czekamnacos
02.06.09, 23:34
Jestem od roku na wychowawczym. Gdy Mała sie urodzila to ja kazdej
nocy po kilka razy do niej wstawalam. Myslalam sobie: mąż wstaje do
pracy wiec szkoda go budzic, poza tym i tak bylo karmienie, wiec bez
sensu zebysmy sie budzili oboje. Po trzecie on naprawde nie slyszal
wrzasku Małej. Wychodzi do pracy o 9.00 wraca o ok 18.oo. Oboje
zdecydowalismy ze póki dziecko sie troche nie odchowie to zostane z
nią w domu. O 6.00 to ja wypełzam z łóżka by zrobić butelkę, gdy mąż
wraca to ja nadal zajmuje sie M. kąpie, kłade spać. Pomaga mi przy
dziecku niechętnie, znajduje wymówki i nigdy nic z własnej
inicjatywy. A gdy cos robi potrzebuje mojej pomocy (podac recznik,
przyniesc ubranko, "gdzie to jest?"). W zartach slysze, ze on tez by
tak chcial jak ja, posiedziec sobie z malą w domu, gotowac obiadki.
A ja gotuje niechetnie, sprzatam gdy musze (bo denerwuje mnie jego
balagan, ktory i tak zaraz zrobi), nie jestem wzorowa gosposią. Ale
dzieckiem zajmuje sie jaknarazie bez zarzutu. Jaknarazie bo mam juz
dosyc! Bolą mnie plecy od noszenia M., a psychicznie wysiadam.
Jestem znudzona, rozżalona i nie mam najmniejszej ochoty na seks.
Jestem dla M. 24h/dobę bo "ja to robie lepiej", bo przeciez to ja
jestem jej mamą i to jest moja praca. Tutaj na wsi nie mam gdzie ani
z kim wyjść by odpocząć i przestac choc na chwile myslec ze jestem
mamą. On mowi, ze tacy są wszyscy faceci, ze im trzeba zawsze
podpowiadac czego my kobiety chcemy.