Pies (i kot) wróg nr 1 matki z dzieckiem.

    • klosowski333 Re: Pies (i kot) wróg nr 1 matki z dzieckiem. 05.06.09, 17:27
      Jako zacietrzewiony psiarz nie umiem byc obiektywny. Mnie wychowywano w duchu
      cytatu z Norwida, ze "miara czlowieczenstwa jest stosunek do zwierzat". Uczono
      mnie tez, ze sa ludzie, ludziska i kwakwarakwa. Ci ostatni charakteryzuja sie
      niechecia, pogarda, niezrozumieniem a nawet nienawiscia do wszystkiego co zywe i
      w jezyku polskim okresla sie ich mianem "prymitywow", a czasem nomen omen ludzi
      zezwierzeconych, co w kontekscie powyzszej dyskusji jest wyrazeniem kontrowersyjnym.

      Nie zmienia to jednak faktu, ze istnieje prawda i gowna prawda.
      Prawda jest, ze jak sie bierze do domu zwierzaka, to czyni sie go niejako
      czlonkiem rodziny, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Sprawuje sie nad nim
      opieke i jest sie za niego, oraz za jego zdrowie i samopoczucie odpowiedzialnym.

      Ludzie, ktorzy po paru miesiach wyrzucaja takiego zwierzaka nie cechuja sie
      nawet odrobina odpowiedzialnosci ani poczuciem przyzwoitosci. Wzbudzaja
      obrzydzenie i sami powinni zaznac w zyciu nieszczesc i cierpienia, na jakie
      swojego bylego czlonka rodziny narazili.

      No ale swiat sprawiedliwy nie jest i ich sku...synstwo czesto im uchodzi plazem.

      Ale niech pamietaja slowa piosenki Kazika "nie ma litosci dla sku...synow", bo
      moze kiedys i ich nieszczescie wreszcie dotknie.


    • Gość: toksoplazmoza Re: Pies (i kot) wróg nr 1 matki z dzieckiem. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.06.09, 18:18
      toksoplazmoza zabija kilkadziesiąt nienarodzonych dzieci rocznie.
      winne bezpańskie koty, a właściwie ci co je dokarmiają.
      • rikol Re: Pies (i kot) wróg nr 1 matki z dzieckiem. 05.06.09, 20:35
        A ile dzieci rocznie zabijaja ich ojcowie?
    • Gość: Ciężarna 5 m-c Re: Pies (i kot) wróg nr 1 matki z dzieckiem. IP: *.nat.umts.dynamic.eranet.pl 05.06.09, 18:24
      W moim domku żyję ja z mężem, 11-letnia córka oraz 4 koty. Po wykonaniu testów
      na toksoplazmozę, okazało się, że bez problemu wszyscy możemy "żyć razem". Co do
      tego co kot może zrobić ciężarnej lub małemu dziecku, to wszystko zależy od tego
      jak wychowany jest zwierzak. Nasz nie mają prawa podrapać nawet dorosłego.
      Zawsze były traktowane jak członkowie rodziny, więc ponoszą (tak jak człowiek)
      konsekwencje za swoje czyny. Ogólnie, nie ma nic milszego niż kot (taki jak mój
      Aramis czy Ziutek) przytulające się do Ciebie i mruczące - działa to na ciężarną
      bardzo uspokajająco. Warunek jest jeden !!! Kot musi być dobrze wychowany !
    • Gość: mała_Mi Re: Pies (i kot) wróg nr 1 matki z dzieckiem. IP: 77.223.211.* 05.06.09, 19:37
      Drogi Miłośniku Azora!
      bardzo lubię zarówno psy jak i koty. gorzej z ich właścicielami..
      piszesz że zawsze wyprowadzasz psa w kagańcu i na smyczy - i chwała Ci za to!
      tylko że chyba jedyny jesteś. zazwyczaj psy biegają na spacerku samopas, czasem
      tylko któryś ma założoną smycz. zdarzyło mi się że kiedyś do dziecka wyleciał
      pies wielkości cielaka, a jego właścicielka raczyła jedynie krzyknąć "on nie
      gryzie".. wybacz, nie zamierzałam sprawdzać.. Gdyby okazało się że jednak
      gryzie, pewnie nie byłoby co zbierać z dziecka. bezmyślność ludzi czasem nie zna
      granic.. oprócz tak ekstremalnych sytuacji, moją niechęć do właścicieli pogłębia
      fakt, iż nigdy nie widzą oni, jak ukochane pupilki za przeproszeniem srają do
      piaskownicy albo na chodnik. ale Ty pewnie i w tej kwestii jesteś godnym
      naśladowania wyjątkiem..
      Zgodzę się z Tobą, że oddawanie zwierząt to bezmyślność i okrucieństwo. ale
      zacznijmy od tego że trzymanie zwierząt w mieszkaniu w mieście to też nie
      najlepszy pomysł - i każdy szanujący się weterynarz Ci to potwierdzi. nie wydaje
      mi się żeby ktoś decydował się na zwierzę kierując się jego dobrem a nie
      własnym. niemniej jeśli masz do wyboru dziecko albo zwierzak decyzja wydaje się
      oczywista.
      generalnie nie rozumiem trochę sensu Twojego postu - masz psa, no to OK. nikt
      przecież nie zmusza Cię żebyś go oddał, uśpił,itp. z tego co piszesz nawet nikt
      nie zaczepia i nie ciągnie Twojego psa za ogon. jeśli nie chcesz dziecka, też
      nie musisz mieć. więc w czym problem? nie podoba Ci się że babka w ciąży dzwoni
      z awanturą - może gdyby chciała żeby jakiś kot łaził po jej balkonie, to by
      sobie takowego sprawiła. gdyby ten kocurek zapaskudził balkon, to już byłby
      problem, zgadza się? zdaje się że niektórzy tłumaczyli już zawiłości toksoplazmozy..
      może więc uszanuj to że ktoś może czegoś najzwyczajniej w świecie nie lubić -
      takie jego prawo. nie lubisz dzieci - OK, Twoja sprawa. ktoś inny może nie lubić
      tego że jest obwąchiwany czy obszczekiwany przez pieska, zwłaszcza takiego bez
      kagańca i smyczy..

      • Gość: kaatrin Re: Pies (i kot) wróg nr 1 matki z dzieckiem. IP: *.nyc.res.rr.com 06.06.09, 00:06
        > ktoś inny może nie lubić tego że jest obwąchiwany czy
        obszczekiwany przez pieska, zwłaszcza takiego bez kagańca i smyczy..

        Swiete slowa. Nie lubie, jak pies skacze kolo mnie a wlasciciel
        tylko krzyczy "prosze sie nie bac, nie gryzie". Mam uraz, bo jak
        bylam nastolatka i szlam z moim szescioletnim braciszkiem za reke
        ulica, z przypadkowej bramy wypadl pies i ugryzl braciszka w noge -
        o tak, bez powodu. Ile bylo problemow, zeby zmusic wlasciciela do
        przebadania psa! Jakie argumenty! Ze to na pewno nie ten pies, bo
        nigdy nikogo nie ugryzl, itp. Pewnie, lepiej braciszkowi serie
        zastrzykow na wscieklizne podac.

        Moj maz tez mial taka przygode - mial chyba z dwanascie lat i
        poszedl cos zaniesc sasiadce. W ogrodku byl duzy pies. Maz bal sie
        i nie chcial wejsc, ale sasiadka nalegala, zapewniajac "nic nie
        zrobi, to przyjazny pies, nigdy nikogo nie ugryzl, wyciagnij do
        niego reke, o tak" i pokazala jak. Maz poslusznie wyciagnal reke do
        psa i oczywiscie pies go dziabnal i przegryzl dlon na wylot.

        Tak wlasnie zachowuja sie niektorzy wlasciciele zwierzat. Potem
        slyszy sie w mediach o roznych nieszczesciach. Ja sobie nie zycze,
        zeby mi jakis zwierz wlazil na balkon, to moj balkon. U mojej mamy
        w bloku tez sasiadka w ciazy prosila, zeby nie puszczac kotow na
        balkon, bo przelazily na jej polowe. Mama zalozyla siatke (taka na
        golebie) i po problemie. Koty na jednej stronie balkonu, sasiadka
        zadowolona. Dlaczego mialaby sprzatac po cudzych kotach?
    • Gość: ruda Re: Pies (i kot) wróg nr 1 matki z dzieckiem. IP: *.adsl.inetia.pl 05.06.09, 20:27
      Też uważam, że wiele osób przesadza, ale na tym forum są z kolei posty
      przesadzone w II stronę. Jak sami zostaniecie rodzicami to zobaczycie, że nawet
      najukochańszy pupil schodzi na II plan, a np. gubienie sierści przez pieska w
      domu, które dotychczas było jedynie niewielką niedogodnością, staje się dużym
      problemem przy pełzającym/ raczkującym dzidziusiu wsadzającym sobie wszystko do
      buzi (a zaręczam, że nikt nie da rady odkurzać codziennie lub nawet kilka razy
      dziennie przy małym dziecku i psie / kocie na głowie i pozostać przy zdrowych
      zmysłach).
      Niepożądane staje się również szczekanie - psów własnych (bo dzwoni domofon) i
      sąsiadów za oknem....
      Zaznaczam że psy uwielbiam (koty ciut mniej).
      • ambivalent Re: Pies (i kot) wróg nr 1 matki z dzieckiem. 05.06.09, 21:45
        Tak, ale chyba jak bralo sie zwierzaka do domu, to moznabylo o tym pomyslec,
        prawda? Ze beda sytuacje kiedy kot/pies wcale nie bedzie ulatwial zycia i trzeba
        sie bedzie jakos z tym uporac (normalni ludzie). Ale niektorzy uwazaja, ze
        zwierzata to zabawki. I mozna z nimi zrobic na co sie na ochote. Prymitywy, jak
        ktos juz stwierdzil. Szkoda slow.
    • parowkowa Re: Pies (i kot) wróg nr 1 matki z dzieckiem. 05.06.09, 22:52
      Nie wiem jak to mozliwe, ale skretynienie kobiet w ciazy postepuje w zastraszajacym tempie. Moja mama bedac w ciazy z bratem (co prawda x lat temu ale niemniej ), ani zadna ciezarna z rodziny czy moich znajomych jakos tak popieprzenie sie nie zachowywaly w "tym" stanie, i gdy dzieci byly male. A wejdz na forum emama, to to co sie tam dzieje w glowie sie nie miesci :| Z frustrowane idiotki, reagujace agresja i pluciem jadu na byle g..., uwazajace sie i swoj bebech za pepek swiata itp. itd. Tyrac dla zabawy i draznic je mozna, najlatwiej sie z takich ponabijac :)), ale jak sie tak czlowiek zastanowi to dosc przerazajace jest, bo kogo takie niestabilne emocjonalnie debilki moga wychowac? Gwalciciela? Seryjnego morderce? Cos strasznego.
      Wczesniej tego nie bylo (chyba), do jedzenia zaczeli czegos dodawac? Moze to wina tego ze te kretynki bedac w ciazy sie odchudzaja i mozg im plod wyzera, w koncu wiadomo ze plod to taki pasozyt ktory bierze co potrzebuje do rozwoju. A sama slata i jogurcik jeszcze nikogo pozadnie nie odzywily.
      A moze to wina konserwantow w zarciu? zanieczyszczenia powietrza? no skas sie to musialo wziac, niemozliwym sie wydaje zeby w przeciagu parunastu lat AZ TAK zdebilniala pewna grupa spoleczna.

      Najgorsze jest to ze te baranice same sie nakrecaja, umacniajac sie w pogladzie ze ich postepowanie/myslenie jest sluszne.

      Pracowac niet, bo szkodzi (wszystko szkodzi oprocz lezenia przed tv i wpieprzania czekoladek na zmiane z odchudzajacymi serkami i salata)
      Zwierze sasiadow - szkodzi
      Dzieci sasiadow - szkodza
      Sami sasiedzi - szkodza
      itp itd. a co nieszkodzi?
      Nieszkodzi odchudzac sie bedac w ciazy - wrecz przeciwnie b sluszne jest odchudzac sie bedac w ciazy. Samo zdrowie dla dziecka i matki.
      Takze nie szkodzi - napic sie piwka/szampana od czasu do czasu (wrecz lekarz przeciez zaleca!), nie szkodzi lezec dupskiem tlustym caly dzien na kanapie ogladajac seriale.
      Zwierze na spacerze moze zagrysc i osikac biedne dzieciatko, ale taka mamusia-idiotka nie pomysli, ze podczas gdy ona oddaje sie tak potrzebnemu pisaniu bzdur na necie/paplaniu z psiapsiolkami, a dzieciaka porzuca pod tv zeby mu napiepieprzalo glosnymi bzdurami i migocacym ekranem, to lasuje mu mozg i szkodzi sto razy gorzej jak potencjalnie moglby ten nieszczesny zwierz.
      Nie o takich numerach sie slyszalo jak np nagrywanie reklam tak zeby z pol godzinki ciaglych reklam bylo, i sadzanie dzieciaka przed tym, bo wtedy bezmyslnie siedzi z otwarta buzia i mozna spokojnie karmic. Przeciez to wlos sie na glowie jezy. Moze niech odrazu spije swoje dziecko albo poda mu jakies uspokajacze, a co sobie bedzie zalowac taka kochajaca mamusia.

      I jak tu sie dziwic, ze te dzieciaki teraz to takie glaby? co drugie z ADHD, dyskleksja, dyskalkulia, dys-mysleniem. A jakie maja byc, jak mamusia najpierw sie glodzila w ciazy, a potem sadzala przed tv od najmlodszych lat, byleby swiety spokoj miec? Na ulicach coraz wiecej hiphopow i innego badziewia - skas te dzieciaki sie wziely, skas ten wysyp blokerskow jest. To pomiot takich glupich krow jak te z forum emama. Pozbawic praw rodzicielskich sie je wszytskie powinno, bo ja nawet myszy pod ich opieka bym nie zostawila.

      • Gość: wa Re: Pies (i kot) wróg nr 1 matki z dzieckiem. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.06.09, 09:36
        niestety w calosci sie zgadzam z przedmowczynia, notabene jestem w ciazy, raz
        tylko weszlam na jakies forum ciezarnych i wlosy mi stanely deba na glowie po
        przeczytaniu tego co te tam wypisuja, poza tym nie mam czasu na to - dwie firmy
        na glowie, codzienne spacery z psem, antyciala przebytej toksoplazmozy (od razu
        powiem, ze wiekszosc z nas przechodzilo toksoplazmoze przynajmniej raz w zyciu o
        tym nie wiedzac, najlatwiej sie zarazic surowa wolowina lub niedomytymi
        warzywami i owocami, od kotow to nie takie latwie...)
        i tez nienawidze przyglupich rodzicow, ktorzy na widok mojego psa - na smyczy
        biora dziecko na rece, albo krzycza "nie boj sie, moze Cie nie pogryzie!". A
        najlepszy numer przezylam jak stalam na przejsciu dla pieszych z moja suka - na
        smyczy, suka sobie siedziala, ogolnie w dupie ma innych ludzi, podeszla mamusia
        z 7-latka, ktora na WIDOK mojego psa rozryczala sie, ze to jest wilk i zaraz ja
        zagryzie, mamusia czerwona ze wstydu patrzyla z nadzieja, iz szybko zmienia sie
        swiatla, no ludzie!!! najpierw straszy dziecko jakimis wilkami, a potem sa efekty...
        dodam, ze juz bylam pytana kiedy oddajemy psa, bo przeciez dziecko w drodze...
        nie znalazlam jeszcze idealnego drzewa w lesie, zeby suke mozna bylo dobrze
        przywiazac...
        pozdrawiam przy tym wszystkich, dla ktorych zwierze to rzecz - latwo nabyc,
        latwo zbyc...
    • Gość: aga Re: Pies (i kot) wróg nr 1 matki z dzieckiem. IP: 188.33.86.* 05.06.09, 23:27
      O rany, to muszę się nad sobą zastanowić:-))) Bo moje dzieci (4 lata i 2,5)
      wychowują się razem z kotem i z psem. Bo rybki to nie wiem czy się liczą...
      Ja jestem lekarzem weterynarii więc wszelkie stworzenia małe i duże i budzą we
      mnie histerii :-)Pewne zagrożenia są, ale bez przesady. Odrobina ostrożności, a
      pozbywanie się zwierzaków bo ciąża i dziecko pozostawię bez komentarza.
      Jak ktoś ma stracha przed kotem w ciąży (ciąża właścicielki rzecz jasna) to
      niech mu oznaczy p/ciała przeciw toksoplazmozie, nie myje kuwety i nie pozwala
      się "stołować na mieście".
    • minniemouse Re: Pies (i kot) wróg nr 1 matki z dzieckiem. 06.06.09, 02:42
      mozecie mowic, ba - bredzic co chcecie,

      jedno jest pewne, faktem jest ze niektorym kobietom a nawet facetom
      (sic) w ciazy i/lub po porodzie rzeczywscie na punkcie zwierzakow i
      dzieciakow szajba odbija.


      powtarzam wiec po raz kolejny:

      kot czy pies to nie zabawka.
      to zywe stworzenie, za ktore ponosi sie odpowiedzialnosc NA DOBRE I
      NA ZLE do konca jego zycia. wiec myslcie do co robicie zanim
      wezmiecie jakiekolwiek do domu.



      Minnie
    • Gość: kate Re: Pies (i kot) wróg nr 1 matki z dzieckiem. IP: *.dsl.bell.ca 06.06.09, 03:23

      "Co taki kot mógłby zrobić strasznego ciężarnej"
      Ano nie wiem w jakich warunkach trzymany kot, ale od takiego
      siersciucha mozna sie nabawic choroby odzwierzecej.Wiem cos na ten
      temat.Ale przesada jak kobita w domu, balkon zamkniety a siersciuch po
      drugiej stronie szyby...
    • x.mira.x Re: Pies (i kot) wróg nr 1 matki z dzieckiem. 06.06.09, 09:06
      jestem w 8 miesiacu i mam dwie kotki, i to wcale nie przytulaki, z
      jedna sie regularnie bawie a ze kotek ma problemy z chowaniem
      pazurkow to sa i zadrapania, ale wychowalam sie ze zwierzetami i dla
      mnie to nic nadzwyczajnego, jak rowniez dzielenie sie smakolykami z
      kotkami. spie z nimi, karmie je, wymieniam im kuwetke, wszystko z
      zachowniem higieny oczywiscie. nie dajmy sie zwariowac, nigdy sie na
      mnie nie rzucily ani nawet na mnie dziwnie nie 'bo jestem w
      ciazy...'
      dla mnie jest to nie do pomyslenia zeby zwierzaka ktory do tej pory
      jest traktowany jak czlonek rodziny nagle wyrzucic bo moze cos
      zrobic dzieciakowi, starsze rodzenstwo tez moze im cos zrobic, ich
      tez mamy sie w takim razie pozbyc? :)
    • Gość: 3xm Toksoplazmoza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.06.09, 09:56
      Jak ktos twierdzi ze kocha zwierzeta to powinien slyszec o tym, ze
      koty moga byc nosicielami toksoplazmozy, ktora jest bardzo
      niebezpieczna dla kobiet w ciazy. Nigdy nie ma gwarancji, czy kot
      sasiada, czy obcej osoby zostal przebadany, a choroba nie musi dawac
      wcale objawow, kot moze byc tylko jej nosicilelem.
      Po drugie ludzie ktorzy kochaja sobie zwierzeta niech sobie je
      kochaja, dla mnie istota, ktora wacha cudze kupy i siki, a i potrafi
      g... zjesc nie jest mila i inteligentna tylko glupia i oblesna. I
      nie chcialbym by zblizala sie do mnie, czy mojego dziecka.
      • x.mira.x Re: Toksoplazmoza 06.06.09, 10:17
        jak sie dba o zwierzaka i o siebie to szansa jest mala. koty(od
        ktorych to sie mozna zarazic) nie jedza odchodow innych zwierzat...
        poza tym ilez to razy dzieci sie bawia wlasne kupa rozsmarowywujac
        ja na wszystkim co jest w zasiegu ich malych raczek. jakos ludzie
        nie narzekaja ze to stworzenie jest oblesne..
        dzieci dziela sie na czyste i szczesliwe.
      • ambivalent Re: Toksoplazmoza 06.06.09, 19:58

        Gość portalu: 3xm napisał(a):

        > Po drugie ludzie ktorzy kochaja sobie zwierzeta niech sobie je
        > kochaja, dla mnie istota, ktora wacha cudze kupy i siki, a i potrafi
        > g... zjesc nie jest mila i inteligentna tylko glupia i oblesna. I
        > nie chcialbym by zblizala sie do mnie, czy mojego dziecka.

        A potem wyrosnie Ci taki ludek w domu, co na podworku razem z innymi dziecmi rodzicow co to dla nich zwierzeta to istoty nieinteligentne i oblesne przypalal ogony okolicznym kotom. A sasiedzi beda sie zastanawiali skad te dzieciaki nauczyly sie takiej agresjii wobec zwierzat.

        Krew mnie zalewa jak slysze takie bzdury. Niektorzy ludzie nie powinni miec dzieci.



    • l_zaraza_l Re: Pies (i kot) wróg nr 1 matki z dzieckiem. 06.06.09, 23:56
      Sam sobie odpowiedziałeś: Ciemnogród. Może to dlatego, że do miast przywędrowali
      ludzie ze wsi, gdzie zwierzęta mniej cenne od wideł.
      Moja mama była lekarzem. Gdy się urodziłam w domu były dwa psy. Spały ze mną i
      pewnie nie raz lizały mi rączki czy buzię. Ale z pewnością nie zdarzyło się, by
      zbliżyła się do mnie jakaś mucha :)))Gdy na świat przyszła moja córka w domu
      były psy i koty. Dziecko nie ma 6 głów. Mało tego, gdy wszystkie dzieci z tzw.
      sterylnych domów, umierają z powodu alergii na wszystko, moja córa nawet kicha
      tylko od wielkiego dzwonu.
      Gdy wychodzę na spacer z moimi psami (smycze, kagańce), dzieciaki sąsiadów
      wrzeszczą, wskakują na kontenery od śmieci, skaczą jak polane kwasem. Podziwiam
      moje psy, że wśród tego zamieszania, potrafią zachować spokój :))) No cóż, widać
      nasi bracia mniejsi, są o wiele mądrzejsi od nas :)
      • Gość: B. Re: Pies (i kot) wróg nr 1 matki z dzieckiem. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.06.09, 00:18
        Jak czytam o tym, że ktoś pozbywa się z domu zwierząt z jakichkolwiek powodów to
        zastanawiam się gdzie Ci ludzie mają rozum. Biorąc zwierzę do domu bierze się
        również za niego odpowiedzialność. Jeśli ktoś zamierza założyć rodzinę i nie
        wyobraża w niej sobie zwierzęcia to niech go wcale nie bierze. Wychowałam się z
        psami, turlałam się z nimi po podłodze, to dopiero była frajda, tylko że kiedyś
        nie było takiej paniki. Kocham zwierzęta bardzo i bardzo się o nie troszczę i
        nie wyobrażam sobie, żebym mogła moje psy gdzieś oddać. Moje dzieci będą
        wychowywały się ze zwierzętami i będą uczone miłości i szacunku wobec nich.
        Pozdrawiam.
        • Gość: jacek226315 Re: Pies (i kot) wróg nr 1 matki z dzieckiem. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.06.09, 08:03
          bo kiedys nie bylo tyle wiochy w miastach.Jak pisala tu
          poprzedniczka na wsi pies jest mniej wartosciowy od widel.Poza tem
          nie ma kar za znecanie sie nad psami,kotami jak w USA,gdzie za zle
          ich traktowanie grozi wiezienie nie mowiac o zabraniu czworonogow.No
          ale o tym ojciec grzybek z ambony nie mowi,a polacy to przeciez tacy
          wierzacy narod. Sredniowiecze
    • panipanda Re: Pies (i kot) wróg nr 1 matki z dzieckiem. 07.06.09, 21:15
      kolejny super wątek z tej serii na emamie.
      ręce opadają.
      forum.gazeta.pl/forum/w,567,96343578,96343578,Noworodek_a_pies_.html
      • Gość: Alka Re: Pies (i kot) wróg nr 1 matki z dzieckiem. IP: *.adsl.inetia.pl 08.06.09, 00:45
        A w sumie najwięcej chorób zakażnych, pasożytów, siniaków, uderzeń,
        zadrapań, stłuczeń, a nawet stanów zagrożenia zycia, zawdzięczają
        dzieci bardziej niz zwierzętom, innym dzieciom,. A agresja co
        poniektórych (a widać to zwłaszcza w duzych szkołach) przewyższa
        coraz częściej agresję zwierząt.
        • anmanika Re: Pies (i kot) wróg nr 1 matki z dzieckiem. 08.06.09, 13:34
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10264&w=94165813&a=94165813
          Na toksoplazmozę można się zbadać, co zrobiłam gdy byłam w ciąży. mam dwa koty i
          opiekuję się psem rodziców i nie wyobrażam sobie domu bez zwierząt.
          A ci co oddają zwierzęta po urodzeniu dziecka pod byle pretekstem niech się nie
          zdziwią kiedy sami zostaną oddani gdy będą sędziwym wieku.
          • nameida To kwestia odpowiedzialności 09.06.09, 03:18
            Dopóki człowiek jest odpowiedzialny tylko za siebie to może podejmować w swoich sprawach zupełnie dowolne decyzje. Jeśli jednak bierze pod opiekę inną istotę, zwłaszcza tak bardzo zależną od siebie ma OBOWIĄZEK zadbać o jej dobro. Nikt nikogo nie zmusza do "posiadania" zwierząt i dzieci. Jeśli się więc je ma, trzeba stanąć na wysokości zadania. I przewidzieć, co może się zdarzyć w przeszłości. Skoro koty mogą żyć 20 lat, to wielce prawdopodobne jest, że załapią się na czas ciąży i niemowlaków w rodzinie. Trzeba przed wzięciem zwierzęcia zastanowić się, czy jest się na to gotowym. I jeśli nie to zrezygnować. Podobne jak nie powinny decydować się na dziecko kobiety, które nie uważają, że dla jego dobra powinny rzucić palenie i unikać alkoholu w ciąży. Przykładów jest mnóstwo.
            Pan, który oddał kota, moim zdaniem postąpił słusznie. Nie dlatego, żebym uważała, że kot jest winny. Właściciel najwyraźniej nie dojrzał na tyle, żeby poradzić sobie z opieką nad dzieckiem i kotem jednocześnie. Dalej mogłoby być tylko gorzej i kot mógł skończyć na ulicy, w schronisku lub pod ziemią. A dostał nowy dom, więc wybrane zostało najmniejsze zło dla kota. Gorzej, jeśli pan wykorzystał niewinną sytuację do pozbycia się kota, którego żona lubiła. To już byłoby bardzo nie w porządku i nie wróżyłoby zgodnego długiego pożycia...
            Ja mam dwa koty. Jestem w ciąży. Pierwszą ciążę poroniłam. Nie były winne temu moje zwierzaki. Nie mam odporności na toksoplazmozę, co oznacza, że nigdy jej nie przeszłam, choć koty w moim domu były niemal od zawsze. Braku odporności upatruję w tym, że nigdy nie lubiłam i nie wykonywałam prac w ziemi, myję warzywa i owoce i do 23 roku życia nie miałam żadnego bezpośredniego kontaktu z surowym mięsem. Serio, tak się brzydziłam, że kroiłam surowe mięso używając noża i widelca :) Potem mi trochę przeszło, ale nadal mam kontakt tylko z drobiem, który na tokso nie choruje. Wszystko, co dotyka surowego mięsa myję w detergencie i gorącej wodzie. Taka moja fobia i to nie tylko na tokso tylko ogólnie obrzydzenie. Oczywiście nie jadam też tatara :) Większym zagrożeniem niż koty jest pewnie moja babcia, która nie uznaje detergentów i bieżącej gorącej wody oraz zmywarki do mycia a po jej gotowaniu drobinki surowizny znajduję na ścierkach do rąk, uchwytach szafek i w innych niespodziewanych miejscach. Tak naprawdę fakt, że nie przechodziłam tokso jest pewnym problemem bo jedno przechorowanie daje odporność na zawsze a tak to muszę częściej się badać, ale nie przyszłoby mi do głowy, żeby miały na tym ucierpieć moje czyściutkie koty. Kocur śpi z nami w łóżku w nogach a w dzień najbardziej lubi przytulać się jak najbliżej twarzy a Zuza przychodzi na mizianki najczęściej podczas naszych posiłków. W czasie ciąży zwiększyłam ostrożność, kuwetę sprząta mąż i nie jem nigdy tą samą ręką, którą głaszczę kota. Myję też częściej ręce. I spodziewam się, że to wystarczy, bo skoro mam koty od 5 lat i do tej pory się nie zaraziłam, to pewnie tokso nie mają. A jak będę miała luzy finansowe to je przebadam i będzie z głowy. Nie wychodzą nigdzie same i nie jedzą surowizn poza kurczakiem.
            Jak boli mnie brzuch i martwię się o dziecko, to kładę sobie na brzuchu kota. Ciepłe i wibrujące od mruczenia ciałko bardzo dobrze mi robi w takich chwilach a kot dobrze wie, czego od niego w takiej chwili oczkuję. Służy też za "okład" przy bólach ucha i karku :)
            Podobną do mojej postawę mają wszyscy świadomi właściciele kotów. A Ci, którzy są skłonni oddać zwierzę z powodu ciąży są po prostu nieodpowiedzialni i zwierząt nie powinni mieć. Dzieci prawdopodobnie też...
            Dobro dziecka jest bezwzględnie priorytetem, ale musi być dobrze pojmowane i nie można w jego imię krzywdzić innych stworzeń.
            Może się zdarzyć, na szczęście bardzo rzadko, że całkowicie zignorowany po narodzeniu dziecka kot wykaże jakieś nieprawidłowe zachowania. Jak każdy, komu odbiera się nagle należną porcję uwagi i miłości lub komu nagle jakiś mały stwór wyrywa wąsy i ciągnie za ogon. Jeśli jednak tak się dzieje, jest to porażką człowieka jako wychowawcy zarówno kota jak i dziecka. Jeśli dorosły w swojej bezradności nie widzi innego wyjścia jak pozbycie się kota, to najmniejszym złem jest znalezienie mu nowego domu. Ale musi mieć świadomość, że kochający właścicieli kot będzie cierpiał w powodu rozłąki. Mając w domu małe dzieci i zwierzęta trzeba przyjąć po prostu pewne zasady. Nie zostawiać zwierząt i dzieci razem bez opieki. Zapewnić zwierzakom odpowiednią porcję uwagi i pieszczot oraz uczyć dziecko właściwego traktowania czworonogów. I nie wpadać w histerię, jeśli kot chce powąchać noworodka albo miękką łapą dotknąć niemowlaka, żeby sprawdzić, co to właściwie jest. Koty zazwyczaj po zapoznaniu się ze sprawą albo ignorują dziecko albo mianują się opiekunem tej istoty, która pachnąc mlekiem i wydając dziecięce odgłosy wzbudza w nich instynkty rodzicielskie.
            Znam swoje koty i im ufam. Daleka jestem jednak od tego, żeby zapewniać rodziców innych dzieci, że mogą się z kotem dowolnie bawić. Nigdy nie wiadomo, jak zareaguje kot lub dziecko i takie zabawy zawsze odbywają się pod kontrolą. Ostatnio synek moich przyjaciół, który dobrze zna moje koty wystraszył się rozpłakał jak jeden z nich przeciągając się położył przednie łapy na jego nogach, jak to często robi z nami. Dziecku nic się nie stało bo niby jak, ale płacz był. I ja to rozumiem. Kot na jakiś czas został delikatnie eksmitowany do innego pomieszczenia a potem po prostu omijali się wzajemnie. Gdybyśmy całej tej sceny nie widzieli albo ktoś miałby uprzedzenia, moglibyśmy zinterpretować zachowanie kota jako agresję, bo w końcu wyciągnął pazury (jak zawsze przy przeciąganiu) a dziecko nie umiało wyjaśnić, czego się przestraszyło dokładnie. Następnym razem będziemy wołać przeciągającego się przy dzieciach kota a Jasiowi wyjaśniliśmy, że kot nie miał zamiaru go podrapać i przestraszył się jego głośnego płaczu.
            Podejrzewam, że ludzie, którzy nie znają dobrze kotów, ich psychiki i zachowań, mogą każde jego zachowanie wytłumaczyć sobie jako agresję, zazdrość bądź złe intencje. A wszystkiemu winna niewiedza. Moim takim osobisty marzeniem jest, by ludzie którzy chcą mieć zarówno dzieci jak i zwierzęta przechodzili obowiązkowe szkolenie zakończone egzaminem, tak jak prawo jazdy. Przecież to dużo większa odpowiedzialność. Może wtedy mniej byłoby tak strasznie skrzywdzonych dzieci i nieludzko potraktowanych zwierząt. Szkoda, że to pomysł nierealny. Zaraz odezwaliby się obrońcy "wolności" człowieka. Dziwna tylko jest dla mnie wolność interpretowana jako prawo do krzywdzenia istot zależnych od nas...
            • nameida Re: To kwestia odpowiedzialności 09.06.09, 03:55
              Jeszcze słowo w sprawie psów. Ja sama trochę się ich boję. Znajomych mniej, nieznajomych bardziej. Miałam swojego psa, do którego byłam bardzo przywiązana, ale niektórzy znajomi bali się go. Rozumiem jak najbardziej miłość właścicieli do czworonogów, ale niechże oni też zrozumieją mój lęk. Duże psy mają pyski na wysokości dziecięcych buź czy to w wózkach czy poza nimi. A zęby takie, że gdyby chciały mogłyby zmiażdżyć kość. I mam pełne prawo nie życzyć sobie, by nieznajomy pies zbliżał się do mojego czy też pozostającego pod moją opieką dziecka. Rozumiem, że właściciele mają zaufanie do swoich psów. Ich sprawa, ja mam do swoich kotów. Ale tak jak ja nie wymagam, żeby każdy mój gość ufał moim kotom i je miział tak niech oni nie wymagają, bym ufała ich psom. I dlatego na terenach publicznych obowiązuje smycz i ew. kaganiec. Nie znoszę, kiedy nieznajomy pies próbuje na mnie wskakiwać w powitaniu lub mnie lizać. W przeciwieństwie do kotów psy liżą na mokro i mnie to brzydzi. Tak samo jak kogoś może brzydzić język mojego kota. Jeśli jakiś mój gość kotów nie lubi, nie przekonuję go do nich tylko je izoluję. Oczekuję, że tak samo będą postępować właściciele psów na ulicy.
              Nie jest problemem, gdy właściciel jest odpowiedzialny, taki ma psa po podstawowym przynajmniej szkoleniu i właśnie taki rozumie, że nie każdy musi lubić ekspansywność jego czworonoga. Psy biegające bez smyczy i podbiegające do obcych ludzi i dzieci są najczęściej słabo wychowane i mam podstawy by się spodziewać, że w niespodziewanej sytuacji właściciel nie zapanuje nad zwierzęciem. Tak było z psem szwagierki, który złapał teściową za twarz zębami kiedy położyła się na swoim łóżku. Teraz pies jest ułożony, po szkoleniu, ale mimo tego nie jest puszczany bez smyczy. Ja go lubię, ale na dystans. I szwagierka nigdy nie powie, proszę się nie bać, on nie gryzie, bo nie ma co do tego całkowitej pewności. Tak jak ja nie mam pewności, że nie gryzie pies podbiegający do mnie na ulicy, choć jego właściciel z daleka mnie o tym zapewnia. Ale jak proszę, żeby odwołał psa, ten go nie słucha. To jak nam nim zapanuje, gdy wykaże agresję? Nie chcę się przekonywać i mam do tego prawo a mądry właściciel psa to zrozumie. Niemądry nie powinien psa w ogóle mieć. Tak jak i kanarka, kota czy wreszcie dziecka...

              Nie mam zamiaru straszyć żadnego dziecka psem. Ale swoje nauczę ostrożności. Tego, że zanim pogłaszcze się nieznajomego psa należy zapytać właściciela czy można.
              Ja na przykład nie znoszę, jak ktoś na ulicy czy w komunikacji publicznej głaszcze mojego kota bez pytania. Zwłaszcza jak to jest dziecko, które nie robi tego delikatnie luk ktoś z brudnymi rękami. Zawsze w takich wypadkach mówię dzieciom, że zanim dotknie kota musi zapytać, czy można i że można, ale krótką chwilę bo kot nie lubi / boi się nieznajomych. Dzieciom taka lekcja się przydaje i spotkane któryś raz zawsze grzecznie zapytają. A starszym chyba niewiele już pomoże, więc mówię, że nie i koniec. Psy być może reagują na głaskaczy lepiej, ale to najlepiej może ocenić właściciel i pozwolić na to lub nie.
              Podstawą, jak zwykle w życiu musi być świadomość i odpowiedzialność.
Pełna wersja