naciete_krocze
20.05.09, 11:11
Na forach rodzicielskich zauważyłem od dłuższego czasu najazd na psy
(w mniejszym stopniu na koty) i ogólną niechęć.
Pies i jego właściciel wrogiem nr 1 matek: bo może
ugryźć,zagryźć,zarazić ciężką chorobą,może przewrócić dzieciątko
i setki innych zagrożeń.
Psy (i koty) często są wyrzucane (oddawane rodzinie-do schroniska-
wywożone) gdy w domu ma się pojawić upragniona dzidzia (nie jest to
przypadek odosobniony).
Podobnie z kotami (sam też za nimi nie przepadam).Ostatnio koleżanka
z osiedla opowiadała mi,że jej kot (ich balkon bezpośrednio graniczy
z balkonem sąsiadki przez ściankę) przeszedł na balkon obok.
Ciężarna sąsiadka zadzwoniła do niej z awanturą,że kot a ona w ciąży
(nawet nie wyszła na balkon).
Co taki kot mógłby zrobić strasznego ciężarnej (kot domowy),która w
dodatku była w domu.Może poroni albo zarazi się hivem albo
dzieciątko urodzi się z sześcioma głowami?
Pies -wiadomo-zaraz po porodzie zagryzie dziecko na śmierć :)
Skąd taki zabonon odnośnie psów wśród matek? I ciemnogród?
Nie lepiej w ogóle nie planować psa skoro po ciąży i porodzie ma on
wylądować w schronisku lub u równie odpowiedzialnych znajomych?
Rozumiem,że poród u większości kobiet powoduje traumę,ale żeby aż
taką?
Na mój widok (pies zawsze w kagańcu i oprócz łąk na smyczy) mamuśki
szarpią swoje pociechy i przechodzą na drugą stronę.
Uwagi: "Uważaj bo Cię ugryzie" (akurat mój Azor ma lepszy gust
odnośnie jedzenia) słyszę średnio co drugi dzień.
Azor (nazwa zmieniona na potrzeby forum) nie szczeka ,warczy
(czasem) tylko na inne duże psy.