psy (i koty) często są wyrzucane (oddawane rodzinie-do schroniska-
wywożone) gdy w domu ma się pojawić upragniona dzidzia (nie jest to
przypadek odosobniony).
Podobnie z kotami (sam też za nimi nie przepadam).Ostatnio koleżanka
z osiedla opowiadała mi,że jej kot (ich balkon bezpośrednio graniczy
z balkonem sąsiadki przez ściankę) przeszedł na balkon obok.
Ciężarna sąsiadka zadzwoniła do niej z awanturą,że kot a ona w ciąży
(nawet nie wyszła na balkon).
Co taki kot mógłby zrobić strasznego ciężarnej (kot domowy),która w
dodatku była w domu.Może poroni albo zarazi się hivem albo
dzieciątko urodzi się z sześcioma głowami?
Pies -wiadomo-zaraz po porodzie zagryzie dziecko na śmierć :)
Skąd taki zabonon odnośnie psów wśród matek? I ciemnogród?
Nie lepiej w ogóle nie planować psa skoro po ciąży i porodzie ma on
wylądować w schronisku lub u równie odpowiedzialnych znajomych?
Rozumiem,że poród u większości kobiet powoduje traumę,ale żeby aż
taką?
Na mój widok (pies zawsze w kagańcu i oprócz łąk na smyczy) mamuśki
szarpią swoje pociechy i przechodzą na drugą stronę.
Uwagi: "Uważaj bo Cię ugryzie" (akurat mój Azor ma lepszy gust
odnośnie jedzenia) słyszę średnio co drugi dzień.
Azor (nazwa zmieniona na potrzeby forum) nie szczeka ,warczy
(czasem) tylko na inne duże psy.

Obserwuj wątek
    • Gość: cudownymedalik Małe dziecko wrog nr 1 psa i kota IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.05.09, 11:37
      "może ugryźć,zagryźć,zarazić ciężką chorobą,może przewrócić
      dzieciątko i setki innych zagrożeń"

      czlowiek (wlasciciel takiego psa?) moze zrobic dokladnie to samo, no
      moze poza zagryzieniem choc i takie przypadki pewnie zna historia, i
      powiem ci ze chyba jest to mniej przyjemne zdarzenie,

      > Psy (i koty) często są wyrzucane (oddawane rodzinie-do schroniska-
      > wywożone) gdy w domu ma się pojawić upragniona dzidzia"

      bardzo dobrze bo o to chodzi - nie ma nic gorszego niz male glupie
      dziecko znecajace sie nad psem czy kotem!
        • kretynofil Mnie najbardziej... 05.06.09, 12:39
          ...wku*wia, kiedy ludzie wezma sobie malego kotka "bo taki slitasny", a po
          szesciu miesiacach, kiedy zrobi sie wiekszy, mniej slitasny i zaczyna drapac
          meble (wielka duma calej rodziny za 300 PLN z tesco), to sie go wypieprza.

          Takich ludzi bylbym sklonny zaje*ac "tymi recami" jak bumcykcyk.

          Przesadow tez nie brakuje - slynna toksykoplazmoza, ktorej skretyniale mamuski
          sie boja jak ognia (nie wiedzac nic na jej temat - i dotyczy to rowniez
          lekarzy!), slynne rzucanie sie w nocy na grdyke...

          I co najlepsze: chyba nikt nie jest od tego wolny. Wstyd przyznac, ale ja bylem
          przekonany ze fretki to... gryzonie :)

          --
          Jaki ja jestem madry i nieomylny.
          Moge stanac na ulicy i potarzac: ja madry, ja madry.
          (by Kretynofiil)
          • rikol Re: Mnie najbardziej... 05.06.09, 15:01
            Przede wszystkim zagrozenia ze strony zwierzat sa wyolbrzymiane. Ile ludzi ginie
            corocznie z reki LUDZI? W samych wypadkach samochodowych gina tysiace ludzi, a
            kilkanascie tysiecy zostaje rannych. Do tego dochodza jeszcze morderstwa,
            pobicia ze skutkiem smiertelnym, gwalty oraz pobicia konczace sie inwalidztwem
            ofiar. Mozna do tego jeszcze dodac ofiary bledow lekarskich i mnostwo innych
            ofiar smiertelnych. Co ciekawe, morderce-czlowieka traktuje sie nad wyraz
            lagodnie, przesiedzi kilka lat i znow wychodzi gwalcic i mordowac. Tymczasem
            pies jest w takiej sytuacji zabijany - stad znacznie mniejsza agresja wsrod psow
            niz ludzi. Predzej zabije cie twoj sasiad albo przyjaciel niz twoj pies.

            Jesli chodzi o zagrozenie chorobami, to znow, znacznie wieksze zagrozenie
            stanowia ludzie, np. bardzo latwo zarazic sie zoltaczka, grypa czy gruzlica,
            jest tez HIV oraz masa innych chorob. Tasiemcem oraz toksoplazmoza mozna sie
            zarazic przez surowe mieso. Kazdy zarazony pasozytem czlowiek wydala codziennie
            tysiace jaj tegoz pasozyta; te jaja splywaja ze sciekami do rzek i morza, stad
            na plazy mozemy sie wylegiwac w jajach pasozytow, nawet jesli nie bylo tam
            zadnego psa. Jakis czas temu byl artykul o tym, ze na wiekszosci trawnikow
            znaleziono jaja pasozytow; mnie dziwi, ze nie na wszystkich trawnikach: jaja
            pasozytow sa nieslychanie rozpowszechnione w przyrodzie i zawsze nalezy
            zakladac, ze ziemia w naszym ogrodzie jest nimi skazona. Nalezy myc czesto rece
            oraz warzywa i owoce - to jest jedyny sposob na unikniecie zarazenia. Nie nalezy
            jesc tez surowego miesa.

            Polecam ponizszy artykul.
            www.psy.pl/archiwum-miesiecznika/art2135,pies-na-plazy.html
            • kretynofil Masz racje. 06.06.09, 07:56
              Moj blad :)

              --
              Znajomi sie Ciebie wstydza? Nadal nie umiesz jesc nozem i widelcem? Jestes dumny
              z firmowego auta i laptopa? Jestes prowincjuszem z pretensjami do klasy wyzszej?
              Zarejestruj sie tutaj a
              staniesz sie KIMS :)
      • Gość: gość Re: Pies (i kot) wróg nr 1 matki z dzieckiem. IP: 213.61.29.* 05.06.09, 09:27
        chyba nie czytałeś co jest napisane...;)
        Drogi zarażenia człowieka

        Człowiek zaraża się bezpośrednio od chorego kota (wyłącznie od kota,
        nigdy od innych zwierząt), drogą pokarmową (zanieczyszczone pokarmy,
        jarzyny, owoce) lub przez zjedzenie świeżego mięsa zwierząt
        rzeźnych, również mięsa marynowanego, grilowanego lub wędzonego.
        Możliwe jest również zarażenie się przez uszkodzoną skórę
        (weterynarze, pracownicy laboratorium) lub błonę śluzową odbytu
        (homoseksualiści)."

        "
      • Gość: andrea Re: Pies (i kot) wróg nr 1 matki z dzieckiem. IP: *.limes.com.pl 05.06.09, 13:11
        Z tego wnioskuje iż sądzisz ze sam widok ewentualnie kontakt z kotem
        powoduje toksoplazmozę. No nie masz racji - w przypadku kotów
        zakażenie następuje poprzez kontakt z kałem zwierzęcia - z tym że
        musi to być że tak powiem nieświeża kupka (ze względu na okres
        rozwoju oocysty). Jeżeli mamy w domu kota to raczej nie czekamy 3
        dni z opróżnieniem kuwety. Ja i wielu moich znajomych mamy koty i
        nawet przez myśl mi nie przyszło aby ich się pozbywać w okresie
        ciąży. Prędzej można złapać toksoplazmozę od kotów bezpańskich i to
        także nie bezpośrednio a na przykład wykonując prace w ogródku bez
        rękawic ochronnych.
        • Gość: baba Re: Pies (i kot) wróg nr 1 matki z dzieckiem. IP: *.acn.waw.pl 05.06.09, 18:50
          Weż pod uwagę,że są ludzie co nie jedzą kurczaków,a drób,co na widok
          żaby wieją w betonową dżunglę.A nie wiedzą,że odporności nabywa się
          po kontakcie z bakteriami,psem,kotem.Nie wiedzą,że dzieci chowane w
          sterylnych warunkach częściej choruja,bo NIE SĄ ODPORNE.Nie mówię o
          przypadkach ciężkich alergii,bo to inna bajka.Na zasadzie ,że
          zwierzęta roznoszą choroby,to niektórzy chcieliby wybić
          gołębie,wróble,kaczki,nietoperze i całą resztę fauny,a nie
          zastanawiają się nad tym kto przed nimi dotykał
          pieniędzy,klamek,owoców w jarzyniaku itd.Nie wiedzą,że sami mają w
          jelitach daj boże tylko te potrzebne bakterie.Nie popieram
          brudasów,a śmieszy mnie reakcja niektórych na zwierzęta.A ja wiem,że
          jak mój pies,wyjątkowa ciapa, nie da się komuś pogłaskać,to
          znaczy,że ten człowiek ma złe intencje/autopsja/Żal mi dzieci,które
          chciałyby pogłaskać psa,a mamusia odstawia histerię,bo pies może
          ugryżć.Ostatnio jakiś 2 latek dobiegł do mojego psa i wywalł
          smoczek,a mamusia najpierw mnie zrugała,a potem WYLIZAŁA smoczek i
          dała dziecku.To jest dbałośc o higienę prawda?
          • majenkir Re: Pies (i kot) wróg nr 1 matki z dzieckiem. 05.06.09, 19:12
            Gość portalu: baba napisał(a):
            > A nie wiedzą,że odporności nabywa się
            > po kontakcie z bakteriami,psem,kotem.Nie wiedzą,że dzieci chowane
            w sterylnych warunkach częściej choruja,bo NIE SĄ ODPORNE.


            No, a potem dzieciak na antynbiotykach i innych Zytrecach cale
            zycie..
            --
            Charty
            Ola i Wiktor
          • Gość: renap Re: Pies (i kot) wróg nr 1 matki z dzieckiem. IP: *.aster.pl 06.06.09, 00:43
            Absolutnie masz rację! Dziecko trzeba dać szansę na wyrobienie sobie
            odporności. Dziecko łatwiej znosi choroby wieku dziecięcego, niż
            dorosły nieodporny. W dorosłym życiu choroby oddziecięce przechodzi
            się dużo ciężej (vide ospa i półpasiec!).
            Nigdy nie żałowałam, że w pierwszej godzinie po powrocie ze szpitala
            z synkiem pozwoliłam mojej suce powąchać nowego lokatora, a potem
            oblizać mu dokładnie łepetynkę :) Jakoś niczym się nie zaraził, a o
            alergii nie ma pojęcia! Uważam, że dzieci chowane ze zwierzakami w
            domu są naprawdę odporniejsze, również psychicznie!
      • uruk.hai Re: Pies (i kot) wróg nr 1 matki z dzieckiem. 06.06.09, 07:51
        le.ch...arek napisał:

        > btw, są ludzie którzy po prostu nie życzą sobie być obwącziwanymi
        > przez twego azorka. dziwne?

        A ja sobie nie życzę, żeby obce bachory dotykały mnie brudnymi łapkami swoimi.
        Albo wrzeszczały całe lato pod oknami. Trudno. Nie mam na to wpływu:(
    • kot_behemot8 Re: Pies (i kot) wróg nr 1 matki z dzieckiem. 20.05.09, 12:10
      naciete_krocze napisał:

      > Na forach rodzicielskich zauważyłem od dłuższego czasu najazd na
      psy
      > (w mniejszym stopniu na koty) i ogólną niechęć.
      > Pies i jego właściciel wrogiem nr 1 matek: bo może
      > ugryźć,zagryźć,zarazić ciężką chorobą,może przewrócić dzieciątko
      > i setki innych zagrożeń.


      A po co ty to czytasz skoro nie jestes kobieta w ciąży? To normalne,
      że przyszłe matki zastanawiają sie nad rozmaitymi zagrożeniami,
      zazwyczaj przy tym nieco panikując. Przejdzie im. Pytanie czy tobie
      przejdzie potrzeba krytykowania...?


      > Psy (i koty) często są wyrzucane (oddawane rodzinie-do schroniska-
      > wywożone) gdy w domu ma się pojawić upragniona dzidzia (nie jest
      to
      > przypadek odosobniony).


      Psy i koty bywają oddawane albo wręcz wyrzucane z domu z wielu
      różnych przyczyn, z których akurat planowana ciąża wydaje mi sie
      najbardziej racjonalnie uzasadniona (co nie znaczy, ze popieram
      pozbywanie się zwierzaków, bo to w kazym razie barbarzyństw)


      > Podobnie z kotami (sam też za nimi nie przepadam).Ostatnio
      koleżanka
      > z osiedla opowiadała mi,że jej kot (ich balkon bezpośrednio
      graniczy
      > z balkonem sąsiadki przez ściankę) przeszedł na balkon obok.
      > Ciężarna sąsiadka zadzwoniła do niej z awanturą,że kot a ona w
      ciąży
      > (nawet nie wyszła na balkon).
      > Co taki kot mógłby zrobić strasznego ciężarnej (kot domowy),która
      w
      > dodatku była w domu.Może poroni albo zarazi się hivem albo
      > dzieciątko urodzi się z sześcioma głowami?


      A o toksoplazmozie słyszałeś? Zapewne nie.



      > Pies -wiadomo-zaraz po porodzie zagryzie dziecko na śmierć :)


      O uczuleniach na sierść zwierząt, zwłaszcza psów i kotów pewno też
      nie.



      > Skąd taki zabonon odnośnie psów wśród matek? I ciemnogród?



      Ciemnogrodzem nazwałabym raczej brak wiedzy o toksoplazmozie i
      alergiach połączony z przeświadczeniem o własnej nieomylności.


      > Nie lepiej w ogóle nie planować psa skoro po ciąży i porodzie ma
      on
      > wylądować w schronisku lub u równie odpowiedzialnych znajomych?



      W tym punkcie całkowicie się z tobą zgodzę. Tyle tylko, że zazwyczaj
      najpierw jest pies a dopiero potem decyzja o zajsciu w ciążę.


      > Rozumiem,że poród u większości kobiet powoduje traumę,ale żeby aż
      > taką?
      > Na mój widok (pies zawsze w kagańcu i oprócz łąk na smyczy)
      mamuśki
      > szarpią swoje pociechy i przechodzą na drugą stronę.


      Źle robią. Dziwi mnie jednak, że masz wyłącznie takie doświadczenia.
      Ja mam dwa psy i problemy zupełnie odmienne - dzieci zawsze chcą je
      głaskać a matki na to pozwalają, zamiast wyjasnić, ze obcych psów
      nie nalezy dotykac bo pies może zareagować nerwowo.


      > Uwagi: "Uważaj bo Cię ugryzie" (akurat mój Azor ma lepszy gust
      > odnośnie jedzenia) słyszę średnio co drugi dzień.
      > Azor (nazwa zmieniona na potrzeby forum) nie szczeka ,warczy
      > (czasem) tylko na inne duże psy.


      Dziwny ten twój azor. Nigdy nie spotkałam psa, który nie szczeka i
      nigdy nie warknie na człowieka który pcha mu sie z łapami do
      głaskania, albo np zachowuje hałasliwie, albo jest pijany (moje psy
      nie cierpia pijanych...)
      Pierwsza zasada każdego właściela psa: pies zawsze może ugryżć.
      Tekst "on nie gryzie" jest idiotyzmem.
      Osobiście wolę osoby przechodzące na naz widok na druga stronę ulicy
      niż rzucające się do głaskania (moje psy są wielkie ale puchate i
      przypominają wielkie pluszaki)

      --
      Jak bezkarnie insynuować czyli teoria dyskusyjna Mg2005 alias DJ Bucholc
      • naciete_krocze Re: Pies (i kot) wróg nr 1 matki z dzieckiem. 20.05.09, 12:28
        Odnośnie toksoplazmozy: znajduje się ona w kilkudniowych odchodach
        zarażonego kota -można się nią zarazić drogą pokarmową.Nie mówiąc
        już o tym,że nie każdy kot jest nosicielem,a większość (potwierdzi
        to każdy lekarz) zarażeń jest poprzez niedomyte owoce i warzywa
        (toksoplazmoza żyje także w ziemi) oraz surowe mięso.
        W jaki sposób sam widok kota (nawet znajdującego się parę metrów
        dalej a odchody zostawiającego w kuwecie u sąsiadki) może spowodować
        toksoplazmozę? Może zdalnie?
        Już prędzej jestem za tym,że spowoduje on u dziecka debilizm
        i wodogłowie :D:z tego co mówiła mi znajoma oboje państwo i starszy
        synek prawdopodobnie cierpią już na to pierwsze.
        Co do uczuleń: każde uczulenie można odczulić: potrzeba tylko czasu,
        cierpliwości i doświadczonego lekarza.Moja sąsiadka ma alergiczne
        dziecko (alergia na wiele czynników oraz pokarmów)-psa nie oddała.
        Lekarstwem na pewno nie jest schronisko.
        Jak dziecko będzie uczulone na pyłki topoli to oczywiście wyjściem
        jest wycięcie wszystkich topoli w mieście,a nie odczulanie i leki.
        Planowana ciąża jest racjonalnym wytłumaczeniem dla wyrzucenia psa?
        Powiedz to w schronisku-najdelikatniejszą reakcją będzie wyśmianie.
        Co może spowodować u ciężarnej pies? Poronienie? Przedwczesny poród?
        Różyczkę? Naprawdę jestem ciekaw.
        Zwłaszcza,że widuję na spacerach z psem ciężarne matki.Muszę je
        zagadnąć czy się nie boją i zgłosić do opieki społecznej,że są
        nieodpowiedzialne i narażają życie nienarodzone.
        Co do ostatniego akapitu: mój pies nie szczeka na obcych ludzi-na
        inne psy co innego.
        I nie gryzie- z prostego powodu: na spacerze ma zawsze kaganiec.



        • kot_behemot8 Re: Pies (i kot) wróg nr 1 matki z dzieckiem. 20.05.09, 13:15
          naciete_krocze napisał:

          > W jaki sposób sam widok kota (nawet znajdującego się parę metrów
          > dalej a odchody zostawiającego w kuwecie u sąsiadki) może
          spowodować
          > toksoplazmozę? Może zdalnie?



          A skąd ona mogła wiedzieć, gdzie ten kot trzyma swoje kupy?
          I w czym właściwie problem, wzieła granatnik i zaczeła tego kota
          ostrzeliwać czy co?


          > Już prędzej jestem za tym,że spowoduje on u dziecka debilizm
          > i wodogłowie :D:z tego co mówiła mi znajoma oboje państwo i
          starszy
          > synek prawdopodobnie cierpią już na to pierwsze.


          Jeśli tak jest, to znaczy że naśmiewasz się z niepełnosprawnych a to
          brzydko;)


          > Co do uczuleń: każde uczulenie można odczulić: potrzeba tylko
          czasu,
          > cierpliwości i doświadczonego lekarza.


          Nie ma to jak forumowy mądrala teoretyk;) Dużo ty tych dzieci
          wychowałeś, że tak to wszystko świetnie wiesz? I to, że
          doświadczonego alergologa mozna spotkać na każdym rogu ulicy to też
          pewno efekt własnych doświadczeń życiowych? Wiesz też zapewne od
          jakiego wieku mozna zacząć odczulanie i jak męczy się dziecko zanim
          będzie to można zrobić, tak? Ile miesięcy czeka się w kolejce na
          przeprowadzenie testów też wiesz?



          Moja sąsiadka ma alergiczne
          > dziecko (alergia na wiele czynników oraz pokarmów)-psa nie oddała.
          > Lekarstwem na pewno nie jest schronisko.


          Gwarantuję ci, że pierwsza rzecz o która pyta alergolog to "czy w
          domu są zwierzęta". Jeśli są, to pada sugestia by się ich pozbyć.
          Razem z firanami, dywanami i kwiatkami pokojowymi. Czy pozbycie się
          psa jest lekarstwem? Samo w sobie nie jest. Ale jest stanowczo
          zalecane, a bywa niezbędne.


          > Jak dziecko będzie uczulone na pyłki topoli to oczywiście wyjściem
          > jest wycięcie wszystkich topoli w mieście,a nie odczulanie i leki.


          Kiedy ostatnio widziałes w mieście topole? Od lat się ich nie sadzi,
          właśnie ze względu na alergików.


          > Planowana ciąża jest racjonalnym wytłumaczeniem dla wyrzucenia psa?


          Jak najbardziej racjonalnym. Podejrzewam jednak, że nie rozumiesz
          znaczenia słowa "racjonalny" i mylisz je z "etyczny".


          > Powiedz to w schronisku-najdelikatniejszą reakcją będzie wyśmianie.
          > Co może spowodować u ciężarnej pies? Poronienie? Przedwczesny
          poród?
          > Różyczkę? Naprawdę jestem ciekaw.


          Czego jesteś ciekaw? Przecież było juz o alergii na psią sierść.


          > Zwłaszcza,że widuję na spacerach z psem ciężarne matki.Muszę je
          > zagadnąć czy się nie boją i zgłosić do opieki społecznej,że są
          > nieodpowiedzialne i narażają życie nienarodzone.



          Nie wiem z kim ty właściwie dyskutujesz, bo ze mną raczej nie. Dla
          jasności: mam dwa psy i dwójkę dzieci. Dalej chcesz mi wmawiać, że
          moim zdaniem każda ciężarna i każda matka musi wyrzucić psa z domu?


          > Co do ostatniego akapitu: mój pies nie szczeka na obcych ludzi-na
          > inne psy co innego.
          > I nie gryzie- z prostego powodu: na spacerze ma zawsze kaganiec.


          Tak długo jak długo zdajesz sobie sprawę, że on nie gryzie właśnie
          dlatego, że ma kaganiec a nie dlatego, że anielski charakter - nie
          mam zastrzeżeń.


          --
          Jak bezkarnie insynuować czyli teoria dyskusyjna Mg2005 alias DJ Bucholc
            • kot_behemot8 Re: Oj ty kocie, kocie! 20.05.09, 19:26
              > Fajna kolejność. Kocia, czyli przewrotna...:)


              Zauważ też, że męża i ojca dzieciom nawet nie wymieniłam...

              --
              Jak bezkarnie insynuować czyli teoria dyskusyjna Mg2005 alias DJ Bucholc
              • tenshii Re: Oj ty kocie, kocie! 20.05.09, 19:28
                Bo jak to powiedziałą Rita Rudner:
                "Mój mąż i ja mamy zamiar albo kupić psa albo sprawić sobie dziecko. Trudno nam się zdecydować, czy zrujnować sobie dywan czy życie" :P
                --
                Labradość

                I don't need to fight to prove I'am right, and I don't need to be forgiven
              • brum.pl1 Re: Oj ty kocie, kocie! 20.05.09, 20:48
                kot_behemot8 napisała:

                > > Fajna kolejność. Kocia, czyli przewrotna...:)

                > Zauważ też, że męża i ojca dzieciom nawet nie wymieniłam...

                To masz wesołą gromadkę w chałupie, dwa psy, dwoje dzieci, męża i ojca dzieciom.
                Jakim dzieciom? Twoim dzieciom? To dlaczego nie wyszłaś za mąż za ojca swoich
                dzieci? I jak sprawiłaś, że mąż się zgadza na jego pobyt w domu?
                • kot_behemot8 Re: Oj ty kocie, kocie! 20.05.09, 21:06
                  brum.pl1 napisał:

                  > kot_behemot8 napisała:
                  >
                  > > > Fajna kolejność. Kocia, czyli przewrotna...:)
                  >
                  > > Zauważ też, że męża i ojca dzieciom nawet nie wymieniłam...
                  >
                  > To masz wesołą gromadkę w chałupie, dwa psy, dwoje dzieci, męża i
                  ojca dzieciom
                  > .
                  > Jakim dzieciom? Twoim dzieciom? To dlaczego nie wyszłaś za mąż za
                  ojca swoich
                  > dzieci? I jak sprawiłaś, że mąż się zgadza na jego pobyt w domu?


                  Wątpisz w jakość moich... argumentów używanych w celu takiej
                  perswazji?


                  --
                  Jak bezkarnie insynuować czyli teoria dyskusyjna Mg2005 alias DJ Bucholc
                  • brum.pl1 Re: Oj ty kocie, kocie! 20.05.09, 22:12
                    Drążę temat, bo jest wielce osobliwy...
                    Nie słyszałem jeszcze o takim modelu rodziny, a tu proszę, fiu fiu, na forum
                    znajomy kot ma w chałupie sodomę i gomorę.
                    Powiedz mi jeszcze, jeśli możesz, dlaczego trzymasz tego reproduktora?
                    Czy masz zamiar skorzystać w przyszłości z jego usług?
                    Czy też chłopina jest bezdomny i ty się nim opiekujesz?
                    Czy też jesteś mu tak bezgranicznie wdzięczna za jakość dzieci, że postanowiłaś
                    go utrzymywać, by w ten sposób wynagrodzić mu trud włożony w zapłodnienie ciebie?
                        • kot_behemot8 Re: Oj ty kocie, kocie! 21.05.09, 12:26
                          A gdzie załączniki? Zdjęcie, wymiary, metryka urodzenia,
                          zaświadczenie o dochodach, zezwolenie od proboszcza...?

                          --
                          Jak bezkarnie insynuować czyli teoria dyskusyjna Mg2005 alias DJ Bucholc
                          • brum.pl1 Re: Oj ty kocie, kocie! 21.05.09, 15:56
                            kot_behemot8 napisała:

                            > A gdzie załączniki? Zdjęcie, wymiary, metryka urodzenia,
                            > zaświadczenie o dochodach, zezwolenie od proboszcza...?

                            Tylko tyle? Phi, tez mi coś. Mało wymagająca jesteś. Wszystko załatwię w try
                            miga. Tylko potrzebny mi jest twój adres i twoje aktualne, a nie od komunii,
                            zdjęcie. Bo nie wiem czy warto się do ciebie wybierać. Może szpetna jesteś? Kto
                            wie...
                            • kot_behemot8 Re: Oj ty kocie, kocie! 21.05.09, 18:54
                              No nie! Ja tu o poważnych sprawach byznesowych a ty mi z jakimis
                              duperelami wyskakujesz...
                              A zresztą w kominiarce i pelerynie wyglądam całkiem ładnie, więc już
                              się nie czepiaj mojej urody.

                              --
                              Jak bezkarnie insynuować czyli teoria dyskusyjna Mg2005 alias DJ Bucholc
                              • brum.pl1 Re: Oj ty kocie, kocie! 22.05.09, 07:29
                                kot_behemot8 napisała:

                                > No nie! Ja tu o poważnych sprawach byznesowych

                                he he he
                                Od kiedy to sprawy łóżkowe nazywają się biznesowe?:)

                                > A zresztą w kominiarce i pelerynie wyglądam całkiem ładnie, więc już
                                > się nie czepiaj mojej urody.

                                A bez kominiarki i peleryny? Cos kręcisz, kocico. I coraz bardziej mnie
                                intrygujesz...:)

                                >
                                • kot_behemot8 Re: Oj ty kocie, kocie! 22.05.09, 08:20
                                  brum.pl1 napisał:

                                  >
                                  > A bez kominiarki i peleryny? Cos kręcisz, kocico. I coraz bardziej
                                  mnie
                                  > intrygujesz...:)


                                  Bez kominiarki i peleryny to nie wiem, bo lustro zawsze pęka jak
                                  przed nim stanę.

                                  --
                                  Jak bezkarnie insynuować czyli teoria dyskusyjna Mg2005 alias DJ Bucholc
          • Gość: no name Re: Pies (i kot) wróg nr 1 matki z dzieckiem. IP: *.4web.pl 23.05.09, 09:05
            >Gwarantuję ci, że pierwsza rzecz o która pyta alergolog to "czy w
            >domu są zwierzęta". Jeśli są, to pada sugestia by się ich pozbyć.
            >Razem z firanami, dywanami i kwiatkami pokojowymi.

            Na a kolejna sugestia to zmienic alergologa. Facet, który sugeruje
            pozbyć się z domu jednoczesnie i siersci i powierzchni zbierających
            kurz i alergenów kwiatowych jest nieukiem. Nie zastosował podstaw
            czyli nie poszukał alergenu - dzieciak dalej moze kichac i
            prychac, bo okaze sie , ze alergenem jest mleko albo proszek do
            prania;/

            Zdecydoanie mam wrazenie, ze wszystko jest postawione na głowie -
            gdyby porównać ilosc alergii 40 lat temu i dzis to okazuje sie, ze
            wzrost jest lawinowy. I nie dziwię sie, w sterylnym otoczeniu mozna
            meić alergie nawet na swieze powietrze...Ludzi, którzy oddają psy
            wychowywane od lat , bo maja małe dziecko uwazam za idiotów - gdzieś
            im zadzwonilo, ale nawet nie widzą gdzie , oddają psa do schroniska,
            kiedy baba jest w 3 miesiacu . Pies to nie przedmiot.
            • mondego1 Re: Pies (i kot) wróg nr 1 matki z dzieckiem. 05.06.09, 14:32
              ludzie ktorzy oddaja swoje zwierzeta kiedy pancia zachodzi w ciaze,
              mozna nazwac tylko glupimi histerycznymi dupkami bez uczuc, po co
              brali zwierze?Pozbyaja sie ich z lenistwa i tyle , nie chce sie
              zwierzeciem juz zajmoac bo to i spacery i jedzenie trzeba
              przygotowac, a zerszta weterynarz i utrzymanie tez kosztuje.To
              wynajduja wymowke ze to dla dobra dziecka, albo dziecko albo pies
              itp.Pies ,kot czy inny siersciuch to zobowiazanie na lata (az do
              jego natuuralnej smierci) a nie zabawka.Nie cierpie takich ludzi.Mam
              wielu znajomych ktorzy maja male dzieci i zierzeta w domu i nic sie
              nie dzieje.
              • rikol Re: Pies (i kot) wróg nr 1 matki z dzieckiem. 05.06.09, 15:10
                Oczywiscie. Jesli dziecko rzeczywiscie ma stwierdzona alergie na psa czy kota,
                wtedy mozna pomyslec o pozbyciu sie psa. Natomiast normalne dziecko powinno sie
                wychowywac ze zwierzetami, bo to zmniejsza ryzyko alergii! Zastanawiajace, ze te
                same osoby, ktore oskarzaja psy i koty o cale zlo swiata, nie widza nic zlego w
                plukaniu ubranek dla dzieci w lenorze albo praniu ich w perfumowanym proszku do
                prania; perfumuja tez mieszkanie sprajami odswiezajacymi; podaja dziecku
                paracetamol (zwieksza o polowe ryzyko wystapienia astmy).
          • Gość: rrrrotfl Zapraszam do Bydgoszcy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.06.09, 11:35
            > Kiedy ostatnio widziałes w mieście topole? Od lat się
            > ich nie sadzi, właśnie ze względu na alergików.

            ROTFL, perełka.

            Zapraszam do Bydgoszczy, miasta tysiąca topoli i brzóz, z wieloma hetarami łąk.

            aaaa, zaraz zaraz - przecież ten biały puch opadający z topoli to nie pyłki tylko nasiona, prawda? Nasiona cię uczulają? :D
            Pyłku z topoli jest relatywnie niewiele,a ponadto rzadko uczula.

            Rozkoszna jesteś.

            PS Topole usuwa się z miast dlatego, że są to szybkorosnące drzewa o kruchych, łamliwych konarach i w dodatku płytko się ukorzeniające.

            Oczywiście jeśli się mylę i topole uczulają, to proszę o jakiegoś linka do rzeczowych materiałów.
            Moje to:
            czytalniamedyczna.pl
            alergen-info.pl
            pl.wikipedia
            Medycyna Praktyczna
            www.polki.pl
            interscience.wiley.com (ang.)
            ingentaconnect.com (ang.)

            :)

      • Gość: aga Re: Pies (i kot) wróg nr 1 matki z dzieckiem. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.06.09, 10:17
        a slyszalas o labradorach?? one nie warcza, nie szczekaja, tylko
        rodosnie machaja ogonem i sa przyjacilmi wszystkich. a o pudlach?
        ich siersc nie uczula. mnie osobiscie tez denerwuje jak matka
        odciaga na 10 metrow dziecko od psa (mojego labradora) ktory idzie
        na smyczy i wcale nie zwraca uwagi na dziecko (a na moja kieszen w
        ktorej mam jej ciasteczko). nie jestem w ciazy, ale kiedys bede, mam
        kolezanki w ciazy i po prostu interesuje sie tematem. tak trudno to
        zrozumiec?
      • Gość: hella Re: Pies (i kot) wróg nr 1 matki z dzieckiem. IP: *.icpnet.pl 05.06.09, 11:01
        kocie_behemocie8
        toksoplazmozą można zarazić się nie tylko od kota (a uściślajac mając bezpośredni kontakt z kocimi odchodami - oczywiscie mowa o kocie, który jest nosicielem tokso), ale również podczas pracy w ziemi czy od surowego mięsa, a jakoś na widok ogródka czy mięsa ciemnoty nie ogrania taka panika, jak na widok kota.

        wyrzucenie psa z domu nie jest NIGDY UZASADNIONE, a już na pewno nie jest uzasadnione wyrzucanie "na zapas" dlatego, że pojawi się nowy członek rodziny. osoby inteligentne potrafią pogodzić posiadanie psa/kota z narodzinami dziecka i potrafią opanowac zwierzę. a dziecko wychowujące się w domu, w którym są zwierzęta (normalnym domu, a nei takim, gdzie burek wisi na łańcuchu albo pozwala sie dziecku znęcać nad czworonogiem) na pewno ma lepszy układ odpornościowy niż dziecię trzymane pod kloszem, do tego ma zdrowy stosunek do zwierząt a nie panikuje na widok psa/kota na drugim końcuulicy.

        ale niestety na głupotę ludzka nie ma mocnych (co widać chociażby w tym wątku, w odpowiedziach) i czerni się nie przetłumaczy, ze wychuchany, domowy pies/kot nie jest ABSOLTUNIE ŻADNYM ZAGROŻENIEM. i tylko biedne zwierzęta przez to cierpią (kanapowce lądujace w zimnym boksie w schronie, przywiązywane do drzew, wyrzucane przy drodze)
      • Gość: aurora Re: Pies (i kot) wróg nr 1 matki z dzieckiem. IP: *.icpnet.pl 05.06.09, 11:04
        Dziwny ten twój azor. Nigdy nie spotkałam psa, który nie szczeka i
        > nigdy nie warknie na człowieka który pcha mu sie z łapami do
        > głaskania, albo np zachowuje hałasliwie, albo jest pijany (moje psy
        > nie cierpia pijanych...)

        i jeszcze jedno - chyba znasz same nienormalne psy, albo po prostu Ciebie inne psy nie lubią, bo ja z kolei bardzo rzadko spotykam psy któe szczekają i warczą gdy się chce je pogłaskać, pozostałe dwa przypadki owszem - to jest raczej normalne, ze psy nie lubią pijanych i głośnych, chociaż akurat jeżeli chodzi o "głośność" to tez raczej nie znam psa, który by się od razu rzucał i szczekał na kogoś głosniejszego.
      • Gość: gertka Re: Pies (i kot) wróg nr 1 matki z dzieckiem. IP: 141.189.251.* 05.06.09, 15:24
        > Dziwny ten twój azor. Nigdy nie spotkałam psa, który nie szczeka i
        > nigdy nie warknie na człowieka który pcha mu sie z łapami do
        > głaskania, albo np zachowuje hałasliwie, albo jest pijany (moje
        psy
        > nie cierpia pijanych...)
        A ja mam takie dwa :) Dwa boksery - Maxik szczeka na ludzi, jeśli go
        nie głaszczą... Mam na myśli ludzi obcych, spotkanych na spacerze -
        początkowo podchodzi cały rozmerdany i czeka na głaski. Szczeka w
        sposób zachęcający do zabawy, bez cienia złości. W życiu nie warknął
        na człowieka!
        Nie zmienia to faktu, że wiele osób się go boi, bo jest to duży pies.

        Co do toksoplazmozy, to kontakt z kotem jest bezpieczny. kontakt z
        odchodami kota mniej...

        Co do uczuleń - w 75% przypadków wywołuje je wydzielina gruczołów
        okołoodbytowych, które można zarówno u psa, jak i u kota usunąć bez
        szkody dla samego zwierzęcia.
        Pozbycie się zwierzaka nie rozwiązuje problemu, bo alergeny
        pozostają w mieszkaniu przez kilka lat. No chyba, że się ktoś
        przeprowadzi...

        A czytałam też artykuł, bodaj w Charakterach o tym, że obecność
        zwierzęcia w domu zmniejsza ryzyko alergii u dziecka o 70%. Artykuł
        był o korzyściach z posiadania psa (m. in. wyrównanie ciśnienia
        tętniczego krwi podczas głaskania psa; zmniejszenie ryzyka otyłości -
        więcej ruchu; zmniejszenie ryzyka depresji; zwiększenie poczucia
        szczęścia; o korzyściach wychowawczych nie wspominając).
      • Gość: pssst Re: Pies (i kot) wróg nr 1 matki z dzieckiem. IP: 87.204.211.* 05.06.09, 15:32
        "Dziwny ten twój azor. Nigdy nie spotkałam psa, który nie szczeka i
        nigdy nie warknie na człowieka który pcha mu sie z łapami do
        głaskania, albo np zachowuje hałasliwie, albo jest pijany (moje psy
        nie cierpia pijanych...) "


        to chyba w życiu nie widziałaś na oczy Golden Retrievera - miłośnika wszystkich
        ludzi w okolicy - mój szczekał tylko trzy razy w życiu ale nigdy na człowieka
        (na śmietnik kiedy koś go postawił w innym miejscu niż zwykle, na lawetę
        doczepioną do samochodu i na fioletowy dom - kolor mu nie pasił chyba) - nie
        uogólniaj proszę wszystkiego opierając się na postawie twojego psa
    • Gość: little_girl_blue Re: Pies (i kot) wróg nr 1 matki z dzieckiem. IP: 212.74.123.* 20.05.09, 13:46
      Co taki kot mógłby zrobić strasznego ciężarnej (kot domowy),

      Otoz ja jestem najlepszym przykladem tego co taki kot moglby
      strasznego zrobic ciezarnej, a raczej jej dziecku. Urodzilam sie z
      toksoplazmoza, ktora w ciazy musiala zarazic sie moja mama. W sumie
      to mialam duzo szczescia, ze sie urodzilam :)wiec nie narzekam. Nie
      widze na prawe oko, i oczywiscie moje lewe oko tez nie jest w
      najlepszej kondycji. Dziecinstwo spedzilam w Klinice Okulistycznej w
      Lublinie gdzie starano sie uratowac resztki mojego wzroku. Da sie z
      tym zyc, nie jest to tragedia, moglo byc gorzej ale lepiej by bylo
      gdybym nigdy tej toksoplazmozy nie miala i widziala trochelepiej niz
      widze. Pozdrawiam serdecznie.

      PS. Sama jestem wielbicielka psow , kotow moze mniej i bardziej na
      odleglosc ;) ale tez szanuje prawo innych do nie bycia wielbicielami
      zwierzat.
        • tytanya Re: Pies (i kot) wróg nr 1 matki z dzieckiem. 20.05.09, 14:48
          Całe życie miałam do czynienia z psami i kotami.
          Te drugie dopadałam przy każdej możliwej okazji, az w końcu zaczęłam
          mieć własnego.A potem psa i znowu kota i kota i tak dalej.
          Toksoplazmozy brak, a córka zaczła reagowac na zwierzaki ( jest
          uczulona ) dopiero gdy przestała z nimi mieszkać.

          PS Żaden alergolog nie sugerował pozbycia się zwierząt z domu. Oni
          byli z tych normalnych.
          --
          :)
          • kot_behemot8 Re: Pies (i kot) wróg nr 1 matki z dzieckiem. 20.05.09, 15:57
            tytanya napisała:

            > córka zaczła reagowac na zwierzaki ( jest
            > uczulona ) dopiero gdy przestała z nimi mieszkać.
            >
            > PS Żaden alergolog nie sugerował pozbycia się zwierząt z domu. Oni
            > byli z tych normalnych.


            Nic dziwnego. Skoro jak piszesz "córka zaczła reagowac na zwierzaki
            dopiero gdy przestała z nimi mieszkać" to nie było się czego
            pozbywać, czyż nie?


            --
            Jak bezkarnie insynuować czyli teoria dyskusyjna Mg2005 alias DJ Bucholc
              • kot_behemot8 Re: Pies (i kot) wróg nr 1 matki z dzieckiem. 20.05.09, 19:46
                To lekarz ci powiedział czy sama wymyśliłaś? Serio pytam, bez
                złośliwości. Prawdą jest, że zdrowy człowiek zwiększa odporność na
                alergen stale z nim obcując - np ktos kto nie jest uczulony na
                sierść może mieć psa i kontakt z nim zwiększa jego odporność na ten
                typ alergii. Jednak kompletnym nonsensem jest stwierdzenie, że ktoś
                u kogo testy wykazały istnienie takiej alergii (a jak rozumiem u
                twojej córki wykazały) może wystawić się na działanie alergenu i w
                ten sposób odzyska utraconą odporność!!
                Jeżeli to lekarz ci powiedział, to chętnie poznałabym jego nazwisko -
                rzecz nadaje się do komisji odpowiedzialności zawodowej.

                --
                Jak bezkarnie insynuować czyli teoria dyskusyjna Mg2005 alias DJ Bucholc
                • tytanya Re: Pies (i kot) wróg nr 1 matki z dzieckiem. 20.05.09, 19:51
                  A ja ci serio odpowiadam.

                  Widziałam jak córka reagowała na zwierzaki gdy ich w domu nie było i
                  widzę jak reaguje gdy ma ponownie do czynienia z kotem.
                  I ma jak najbardziej alergię, bo testy zostały zrobione.
                  Nic nie poradzę, ze ci to nie pasuje do obrazu.

                  --
                  :)
                • Gość: miłka Re: Pies (i kot) wróg nr 1 matki z dzieckiem. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.06.09, 10:43
                  i nie ma w tym nic dziwnego , ja i moja mama mamy stwierdzone
                  uczulenie na koty , w domach trzymamy te zwierzaki i czujemy sie
                  świetnie , gorzej jak odwiedzamy znajomych z psami. Moj szwagier ma
                  uczulenie na koty ale tylko obce na te w domu jakoś nie reaguje.o
                  alergii wogóle mało lekarze wiedzą ale faktycznie jak jestem pod
                  ich opieką wiele lat to podejście do zwierząt sie zmienia , na
                  poczatku była histeria ze mam w domu kota , teraz mam dwa i pani
                  doktor kazała mi je od siebie wygłaskac :) a co do paniki kobiet w
                  ciązy to niestety pokutują stereotypy - toksoplazmozą w ok 90 %
                  zaraża sie przez zjedzenie surowego mięsa , najlepszym przykładem
                  jest Francja gdzie zakażanych kobiet jest znacznie wiecej niż u nas
                  a to przez jedzenie surowego mięsa, żeby zarazic sie od kota trzeba
                  być fleją. Przygarniałam koty , które miały glisty i tasiemce i
                  nigdy sie nie zaraziłam ( robiłam badania ) wystarczyło tylko
                  przestrzegac zasad higieny.
        • little_girl_blue Re: Pies (i kot) wróg nr 1 matki z dzieckiem. 20.05.09, 14:52
          Nie ma zadnego dowodu. Nie napisalam tego postu zeby cokolwiek
          udowadniac, zeby bronic wlascicieli psow (do ktorych sie zaliczam),
          kotow czy innych stworzen lub zeby usprawiedliwiac zachowania
          (czasami przyznaj wg mnie absurdalne) mam lub przyszlych mam.
          Poprostu przytoczylam swoja historie jako osoby ktora zostala
          dotknieta przez toksoplazmoze. Nie chce sie klocic w jaki sposob
          mozna lub nie mozna sie zarazic, napewno zarazic od kota sie mozna
          wiec warto uwazac szczegolnie jesli jest sie w ciazy, nie chce
          jednak oceniac ktore zachowania sa zwykla ostroznoscia, a ktore juz
          paranoja ;)
          • Gość: szmatan Re: Pies (i kot) wróg nr 1 matki z dzieckiem. IP: 91.198.246.* 05.06.09, 09:33
            od kota zarazić się można, ale raczej ciężko (w powszechnej świadomości tego
            faktu spore są zapewne zasługi filmu "Trainspotting"). powtarzając takie opinie,
            bez zaznaczenia że dużo wyższe prawdopodobieństwo jest na zarażenie się
            niemytymi owocami lub warzywami, siejesz, kolokwialnie mówiąc, panikę.

            jak ci nosiciel HIV nakaszle swoimi płucami (bo gruźlica) na wyciśniętego
            pryszcza, to jest szansa że się zarazisz, ale droga rozprzestrzeniania się tego
            wirusa jest płciowa i wszczepienna. dlatego bez spożycia kocich odchodów nie
            zarazisz się od kota
    • paskudek1 Re: Pies (i kot) wróg nr 1 matki z dzieckiem. 20.05.09, 15:03
      widzisz, kotki mogą byc nosicielami toksoplazmozy. I wyobraź sobie ze wcale nie trzeba stykac się z piaskiem czy żwirkiem na które wypróżnia się kot. Wystarczy sam kontakt ze zwierzęciem. I mam na to dowód. Co prawda nie dotyczy rzecz ciężarnej ale przemiłej starszej pani, któa pracowała jako kurator sądowy. odwiedzała tych zwoich podopiecznych, u jednych był kotek. I niestety dostała toksoplazmozy. Końcówka jej pracy przypadała już na okres kiedy wzrok traciła dośc szybko.
      --
      65FF-G to WCALE nie jest wielki biust:)
      • babe007 Re: Pies (i kot) wróg nr 1 matki z dzieckiem. 20.05.09, 15:50
        paskudek1 napisała:

        > widzisz, kotki mogą byc nosicielami toksoplazmozy. I wyobraź sobie
        ze wcale nie
        > trzeba stykac się z piaskiem czy żwirkiem na które wypróżnia się
        kot. Wystarcz
        > y sam kontakt ze zwierzęciem. I mam na to dowód. Co prawda nie
        dotyczy rzecz ci
        > ężarnej ale przemiłej starszej pani, któa pracowała jako kurator
        sądowy. odwied
        > zała tych zwoich podopiecznych, u jednych był kotek. I niestety
        dostała toksopl
        > azmozy. Końcówka jej pracy przypadała już na okres kiedy wzrok
        traciła dośc szy
        > bko.

        Hmmm, dowód powiadasz... A jaki masz dowód, że to akurat z powodu
        tego kota a nie np. tatara albo niedomytych warzyw?
      • jowita771 Re: Pies (i kot) wróg nr 1 matki z dzieckiem. 21.05.09, 18:42
        > azmozy. Końcówka jej pracy przypadała już na okres kiedy wzrok traciła dośc szy
        > bko.

        Pani albo Tobie chyba się pomieszało z toksokarozą, ale to częściej od psów
        można się zarazić. I po tym można stracić wzrok, natomiast toksoplazmoza jest
        niebezpieczna wyłącznie dla płodu i to tylko wtedy, kiedy kobieta zarazi się nią
        w czasie ciąży, czyli idealnie jest, jeśli jest nosicielką wcześniej, bo wtedy
        nie ma możliwości, żeby do zarażenia doszło w czasie ciąży właśnie.
        Wart wiedzieć o czym się pisze, żeby nie popisywać się taką niewiedzą, paskudku.
        • Gość: Ida Re: Pies (i kot) wróg nr 1 matki z dzieckiem. IP: *.chello.pl 05.06.09, 15:27
          Toksoplazmoza może mieć (choć rzadko)również ciężki przebieg u dorosłego,
          naukowcu od siedmiu boleści.

          "U płodu dochodzi do nieuleczalnych wad (najczęściej ośrodkowego układu
          nerwowego), które z reguły prowadzą do śmierci. Zarówno u dzieci, jak i osób
          dorosłych, wyróżnia się dwie postaci toksoplazmozy: ostrą i przewlekłą.

          W ostrym przebiegu toksoplazmozy zapaleniu ulegają węzły chłonne - zwłaszcza
          szyjne. Pacjent skarży się także na silne bóle głowy i gorączkę. Pojawiają się
          objawy grypopodobne. W rzadkich przypadkach dochodzi do zapalenia mózgu i opon
          mózgowych.

          Przewlekła postać toksoplazmozy jest bardzo rzadka. Objawia się ona nawracającą
          gorączką, bólami głowy, dolegliwościami stawowymi i niekiedy zapaleniem
          zaatakowanych narządów: węzłów chłonnych, wątroby, śledziony, serca, płuc, oczu
          i ośrodkowego układu nerwowego."
    • tenshii Odpowiedzialny rodzic 20.05.09, 16:21
      Jak ktoś jest w wieku reprodukcyjnym i może mu się zdarzyć dziecko a chce zwierzę (szczególnie psa) to winien psa odpowiednio układać, przygotowywać na przyjście dziecka kiedy już ciąża stanie się faktem.
      Znam bardzo wiele mam, które psy mają i to przy malutkich dzieciach i jakoś nic z tego nie wynika - bo i pies uczony do dzieci, i dziecko do kontaktow z psem.
      Jak człowiek będzie przywiązywał wagę do pewnych zasad to wszystko da się zrobić. To A.
      B, że dzieci wychowywane właśnie ze zwierzętami rzadziej są alergikami, i ogólnie mają lepszą odporność niż dzieci trzymane w sterylnych warunkach.
      C - wiem, że można przeprowadzić badania w kierunku toksoplazmozy i ewentualnego ryzyka w stosunku np do własnego kota.
      D - jak zwierzę jest zadbane, prowadzane regularnie do weterynarza i nie wypuszczane samopas po dworze, to mało prawdopodobne aby coś złapało. Bo najgorzej jak się mówi "to pies (kot) - wyliże się z tego".
      Istnieje taki test - jeśli chcesz założyć rodzinę i mieć pewność, że będziesz się nią dobrze zajmował - najpierw kup sobie roślinkę, jeśli przeżyje, kup zwierzę, jeśli z kolei ono będzie miało dobrą opiekę - możesz zakładać rodzinę. Boję się myśleć co może stać się dzieciom, których rodzice bez najmniejszego zawahania, pomysłu i troski, wywoża zwierzę do lasu lub schroniska, tylko dlatego, że mama zaszła w ciążę....


      --
      Labradość

      I don't need to fight to prove I'am right, and I don't need to be forgiven
      • nissa.fr Re: Pies (i kot) wróg nr 1 matki z dzieckiem. 20.05.09, 19:29
        Ja rowniez nie obserwuje tego zjawiska. Lubie zwierzeta i nie wyobrazam sobie wyrzucenia pupila z domu "z okazji ciazy" , czy inengo blachego powodu (nie mowie tu o zwierzetach z jakiegos powodu powaznie zagrazajacych domownikom np. bardzo agresywny pies, ale to temat typu "trzeba bylo myslec wczesniej"). Mam male dziecko, ktore na zwierzeta reaguje bardzo pozytywnie, (zadnego tarmoszenia za futro czy wyrywania ogona-wniosek po dluzszym pobycie zwierzaka znajomych w naszym domu a nie jednorazowym poglaskaniu psa sasiada) wiec niedlugo przygarniemy kotke. Nie wszystkie matki to skrajne panikary ;-) Pozdrawiam.
        • brum.pl1 Pozbyliśmy się kota 20.05.09, 22:23
          Mieliśmy i kota i psa. Ja kotów nie lubię, ale był pupilem mojej pięknej połowy,
          więc go tolerowałem. Do czasu. Urodziło nam się dziecko, synek. Kocica była tak
          (chyba) zazdrosna o uwagę i czułość żony do dziecka, że go zaatakowała. Albo
          zbzikowała. W każdym razie zagrażała bezpieczeństwu naszego maleństwa.
          Pozbyliśmy się kocicy, oddaliśmy ją swoich przyjaciół. A ja odetchnąłem z ulgą.
          Od tamtej pory nie mamy kota w domu.
          • minniemouse Re: Pozbyliśmy się kota 23.05.09, 08:51
            """Kocica była tak
            (chyba) zazdrosna o uwagę i czułość żony do dziecka, że go
            zaatakowała."""
            --

            co za beznadzieja :(
            raz, ze zwierzeta nie maja takich ludzkich uczuc jak zazdrosc,
            kot zwyczajnie badal co to za nowe stworzenie wlazlo mu na
            terytorium, odebralo miejsce w hierarchii
            (i wzgledy panci) i ze trzeba by mu pokazac kto tu rzadzi,

            dwa- taki sposob myslenia swiadczy o kompletnym braku znajomosci
            psychologii kota. i jakiejkolwiek ochoty aby ja poznac chocby dla
            samej ciekawosci i wzbogacenia edukacji (ergo podnoszenia swojego
            intelektualnego poziomu).

            dalsze postepowanie co gorzej, o kompletnym braku odpowiedzialnosci
            i empatii za zwierze wziete do domu, ktore nie prosilo zeby je wziac
            w pierszej kolejnosci. zenada.

            przy okazji jeszcze - co za wredny sabotaz. wspolczuje zonie.
            bo nie lubisz kotow to wykorzystales sytuacje zeby podstepnie
            pozbyc sie czegos co ona lubila a ty nie. na pewno jej tlumaczyles
            "ze jak sama widzi kot zagraza dziecku". ale wredne. wredne.

            Minnie

            Warto przeczytac:

            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12154&w=85321110
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12154&w=92045900
              • minniemouse Re: Pozbyliśmy się kota 24.05.09, 06:24
                """Od kiedy to dobro kota jest ważniejsze od bezpieczeństwa
                maleńkiego, bezbronnego
                dziecka?"""

                od wtedy kiedy bierze sie kota do domu.
                jak sie bierze jakiekowliek zwierze do domu to sie za nie bierze
                odpowiedzialnosc do konca jego zycia.

                dlatego zanim wezmiesz zastanow sie sto razy co robisz.

                jak to jest ze jedni potrafia pogodzic niejedno niemowle z niejednym
                kotem a inni jednego dzieciaka z jednym kotem nie?
                ja ci powiem - od inteligencji i odpowiedzialnosci. i od CHCENIA.
                jakby chcieli to by nie wyrzucali tylko pilnowali i kota i dziecko.
                to nie takie trudne.

                Minnie


                --
                Warto przeczytac:

                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12154&w=85321110
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12154&w=92045900
                • listekklonu Re: Pozbyliśmy się kota 24.05.09, 07:27
                  > jak sie bierze jakiekowliek zwierze do domu to sie za nie bierze
                  > odpowiedzialnosc do konca jego zycia.

                  To właściwie mogłoby być podsumowanie dyskusji. Jeśli ktoś wie, że
                  ma zamiar mieć dziecko i chce histeryzować z jego powodu, to niech
                  nie bierze zwierząt. Kot czy pies mogą żyć nawet 20 lat i właśnie na
                  tyle trzeba się przygotować biorąc zwierzaka.
                  Jeśli natomiast ktoś się decyduje mieć zwierzęta i dzieci, to
                  powinien jedne i drugie wychować, tak żeby sobie nie przeszkadzały
                  nawzajem.



                  • Gość: cebula Re: Pozbyliśmy się kota IP: *.chello.pl 24.05.09, 09:02
                    > Jeśli ktoś wie, że ma zamiar mieć dziecko i chce histeryzować z jego powodu,
                    to niech nie bierze zwierząt.

                    Histeryzować? To wy jesteście jakieś histeryczki i macie kota na punkcie kota. W
                    teorii wszystko jest piękne, można pogodzić opiekę i nad dzieckiem i nad
                    zwierzęciem. Ale w praktyce bywa różnie. Nawet specjaliści w tej dziedzinie każą
                    uśpić zwierzaka, gdy ten atakuje domowników. A co dopiero małe dziecko! Klepać
                    frazesy każdy potrafi, gorzej gdy przyjdzie zmierzyć się z rzeczywistym
                    problemem, wtedy trzeba podjąć męską, mądrą decyzję.

                    Kot czy pies mogą żyć nawet 20 lat i właśnie na
                    > tyle trzeba się przygotować biorąc zwierzaka.
                    > Jeśli natomiast ktoś się decyduje mieć zwierzęta i dzieci, to
                    > powinien jedne i drugie wychować, tak żeby sobie nie przeszkadzały
                    • listekklonu Re: Pozbyliśmy się kota 24.05.09, 18:10
                      To teraz zadanie na inteligencję specjalnie dla Ciebie Cebulo.
                      Wyobraź sobie, że masz dwoje dzieci i starsze dziecko zaczyna dokuczać
                      młodszemu, a nawet raz je uderzyło. Co zrobisz w tej sytuacji? Oddasz
                      starsze dziecko do adopcji? Poddasz eutanazji? Czy może po prostu
                      nauczysz, jak się należy odnosić do najmłodszego członka rodziny?
                      • brum.pl1 Re: Pozbyliśmy się kota 24.05.09, 22:36
                        listekklonu napisała:

                        > To teraz zadanie na inteligencję specjalnie dla Ciebie Cebulo.
                        > Wyobraź sobie, że masz dwoje dzieci i starsze dziecko zaczyna dokuczać
                        > młodszemu, a nawet raz je uderzyło. Co zrobisz w tej sytuacji? Oddasz
                        > starsze dziecko do adopcji? Poddasz eutanazji? Czy może po prostu
                        > nauczysz, jak się należy odnosić do najmłodszego członka rodziny?

                        Widzę, że mamy tu do czynienia z kocim psychologiem. Powiedz mi zatem, jak
                        przekonać kota, by nie atakowało dziecka? Jak go wychować? Proszę o konkretną i
                        rzeczową odpowiedź.

                        • listekklonu Re: Pozbyliśmy się kota 26.05.09, 07:48
                          > Widzę, że mamy tu do czynienia z kocim psychologiem. Powiedz mi
                          zatem, jak
                          > przekonać kota, by nie atakowało dziecka? Jak go wychować? Proszę
                          o konkretną i
                          > rzeczową odpowiedź

                          Ależ prosze bardzo. Opowiedz jednak najpierw jak to wyglądało, ze
                          szczegółami. Jak wyglądał ten "atak"? Co w tym czasie robiło
                          dziecko? Byłeś w tym czasie na odległość ręki, czy dalej?
                      • minniemouse Re: Pozbyliśmy się kota 25.05.09, 01:55
                        """Nawet specjaliści w tej dziedzinie każą
                        uśpić zwierzaka, gdy ten atakuje domowników."""

                        jacy specjalisci?? od Alium?
                        jezeli jest naprawde niebezpieczny, to tak i wtedy trudno,
                        bo normalny kot to normalny kot, bez powodu nie
                        jest "niebezpieczny".

                        teraz pytanie co dla kogo znaczy "kot atakuje"?
                        niektorym sie wydaje ze atakujacy kot to jest kot ktory
                        najzwyczajniej po kociemu bada sytuacje - czyli paca lapa bez
                        wyciagnietych pazurow zeby zbadac co to takiego dziwnego lezy
                        zakutane w smierdzace szmaty i obrzydliwie piszczy.

                        pozycje ma obronna, czyli naciagniety jak struna, zwykle
                        przykucniety, gotowy do natychmiastowej rejteracji w razie
                        gwaltownej defensywy ze strony wroga.
                        dla kogos kto nie zadal sobie trudu zeby majac nawet latami
                        kota w domu poznac jego body language to oczywscie "straszny atak
                        wscieklego kota".

                        dlatego PRIMO wcale nie wierze w ten rzekomy atak "zadzdrosnego o
                        zone" kota Bruma. juz samo stwierdzenie ze kot byl "zazdrosny"
                        swiadczy o malej znajomosci psychologii zwierzat w ogole, a co
                        dopiero kota.
                        zaloze sie Brum tak naprawde nie zna swojego ukochanego pieska
                        a kotu z pewnoscia sie juz nie przygladal wcale.

                        SECUNDO. Brum mial swoj chytry interes w tym zeby wyolbrzymic
                        postepek kota - od poczatku go nie lubil, nie chcial BO BRUM NIE
                        LUBI KOTOW.

                        I tu jest pies pogrzebany - ot i caly "niebezpieczny atak kota na
                        niewinne dzieciatko".

                        A takim rozhisteryzowanym Cebulom i zimnym Brumom sugeruje- kupcie
                        albo wypozyczcie sobie ksiazki na temat kotow. jest tego PELNO,
                        wystarczajaco duzo zeby pozniej spokojnie wychowywac i kota
                        i dziecko RAZEM.

                        I pare podstawowych rad wynikajacych ze zdrowego rozsadku - zwierzat
                        i dzieci, szczegolnie niemowlat, NIGDY nie zostawia sie samych,
                        a wszelkie ich kontakty odbywaja sie po scisla kontrola i uwaga aby
                        wlasnie nie dopuscic do przykrych niespodzianek.

                        a ze czasem dojdzie dojdzie do jakiegos zadrapania lub malego
                        ugryzienia - no i co takiego?

                        a dzieci to co, sie nie gryza? nie drapia sie do krwi? nie ma bojek
                        na podworku?



                        Minnie





                        --
                        Warto przeczytac:

                        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12154&w=85321110
                        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12154&w=92045900
                        • minniemouse Re: Pozbyliśmy się kota 25.05.09, 02:01
                          """Widzę, że mamy tu do czynienia z kocim psychologiem.
                          Powiedz mi zatem, jak
                          przekonać kota, by nie atakowało dziecka? Jak go wychować? Proszę o
                          konkretną i
                          rzeczową odpowiedź."""

                          jak pisalam, literatury na ten temat jest pelno.
                          rusz tylko dupsko do bibilioteki. nie zawracaj forumowiczom glowy -
                          wysil sie, poczytaj sam. mysmy sami szukali informacji, nikt nam pod
                          nos niczego nie podtykal.
                          ale najlepiej do ksiegarni bo dobrze jest miec takie ksiazki pod
                          reka i w razie potrzeby - siegnac i zajrzec.
                          a przy okazji, kup sobie tez i o psach. tez sie przyda.

                          Minnie




                          Warto przeczytac:

                          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12154&w=85321110
                          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12154&w=92045900
                          • brum.pl1 Re: Pozbyliśmy się kota 25.05.09, 21:53
                            minniemouse napisała:

                            Widzę, że mamy tu do czynienia z kocim psychologiem.
                            Powiedz mi zatem, jak przekonać kota, by nie atakowało dziecka? Jak go wychować?
                            Proszę o konkretną i rzeczową odpowiedź.


                            > jak pisalam, literatury na ten temat jest pelno.

                            Czyli nie wiesz. To po kiego grzyba się mądrzysz?
                            Chyba tylko po to, by uprawiać prywatę i podawać linki do twoich wątków na forum
                            migrena.
                            • minniemouse Re: Pozbyliśmy się kota 26.05.09, 06:39
                              """Czyli nie wiesz. To po kiego grzyba się mądrzysz? """

                              WIEM, ale przeciez nie bede przez dwa dni pisala tu kociej
                              ksiazki psychologicznej i ty bardzo dobrze o tym wiesz.
                              gdyby to sie dalo powiedziec w kilku slowach to bym to juz dawno
                              zrobila.

                              a ty, jak ty dopusciles do tego ze kot podrapal buzie niemowlaka?
                              gdzie ty byles jak to sie stalo? albo zona?
                              ja mialam DWA koty i niemowlaka i jakos nic sie nie stalo.

                              Minnie



                              --
                              Warto przeczytac:

                              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12154&w=85321110
                              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12154&w=92045900
                              • minniemouse Re: Pozbyliśmy się kota 26.05.09, 06:46
                                ps. a propos moich linkow - nie wiem czy to byl tani chwyt ponizej
                                pasa czy naprawde tak uwazasz,
                                ale moje linki sa na stale w sygnaturce dlatego ze prawie codziennie
                                przybywa ktos nowy i robi wlasnie to o co prosze ze by NIE robic.
                                (w sygnaturce).
                                przy czym zwracam uwage ze na forum M dokonuje codziennie po kilka
                                wpisow.

                                na poczatku piszac na innym forum staralam sie wymazac linki ale
                                z czasem mialam dosc.

                                i to wszystko - zadnej reklamy NIE ROBIE.

                                Minnie

                                --
                                Warto przeczytac:

                                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12154&w=85321110
                                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12154&w=92045900
                        • brum.pl1 Re: Pozbyliśmy się kota 25.05.09, 21:48
                          Pitolisz jak potłuczona.
                          Kot pazurami podrapał buzię niemowlaka. Tego było za wiele. Mogłem skorzystać z
                          sugestii weterynarza i go uśpić. Albo wziąć za pirze i na powietrze świże. Nie
                          zrobiłem tego, oddałem do domu przyjaciół. Podjąłem taką a nie inną decyzję i
                          nie mam najmniejszego zamiaru się tobie z tego tłumaczyć. I guzik mnie obchodzi
                          twoja opinia na ten temat, ani elaboraty na temat wychowania kota. Wychowuj
                          sobie nawet osiemnaście kotów, a ode mnie się odczep. Jasne?
                          • Gość: miłka Re: Pozbyliśmy się kota IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.06.09, 10:53
                            a grdyki przypadkiem nie przegryzł myslać że to mysz?..bosz... po co
                            wy ludzie bierzecie zwierzęta do domu skoro nic o nich nie wiecie ,
                            to nie jest element wystroju , ani zabaweczka tylko żywe stworzenie.
                            mam w domu dwa koty, dwoje małych dzieci i jakoś do tej pory nie
                            wydarzyło sie nic niepokojącego, koty pilnują dzieci , dzieci
                            uwielbiają koty, dzieki nim sa bardziej empatyczne i opiekuńcze.
                            Może trzeba tylko znac sie trochę na zwierzętach i pilnowac dzieci ?
                • Gość: cebula Re: Pozbyliśmy się kota IP: *.chello.pl 24.05.09, 09:08
                  Od kiedy to dobro kota jest ważniejsze od bezpieczeństwa maleńkiego,
                  bezbronnego dziecka?

                  >
                  > od wtedy kiedy bierze sie kota do domu.

                  Bzdura. Dobro dziecka jest wartością nadrzędną!

                  > jak sie bierze jakiekowliek zwierze do domu to sie za nie bierze
                  > odpowiedzialnosc do konca jego zycia.

                  No właśnie, do końca jego życia, czyli do uśpienia go, gdy mądrzy ludzie
                  zasugerują takie rozwiązanie, bo wściekły kocur rzuca się z pazurami na dziecko.
                • Gość: Ida Re: Pozbyliśmy się kota IP: *.chello.pl 05.06.09, 15:31
                  minniemouse napisała:

                  > """Od kiedy to dobro kota jest ważniejsze od bezpieczeństwa
                  > maleńkiego, bezbronnego
                  > dziecka?"""
                  >
                  > od wtedy kiedy bierze sie kota do domu.
                  > jak sie bierze jakiekowliek zwierze do domu to sie za nie bierze
                  > odpowiedzialnosc do konca jego zycia.
                  >

                  Udaj się proszę do poradni leczenia psychicznego.
                • Gość: emo Re: Pozbyliśmy się kota IP: *.nat.umts.dynamic.eranet.pl 05.06.09, 16:03
                  Mam wrażenie, że jakaś moda jest na stawianie zwierzaków na
                  piedestale bez względu na okoliczności. A przecież jest wiele
                  sytuacji życiowych, kiedy nie można brać odpowiedzialności za
                  zwierze do końca jego życia. Wiele razy słyszałam, że jeżeli pies
                  warknie lub złapie zębami dziecko, to jest to na 100% wina dziecka!!
                  I trzeba dzieciuchowi lanie sprawić, a psa nie karcić, bo się nabawi
                  urazów!!! Ludzie!! ocknijcie się, nie jestem za oddawaniem zwierząt
                  do schroniska, czy przywiązywaniem do drzewa, ale takie
                  demonizowanie to też przegięcie. Przecież są różne przyczyny agresji
                  psa, także choroby psychiczne psów, brak ruchu, zła dieta, błędy w
                  pierwszych tygodniach życia. Ale nie! dziecku w tyłek bo to jego
                  wina.
                  Jak czytam niektóre fora poświęcone psom, to włos mi się jeży
                  ilu jest NAWIEDZONYCH właścicieli psów: nie wolno podnieść na psa
                  głosu - to skąd ma wiedzieć że jego zachowanie jest niepożądane?
                  żadnego karcenia fizycznego - to dlaczego suka karci szczeniaki za
                  pomocą kąsania? nawet spotkałam się z poradą, że miska ma być
                  sterylizowana po każdym posiłku, bo psu zaszkodzi - ludzie, przcież
                  psy zakopują kości na kilka dni, żeby "dojrzały". Nie przypisujmy
                  psom ludzkich uczuć, pies to nie człowiek, to jednak dzikie zwierze
                  i nie do końca przewidywalne. Kto zaprzeczy, że zdarzają się
                  przypadki pogryzienia i zagryzienia na śmierć dzieci, a nawet
                  właścicieli. KTO ZAPRZECZY?? Nie odpowiadajcie "miłośnicy", znam z
                  góry Waszą odpowiedź: to wina człowieka!!! A ja twierdzę, że to wina
                  mody na posiadanie psa, mody na kiszenie zwierząt w maleńkich
                  mieszkaniach, moda na dziwaczne rasy, które powstają za sprawą
                  człowieka bo same nie miały by szans na przetrwanie, a w końcu moda
                  na demonizowanie, usprawiedliwianie i uczłowieczanie psów. Taka
                  postawa jest szkodliwa.
                  Nie wszyscy są koneserami psów czy kotów, są osoby które nie
                  tolerują zwierzaków blisko siebie, i to nie ze względu na alergię.
                  Dajmy im prawo przechodzić na drugą stronę ulicy gdy widzą naszego
                  pupila, to nie jest nienormalne! Co to za moda jakaś, że w co drugim
                  mieszkaniu, nawet tym 30 metrowym musi być jakiś zwierzak. Osobiście
                  uważam, że w wielu rodzinach zwierze się męczy, bo nie ma
                  odpowiednich warunków, ale pańcia i pan czują się lepiej, bo
                  mają "przyjaciela" - który jest sam przez 10 godzin dziennie, bo oni
                  pracują. No, ale jak masz psa to nikt nie powie, że jesteś bez
                  serca, dziecka można nie mieć, bo to za duży kłopot, ale psa zawsze
                  można mieć! Postawione to wszystko na głowie!!!!!!! Jak słyszę
                  wymądrzającego się "miłośnika-hodowcę" to mnie mdli, psiurek ma
                  wszystko czego dusza zapragnie, ale żona gówienka z parkietu zmywa a
                  dziecko siedzi na balkonie, bo w jednym pomieszczeniu z pupilkiem
                  się dusi. I tak już kilka lat z rzędu........no ale "miłośnik" ma
                  dobre samopoczucie, bo przecież ma takie dobre serce............
                  • one_slip Re: Pozbyliśmy się kota 05.06.09, 21:02
                    Bardzo dobrze, ze taki wątek znalazł się na pierwszej stronie.
                    Jest całe mnóstwo pobocznych tematów dotykających kwestii zwierzaków w mieście (kupa nie gryzie na przykład).
                    W tym wątku napisano ponad 100 postów. Naprawdę niewiele takich słodko-pierdzących o szkodliwości zwierząt. Z argumentami łatwymi do obalenia.
                    Mam 10 kotów. Każdy z nich urodził się przy pomocy człowieka. Były zabierane z parkingów, terenów szkół podstawowych, podwórek miejskich, ulic.
                    Parkingów supermarketów.
                    Nie lubię Exuperego (bo nudny).
                    Ale napisał jedna zajebistą rzecz w ksiązce dla dzieci. Dla dzieci.
                    "Bądź odpowiedzialny za to, co oswoiłeś."
                    Koty kiedyś były dzikie. Bł ocelotami, żbikami, ocelotami, pumami i tygrysami.
                    Teraz mamy kota domowego.
                    Oswoiliśmy go wieki temu, byl nam potrzebny.
                    Teraz jego życie znaczy mniej niż cokolwiek. Mimo, że to żywe stworzenie. Hodujemy rybki, ale jak się znudzą - nie wylewamy do kibla akwarium.
                    Pzygarniamy kota - ale jak się znudzi - na ulicę.
                    Psa zawsze można przywiązać do drzewa. Wyrzucić z samochodu.

                    To są zwierzęta. Można na nie zrzucić winę, że dziecko rodzi się z wadą. że rodzi się wcześniej niż powinno (BTW - polecam forum: Strata dziecka, chore dziecko)

                    Mam 25 lat. W ciągu najbliższych 5 lat chcę dziecko. Będę dobrą mamą. Ale nie mam zamiaru mieć sterylnego niemowlaka. Znam sporo historii, gdzie alergia zniknęła na konkretnego kota. Gdzie ludzie myślący wygrywali.
                    Chcę mieć dziecko dobre. Będzie kiedyś człowiekiem.
                    Weźmie przejechanego psa do weterynarza.
                    Nie pozwoli nikomu i niczemu cierpieć.

                    napiszę więcej jak wytrzeźwieję. Ale dzięki
                    że ten właśnie wątek na najpierwszej stronie.
                    --
                    Aby zrozumieć rekurencję należy najpierw zrozumieć rekurencję.
                  • Gość: fiki Re: Pozbyliśmy się kota IP: *.lanet.net.pl 06.06.09, 11:20
                    do emo

                    czy to jest psa wina, jeśli dziecko ma alergię? pies to nie gruda ziemi, nie
                    można go wyrzucić za okno ani karać za coś, czego nie zrobił i nie zrozumie

                    dziecku nie można pozwolić traktować zwierzaka jak zabawki, której można urywać
                    głowę, ogon i wkładać palce w oczy, swoją drogą, moje dziecko nigdy nie
                    maltretowało zabawek; gdyby jednak, to na pewno takie zachowania byśmy tępili w
                    zarodku

                    zwierzaki mają uczucia, kochają bezinteresownie i tęsknią i cierpią

                    jak można traktować zwierzaka niczym martwy przedmiot? ci, którzy tak "myślą",
                    nigdy nie powinni mieć ani zwierzaka ani dziecka

            • Gość: morbid Re: Pozbyliśmy się kota IP: *.nat.umts.dynamic.eranet.pl 05.06.09, 20:43
              Nie zgodzę się z Tobą w kwestii braku odczuwania przez koty zazdrości bądź
              innych uczuć ludzkich. Odczuwanie uczuć nie jest domeną wyłącznie ludzi.
              Zwierzęta nie tylko czują bodźce , ale też reagują na nie, a reakcja na coś
              wiąże się z emocjami, jakie bodziec wywołał, a być może i uczuciami. Jako ludzie
              nigdy tego nie będziemy w 100% pewni, choćby dlatego, że zwierzę nie jest w
              stanie tego zwerbalizować ludzkim głosem, a dzwięki przez nie wydawane sa dla
              nas ludzi niezrozumiałe. Wystarczy obserwować zwierzęta, aby przekonać się, że
              tak zwane ludzkie uczucia są też im właściwe, tylko okazują je dużo prościej.
              Mam w domu kocicę i dziecko. często zdarza się, że kiedy syn przytuli sie do
              mnie, siądzie na kolanach zaraz pojawia się kot i próbuje wcisnąć się do nas, a
              nawet wygonić syna drapiąc go. Kiedy syn widzi kota na moich kolanach zachowuje
              sie podobnie - na zasadzie jak kot to i ja chcę być przy mamie. czy to nie jest
              zazdrość? Jeśli nie, to co? Inna sytuacja. czasem kiedy wygłupiamy sie z synem i
              podczas łaskotek syn pokrzykuje i wydaje z siebie nieartykułowane dźwięki kocica
              atakuje mnie, tak jakby chciała go bronić prze mną. Czy to przejaw braku uczuć
              ze strony zwierzęcia? Uważam, że nie - ludzie jeśli stają w obronie innych robią
              to ze względu na swoje zasady i wartości, bądź dlatego, że kogoś kochają. A
              jakoś ciężko mi wyobrazić sobie kocie zasady i wartości. Choć być może mylę się.
          • Gość: kaatrin Re: Pozbyliśmy się kota IP: *.nyc.res.rr.com 05.06.09, 15:59
            Dobrze postapiles. Czytajac ten watek mam wrazenie, ze wiekszosc
            osob jest kompletnie nawiedzona. Sama przygarnelam pare lat temu
            kota, z ktorym nie dalo sie zyc. Z jakis powodow atakowal nas,
            szczegolnie w nocy, gdy spalismy. Pazurami do twarzy. W dzien tez,
            np. lezy czlowiek na kanapie, kot sie patrzy, patrzy, w koncu sie
            rzuca. Czy to zlosliwosc, czy zabawa, wszystko jedno. Krew sie
            leje, cos jest nie tak. Po kilkakrotnych konsultacjach u
            weterynarza znalezlismy kotu nowy dom.

    • yoma Re: Pies (i kot) wróg nr 1 matki z dzieckiem. 20.05.09, 21:59
      Bzdura, ogród największym wrogiem matki z dzieckiem. Na Forum Ogród pełno wątków
      "kwiatek na krzaczku, będą pszczoły, a ja mam małe dziecko". "Ratunku, jagódka
      na krzaku, a ja mam małe dziecko". "Grzyby pod drzewem, co robić, mam małe
      dziecko".

      Wychodzi, że dzieci wiejskie nie mają prawa dożyć drugiego miesiąca życia :)
      --
      Grupa G8. Kraje rozwinięte. Trzeci Świat. IV RP.
      • majenkir Re: 21.05.09, 17:09
        yoma napisała:
        > Bzdura, ogród największym wrogiem matki z dzieckiem.

        Hehe, tego nie wiedzialam :).
        Genralnie jest tak, ze jak jedna z druga zaciazy, to klekajcie
        narody! I wszyscy wtedy przeszkadzaja: i tesciowa, i sasiad, i
        pies, i kot. Za to zewszad domagaja sie zrozumienia i
        wyrozumialosci...
        --
        Charty
        Ola i Wiktor
        • yoma Re: 21.05.09, 23:01
          Fakt. Zwłaszcza od tych, którym w sklepie właśnie przejechały wózkiem po nodze.

          Ja tam nie wiem, stara w końcu nie jestem, ale za moich czasów to się woziło
          małe dzieci raczej do parku, żeby odetchnęły świeżym powietrzem...

          Ale prawda, drzewa szkodzą. Także z FO: ktoś gdzieś przeczytał, że sumakiem
          (takie drzewko) można się otruć drogą wziewną, "a ja mam małe dziecko". IMHO
          najaranie się sumakiem to wśród małodzieckowych wątków mistrzostwo świata...
          --
          BBCode grrr
          • mjot1 Re: 21.05.09, 23:15
            I nie ma się co dziwić
            Tera panie wszytkie kształcone.
            Każda panie „szkołę rodzenia” ukończyła z wyróżnieniem.
            Hm... A jakby się tam jaki tuman trafił i nie zdał...
            • yoma Re: 22.05.09, 09:42
              To ojciec by poszedł zdawać w zastępstwie :)
              --
              Grupa G8. Kraje rozwinięte. Trzeci Świat. IV RP.
          • kot_behemot8 Re: 22.05.09, 08:26
            Mój numer jeden to wątek z kaliną "Roseum" na pl.rec.ogrody. Przez
            kilkadziesiąt wpisów ludziska debatowali nad tym jak bardzo jadowity
            jest owoc kaliny, nie zwracając uwagi na wpisy informujące, że ta
            akurat odmiana żadnych owoców nie posiada;))

            --
            Jak bezkarnie insynuować czyli teoria dyskusyjna Mg2005 alias DJ Bucholc
            • yoma Re: 22.05.09, 09:44
              A bu, biedna kalina :) Mnie jeszcze fascynuje to, że boją się jagódki na krzaku,
              a namiętnie sadzą sobie tuje...

              BTW taki raczkujący niemowlak ogryzający tuje to musi być fajny widok.
              --
              Lesiu zrób to!
          • mondego1 Re: 05.06.09, 14:56
            dobre!!!najsmieszniejszy watek.aha niektore ciezarne maja wyrazna
            alergie na prace, jak im sie okres 2 dni spoznia to juz biora
            chorobowe i kase z zus;A ty czlowieku zapieprzj w robocie na to
            towarzystwo symulantek.Rozumiem naprade chore ale opinie niektorych
            lekarzy ktozy zaraz wypisuja zolnienie z usasadnieniem ze w ciazy
            sie nie pracuje to przegiecie.
          • Gość: CQ17 Pies i kot to twój wróg IP: *.chello.pl 05.06.09, 16:54
            Proponuję wszyskim takim przewrażliwionym wystąpić z projektem
            ustawy o masowej eksterminacji psów i kotów. No bo co będzie jak
            Mamusia albo tatuś wejdą w kocie gó..., wniosą je do domu, a to może
            się zdarzyć, dotknąć bucika przy zdejmoaniu, potem dotknąć ściany,
            zostawić bakterie i inne świństwa, a potem nieopatrznie znowu
            dotknąc tego mieja, a potem ukochanego dzidziusia... No i ten pies
            co wykradł dziecko i na posłniu je zagryzł! Zabijecie wszystkie psy
            i koty no i będzie można odetchnąc z ulgą. A co się stanie, kiedy w
            windzie stara schorowana sąsiadka kichnie? Przejdzie chore dziecko
            innego sasiada? No nasze ukochane dziecko też może zachorować, nie
            wspominając o ciężrnej przyszłej mamusi. Jaki wniosek? Usunąć
            chorych, lub potencjalnie chorych z naszego otoczenia. Oddać do
            domów starców, a może do miejsc odosobnienia? A może wybudowac
            specjalne osiedla wolne od psów, kotów, chorych starych, myślących
            inaczej? A jaki następny krok? Remont Oświęcimia? Znam kilka
            przypadków dzieci chowanych w sterylnych warunkach i to jest
            prawdziwy kozmar dl rodziców i tych dzieci. Bez przerwy chore, na
            zwolnieniu no i rodzice też. Wszyscy wokół stanowią potencjalne
            zagrożenie no i te psy i koty!!! Rodzice mają tych dzieci wykazują
            dużą dawkę frustracji i agresji wobec wszystkiego i wszystkich
            wokół. Znam tez inne dzieci, te chowane "po staremu". Czasem
            zachorują, ale czasem. A nie są stale chore.... Rodzice normalni,
            wszystko wokół też. Są psy, koty, trawa, ziemia, lasy, woda,
            błoto....Jest zdrowie, radość, szczeście rodziców i dzieci. Jest
            normalność. A człowieka i jego stopień człowieczeńśtwa ocenia się po
            jego stosunku do naszych braci mniejszych jakimi są psy i koty. Jak
            nie umiesz pokochać zwierzaka, nie pokochasz innego człowieka... A o
            chorobch zwierząt i związanych z tym zagrożeniach już wszystko na
            tym forum napisano, kto ma wątpliwosci niech skorzysta z
            dobrodziejstwa internetu i poszuka wypowiedzi lekrzy. Albo pójdzie
            do przychodni, Wystaczy posłuchać, poczytać, zrozumieć, a nasz pies
            czy kot nic dziecku nie zrobią, nie bedą zagrażać... A jak jest
            alergia? No cóż może zanim weźmiemy zwierzaka zróbmy testy, żeby go
            poźniej nie wyrzucać? A jak ktoś ma uczulenie na innego człowieka?
            Ja jestem uczulony na ludzką głupotę...
              • Gość: CQ17 Re: Pies i kot to twój wróg IP: *.chello.pl 05.06.09, 17:16
                Czytaj ze zrozumieniem, a dowiesz się, że powiedzenie czegoś mocno i
                dosadnie jest czasem konieczne. Pewne przerysowania pozwalają na
                zrozumienie o czym jest mowa. Dzieci wychowywane ze zwierzętami,
                zazwyczaj są dużo lepszymi ludzmi, niż te bez. A zachowanie higieny
                i rozsądku z pewnością pozwoli na niezarażenie się tzw. chorobami
                odzwierzęcymi. Inną sprawą jest, hodowla w domowych klitkach naszych
                zwierząt i nie sprzątanie ich odchodów z miejsc publicznych.
      • rikol Re: Pies (i kot) wróg nr 1 matki z dzieckiem. 05.06.09, 15:24
        a dzieci wiejskie sa zdrowsze niz miejskie, rzadziej maja alergie i astme - to
        pewnie dlatego, ze taplaja w krowich (i nie tylko) plackach; na wsi rodzice nie
        maja czasu na troszczenie sie, czy dziecko nie stanelo obok jakiegos grzyba; no
        ale niech sobie pancie betonuja wszystko, chyba na beton nie ma alergii?
    • sadosia75 Re: Pies (i kot) wróg nr 1 matki z dzieckiem. 21.05.09, 09:39
      jakis czas temu mialam tego typpu rozmowe. znajoma ma w domu yorka,
      jest w 6 m-c ciazy. psa chce oddac bo na pewno zrobi krzywde
      dziecku. oczywiscie moja postawa i sytuacja domowa zostala ostro
      skrytykowana. w domu mam 2 psy i gromade kotow plus chomik. starszy
      pies jest psem obronnnym. w sumie mozna powiedziec, ze pies moze
      byc zagrozeniem dla dzieci. dwie corki urodzilam majac starszego
      psa w domu. kazda z nich nigdy nie zostala pogryziona przez psa.
      pies nigdy nie reagowal agresywnie na dzieci. uczylismy psa, ze
      przyjdzie cos do domu i to cos jest wyzej w stadzie niz on.
      po 10 latach pies bez corek zyc nie moze. pilnuje dzieci, jak cos
      sie dzieje nie tak wg psa alarmuje nas szczekaniem, piszczeniem.
      i o dziwo!! dzieci urodzily sie zdrowe, nie zarazily sie zadna
      odzwierzeca choroba, ani pies ani kot nie pogryzl dziecka, nie
      podrapal w celach zniszczenia, ataku itp.
      4 lata temu urodzilam drugie dziecko, corka pelzala po psie,
      zagladala mu w pysk, pies nawet nie polizal corki po twarzy bo wie,
      ze mu nie wolno. nie reagowal na zaczepki dziecka a jesli dziecko
      przesadzalo z okazywaniem milosci pies dawal nam rodzicom znac, ze
      juz pora na przerwe w zabawie z dzieckiem.
      jak widac mozna zyc ze zwierzetami i dzieckiem w domu wystarczy
      tylko chciec i zachowac wszelkie zasady bezpieczenstwa.
      a z ta alergia to przesadzona sprawa. bylam jako dziecko straszym
      alergikiem na siersc kota a dzis mam stado zwierzat w domu. zywy
      przyklad na to, ze jesli sie chce to mozna.

      --
      Nie patrz!
      Mówię Ci nie patrz!
      No ok..
      PATRZ!
      • tytanya Re: Pies (i kot) wróg nr 1 matki z dzieckiem. 21.05.09, 23:09
        Coś Ci wyjdzie na stare lata. Tylko jeszcze nie wiem kiedy. :D
        Pozdrawiam. :)

        sadosia75 napisała:


        a z ta alergia to przesadzona sprawa. bylam jako dziecko straszym
        alergikiem na siersc kota a dzis mam stado zwierzat w domu. zywy
        przyklad na to, ze jesli sie chce to mozna.

        --
        :)
        • sadosia75 Re: Pies (i kot) wróg nr 1 matki z dzieckiem. 22.05.09, 10:35
          Czyli jeszcze nie jestem taka stara :)))
          Juz mi wychodzi okropny bol kregoslupa:) przez 2 tygodnie nosilam
          20kg szczeniaka na rekach bo sam nie schodzil ze schodow.
          a jesli wyjdzie alergia to niech wychodzi. zwierzakow i tak nie
          oddam :) w koncu to spory kawalek mojej rodziny :)))
          --
          Nie patrz!
          Mówię Ci nie patrz!
          No ok..
          PATRZ!
    • inguszetia_2006 Re: Pies (i kot) wróg nr 1 matki z dzieckiem. 21.05.09, 23:45
      Witam,
      Ale pies naprawdę może "przewrócić dzieciątko". Mój pies przewrócił
      córkę, leciała na łeb na szyję po schodach. Taki zły wilk był.
      Suczka z kolei, jego siostra, była jak anioł - delikatna i
      opiekuńcza. Jak przechodziła koło córki, to tak, by przypadkiem "nie
      urazić", nie dotknąć, nie musnąć. Na zawołanie przybiegała do
      dziecka,ale nie w podskokach jak pies-łajdak, tylko tak delikatnie,
      żeby nie wystraszyć. Teraz tak sobie myślę, że to była najmądrzejsza
      psina na świecie. Nawet założę się o to;-D
      Pzdr.
      Inguszetia
    • grenzoid Re: Pies (i kot) wróg nr 1 matki z dzieckiem. 22.05.09, 14:59
      Ludzie po prostu nie bardzo radzą sobie ze zwierzętami i tyle. Przykładem
      tego jest tak złe planowanie obecności zwierzaka w domu jak i osr..e chodniki!
      Pewne drastyczne wypadki wskazują też, że pies może nie być najlepszym opiekunem
      dla dziecka, a dziecko może nie być jeszcze dość dojrzałe, żeby odpowiednio się
      wobec psa zachować.
      • luthienundomiel Re: Pies (i kot) wróg nr 1 matki z dzieckiem. 05.06.09, 10:12
        u nas zawsze mówimy dzieciom: "nie dotykaj obcych kotków i piesków
        ponieważ ich nie znamy" (a nie ugryza, ubrudza itp zeby nie budzic
        negatywnych uczuc - potem maja tacy po kilka lat i mecza zwierzeta,
        przypalaja wasy czy urywaja skrzydelka...)
        i zawsze pozytywnie podchodzimy do kazdego pieska czy kotka, ja cale
        zycie zylam i z jednymi i z drugimi i teraz tez bym chciala zwierze
        ale za male mieszkanko mamy... :( (moze juz niedlugo...)

        a małego szkraba zostawic samego ze zwierzęciem to największa
        głupota na świecie

        P.S. Ludzie to istoty nadrzędne i do nas należy decyzja o chowaniu i
        rozmnażaniu naszych domowych pupilków, przygarnianiu i wychowaniu -
        to jest dojrzałość i odpowiedzialność, nawet jesli czasem trzeba
        uspić zwierzatko (mowie tu oczywiscie o sprawach trudnych i waznych
        a nie z braku czasu czy ochoty na dalszą opieke)

        Pozdrawiam wszystkie matki i ojców posiadajacych i dzieci i
        zwierzatka (dzieci wychowywane z pupilkami są bardziej empatyczne,
        wrażliwe, delikatniejsze i zdrowsze)
        --
        Natalia 25.07.06
        Tymoteusz 12.03.08
        ??? ??.09.09
    • Gość: Psia mama Re: Pies (i kot) wróg nr 1 matki z dzieckiem. IP: *.chello.pl 05.06.09, 09:38
      Jestem w zaawansowanej ciazy, mamy malutkiego yorka, nawet nam przez
      glowe nie przeszlo szukac dla niego nowego domu. Pies kocha dzieci,
      co zostalo sprawdzone, ale z zalozenia nie puszczam go do dzieci
      obcych, chyba ze wyraznie matka przejawia chcec kontaktu pociechy z
      pieskiem. Tak, sa takie mamy! York jak wyglada kazdy widzi ;), ale
      my rowniez spotykamy sie z haslami typu piesek cie ugryzie, nie
      podchodz, po takim hasle wiekszosc maluchow zaczyna plakac - tak
      wdrukowuje sie dzieciom fobie juz na starcie. Najczesciej tak
      wlasnie strasza babcie i strasze panie opiekujace sie dziecmi. Nie
      rozumiem tego, ale szanuje i nikogo nie przekonuje. Natomiast
      wkurzaja mnie komentarze typu pies brudny itp - nasza psinka jest
      kapana co kilka dni, codziennie myte ma lapki, pyszczek i dupke,
      odrobaczana co 2 miesiac - sypia z nami w lozku, nie wyobrazam sobie
      inaczej. Kiedys mialam w tramwaju taka przygode - wchodze z
      pieskiem, juz w ciazy, jechalysmy do weterynarza. Pomijam fakt ze
      nikt sie nie nawet nie przesunal, zebym mogla przecisnac sie do
      kasownika z brzuchem. Od razu komentarze ze pies, ze brudny -
      najglosniej krzyczala osoba, od ktorej delikatnie mowiac smierdzialo
      nie mytym dlugo cialem (chyba dla zdrowia sie nie myje). Nie
      wytrzymalam, powiedzialam ze pies jest czysciejszy od niej - wiem,
      to niegrzeczne, ale... Czesc komentatorow pozamykala usta z
      oburzenia, kilka osob, w tym wlasnie mloda mama z dzieckiem
      usmiechnela sie do mnie z aprobata i zapytala, czy dziecko moze
      pieska poglaskac. Nie demonizujmy wszystkich mam. Ale podsumowujac,
      bo sie rozpisalam - ludzie, plaujecie dzieci i nie wybrazacie sobie
      ich koegzystencji ze zwierzakiem? nie bierzcie psow i kotow do domu,
      nie oddawajcie ich, nie wyrzucajcie - one was kochaja i cierpia
      ogromnie. Przy zachowaniu pewnych zasad dziecko nie zakazi sie
      niczym od zwierza. Dzieci wychowywane ze zwierzakami sa zdrowsze
      psychicznie, jesli dziecko nie ma specjalnych sklonnosci do alergii,
      takie towarzystwo w mieszkaniu moze alergii zapobiec, jest to
      udowodnione naukowo. Moja kolezanka ma 3 koty, oczekuje trojaczkow -
      smiejemy sie, ze kazda dzidzia bedzie miala swojego kiciusia juz na
      starcie. I tak trzymac!